Stoke City

Wszystko o piłce w Anglii - Zawodnicy, Kluby, Reprezentacja, Wyniki, Transfery oraz inne wydarzenia związane z piłką.

Moderatorzy: petru, maciek_88, Dr.Football1, fieldy, piotrcies, maestro, Cris7

blackmore
Kapitan
Kapitan
Posty: 3853
Rejestracja: sob 28.09.2013 21:11
Reputacja: 163

Stoke City

Postautor: blackmore » pn 19.10.2015 22:51

Swansea - Stoke City 0:1

pierwsza połowa pod dyktando gości. Najpierw szybko zdobyta bramka z rzutu karnego po indywidualnej akcji Bojana Krkicia, zakończonej faulem Williamsa, a następnie kilka innych niezłych szans na gola, ale szkoda zwłaszcza świetnego dośrodkowania z lewej strony, po którym do piłki minimalnie się spóźnił Marko Arnautović. Gospodarze nie zaprezentowali niczego wartego uwagi, ale na przerwę mogli schodzić z minimum remisem, gdyby udało się wykorzystać niefortunne zagranie Butlanda (golkiper Stoke skiksował przy przyjęciu piłki). W drugiej odsłonie rywalizacji Łabędzie nieco przycisnęły rywala, najpierw indywidualnie akcje kończył Bafétimbi Gomis, oddając dwa bardzo zawstydzające swoją niecelnością uderzenia, ale dla drużyny Monka był to z pewnością sygnał do ataku, skoro jeszcze przed 60. minutą bliski szczęścia był Shelvey. Zaskoczyć Butlanda próbował również Neil Taylor, ale także bez powodzenia. Manager gospodarzy w przerwie nie zareagował, ale po godzinie gry wprowadził na plac gry tych, którzy mogli ze spokojem wypatrywać miejsca w podstawowej jedenastce, czyli Gylfiego Sigurðssona oraz Ki Sung-yuenga. Zwłaszcza ten drugi wniósł sporo ożywienia w poczynania swojego zespołu, uprzykrzając życie The Potters na lewej stronie. Aczkolwiek to właśnie Islandczyk zaimponował niewiele niecelnym huknięciem z blisko 30. metrów. Fatalnie za to po drugiej stronie się prezentował Shaqiri, który oprócz jednego fatalnego uderzenia, "wykazał" się prostymi, bezsensownymi faulami. W ogólnym przekroju spotkania nie było ono specjalnie fascynujące, momentami ślamazarne tempo, obudzające sporadycznymi groźniejszymi sytuacjami podbramkowymi, najczęściej w postaci uderzenia z dystansu. Mark Hughes może być zadowolony.

blackmore
Kapitan
Kapitan
Posty: 3853
Rejestracja: sob 28.09.2013 21:11
Reputacja: 163

Re: Stoke City

Postautor: blackmore » sob 26.12.2015 15:55

Stoke City - Manchester United 2:0

pierwsza połowa wyraźnie pod dyktando gospodarzy, którzy potwierdzili, że z potentatami są w stanie zagrać bez kompleksów. Marko Arnautović może niedługo zasili jakiś mocniejszy zespół, myślę, że np. w Arsenalu miałby szansę się sprawdzić. U Austriaka warto docenić moc w uderzeniu, ale przede wszystkim warstwę intelektualną. Nie jest to takie bezmyślne parcie do przodu, ale zawodnik Stoke dużo rozważa, wie, jak poprowadzić daną akcję, kiedy wykonać zwód, a gdy lepiej zagrać do partnera, to chętnie oddaje futbolówkę. Obecny sezon w barwach The Potters jest dla niego bez wątpienia najlepszym, ale już w poprzednich dwóch latach był jedną z ważniejszych postaci w ekipe Hughesa. Odnośnie dzisiejszego spotkania, to jak już napisałem, pierwsza połowa ze wskazaniem na Stoke, ale w drugiej o Manchesterze można już powiedzieć kilka cieplejszych słów. Brakowało skuteczności, ale strzały Fellainiego, Martiala, czy w końcówce pojedynku również Maty, to oznaka, że Czerwone Diabły jednak przyśpieszyły grę, podkręciły tempo rozgrywania akcji i chciały ratować losy tej rywalizacji. Najsłabiej na boisku wypadł Depay, który po kiksie na początku meczu, następnie zaliczał masę strat, a także nie wykazywał porozumienia z kolegami. Rooney wszedł i trochę rozruszał towarzystwo, podobnie jak starał się wspomniany już Martial. Słabiej się prezentowali boczni obrońcy, którzy sporadycznie podejmowali decyzje o podłączeniu się do akcji ofensywnych, z kolei środek pola także nie okazywał przesadnego wsparcia. Gospodarze nie byli już tak aktywni, może był to efekt utraty sił, które spożyli na pierwszą odsłonę rywalizacji, a może taki był zamysł Hughesa, aby się skupić na obronie i ewentualnie wyprowadzaniu kontrataków, skoro po pierwszych 45. minutach wynik był bardzo korzystny, a na boisku się pojawił Rooney, co było równoznaczne z postawieniem przez Manchester na ofensywę.

