Artykuły prasowe warte przeczytania

Muzyka. Literatura. Prasa. Film. TV. Krótko mówiąc - Kultura. Wszystko co się dzieje w Polsce i na Świecie jest warte skomentowania. Polityka i wydarzenia. Dyskusje tylko na wysokim poziomie.

Moderatorzy: petru, maciek_88, Dr.Football1, piotrcies, maestro, Cris7, fieldy

Awatar użytkownika
Boromir
Laureat Złotej Piłki
Laureat Złotej Piłki
Posty: 10136
Rejestracja: sob 30.12.2006 14:31
Reputacja: 795

Re: Artykuły prasowe warte przeczytania

Postautor: Boromir » sob 20.02.2016 13:46

http://www.pch24.pl/braun--w-sprawie-wa ... 344,i.html

A jaka jest prawda?

Otóż współpraca z SB w charakterze płatnego kapusiato w życiu Lecha Wałęsy, owszem, zaledwie epizod - może nawet stosunkowo mało znaczący w kontekście jego całożyciowej lojalności wobec służb wojskowych, sowieckiej polskojęzycznej bezpieki. I to jest konstytutywny wątek biografii Lecha Wałęsy - trwająca do grobowej deski lojalność względem generałów Kiszczaka i Jaruzelskiego. Prezentowane nam rozważanie przypadku drobnego kapusia "Bolka" to wersja "soft" i "light" kłamstwa biografii Wałęsy. Poważniejsze sprawy odsłonią się nam, kiedy zobaczymy Wałęsę jako lojalnego donosiciela od lat 60. Najpierw w ewidencji MO, a WSW - już w czasie odbywania przez niego zasadniczej służby wojskowej. Donosiciela oddanego w dzierżawę przez bezpiekę "zieloną", bezpiece "niebieskiej" na grudzień 1970 i kilka pracowitych lat jakie potem nastąpiły. Do dziś żyją przecież jeszcze jego koledzy-stoczniowcy, na których życiu zaważyły donosy płatnego kapusia "Bolka". Jednak już w 1976 roku Wałęsa zostaje najwyraźniej reaktywowany jako agent bezpieki wojskowej. Tego ślady dostrzegamy w znanych od dawna dokumentach. Jednak ich interpretacja przez historyków budzi poważne zastrzeżenia.

Jakie to dokumenty i ślady?

To znana od dawna notatka z rozmowy Wałęsy z funkcjonariuszami SB Ryszardem Łubińskim i Czesławem Wojtalikiem z 1978 r. Czytamy w niej, że Wałęsa zapowiedział, iż o "nachodzeniu go przez SB zamelduje komu trzeba". Z całego kontekstu sytuacyjnego wynika, że może chodzić wyłącznie o bezpiekę wojskową. Pamiętajmy, że - jak relacjonuje Krzysztof Wyszkowski - Wałęsa zgłosił się wcześniej do działaczy Wolnych Związków Zawodowych jako ewidentny prowokator.

Tym, którzy biorą za dobrą monetę dezinformacje płynące m.in. z gdańskiego muzeum "Solidarności" (etatowo fałszują tam historię ludzie spod znaku prof. Friszke), polecam również uważną lekturę zachowanego protokołu rozmowy Wałęsy z pułkownikami Kilisiem (MON) i Starszakiem (MSW) jesienią 1982 r. Wałęsa prowadzi z nimi dialog w siedzibie prokuratury wojskowej w Warszawie, kiedy jest zwalniany z internowania i podkreśla swoje zasługi dla reżimu komunistycznego.

Nie zapominajmy wreszcie o tym wszystkim, co zrobił Wałęsa dla zakłamywania najnowszej historii już jako prezydent RP. Powinien za to odpowiadać przed Trybunałem Stanu. Należy także pamiętać o ludzkich ofiarach poniesionych w walce o prawdę, a zatem ofiarach samego Lecha Wałęsy.

Ofiarach?

Wymienię tu Henryka Lenarciaka, którego jedyny wywiad na ten temat został wykorzystany w filmie "Plusy dodatnie, plusy ujemne" . Ten starszy kolega Wałęsy ze stoczni na stare lata pracował jako nocny portier - wkrótce po upublicznieniu filmu stracił pracę i zaraz potem zginął w ulicznym wypadku. Zatem kto chciałby podchodzić z pobłażaniem do sprawy "Bolka" jako niewinnej słabostki wielkiego człowieka, niech najpierw zapozna się z biografią śp. Lenarciaka.

Trzeba wspomnieć także majora Janusza Stachowiaka. Kilka lat temu został on zaszczuty za swój udział w filmie, a także składanie zeznań podczas procesu, jaki Wałęsa wytoczył Krzysztofowi Wyszkowskiemu. Śp. major - zmarł jak stwierdzono śmiercią samobójczą - okazał się jedynym funkcjonariuszem SB, który nie wahał się w tej sprawie mówić prawdy. Od niego pochodzi informacja o wcześniejszej rejestracji Wałęsy jako kapusia przez bezpiekę wojskową. Moim zdaniem należy mu się wysokie odznaczenie, a śledztwo w sprawie jego tajemniczego zgonu powinno zostać wznowione.

Do osób skrzywdzonych należy niewątpliwie także Anna Walentynowicz, z której za życia Wałęsa próbował zrobić mściwą wariatkę; jego ofiarą padł także Krzysztof Wyszkowski. A poza wymienionymi wyżej badaczami, ofiarą ogólnopolskiej nagonki stał się także Paweł Zyzak. Udział seansach szyderstwa i nienawiści wobec niego wzięli przecież przedstawiciele najwyższych władz państwowych z premierem Tuskiem na czele. Bardzo to charakterystyczne, że w ostatnich dniach Paweł Zyzak nie znalazł się na radarach warszawskich mediów. Sądzę, że w mediach bryluje do dziś całkiem sporo takich autorytetów, które nigdy nie zapomną kol. Zyzakowi własnego oportunizmu, jakim zdążyli się wykazać w jego sprawie.
Obrazek

Awatar użytkownika
Boromir
Laureat Złotej Piłki
Laureat Złotej Piłki
Posty: 10136
Rejestracja: sob 30.12.2006 14:31
Reputacja: 795

Re: Artykuły prasowe warte przeczytania

Postautor: Boromir » ndz 13.03.2016 11:34

Maciej Pieczyński: Dyrektor TVP2 Maciej Chmiel, tłumacząc zmiany na scenie rozrywkowej "Dwójki", stwierdził, że kabaret w telewizji publicznej powinien wywoływać u widzów śmiech, a nie rechot. Co pan na to?

