Temat historyczny

Muzyka. Literatura. Prasa. Film. TV. Krótko mówiąc - Kultura. Wszystko co się dzieje w Polsce i na Świecie jest warte skomentowania. Polityka i wydarzenia. Dyskusje tylko na wysokim poziomie.

Moderatorzy: petru, maciek_88, Dr.Football1, maestro, Cris7, fieldy, piotrcies

Awatar użytkownika
Boromir
Laureat Złotej Piłki
Laureat Złotej Piłki
Posty: 9986
Rejestracja: sob 30.12.2006 14:31
Reputacja: 725

Temat historyczny

Postautor: Boromir » pn 11.07.2016 16:29

Dwa dobre, spore teksty omawiające problemy dzisiejszej rocznicy i przyjaźni polsko-ukraińskiej.

Pierwszy to artykuł ukraińskiego historyka o ogólnym stanie ukraińskiego społeczeństwa. Ciekawy fragment odnośnie trzeciej grupy.

Drugi to wywiad z Grzegorzem Motyką.
Niekoniecznie wiedząc o tym, kim był i za co odpowiada Stepan Bandera, wielu ludzi dało się złapać w pułapkę propagandy, której chcieli się sprzeciwić.

Międzynarodowa dyskusja o ukraińskiej polityce historycznej skupia się zazwyczaj na wciąż tych samych pytaniach i argumentach, a ci sami wciąż aktorzy chcą ją zmonopolizować. Zabranie głosu w tej dyskusji – gdy chce się pewne rzeczy osadzić w kontekście, a nie tylko wygłaszać ostre moralne sądy – prowokuje oskarżenia z obu stron sporu: albo się jest „niewystarczająco patriotycznym” albo się „skrycie rehabilituje nacjonalizm”.

Postanowiłem napisać ten tekst nie po to, by dowodzić swej moralnej czy intelektualnej wyższości, a także nie po to, żeby cokolwiek doradzać w sprawach polityki ukraińskiej czy międzynarodowej. Chciałbym za to precyzyjnie i tak jasno, jak to możliwe, przedstawić mój pogląd na sprawę skomplikowaną, wymagającą przekrojowych, interdyscyplinarnych badań, ale też przyznania się niemałej części Ukrainek i Ukraińców do ideologicznej apatii.

Mitologizacje Bandery

25 czerwca 1934 radykalne skrzydło Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), któremu przewodził 25-letni Stepan Bandera, zamordowało (w ich słowniku „dokonało egzekucji”) Iwana Babija, dyrektora Lwowskiego Gimnazjum Akademickiego. Ten były oficer Ukraińskiej Armii Halickiej i zwolennik pokojowego współżycia Polaków z Ukraińcami został przez młodych ekstremistów oskarżony o „czynną kolaborację z polską policją”. Dzisiaj lwowska ulica, przy której stoi budynek Gimnazjum Akademickiego, nosi imię Bandery.

Wybuch wojny w 1939 roku pozwolił Banderze wyjść z więzienia, w którym inaczej spędziłby resztę swojego życia po wyrokach za zabójstwa polityczne. Dwa lata później, 30 czerwca 1941 roku Bandera i inny członek OUN-u, Jarosław Stećko, próbowali ogłosić powołanie nowego państwa ukraińskiego w okupowanym przez nazistów Lwowie, szybko jednak zostali przez Niemców aresztowani i spędzili resztę wojny w odosobnieniu.

Bandera osobiście nie brał udziału w prowadzonej przez UPA walce podziemnej, której częścią były czystki etniczne Polaków mieszkających na Wołyniu oraz mordy na Żydach. Nigdy też ich jednak nie potępił.

Zwolennikiem autorytarnej polityki opartej na przemocy pozostał do końca życia w 1959 roku.

W październiku 1959 roku agent KGB Bohdan Staszynski – który później się powiesił – zastrzelił Banderę w Monachium. Ujawnienie się zabójcy i całego planu – którego częścią była historia miłosna – sprawiło, że cała rzecz stała się politycznym skandalem na wielką skalę. To tylko pomogło późniejszemu mitowi Bandery, zmieniając go w symbol antysowieckiego oporu albo też ukraińskiego faszyzmu i skrajnej prawicy –zależy, jakiej ideologicznej interpretacji dajemy wiarę.

Powszechnie dziś znany rzeczownik „Banderowcy” pojawił się mniej więcej w tamtym czasie, i wówczas oznaczał wszystkich ukraińskich nacjonalistów, ale czasami używano go na określenie mieszkanek i mieszkańców zachodniej Ukrainy, a czasem nawet wszystkich, którzy w ogóle mówią po ukraińsku. Użycie „Banderowca” w debacie publicznej nigdy nie jest niewinne – zawsze używa się go albo z pogardą, albo dumą.