Smutny Boxing Day dla van Gaala i spółki. Jakże radosny dla Marka Hughesa i jego Stoke.

Awatar użytkownika
Morrow
Administrator
Administrator
Posty: 11553
Rejestracja: pn 15.05.2006 22:36
Reputacja: 1360

Re: Stoke City

Postautor: Morrow » sob 26.12.2015 16:01

blackmore pisze:Słabiej się prezentowali boczni obrońcy, którzy sporadycznie podejmowali decyzje o podłączeniu się do akcji ofensywnych, z kolei środek pola także nie okazywał przesadnego wsparcia.


W żaden sposób nie da się z tym zgodzić. Young IMO był jednym z najlepszych, jak nie najlepszym, w szeregach MU, zwłaszcza w drugiej połowie. Wyglądał znacznie lepiej od Maty i pracował na całej długości. To, że niewiele z tego wynikało i słał te wrzutki w pole karne bez żadnego odbioru (standard w wykonaniu MU to inna sprawa) nie zmienia faktu, że był jednym z jaśniejszych punktów MU, o ile takie były, i jako jeden z nielicznych dodawał grze MU jakiejś dynamiki. Blind ogólnie bardzo słabo ale też kilka razy się podłączył i wrzucał bezmyślnie te piłki.

Co do środka pola też trudno się zgodzić bo o ile Carrick jest statyczny zawsze i zdziwiłbym się gdyby biegał pod pole karne tak Herrera choć chaotyczny i zanotował kilka bezmyślnych zagrań, był dziś całkiem aktywny, pokazywał się do gry i starał się brać na siebie ciężar gry. Wychodziło to biednie ale IMO i tak wypadł dziś znacznie lepiej od wszystkich, którzy biegali wyżej od niego (może poza Roo, który dał niezłą zmianę).

blackmore
Kapitan
Kapitan
Posty: 3853
Rejestracja: sob 28.09.2013 21:11
Reputacja: 163

Re: Stoke City

Postautor: blackmore » sob 26.12.2015 16:13

Herrera w ofensywnie - strzał na początku meczu, jeszcze przy stanie 0:0. Płaski, lekki, łatwo obroniony przez Butlanda. Innych uderzeń nie pamiętam, podobnie jak podań do partnerów, z których mogło powstać zagrożenie. Hiszpan z czasem podchodził wyżej, bo Manchester przy bierności Stoke, mógł sobie pozwolić na atak pozycyjny. Na jakość akcji jednak nie miało to moim zdaniem żadnego przełożenia.

Morrow pisze:Carrick jest statyczny zawsze i zdziwiłbym się gdyby biegał pod pole karne

Dzisiaj był kapitanem. Kto, jak nie on, powinien dać sygnał, że zespół się nie podłamuje i atakuje? Nie mówię, że miał zaraz mijać pięciu rywali i ładować gole, ale brakowało mi choćby wsparcia mentalnego.

Blind był słabiutki, natomiast odnośnie Younga, to w drugiej połowie może rzeczywiście był lepszy, ale mimo wszystko i tak zapamiętam głównie te nieporadne próby powstrzymania Arnautovicia.