Mikołaj Cieślak: Powiem krótko: zgadzam się z tym, co powiedział Maciej Chmiel. Czego jak czego, ale tak wyrażonej zmiany na pewno się nie boję.

Z czego będziecie się śmiać w odnowionym cyklu "Dzięki Bogu już weekend"?

- Wolałbym być rzecznikiem siebie i KMN niż telewizyjnych cykli, za których humor nie odpowiadam. Nasz udział ogranicza się do jednego odcinka, do którego nakręciliśmy dwa premierowe numery. Jeden z nich to nasze ujęcie tematu Komitetu Obrony Demokracji. Wystąpimy jeszcze, wspólnie z Robertem Górskim, w jednym odcinku z udziałem kabaretu Na Koniec Świata. Pokażemy numer promujący program, nad którym właśnie pracujemy: "Malarstwo polskie według". Sam fakt, że tematem będzie sztuka, świadczy o tym, że mierzymy raczej w śmiech niż rechot widzów. Poza tym to kontynuacja jednych z naszych ulubionych cykli, czyli wcześniejszych "Historii Polski…" i "Historii świata".

Szymon Majewski twierdzi, że warto się śmiać zwłaszcza z polityków, z którymi się sympatyzuje.

- My w KMN śmiejemy się ze wszystkich. Mamy też oczywiście swoje prywatne sympatie polityczne, natomiast Robert tak to potrafi świetnie przedestylować, że nie widać tego na scenie. Jeżeli humor jest na poziomie i dotyczy pewnych zjawisk, a nie konkretnych osób, to jest w porządku. Nie lubię, gdy komuś na dźwięk nazwiska Tusk czy Kaczyński odcina umysł. Są bowiem takie osoby, z którymi w pewnym momencie kończy się rozmowa, a zaczyna jednostronne polityczne nawalanie. Ja tego nie lubię. Wszyscy powinni dostawać po głowie równomiernie, jeżeli na to zasługują. Teraz niby wypada się śmiać z PiS jako z władzy, ale to nie znaczy, że na przykład KOD jest święty.

Kto ma większy dystans do siebie - mohery czy lemingi?

- Fajnie się rozmawia z ludźmi, którzy są otwarci na dyskusję i nie zamykają się w swoich pancerzach. Wiadomo, że politycy i sympatycy wszystkich opcji popełniają błędy. Jednak jeśli ktoś mi mówi, że wszystko, co robi PO, jest dobre, a wszystko, co robi PiS, jest złe, to jest to kompletna lemingoza. I odwrotnie: jeżeli ktoś uważa, że PiS nie popełnia błędów, a PO to samo zło, to jest to objaw kompletnego moheryzmu. Jednak są oczywiście granice krytyki, których przekroczenie nie ma nic wspólnego z jakkolwiek pojmowanym poczuciem humoru czy dystansem. Jeżeli ktoś na przykład w debacie publicznej nazywa Kaczyńskiego głupim kurduplem i faszystą, to dyskusja się kończy. Nie bawi mnie też, gdy ktoś twierdzi, że Tusk ma krew na rękach. Aby dyskutować, trzeba odłożyć pałkę, czyli w tym przypadku takie "argumenty".

Co jest zabawnego w KOD?

- Powiem, co o KOD myślę jako Mikołaj Cieślak, nie jako KMN. Dla mnie to jest bardzo zabawna organizacja. Zawsze kiedy wydaje mi się, że już powoli kończą się jej sympatykom powody do demonstrowania, oni mnie zaskakują i wymyślają jakiś kolejny pretekst. Tak jak ostatnio w przypadku „obrony” Lecha Wałęsy. Sytuacja wygląda tak: gen. Kiszczak miał w szafie odpowiednie dokumenty gwarantujące mu bezpieczeństwo, pani Kiszczakowa zaniosła je do IPN, a mianowany przecież przez Platformę prezes tej instytucji ujawnił te papiery. I teraz: Przed kim broni Lecha Wałęsę ta demonstracja? Mówiąc serio, powinna chyba przed Kiszczakiem, esbecją, bo to jest źródło tych dokumentów. Tu jest zawleczka tego granatu. Jednak nie, wróg jest gdzie indziej i jest niski. To tak bezsensowne, że aż śmieszne. I jeszcze jedno… Wpadłem w Internecie na takie zdjęcie: siedzą Lech Wałęsa, Mieczysław Wachowski, Mateusz Kijowski i jeszcze parę osób z KOD, a w tle: krzyż, flaga i portret papieża Polaka. Jak widzę takie zdjęcie, to w głowie mi się miesza. Komedia.

Świetny materiał na skecz?

- Tak, KOD sam się prosi o satyrę. Niestety, "obrońcy demokracji" nie mają dystansu do siebie. Odwiedziłem ostatnio stronę facebookową KOD i napisałem na tablicy, że jakby im się skończyły pomysły na demonstracje, to słyszałem, że reżim wyrzuca z telewizji "Klan", więc warto to oprotestować. To był tylko żartobliwy komentarz...

I pewnie został potraktowany poważnie.

- Po dwóch minutach administrator nie tylko usunął mój komentarz, lecz także odebrał mi możliwość dodawania komentarzy. Zostałem "zbanowany". Tak mnie potraktowali obrońcy demokracji. A przecież to nie był żaden hejt, nic niekulturalnego, obraźliwego. To był całkiem, myślę, dobry żart. "Obrońcy demokracji" mają zawsze tyle "zabawnych" transparentów, wyglądają na ludzi, którzy mają luz, poczucie humoru, ale nie w stosunku do siebie.