Protesty na kijowskim Majdanie ożywiły i uaktualniły mitologię Bandery.

Obok partii skrajnej prawicy, „Banderowcami” nazywali się przewrotnie zwolennicy Majdanu, którzy chcieli w ten sposób przechwycić, odwrócić i ośmieszyć kremlowską propagandę, opowiadającą o „faszystowskim Majdanie”. Niekoniecznie mając wiedzę o tym, kim był i za co odpowiada Stepan Bandera, wielu ludzi dało się więc złapać w pułapkę propagandy, której chcieli się sprzeciwić.

Jeden z symbolicznych efektów Majdanu to również legitymizacja nacjonalistycznego hasła „Chwała Ukrainie”, którym posługiwało się szerokie spektrum zwolenników Majdanu. W czasie tych wydarzeń nabrało ono nowych znaczeń i kontekstów, przeradzając się w deklarację lojalności wobec ukraińskiego państwa.

To samo, niestety, dotyczy też wizerunku samego Bandery. Jak ujął to historyk Serhij Jekielczyk, „można powiedzieć, że w trakcie Euromajdanu wizerunek Bandery nabrał nowego znaczenie jako symbol oporu wobec skorumpowanego, sponsorowanego przez Rosjan reżimu, co dość odbiega od historycznej roli Bandery jako propagatora ekskluzywistycznego etnonacjonalizmu”. Pamiętając o zdolności ruchów masowych do przechwytywania symboli, inny historyk John-Paul Himka pytał z kolei, „czy można przyjąć nacjonalistyczne dziedzictwo jako dziedzictwo narodowe i tak po prostu zapomnieć o jego ciemnej stronie?” [podkreśl. – red.].

Sądzę, że ukraińskie społeczeństwo powinno wiedzieć więcej o antydemokratycznym potencjale kultu Bandery i o zagrożeniach związanych z wyidealizowanym i bezkrytycznym obrazem postaw nacjonalistycznej partyzantki wobec Polaków i Żydów, a także Ukrainek i Ukraińców, których uznawano za „wrogów”.

Dekomunizacja i ideologiczna różnorodność

Ani zwolennicy, ani krytycy upamiętniania Bandery w Ukrainie nie są jednolitą grupą. Podobnie nie każdy zwolennik albo zwolenniczka prowadzonej przez rządy po Majdanie polityki dekomunizacyjnej musi popierać heroizację UPA. Co więcej, gloryfikowanie Bandery jest krytykowane w Ukrainie z wielu perspektyw – demokratycznej, komunistycznej, pro-Putinowskiej i innych. Aby zrozumieć cele danej krytyki i stojące za nią motywacje, powinniśmy uważnie analizować kontekst każdej wypowiedzi. Dalej: w ukraińskiej debacie najmocniejsze wyrazy potępienia nacjonalistycznej wersji historii nie pochodzą wcale od liberałek czy lewicowców, ale raczej od ludzi podpisujących się pod zestawem historycznych poglądów, których źródła można odnaleźć w późno-sowieckiej propagandzie. Innymi słowy, i tak już słaba postawa samokrytyczna, jest rozpięta między dwiema skrajnościami – post- czy neosowiecką oraz nacjonalistyczną.

W tej złożone sytuacji, jak ujmuje to Olesia Chromiejczuk, „zamiast wspierania otwartego i krytycznego podejścia do zbiorowej pamięci narodowej, kolejne rządy Ukrainy podmieniają jeden zestaw gotowych interpretacji na inny, nie zostawiając miejsca na neutralną dyskusję o kontrowersyjnych stronach ukraińskiej historii i jeszcze bardziej komplikując nierozwiązane konflikty odnoszące się przeszłości narodu i tożsamości Ukrainy”.

Ignorowanie ideologicznej apatii

Byłoby wobec tego fundamentalnym błędem podzielić ukraińskie społeczeństwo na zwolenników i przeciwników kultu Bandery. Trzecia grupa jest w tym sporze zupełnie pomijana – ludzie, którzy pozostają raczej obojętni wobec spraw pamięci i tożsamości, którzy nie mają jasnych ideologicznych stanowisk i którzy czują się zdezorientowani bitwami o przeszłość.

Jak pokazać tę ideologiczną apatię? To poważne wyzwanie dla historyków, antropolożek, politologów i socjolożek. To także przestroga przed stosowaniem pochopnie przypisywanych narodowych i geopolitycznych „tożsamości”.