Awatar użytkownika
Morrow
Administrator
Administrator
Posty: 11553
Rejestracja: pn 15.05.2006 22:36
Reputacja: 1360

Re: Stoke City

Postautor: Morrow » sob 26.12.2015 16:24

No o wsparciu mentalnym to nie pogadamy bo ja nie wiem co tam Carrick krzyczy na boisku. Dynamiki i wsparcia ofensywy z jego strony się nie spodziewam. Kiedy jest w składzie wiadomo, że ma odpowiadać tylko za tempo gry i zabezpieczanie tyłów. Strzałów zza pola karnego w wykonaniu MU nie ma co się spodziewać od nikogo i nie są one żadnym wyznacznikiem. Była statystyka, która pokazała, że jesteśmy pod tym względem najgorsi albo prawie najgorsi w lidze - zarówno pod względem strzałów z dystansu jak i bramek tak zdobytych. To musi wynikać z założeń taktycznych i "filozofii" LVG.

Young jeśli o mnie chodzi, to był najlepszy po stronie MU. Z tego co widzę, tak też został oceniony choćby przez whoscored. W obronie zawsze będzie pocieszny ale to nie on zawalił nam mecz. Poza tą durną ręką nie ma się u niego o co przyczepić. Blind był dziś słaby zarówno z przodu jak i z tyłu.

Herrera nie zagrał dobrego meczu. Był równie słaby co reszta partnerów ale chęci do gry, prób wbiegania w pole karne (choćby do podań Maty) i podłączania do gry z przodu nie da mu się odmówić. Niewiele z tego wynikało ale niewiele w ogóle wynikało z gry MU i nie zrzucałbym tego głównie na bocznych obrońców i środkowych pomocników. IMO taki Mata zaliczył kolejny beznadziejny występ, Fellaini równie słaby a Martial nie pokazał dziś nic ciekawego. O Depayu nawet nie piszę.

Kolejny raz podkreślam, że moim zdaniem to nie Ci piłkarze są aż tak słabi tylko założenia gry stosowane przez Holendra. To niepojęte jak ten zespół od tak długiego czasu nie potrafi sobie w ciągu meczu wykreować 3-4 dobrych sytuacji do strzelenia bramki.

blackmore
Kapitan
Kapitan
Posty: 3853
Rejestracja: sob 28.09.2013 21:11
Reputacja: 163

Re: Stoke City

Postautor: blackmore » sob 26.12.2015 16:44

Morrow pisze:moim zdaniem to nie Ci piłkarze są aż tak słabi tylko założenia gry stosowane przez Holendra.

Tak, tak, przecież pisząc, że "x zagrał słabo" nie twierdzę jednoznacznie, że to bezpośrednio wina jego umiejętności (tzn. takie przypadki też są, ale wtedy należy to inaczej sformułować, bez tego nacisku na "dzisiaj"). Nigdy nie kwestionowałem tego, jaką macie kadrę pod względem nowych nazwisk (o brakujących autorytetach pisałem niedawno w temacie Manchesteru, ale stanowi to odrębną kwestię, zresztą dotyczyła wprowadzaniu/opieraniu się na młodych zawodnikach), bo latem wyraźnie stwierdziłem, że zostały przeprowadzone bardzo obiecujące, perspektywiczne transfery i czułem duży respekt do United (co trwa do dziś, bo kryzys kryzysem, ale za dwa dni, to wy i tak będziecie faworytem). Słaba postawa może wynikać zarówno z gorszej dyspozycji danego zawodnika, ale również, jak w tym przypadku, z poglądów na grę managera.

Morrow pisze:Poza tą durną ręką nie ma się u niego o co przyczepić.

Może jeszcze to przecięcie dośrodkowania Krkicia. Przy innym bramkarzu, mógł być samobój ; )

red85
Gwiazda
Gwiazda
Posty: 4346
Rejestracja: pn 14.04.2008 19:42
Reputacja: 176
Kontaktowanie:

Re: Stoke City

Postautor: red85 » sob 26.12.2015 17:04

Na krótko bo z koma

Kolejny raz podkreślam, że moim zdaniem to nie Ci piłkarze są aż tak słabi tylko założenia gry stosowane przez Holendra. To niepojęte jak ten zespół od tak długiego czasu nie potrafi sobie w ciągu meczu wykreować 3-4 dobrych sytuacji do strzelenia bramki.