Co ostatnio szczególnie bawi pana w polityce?

- Na przykład nominacja na szefa stadniny koni w Janowie Podlaskim człowieka, który przyznał, że nie miał nigdy nic wspólnego z końmi, ale jak je tylko zobaczył, stwierdził, że teraz to będzie jego pasja. To tak jak mianować szefem banku kogoś, kto nie jest ekonomistą, nie miał z ekonomią do czynienia, ale zobaczył banknoty w sejfie i stwierdził, że teraz to będzie jego hobby!

Który polityk jest najlepszy do parodiowania?

- Oczywiście z każdego można się pośmiać. Leszek Miller wydaje mi się szczególnie charakterystycznym, wdzięcznym obiektem do parodiowania.

A Petru ma potencjał komiczny?

- Tak, sądząc po jego mniemaniu o sobie, to Garibaldi, Piłsudski i Dmowski w jednej osobie, uśpiony mąż stanu, tylko trzeba dać mu szansę. Biedny, już naprawdę chyba nie wie, co zrobić, żeby uratować nasz kraj. Mówię tak, bo kiedyś zaufałem jego prognozom frankowym.

Wspominał pan w jednym z wywiadów, że za poprzednich rządów PiS nie było cenzury w TVP. Jak będzie teraz?

- Czytałem wywiad z prezesem Kurskim, który przypomniał o żartach Roberta Górskiego na gali Telekamer, mówiąc, że jeśli w ten sposób można robić humor polityczny, to on usiądzie w pierwszym rzędzie. Nie wiem, czy zdania nie zmieni, ale to były ostre w stosunku do Kurskiego i PiS teksty.

Czy podział ideologiczny w polskim społeczeństwie mocno dotyka także poczucia humoru?

- Na występach Kabaretu Moralnego Niepokoju, w trasie, raczej nie dotykamy tematów politycznych. Tej polityki w domach nasi widzowie mają tak dużo, że nie chcemy im robić dokładki. Poza tym lubimy grać skecze, które się nie starzeją po miesiącu, a z polityką różnie bywa.

To z czego Polacy śmieją się ponad podziałami?

- Z tego, co zawsze – z obyczajów, sytuacji domowych, rodzinnych. Mamy też dobre wyczucie abstrakcyjnego humoru. Inaczej niż Austriacy, którzy nie mają poczucia humoru. Jeden był na naszym występie w Wiedniu i nie śmiał się wcale (śmiech).


Dobry wywiad z typem od KMN, podpisuję się pod każdym pytaniem.
Obrazek

Dzidek_
Kluczowy Zawodnik
Kluczowy Zawodnik
Posty: 982
Rejestracja: wt 25.01.2011 21:25
Reputacja: 141

Artykuły prasowe warte przeczytania

Postautor: Dzidek_ » śr 30.03.2016 20:11

http://www.theage.com.au/interactive/2016/the-bribe-factory/day-1/the-company-that-bribed-the-world.html

THE COMPANY THAT BRIBED THE WORLD

In the list of the world's great companies, Unaoil is nowhere to be seen. But for the best part of the past two decades, the family business from Monaco has systematically corrupted the global oil industry, distributing many millions of dollars worth of bribes on behalf of corporate behemoths including Samsung, Rolls-Royce, Halliburton and Australia's own Leighton Holdings.

(...)


Podkład muzyczny w trakcie czytania, od Kazika sprzed blisko ćwierćwiecza:


Dzidek_
Kluczowy Zawodnik
Kluczowy Zawodnik
Posty: 982
Rejestracja: wt 25.01.2011 21:25
Reputacja: 141

Artykuły prasowe warte przeczytania

Postautor: Dzidek_ » ndz 03.04.2016 22:57

Jeszcze poprzedniego dobrze nie udało się przetrzepać, a tu jeszcze szerszy zakres:

Over a year ago, an anonymous source contacted the Süddeutsche Zeitung (SZ) and submitted encrypted internal documents from Mossack Fonseca, a Panamanian law firm that sells anonymous offshore companies around the world. These shell firms enable their owners to cover up their business dealings, no matter how shady.

In the months that followed, the number of documents continued to grow far beyond the original leak. Ultimately, SZ acquired about 2.6 terabytes of data, making the leak the biggest that journalists had ever worked with. The source wanted neither financial compensation nor anything else in return, apart from a few security measures.

The data provides rare insights into a world that can only exist in the shadows. It proves how a global industry led by major banks, legal firms, and asset management companies secretly manages the estates of the world’s rich and famous: from politicians, Fifa officials, fraudsters and drug smugglers, to celebrities and professional athletes.

http://panamapapers.sueddeutsche.de/articles/56febff0a1bb8d3c3495adf4/

Dzidek_
Kluczowy Zawodnik
Kluczowy Zawodnik
Posty: 982
Rejestracja: wt 25.01.2011 21:25
Reputacja: 141

Artykuły prasowe warte przeczytania

Postautor: Dzidek_ » wt 05.04.2016 23:42

Trwa znakomita passa FIFA:

Fifa president Gianni Infantino pulled into corruption scandal by Panama Papers

(...)
The rights to the Champions League, the Uefa Cup and the Super Cup were acquired by an Argentinian company called Cross Trading. Cross Trading immediately sold on to broadcaster Teleamazonas for about three or four times the amount paid for them. The contracts covered the period from 2003 to 2006 and from 2006 to 2009.

Cross Trading is a subsidiary of a company called Full Play, which is owned by Hugo Jinkis. Last year in an unrelated matter, Jinkis was alleged by US prosecutors to have handed over millions of dollars in bribes and kickbacks to football executives to obtain and retain media and marketing rights.

Jinkis, along with his son Mariano, is under house arrest in Argentina.