Dzisaj spokojnie mozna znaleźć 3 takie sytuacje. Sam fells powinien strzelić dwie bramki, a kontra wyprowadzona przez perreiry rownież powinna byc zakończona bramka. Na takim poziomie trzeba wykorzystywać takie szanse. Trzeba.

Awatar użytkownika
Morrow
Administrator
Administrator
Posty: 11553
Rejestracja: pn 15.05.2006 22:36
Reputacja: 1360

Re: Stoke City

Postautor: Morrow » sob 26.12.2015 17:14

Przy pierwszej okazji Fellainiego był odgwizdany spalony z tego co pamiętam. Szansa Maty już praktycznie w doliczonym czasie kiedy wynik był rozstrzygnięty. Gdyby to był jednorazowy wybryk bym zrozumiał ale tak jest w każdym meczu. Zespół nie kreuje sytuacji, nie potrafi zdominować gry bliżej pola karnego przeciwnika. Wykorzystalibyśmy dzisiejsze okazje w 100% i od biedy ugralibyśmy remis. To by jednak nie zmieniło całego obrazu gry, problem jest w innym miejscu. przy tych graczach należy wymagać więcej bo nawet demonizowany Mourinho ze swoją obroną potrafiłby stworzyć więcej groźnych okazji przez 90 minut. Od dobrego miesiąca drużyna powinna zostać przestawiona tak by częściej, agresywniej i groźniej atakować rywala. Mam wrażenie, że LVG też to widzi (wystawienie Herrery w środku, posadzenie Rooneya, powrót do grania Fellainim) ale nie ma żadnego pomysłu jak cokolwiek zmienić.

blackmore
Kapitan
Kapitan
Posty: 3853
Rejestracja: sob 28.09.2013 21:11
Reputacja: 163

Stoke City

Postautor: blackmore » pn 18.04.2016 22:50

Stoke City - Tottenham Hotspur 0:4

pierwsze 25. minut spotkania zostało, bez wątpienia, zdominowane przez Koguty. Podopieczni Marka Hughesa mieli niemałe problemy z wyprowadzeniem piłki z własnej połowy, gracze z Londynu stosowali znakomity, wysoki pressing, a w momencie przejęcia futbolówki, nie zamierzali jej szybko oddawać. Jeszcze przed golem Kane'a, ten sam zawodnik miał szansę na pokonanie Givena, ale jego strzał został zablokowany. Kilka minut później reprezentant Anglii (można już rzec, że w swoim stylu) oddał wyśmienite uderzenie z dystansu i posłaniem piłki na dalszy słupek, zaskoczył irlandzkiego bramkarza. Kolejnym zagrożeniem było dośrodkowanie z rzutu wolnego autorstwa Eriksena, natomiast na akcje ofensywne gospodarzy należało jeszcze trochę poczekać. Wiele zmieniła niebezpieczna centra Camerona, która pobudziła fanów zgromadzonych na Britannia Stadium, zaś po chwili groźny strzał oddał Marko Arnautović. Od tamtej chwili gra się nieco wyrównała, Koguty nie miały już tak zdecydowanego posiadania piłki, a gospodarze prostymi środkami starali się przenieść ciężar gry pod pole karne rywala. Dominacja wicelidera ligi powróciła dopiero wraz z potężnym, acz niewiele niecelnym, strzałem Dembélé. Gdyby uderzenie Belga "wpadło", to z pewnością mielibyśmy do czynienia z bramką kolejki. Szczęście nie dopisało również Eriksenowi, który w 40. minucie rywalizacji, będąc w sytuacji jeden na jeden z Givenem, trafił w poprzeczkę. W drugiej połowie do gola Alliego gospodarze ponownie prezentowali się naprawdę przyzwoicie. Szczęścia próbował Afellay, starali się także Krkić oraz Joselu. Brakowało jednak klarownych okazji pod bramką Llorisa, a w końcu Tottenham wyprowadził zabójczą kontrę, po której podwyższył na 2:0. Po tym trafieniu gra wyraźnie ustała, gospodarze stracili impet, zaś Koguty przypieczętowały zwycięstwo golem Kane'a i do końca spotkania (pomijając efektowne trafienie Alliego) piłkarze nie dostarczyli już kibicom żadnych emocji. Szkoda Givena. Przy żadnej z bramek nie miał szans, a mimo wszystko, nie chciałbym, aby do bramki The Potters wrócił Jakob Haugaard.

blackmore
Kapitan
Kapitan
Posty: 3853
Rejestracja: sob 28.09.2013 21:11
Reputacja: 163

Stoke City

Postautor: blackmore » sob 23.04.2016 16:15

Manchester City - Stoke City 4:0

kolejny rozczarowujący występ drużyny Marka Hughesa. Do momentu pierwszej bramki jeszcze w miarę zadowalająco to wyglądało, The Potters nie tylko skutecznie się bronili, ale również sporadycznie atakowali. Bliski szczęścia po dośrodkowaniu z rzutu rożnego był Ryan Shawcross, a dwukrotnie Harta próbował zaskoczyć z dystansu Giannelli Imbula (pierwsza próba była znacznie groźniejsza od drugiej). Postawa w obronie natomiast bez większego zarzutu, były chwile, w których gospodarze nie wiedzieli, co zrobić z piłką, długo wymieniali futbolówkę, szukając tego odpowiedniego momentu na przyśpieszenie, lecz zespół Hughesa bardzo dobrze zagęszczał pole i kurczowo się trzymał poszczególnych piłkarzy Pellegriniego. Podobał mi się zwłaszcza Phil Bardsley, który odpowiadał przede wszystkim za krycie Agüero i byłemu obrońcy Sunderlandu należy oddać, że robił to podręcznikowo. Kilka ważnych interwencji zaliczył również Shawcross, lecz w końcu blok defensywny Stoke został złamany.

Trafienie Fernando było bardzo ładne. Brazylijczyk wykorzystał niezłą "wrzutkę" Navasa i uderzył futbolówkę pod takim kątem, że naprawdę nie ma co się dziwić, iż Shay Given nie dał rady sięgnął nogą tej piłki. Generalnie Fernando w ostatnim czasie gra naprawdę dobrze, jak go obserwuję, to od momentu przyjścia na Etihad Stadium, obecnie prezentuje najwyższą formę w barwach Obywateli. Szybkie podwyższenie dla półfinalisty Ligi Mistrzów nastąpiło po rzucie karnym, który silnym uderzeniem wykorzystał Agüero. Co prawda, Given wyczuł intencję Argentyńczyka, lecz strzał był zbyt mocny, aby irlandzki bramkarz zdążył z interwencją.

Od tamtej pory spotkanie stało się jednostronne, worek z bramki został rozwinięty i nie tylko postronni widzowie, ale również fani grających drużyn, mieli powody do znużenia. Manchester atakował, Kelechi Iheanacho ustrzelił dublet, a piłkarze Hughesa skupili się już tylko na tym, aby przegrać ten mecz w jak najmniejszym wymiarze kary. Ostatecznie skończyło się tak, jak w minionym starciu z Kogutami - 0:4.

blackmore
Kapitan
Kapitan
Posty: 3853
Rejestracja: sob 28.09.2013 21:11
Reputacja: 163