Jinkis’s involvement in the deals with Uefa from a decade ago are set out in the Panama Papers. Cross Trading signed a deal with Uefa’s broadcasting and marketing partner, called Team. Infantino’s name appears on the contract as Uefa’s director of legal services.


http://www.theguardian.com/news/2016/apr/05/panama-papers-pull-fifa-uefa-chief-gianni-infantino-corruption-scandal

Awatar użytkownika
petru
Administrator
Administrator
Posty: 9568
Rejestracja: pt 05.11.2004 22:37
Reputacja: 294
Lokalizacja: 4 lipca 1921, hotel Overlook/ ultima Thule

Artykuły prasowe warte przeczytania

Postautor: petru » czw 21.04.2016 13:55

http://www.pch24.pl/jak-brytyjczycy-rzu ... 360,i.html

Dowództwo III Rzeszy planowało najpierw ekspansję na Austrię i Czechosłowację, potem na Francję. Polska wcale nie musiała być pierwszym obiektem agresji potężnych sił niemieckich. Wiele wskazuje na to, że machinę wojenną Hitlera skierowali na nas Brytyjczycy.

Brytyjski polityk, Hugh Williams w swojej książce „Wszystko, co powinniście wiedzieć o historii” postawił – delikatnie pisząc – karkołomną tezę, że to Polacy sprowokowali do ataku Adolfa Hiltera. Taka teza mogłaby zostać potraktowana jedynie jako kompletna bzdura, której miejsce jest w koszu na śmieci, gdyby nie fakt, że strategia Brytyjczyków w przeddzień drugiej wojny światowej wskazuje, że było wręcz przeciwnie – to rząd premiera Neville’a Chamberlaina wciągnął Polskę do wojny z Niemcami.

nihil novi, ale można poczytać
Obrazek Obrazek
Józef Stalin - Gdy obstrukcjoniści staną się zbyt irytujący, nazwijcie ich faszystami, nazistami albo antysemitami. Skojarzenie to, wystarczająco często powtarzane, stanie się faktem w opinii publicznej

Dzidek_
Kluczowy Zawodnik
Kluczowy Zawodnik
Posty: 982
Rejestracja: wt 25.01.2011 21:25
Reputacja: 141

Artykuły prasowe warte przeczytania

Postautor: Dzidek_ » sob 22.10.2016 21:18

Dorosły człowiek bez krzty wstydu chwali się uprzedmiatawianiem i usunięciem niechcianego płodu, a dziennikarka do spółki z komentującymi podziwiają odwagę i wypowiadają się z szacunkiem...

Kiedy miałaś zabieg?

Przed świętami Bożego Narodzenia. W grudniu. Prawie rok temu. Ja naprawdę nie chciałam tego dziecka. Nie widziałam się znów w pieleszach domowych, w pieluchach. Mój narzeczony jest wspaniałym ojcem i cudownie zajmuje się naszymi dziećmi, ale nie chciałam mu już tego dokładać. Ja bardzo często wyjeżdżam, taką mam pracę, koncertuję, często nie ma mnie w domu. Z dwójką dzieci nie jest łatwo, ale jest cudownie i chciałam, żeby tak pozostało. Te dzieci, które mam, też potrzebują uwagi, czegoś więcej niż tylko jedzenia i bycia transportowanym z miejsca na miejsce.
Nie musisz się tłumaczyć.

No właśnie, całe to tłumaczenie jest słabe. Po co? Po co przyprowadzać na ten świat niechciane dzieci?

Nie chcę się z tego tłumaczyć, ale chcę o tym opowiedzieć, bo nikt o tym nie mówi. I ta samotność jest straszna. Czułam się, jakbym była jedyną kobietą w Polsce, która kiedykolwiek to zrobiła – ja i te trzy dziewczyny, które siedziały ze mną w busie jadącym na Słowację.


http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/7,53662,20861449,natalia-przyszbysz-aborcja-moj-protest-song.html

Enjo
Laureat Złotej Piłki
Laureat Złotej Piłki
Posty: 10695
Rejestracja: czw 26.07.2007 19:03
Reputacja: 405

Artykuły prasowe warte przeczytania

Postautor: Enjo » sob 22.10.2016 21:44

Jeszcze brakuje w tym wywiadzie informacji, że musiałaby szukać większego mieszkania :rotfl:.

Ona serio tak powiedziała.

Awatar użytkownika
League
Laureat Złotej Piłki
Laureat Złotej Piłki
Posty: 11449
Rejestracja: czw 24.02.2011 20:02
Reputacja: 1083