Stoke City

Postautor: blackmore » sob 20.08.2016 15:40

Stoke City - Manchester City 1:4

wynik chyba za wysoki i nie w pełni odzwierciedla boiskową postawę. Oczywiście, różnica klasa niepodważalna i Manchester sięgnął po trzy punkty, właściwie ani na moment nie obawiając się o końcowy rezultat, ale chyba można się zgodzić z tym, że zwłaszcza ta druga bramka Nolito to klasyczne dobicie przeciwnika, który wyraźnie przesunął akcent na ofensywę, na czym ucierpiała jakość w obronie. W błędach sędziowskich na remis, zatem nie ma sensu już tego roztrząsać, zwłaszcza, że zarówno Agüero, jak i Krkić, bardzo pewnie wykorzystali swoje jedenastki. To z pewnością był lepszy Manchester niż ten sprzed tygodnia i można się tylko domyślać, jak to będzie wyglądało, gdy maszyna ruszy na pełnej parze, wszak kilku zawodników jeszcze nie prezentuje najwyższego poziomu. De Bruyne miewa przebłyski, ale nie jest tak, że ciągnie przez całe spotkanie. Nad drugim skrzydłem Guardiola musi pomyśleć, ponieważ znowu widać, że z Jesúsa Navasa żaden pożytek. Ma ciąg na bramkę, wykorzystuje swoją szybkość, lecz w kluczowych momentach brakuje postawienia kropki nad "i". Całkiem obiecująco, już od 1. kolejki, wygląda współpraca Silvy ze Sterlingiem. Szukają niekonwencjonalnych rozwiązań, starają się w każdej akcji wymienić między sobą kilka podań i na pewno ich gra stanowi kontrapunkt dla dyspozycji piłkarzy z drugiej strony boiska. Kilka słów o ekipie Marka Hughesa. Nie było to tak wymagające Stoke, jak sezon wcześniej, trochę ta drużyna straciła na swojej mocy i poza sporadycznymi momentami, Caballero nie musiał się bać o własne konto. Jasne, The Potters grali z zaangażowaniem, dużo walczyli, w kilku akcjach pokazali nawet próbkę możliwości technicznych; to ładny przerzut na skrzydło, to zyskanie wolnej przestrzeni w środku boiska poprzez zagranie piętką i dlatego uważam, że przynajmniej o tę jedną bramkę mniej dla gości mogło się zakończyć dzisiejsze spotkanie na Britannia Stadium. Aha. Udana zmiana Kelechiego Iheanacho.

Awatar użytkownika
ryba_82
Gwiazda
Gwiazda
Posty: 5588
Rejestracja: śr 11.08.2010 19:23
Reputacja: 321
Lokalizacja: Blue Moon

Stoke City

Postautor: ryba_82 » sob 20.08.2016 21:51

blackmore pisze:Source of the post Nad drugim skrzydłem Guardiola musi pomyśleć, ponieważ znowu widać, że z Jesúsa Navasa żaden pożytek. Ma ciąg na bramkę, wykorzystuje swoją szybkość, lecz w kluczowych momentach brakuje postawienia kropki nad "i".


Navas będzie tylko zmiennikiem.Na prawym skrzydle będą grać głównie Sterling i Sane,przynajmniej tak to widzę na chwilę obecną.

Żeby nie było :offtopic: to dodam iż to nie był zdecydowanie dzień Arnautovica.Wyglądało to tak jakby grał dziś na kacu,piłka mu odskakiwała praktycznie przy każdej próbie jej przyjęcia.IMO nadawał się do zmiany już w przerwie.
Obrazek

blackmore
Kapitan
Kapitan
Posty: 3853
Rejestracja: sob 28.09.2013 21:11
Reputacja: 163