Artykuły prasowe warte przeczytania

Postautor: League » czw 03.11.2016 11:27

Niedawno „Gazeta Wyborcza” poskarżyła się do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji na „Wiadomości” TVP, że brzydko mówią o Adamie Michniku.
Ludzie, zwłaszcza młodzi, chcą znać prawdę o ojczystej historii.
Niedawno „Gazeta Wyborcza” poskarżyła się do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji na „Wiadomości” TVP, że brzydko mówią o Adamie Michniku. Internauci komentujący te skargi co i rusz pytają, skąd w ogóle wzięła się „Gazeta Wyborcza” i skąd miała pieniądze. Jako naoczny świadek wydarzeń, chętnie odpowiem na oba pytania. Oto rozmowa, którą dla konserwatywnego krakowskiego portalu Netbird przeprowadził ze mną siedem lat temu pan Robert Rusek (cytuję co do kropki):
Skąd wzięła się „Gazeta Wyborcza”?
– Została poczęta przy Okrągłym Stole w lutym 1989, a fizycznie przyszła na świat 8 maja 1989.
Już ponad dziesięć milionów dorosłych rodaków nie może znać tych faktów z autopsji, bo wtedy albo byli za młodzi, albo jeszcze się nie urodzili. Dziś, aby założyć gazetę, wystarczy mieć pieniądze i dopełnić formalności. Jednak dwadzieścia lat temu potrzebne było zezwolenie najwyższych władz PRL. To trochę tak, jakby dziś zgodę na wydawanie np. portalu Netbird musieli dać wspólnie premier Tusk i prezydent Kaczyński oraz prezydia sejmowych klubów PO i PiS...
Wie pan, ile wynosił kapitał założycielski spółki Agora po denominacji złotówki? Piętnaście złotych. Pieniądz był niczym, a władza wszystkim.
Gdy dziś ktoś chce kupić większe ilości papieru, dzwoni do hurtowni albo do fabryki i tylko czeka na dostawę. W roku 1989 brakowało praktycznie wszystkiego, a rozdzielnictwem nielicznych dostępnych towarów zarządzała komunistyczna partia. Zwykły papier drukarski był czymś w rodzaju broni, o którą boje toczyły się nawet między nomenklaturą. Nie inaczej działo się z poligrafią czy kolportażem. Tego się nie kupowało, na to się dostawało „przydział”. Bogu dzięki, ten straszny wyraz dawno wyszedł z powszechnego użytku, ale radzę podpytać rodziców...
– Myśli pan o kartkach na mięso?
– Tu akurat myślę o kartkach na wszystko, co było niezbędne do wydawania dziennika: papier, druk, kolportaż, lokal, transport, łączność, kredyty. Wszystko to „Gazeta” dostała za friko, ale przecież czerwoni nie przydzielili jej swojej prywatnej własności, tylko majątek państwowy, który należał do całego społeczeństwa, do wszystkich Polaków. Dochodzą do tego absolutnie wyjątkowe i dosłownie bezcenne imponderabilia: znaczek-symbol „Solidarności”, szalony popyt milionowych rzesz czytelników oraz brak rynkowych rywali. W takich warunkach nie startowało nigdy żadne pismo na świecie. Żyć, nie umierać!
– Jak trafił Pan do „Wyborczej”?
– Kręciłem się w środowiskach, które później, jako strona solidarnościowo-opozycyjna, uczestniczyły w obradach Okrągłego Stołu. Bodajże pod koniec marca 1989 w Auditorium Maximum Uniwersytetu Warszawskiego odbywało się jakieś posiedzenie Komitetu Obywatelskiego przy Lechu Wałęsie (tak to się wówczas nazywało). Siedziałem w kuluarach ze Stefanem Bogusławskim, zawzięcie o czymś dyskutując, gdy przechodzący korytarzem Adam Michnik na mój widok powiedział coś w rodzaju: „O, Staszek, cześć, musisz koniecznie dołączyć do naszej gazety”. Niedługo potem do mojego M-4 na Ursynowie znienacka wpadł mieszkający w pobliżu Anatol Lawina (dziś ś. p.) i – jak to ujął – „w imieniu Heleny Łuczywo” zaprosił mnie na pierwsze spotkanie powstającego zespołu redakcyjnego, które odbyło się przy ulicy Stawki, w gmachu ówczesnego Wydziału Psychologii UW. Przyszło chyba ponad sto osób, a ja poczułem się nieswojo, bo to były same tuzy polskiego dziennikarstwa. Pamiętam, że siedziałem koło Maćka Iłowieckiego. Parę dni później rozpoczęliśmy pracę w przydzielonych przez władze pomieszczeniach remontowanego żłobka przy ulicy Iwickiej.
– Dlaczego odszedł Pan z „Gazety” tak szybko i dlaczego w ogóle?
– Wcale nie szybko, skoro wytrzymałem ponad rok. A dlaczego w ogóle? No cóż, byłem, i wciąż jestem, niestety, naiwnym praktykującym idealistą z zasadami. Spróbuję to wytłumaczyć.
A więc naprzód oczekiwaliśmy, że będzie to dziennik „nas wszystkich”. Pismo, w którym, po czterdziestu latach cenzury, zabierają głos ludzie prezentujący cały wachlarz poglądów demokratycznych – z prawa, z lewa i ze środka. W pierwszym numerze na pierwszej stronie uroczyście ogłoszono nawet (cytuję): Redakcja czuje się związana z „Solidarnością”, lecz zamierza przedstawiać poglądy i opinie całego niezależnego społeczeństwa, różnych opozycyjnych kierunków. Jednak już jesienią 1989 ta deklaracja zaczęła tracić aktualność, a wiosną 1990 stało się jasne, że „Wyborcza” wyraża linię tylko jednego i coraz wyrazistszego politycznie „różowego” środowiska (zainteresowanym radzę wpisać do gugli zapomniane późniejsze skróty: ROAD, UD, UW...).
Proszę zważyć, iż Michnik z konsortesami nie dostali „Gazety” na własność, lecz jedynie pod zarząd, w arendę, niczym agent podejmujący się prowadzenia restauracji. Otóż skoro miała ona wykarmić całe niezależne społeczeństwo, to dzierżawcy-monopoliście nie wolno było narzucać konsumentom żadnej konkretnej diety. Odwrotnie, poprzez bogato zróżnicowane menu winien on zaspokajać większość różnorodnych gustów. Stało się „bardzo inaczej”, wolność słowa, wolność głoszenia poglądów została w „Gazecie” szybko ograniczona, i było to strasznie przykre, jakby zdradziła pana żona czy brat...
Kroplą, która przelała miarę, była niepozorna niebieska kartka, którą w maju 1990 roku znalazłem, podobnie jak wszyscy pracownicy, w swej redakcyjnej skrytce. Helena Łuczywo i Grzegorz Lindenberg informowali, że trzej założyciele Agory – Zbigniew Bujak, Aleksander Paszyński i Andrzej Wajda – formalnie podzielili się tą spółką z szesnastoma redaktorami „Wyborczej” (tu następowały nazwiska). Natychmiast poprosiłem szefostwo o wyjaśnienie kulisów i celów tej „przekształceniowej operacji”, ale nigdy żadnej odpowiedzi nie dostałem. Dwa miesiące potem złożyłem wymówienie.
– Inni też?
– Nie. Byłem w tym odruchu samotny. Owszem, kilka lat później z zespołu wypadło jeszcze paru dziennikarzy, ale to nie oni protestacyjnie ustąpili, tylko ich grzecznie namówiono.
– To może tego pańskiego gestu sprzeciwu nikt nie zauważył?
– Raczej na odwrót. Wcześniej koledzy wybrali mnie na szefa redakcyjnego koła SDP, ja zaś, odchodząc, postarałem się mocno trzasnąć drzwiami. Stanisław Lem, z którym miałem honor korespondować, napisał wtedy do mnie: To pan jesteś większy kozak niż myślałem, skoro rzucił się pan z luksusowego pokładu „Gazety” w odmęty dziennikarskiego bezrobocia. A w roku 2009 pan redaktor Cezary Gmyz z „Rzeczpospolitej” z tego powodu publicznie nazwał mnie wariatem.
– ???
– Czarek poniekąd ma rację, ponieważ normalny człowiek siedziałby cicho, i później, gdy Agora weszła na giełdę, dostałby, jak inni z pierwszego zespołu, swoje marne kilka milionów dolarów. Że też ta perspektywa nie przyszła mi wtedy do głowy...
– Ile Pan miał lat w roku 1990?
– Czterdzieści dwa.
– A więc wychował się Pan i dorósł w PRL. Takim ludziom zapewne trudno było pojąć, że kapitał, akcje, giełda itp., to są zwykłe przekształcenia własnościowe.
– Wie pan, ja jestem wychowany przede wszystkim w etosie rycersko-harcerskim. Uważam, że pewne wartości są ponadustrojowe, że kraść czy kłamać nie należało ani w PRL, ani teraz. Historia „Wyborczej”, to nie były zwykłe przekształcenia własnościowe. To był klasyczny czerwony nierząd, czyli nomenklaturowe spółkowanie.
Młodszemu czytelnikowi trzeba wyjaśnić, że pod koniec lat osiemdziesiątych ludzie władzy, zwłaszcza ci z niskich i średnich szczebli, jęli się bez rozgłosu uwłaszczać majątkiem państwowym, zakładając przeważnie spółki prawa handlowego. W Solidarności nazywaliśmy je spółkami nomenklaturowymi, bo zazwyczaj tak jakoś dziwnie się składało, że ich właścicielami zostawali członkowie lokalnej nomenklatury, czyli osoby cieszące się zaufaniem komunistycznej monopartii.
– Co spółki nomenklaturowe mają wspólnego z „Wyborczą”?
– Po pierwsze: wspólną cechą jest państwowy majątek, bez którego „Gazeta” nie mogłaby ruszyć. Papier, druk, kolportaż, lokal, transport, łączność, kredyty. Te deficytowe podówczas dobra nie były osobistą własnością Jaruzelskiego czy Kiszczaka, lecz własnością całego polskiego społeczeństwa. Te dobra przy Okrągłym Stole zostały przyznane nie prywatnie redaktorom „Wyborczej”, lecz całemu społeczeństwu – a przynajmniej tym kilkunastu milionom obywateli, którzy 4 czerwca 1989 głosowali na kandydatów sfotografowanych z Wałęsą.
Po drugie: wspólną cechą jest niemoralne uwłaszczenie się tym majątkiem – po roku przez szesnastu członków kierownictwa redakcji, po następnych zaś dziewięciu latach przez stu głównych właścicieli-akcjonariuszy, których nazwiska do dziś pozostają ściśle tajne.
– Czy Pan nie przesadza? Przecież „Gazeta” powstała w wyniku pracy wieloosobowego zespołu...
– W takim razie zatrzymajmy się na chwilę, bo te fakty mają dla „Wyborczej” znaczenie tak samo fundamentalne, jak dla PRL dogmat o kierowniczej roli partii albo o przyjaźni ze Związkiem Radzieckim. Gdy tę rolę albo ten sojusz przyjęło się jako założenie do dyskusji, wówczas już wszystko udawało się komunistom uzasadnić. Podobnie z „Gazetą”: gdy etycznie usprawiedliwi się zwędzony „pierwszy milion”, to tym samym zdejmuje się grzech pierworodny z wszystkich następnych dokonań Agory, ponieważ żadne takie dokonanie (złe czy dobre) nie byłoby możliwe bez kolejnych dziesiątków i setek milionów, które powstały z tego pierwszego. Nie widzę możliwości logicznego podważenia tego wywodu.
Przypomnijmy więc raz jeszcze, że na rozruch „Gazety Wyborczej” peerelowska władza dała siły, czyli prawno-polityczną zgodę, dała wspomniane środki (papier, kolportaż, druk, łączność, lokal, transport i kredyty), a także zapewniła roczny monopol. Zgłodniałe i spragnione społeczeństwo, poprzez codzienne zakupy tej duchowej witaminy, ufnie demonstrowało swoje bezcenne poparcie; w pierwszym okresie dla nowego pisma pracowały też najlepsze publicystyczne pióra. To są tzw. nagie fakty.
Zapiszmy ten bilans w postaci arytmetycznej: „GW” = siły + środki + monopol + czytelnicy + redakcja. Ile jest tych składników przyszłego fenomenalnego sukcesu medialnego? Pięć. Ale zachodzi oto znamienna asymetria: w takich cudownych, jedynych i niepowtarzalnych historycznych warunkach również słabi dziennikarze muszą odnieść sukces, natomiast grupa nawet laureatów Pulitzera (niechby i samych Michników) pozbawiona pozostałych elementów – na żaden sukces nie ma żadnych szans!
Sumując: spółka Agora – powstała w unikatowych dziejowych okolicznościach na bazie majątku społecznego gigantycznej wartości – zarabia w ciągu zaledwie kilku dni czy tygodni swój przysłowiowy „pierwszy milion” („pierwsze dziesięć milionów”, „pierwsze sto milionów” – niepotrzebne skreślić). Pieniądze te zostają w następnych miesiącach i latach mądrze rozmnożone, a powstałym w ten sposób kapitałem wartym miliard dolarów (to nie pomyłka) symboliczni dotychczas właściciele Agory uwłaszczają się najzupełniej prywatnie. Już nie twierdzą, że robią to w imieniu i dla dobra całego polskiego społeczeństwa, ale obruszają się, gdy ktoś im tę moralną grabież wytknie.
– Byli szefowie Agory Wanda Rapaczynski i Ernest Skalski mówią, że dostali to wszystko od Opatrzności. Zacytuję: To, że byliśmy we właściwym miejscu i we właściwym czasie, to jest dar od Pana Boga.
– O, widzę, że pan czytał moją książkę „Gazeta Wyborcza. Początki i okolice”.
– Właśnie jestem w trakcie lektury. Poruszającej. A nawet miejscami porażającej.
– A co pana tak poruszyło?
– Jako dziennikarza chyba to, że o wielu opisanych tam ważnych sprawach – między innymi o tych, o których w tej chwili rozmawiamy – nie miałem dotychczas zielonego pojęcia...
– No to jest pan redaktor w dobrym towarzystwie jakichś 99,9% rodaków. To najbardziej zamilczana książka w Trzeciej Rzeczpospolitej.
– Przypuszczam, że Jerzy Robert Nowak czy Waldemar Łysiak byliby innego zdania.