Stoke City

Postautor: blackmore » ndz 02.10.2016 15:10

Manchester United - Stoke City 1:1

Shay Given już od kilku spotkań siedzi na ławce rezerwowych, ale irlandzki weteran może z podziwem spoglądać na popisy Lee Granta. W pierwszej połowie Czerwone Diabły powinny prowadzić różnicą co najmniej trzech goli, ale bramkarz Stoke spisywał się znakomicie. Doskonałe okazje na trafienie do siatki rywala miał Ibrahimović (dwa strzały w ciągu jednej akcji) oraz Lingard. Warto również wspomnieć o minimalnie niecelnym uderzeniu Paula Pogby, a także precyzyjnym strzale Juana Maty, po którym Grant sparował piłkę na rzut rożny. Jeżeli chodzi o zespół Marka Hughesa, to można wymienić dwa uderzenia Camerona i przyznam szczerze, że zwłaszcza drugi z nich powinien się zakończyć golem. Amerykanin dostał futbolówkę od Allena na środku "szesnastki", będąc niepilnowanym, ale siła płaskiego strzału była tak mizerna, że nie miał prawa w żaden sposób zaskoczyć nim De Gei. Po przerwie gra się nieco wyrównała, tj. Manchester nie grał już tak kombinacyjnie i efektownie jak w pierwszych trzech kwadransach, a największe zagrożenie kreował, podobne jak niżej notowany przeciwnik, po strzałach z dystansu. Uderzał ponownie Pogba, a najgroźniej było po próbie Herrery... Wreszcie wpadło, aczkolwiek w nieco absurdalnych okolicznościach. Akcja Wayne'a Rooney'a przy trafieniu Martiala, pod względem jej charakteru, podobna do tej z meczu przeciwko Zorii Ługańsk. Nieco kuriozalna, trochę przypadku... W czwartek skończył Ibrahimović, zaś dzisiaj (przy udziału trzeciego aktora, bodajże Camerona) skutecznie finiszował francuski rezerwowy. Gol dla gości trochę przypadkowy, ale futbol miewa również takie oblicze. W tym przypadku największa bura dla De Gei. Jasne, strzał Johnsona był nieprzyjemny i po drodze piłka chyba otarła się o któregoś z zawodników, lecz i tak Hiszpanowi należy wytknąć nieporadność. Jest genialny, zatem nie ma co się na niego obrażać, ponieważ nawet największym zdarzają się potknięcia, niemniej jednak jak Stoke nie było w stanie na dobre zagrozić United (takich strzałów jak ten z bliska w wykonaniu Allena, po minięciu Smallinga, chyba nie można brać na poważnie), tak golkiper drużyny Mourinho pomógł The Potters w wywalczeniu bezcennego punktu. Jeżeli chodzi o ostatnie minuty rywalizacji, to Manchester mnie nie przekonał. Jasne, była poprzeczka po główce Pogby, ale brakowało mi takiego zdecydowanego, zmasowanego ataku na bramkę Granta, nie mówiąc o jakichś naprawdę dogodnych szansach na przechylenie szali na własną korzyść. Niemniej jednak w przekroju całego pojedynku drużynowo Manchester nie wyglądał źle, zwłaszcza w pierwszej połowie. Może trochę Valencia obniżył loty względem ostatnich spotkań (przeciwnie do Maty, który rozkręca się z meczu na mecz; dzisiaj Hiszpan zagrał kilka naprawdę bajecznych piłek). Nie wychodziły mu dośrodkowania, także niezbyt pewny w poczynaniach defensywnych. Stoke? Bez wątpienia udany występ w obronie, ale w ofensywie wciąż bez pomysłu, czy może zwyczajnie bez umiejętności. Niby jest Bony, jest Shaqiri, jest Allen, ale potrzeba naprawdę czasu, aby się doczekać porządnej akcji w wykonaniu ekipy Hughesa.

blackmore
Kapitan
Kapitan
Posty: 3853
Rejestracja: sob 28.09.2013 21:11
Reputacja: 163

Stoke City

Postautor: blackmore » sob 17.12.2016 18:47

Stoke City - Leicester City 2:2

bardzo ciekawe widowisko na Britannia Stadium i można tylko żałować, że Vardy otrzymał czerwoną kartkę, ponieważ Lisy w komplecie byłyby jeszcze groźniejsze. Od początku spotkania mieliśmy wyrównaną walkę. Gospodarze bardzo szybko zyskali rzut rożny, po którym doszło do niemałego zamieszania w "szesnastce" rywala. Niewiele później odpowiedział mistrz Anglii, a futbolówkę po główce Hutha spod samej poprzeczki wybijał Lee Grant. Następnie na dłużej inicjatywę przejęli podopieczni Hughesa, ale Schmeichel nie musiał interweniować, albowiem każdy z ataków The Potters skutecznie blokowali jego koledzy z obrony. Dopiero czerwień dla Vardy'ego sprawiła, że wśród przyjezdnych zapanował niepokój, co bardzo szybko wykorzystali piłkarze Stoke. Najpierw ewidentna ręka Simpsona, po której rzut karny na gola zamienił Bojan Krkić, a następnie nieco przypadkowe trafienie Allena. Piłka odbiła się od słupka, przeleciała obok wykonującego paradę Schmeichela i szczęśliwie trafiła pod nogę walijskiego pomocnika.