– Raczy pan żartować. Nowak publikuje codziennie w prasie, radiu i telewizji księdza Tadeusza Rydzyka. Łysiaka kupi pan w każdej księgarni. Natomiast Remuszko jest wyklęty, nie wolno o nim pisać i mówić nic. Ani dobrze, ani źle. Zakaz kategoryczny dla wszystkich mediów – tych z lewa, z prawa i ze środka.
– W pluralistycznych mediach działa niewidzialna „cenzura ponad podziałami”?
– Tak.
– Jednak gdy wpiszę Pana nazwisko do gugli, zaraz pokazuje kilka tysięcy odniesień, z Pana stroną internetową na pierwszym miejscu...
– W internecie istnieję, ponieważ internet, Bogu dzięki, nie daje się cenzurować. Poza tym Pan słyszał już moje nazwisko. A ten, kto nie słyszał, co ma wpisać?
– Czy Pan wierzy w spiski?
– W spiski? No to opowiem panu o czymś, o czym jeszcze nie wie nikt. Pan jest pierwszy i ma pan to na wyłączność.
Łatwo sprawdzić w katalogach Biblioteki Narodowej, że w 2009 roku ta moja książczyna jest jedynym w Polsce, Europie i na świecie dokumentalno-publicystycznym świadectwem narodzin i ewolucji „Gazety Wyborczej”, świadectwem budowy po Okrągłym Stole nowego układu medialnego. Chodzi zatem o ważny i nie znany kawałek naszej historii najnowszej, zrelacjonowany przez naocznego świadka faktografią i rzeczowym tonem, bez epitetów politycznych w rodzaju „czerwonych komuchów”, „solidarnościowych oszołomów”, „pachołków Moskwy czy „sługusów Michnika”. Życzliwe gwarancje poziomu i przyzwoitości tej książki dają swoimi nazwiskami Maciej Iłowiecki i Cezary Michalski
Otóż, mimo że rozeszły się już trzy jej wydania, a fiskusowi zapłaciłem podatek od sprzedanych dwudziestu tysięcy egzemplarzy – żadne, powtarzam, żadne czołowe polskie medium przez dziesięć lat nie pisnęło o niej ani słowa!
To teraz ja spytam: wierzy pan redaktor w spiski?
– ...
– Pragnąć przełamać tę medialną ciszę, próbowałem dać płatne ogłoszenie następującej treści (cytuję co do przecinka): To jest przykra lektura dla przyjaciół Adama Michnika. Prawda o „Gazecie Wyborczej”. Nieznane dokumenty. Świadkowie. Pierwszą w Polsce, Europie i na świecie książkę o „GW” i jej środowisku napisał Stanisław Remuszko. Czy masz blade pojęcie, skąd wziął się majątek Agory? Lecz zamieszczenia tego inseratu, za którego druk chciałem uiścić grube tysiące złotych, odmówiły wszystkie redakcje, m. in. „Polityka”, „Nasz Dziennik”, „Wprost”, „Gazeta Polska” i „Rzeczpospolita”.
– Dlaczego???
– Nie wiem. Ale przypuszczam, że ze strachu przed bliżej nieokreślonym odwetem. Słyszałem: „wie pan, oni mają długie ręce i dobrą pamięć, a my wolimy nie mieć kłopotów”. Zimno mi się robiło, gdy mi to mówiono lub dawano do zrozumienia, bo przeżyłem PRL i dobrze pamiętam lęk zwykłych szarych ludzi przed rzekomą wszechmocą bezpieki: „nie pójdę głosować, to paszportu nie dadzą, z pracy wyrzucą, dziecko w szkole będzie miało nieprzyjemności”. Gdy ukazał się pierwszy numer „Wyborczej” – chyba nikomu przez myśl nie przeszło, że po kilkunastu latach „Gazeta” będzie budziła podobne obawy. I to wśród dziennikarzy, a więc ludzi dobrze wykształconych, bardziej świadomych rzeczywistego stanu rzeczy, lepiej zorientowanych w świecie polityki i biznesu. Zresztą – może właśnie dlatego wśród dziennikarzy?
– Boi się Pan Agory?
– Nie. Jednak gdybym wiedział, ile to będzie mnie kosztowało czasu, nerwów i pieniędzy, to bym tego chyba nie zrobił
– Czego?
– Równe sześć lat temu w warszawskim Sądzie Okręgowym złożyłem jednobrzmiące pozwy przeciwko wymienionym redakcjom, żądając sądowego nakazu publikacji tego ocenzurowanego ogłoszenia. Zarazem wystąpiłem do Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, do Rady Etyki Mediów, do Fundacji Helsińskiej, do Rzecznika Praw Obywatelskich, i może nawet do wszystkich świętych - z prośbą o interwencję w obronie wolności słowa.
Matko Boska, co zaczęło się dziać! Tutaj tego nie opowiem, ale mam zupełnie fantastyczny materiał na nową książkę, w zasadzie gotowy gotowiec, tylko trzeba obrobić, żeby czytało się sensacyjnie, smacznie i potoczyście. Będą gołe cytaty, będzie po nazwiskach i będzie bez litości, a na przekąskę podam czytelnikom portalu Netbird, że - uwaga, uwaga - negatywne treści na temat Adama Michnika redaktora naczelnego Gazety Wyborczej oraz wydawcy tej gazety Agory S.A. są sprzeczne z zasadami współżycia społecznego, co właśnie tymi słowami orzekł na piśmie Wysoki Sąd w imieniu Rzeczpospolitej Polskiej (sygn. III C 1225, sędzia przewodnicząca Agnieszka Matlak). Jeszcze lepsze są pisemne odpowiedzi REM, RPO, KH, SWS oraz SDP (wprost wierzyć się nie chce!), i w nowej książce z przyjemnością przytoczę je in extenso wraz z detalicznymi personaliami i didaskaliami.
– Jaki jest wynik tego sądowo-prasowego meczu między Remuszką a resztą świata?
– W sierpniu 2009 wynosi prawomocne 3:3. Wygrałem z "Gazetą Polską", "Metropolem" i "Wprost", przegrałem zaś – przypomnę: przy identycznych co do kropki pozwach! – z „Naszym Dziennikiem”, "Polityką" i „Rzeczpospolitą”.
– Dlaczego ja o tym wszystkim nic nie wiem?
– Jak to? Pan, dziennikarz, redaktor, nie wie nic o tych precedensowych procesach? Pozwane czasopisma przez sześć lat nie pisnęły o nich ani słówka? A przecież ważni redaktorzy ogłosili, że Michnik upadł, "Gazeta Wyborcza" robi bokami, Agory zaś nie chroni już dotychczasowy układ...
– Co Pan zamierza zrobić z całą tą sprawą?
– Po pierwsze, zajmie się nią wkrótce Trybunał Strasburski, który zapewne odpowie na dwa pytania: co jest ważniejsze – wolność słowa czy wolność gospodarcza, oraz jakim cudem w praworządnym państwie członkowskim UE, przy jednym i tym samym pozwie, może zapaść sześć prawomocnych wyroków wzajemnie przeciwnych.
Po drugie, w przyszłym roku (mam nadzieję) ukaże się moja nowa dokumentalno-publicystyczna książka, o której przed chwilą mówiłem. Oto jej tytuł i podtytuł: „Mafia. Medialna i sądowa ochrona Agory, Gazety Wyborczej i Michnika w Polsce w latach 2003-2009”. Opinia publiczna będzie mogła poznać dokumenty, od których jeży się włos na głowie. No, chyba że tę książkę spotka to samo skuteczne medialne milczenie, które spotkało „Gazetę Wyborczą. Początki i okolice”...
– Nertbird będzie Panu kibicował!
– Zobaczmy naprzód, czy Netbird odważy się opublikować niniejszą rozmowę...


Czytaj oryginalny artykuł na: http://www.stefczyk.info/blogi/na-moj-r ... z4OwM5bX6M
Obrazek

Awatar użytkownika
League
Laureat Złotej Piłki
Laureat Złotej Piłki
Posty: 11449
Rejestracja: czw 24.02.2011 20:02
Reputacja: 1083

Artykuły prasowe warte przeczytania

Postautor: League » pn 07.11.2016 21:41

http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,1521 ... a-jak.html

Świetny wywiad o patriotyzmie , polecam przeczytać.
Obrazek

Awatar użytkownika
Boromir
Laureat Złotej Piłki
Laureat Złotej Piłki
Posty: 10136
Rejestracja: sob 30.12.2006 14:31
Reputacja: 795

Artykuły prasowe warte przeczytania

Postautor: Boromir » wt 08.11.2016 8:39

W zasadzie po pierwszym pytaniu można już nie czytać, nihil novi, ta sama śpiewka z GW od lat.

Nikt na przestrzeni tych kilku lat nie zrobił dla polskich narodowców tyle, co Adam Michnik i jego gwizdki, należy o tym pamiętać.
Obrazek

Awatar użytkownika
League
Laureat Złotej Piłki
Laureat Złotej Piłki
Posty: 11449
Rejestracja: czw 24.02.2011 20:02
Reputacja: 1083

Artykuły prasowe warte przeczytania

Postautor: League » wt 08.11.2016 9:08

akurat tu michnik ma tyle wspolnego co xD wywiad z ludźmi z żaden sposób nie powiązani z wyborczą.
No na to czekałem :D zobaczy się źródło gazeta i już nie czytam
Obrazek

Awatar użytkownika
Boromir
Laureat Złotej Piłki
Laureat Złotej Piłki
Posty: 10136
Rejestracja: sob 30.12.2006 14:31
Reputacja: 795

Artykuły prasowe warte przeczytania

Postautor: Boromir » wt 08.11.2016 9:31

Takich artykułów od 2010 roku Agora wyprodukowała już tysiące, a zawsze przed 11.11. wznosili się na wyżyny swojej kreatywności. Nowoczesny patriotyzm od Palikota to też nie jest żadna nowość, więc ten artykuł to jest po prostu to samo co zawsze, tylko autorzy i źródło wywiadu się różni.

Po co mam czytać to samo po raz kolejny?

A co do Adasia to możesz nie pamiętać, ale z pełną premedytacją mogę napisać, że ojcem sukcesu Marszu Niepodległości jako największej patriotycznej manifestacji w Polsce jest właśnie Szechter, chociaż w sumie to Blumsztajn świecił nazwiskiem i zrobił wtedy główną robotę.
Obrazek

Awatar użytkownika
League
Laureat Złotej Piłki
Laureat Złotej Piłki
Posty: 11449
Rejestracja: czw 24.02.2011 20:02
Reputacja: 1083

Artykuły prasowe warte przeczytania

Postautor: League » wt 08.11.2016 10:30

To fakt, nikt nie neguje że Michnik & co to propaganda na całego.
Obrazek

Awatar użytkownika
Rojiblanco
Laureat Złotej Piłki
Laureat Złotej Piłki
Posty: 10379
Rejestracja: pn 28.06.2004 15:17
Reputacja: 1835

Artykuły prasowe warte przeczytania

Postautor: Rojiblanco » śr 09.11.2016 10:19

Bardzo dobry artykuł na temat akcyzy:

http://m.interia.pl/motoryzacja/news,nId,2302422


Wróć do „Kultura, polityka, wydarzenia”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Bing [Bot] i 6 gości