Wydawało się, że kwestia zwycięstwa jest rozstrzygnięta, ale w drugiej połowie Lisy zdołały wyrównać. Wciąż pozostaje to paradoksem, albowiem po przerwie nie mieliśmy tradycyjnego powrotu z dalekiej podróży. Wręcz przeciwnie. To gospodarze nieustannie mieli inicjatywę, a w pewnym momencie posiadanie piłki wynosiło 67% na ich korzyść. Kluczowym momentem dla zmiany oblicza rywalizacji były trafnie przeprowadzone przez Ranieriego zmiany. W 72. minucie na placu gry zameldowali się Gray i Ulloa, aby zaledwie 120 sekund później przeprowadzić akcję dającą drużynie trafienie kontaktowe. Gospodarze zaczęli odczuwać presję, a mistrz Anglii wykazywał niezwykłą mobilizacją. Z dystansu próbował Gray, odrodził się niewidoczny dotąd Mahrez, a Hughes reagował na boiskowe wydarzenia, zdejmując najbardziej wysuniętego Krkicia i wprowadził defensywnie usposobionego Charliego Adama. Pomimo przewagi jednego gracza, podopieczni walijskiego managera skupili się na defensywie i zamiast szukać szansy na podwyższenie rezultatu, woleli zadbać o skromną przewagę. Okazało się to błędnym postanowieniem, albowiem Lisy wykorzystały mniejsze zaangażowanie w ofensywę rywala i w jednej z akcji po podaniu Fuchsa do siatki Granta strzałem głową trafił Amartey. W końcówce gospodarze ponownie rzucili się do ataku (za rozegranie się zabrał wprowadzony Adam, a pojawiły się również stałe fragmenty gry, z których pomocnik Stoke mocno bił piłki w pole karne przeciwnika), ale na ponowne wyjście na prowadzenie zabrakło już czasu.

blackmore
Kapitan
Kapitan
Posty: 3853
Rejestracja: sob 28.09.2013 21:11
Reputacja: 163

Stoke City

Postautor: blackmore » śr 08.03.2017 23:07

Manchester City - Stoke City 0:0

na Etihad Stadium nie otrzymaliśmy tylu emocji, co na Camp Nou, niemniej jednak cieszę się, że kosztem Ligi Mistrzów postawiłem na wieczór z Premier League. Po cichu liczyłem, że Stoke urwie punkty gospodarzom i zwyczajnie musiałem obejrzeć tę rywalizację. Z końcowego rezultatu jestem usatysfakcjonowany, Guardiola traci punkty, a ekipie Hughesa życzę całkiem dobrze, wobec tego to podwójna radość.

W pierwszej połowie Manchester obiecująco wyglądał na skrzydłach, warto zwrócić uwagę na fajną współpracę De Bruyne z Navasem, którzy bardzo często wymieniali się futbolówką i raz jeden, raz drugi był tym, który centrował w "szesnastkę" Lee Granta. Po drugiej stronie równie okazale prezentował się Sané, dla którego udany występ przeciwko Monaco może być punktem zwrotnym w tym średnim dotychczas sezonie (głównie za sprawą minionych kontuzji). Z byłym zawodnikiem Schalke duże problemy miał Bardsley, momentami ratując się faulem.

Takich klarownych okazji na objęcie prowadzenia Obywatele jednak się nie doczekali, na upartego możemy wspomnieć strzał z rzutu wolnego w wykonaniu Kolarova, po którym piłkę odbił Grant. Goście byli skupieni głównie na obronie, ale wspomniałbym o dwóch sytuacjach. Pierwsza, gdy po akcji Ramadana zakotłowało się w polu karnym i uderzał Martins Indi oraz druga pod koniec połówki, gdy z woleja (bardzo nieudanie) próbował Diouf.

Po przerwie poziom gry był dosyć przeciętny... Manchester jakby nie potrafił złapać wiatru w żagle i brakowało pomysłu na złamanie bloku defensywnego. Podopieczni Hughesa z kolei jedyne zagrożenie stworzyli po stałych fragmentach gry, ale nie na tyle, aby zatrudnić Caballero. Były to bardzo anemiczne i niecelne strzały. Bez wątpienia, absencja Arnautovicia, który w weekend pokazał próbkę swoich umiejętności, była odczuwalna.

Ostatni kwadrans to zmasowany atak drużyny Guardioli. Ciężko stwierdzić, której sytuacji mogą jego podopieczni bardziej żałować. Centymetry dzieliły od szczęścia Agüero, tuż obok słupka piłkę posłał Silva, a na sam koniec doszła znakomita okazja Sané.... Działo się, dużo, lecz Grantowi dopisywało szczęście, a Manchester wykazał się brakiem precyzji.

Dlatego ostatecznie remis, z którego Obywatele nie mają prawa być zadowoleni. Chelsea odjeżdża.


Wróć do „Anglia”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Bassu, lchi i 10 gości