Wymowny jest tutaj niedawny przykład sprzeciwu wobec „dekomunizacji” prowadzonej przez ukraiński rząd. Przeciwnicy proponowanych zmian nazwy Komsomolska, Andrijewki i Dnietropietrowska nie odwołują się do jakiejkolwiek „sowieckiej nostalgii”, ale raczej obaw przed kosztami zmian nazewnictwa, a także brakiem akceptacji dla nowych nazw miejscowości, które zdaniem protestujących miałyby brzmieć zbyt prosto i archaicznie. Również zatem przeciwnicy nazw „zdekomunizowanych” – musimy to zrozumieć – wcale nie muszą tworzyć jednolitej grupy o jasnej orientacji ideologicznej.

A co z demokratyczną alternatywą?

15 maja 2016 roku prezydent Petro Poroszenko ogłosił, że od grudnia 2013 w Ukrainie obalono tysiąc pomników Lenina i zmieniono nazwy siedmiuset miejscowości. Miejsca, gdzie wcześniej były Leniny, dziś zazwyczaj pozostają puste. We wczesnych latach 90. na terenach zachodniej Ukrainy zazwyczaj stawał w ich miejscu Bandera – najbardziej rozpoznawalny symbol antysowieckiego oporu.

Upamiętnianie Bandery pozostawało jednak regionalnym zjawiskiem, powiązanym ze szczególną, tzn. galicyjską i wołyńską, pamięcią o partyzantce i sowieckich represjach, które objęły 10% tamtejszej ludności.

W Ukrainie po Majdanie wcale nie ma zgody co do tego, kto ma wejść w owo miejsce po Leninie. Nazwisko Bandery pada w tym kontekście nieczęsto, aczkolwiek pojawiło się w dyskusjach o nowych patronach ulic w Kijowie i Dniepropietrowsku [ostatecznie Stepan Bandera został patronem ulicy w Kijowie, a decyzja rady miejskiej zapadła w pierwszym tygodniu lipca 2016 i zbiegła się w czasie z obchodami rzezi na Wołyniu – przyp. red.]. Widać zatem, jak upamiętnianie Bandery stopniowo zaczyna przekraczać granice Galicji i Wołynia. Debata o tym, czy słusznie, jest bardzo ważna. Komplikuje ją jednak fakt, że w oczach wielu politycznie zaangażowanych obywatelek i obywateli , jakakolwiek zdecydowana krytyka ukraińskiego nacjonalizmu, wydaje się być „niebezpiecznie bliska narracji rosyjskiego imperializmu”.

W tym właśnie kontekście kluczowe jest ukazywanie historii etnicznego nacjonalizmu i polityki terroru OUN-u, a także antypolskich i antyżydowskich zbrodni UPA – bez przemilczeń i bez ich usprawiedliwiania.

Krytyka ukraińskiego nacjonalizmu z perspektywy praw człowieka bynajmniej nie oznacza (i nie ma na celu) przemilczenia sowieckich zbrodni, ani też nie odmawia Ukrainie historycznej podmiotowości.

Demokratyczna krytyka nacjonalizmu

Skupienie się na ukraińskiej tradycji sprzeciwu wobec nacjonalizmu z demokratycznych pozycji jest równie ważne. W 1932 roku żyjący na emigracji Izaak Mazepa, Olgierd Boczkowski i Panas Fedenko opublikowali broszurę zatytułowaną Budują czy burzą?. Autorzy krytykowali w niej terror OUN-u jako oznakę słabości i wskazywali na tendencje autorytarne w „nacjonalizmie integralnym”.

Pisma wybitnych ukraińskich intelektualistów na emigracji, Iwana Łysiaka-Rudnickiego czy George'a (Jurija) Szewelowa, ukazujące się od lat 60. również wymagają bliższego poznania. Szewelow na przykład dekonstruował propagandową demagogię polemiczną Dmytro Doncowa, ideologa ukraińskiego nacjonalizmu, jak również jego nienawiść do swobodnej dyskusji, określając jego postawę jako bliźniaczą do bolszewizmu.

Demokratyczna krytyka ukraińskiego nacjonalizmu integralnego oraz dzisiejszych grup skrajnej prawicy może być krokiem w stronę szerszego rozumienia ukraińskiej kultury.

Takiej, która może przyjąć, choć nie zawłaszczyć, także Szolema Alejchema – jednego z twórców współczesnej literatury jidysz, który ponad 40 lat życia spędził w Ukrainie; Bruno Schulza, polskiego pisarza żydowskiego pochodzenia, który urodził się i został zabity w Drohobyczu we wschodniej Galicji czy kijowskiego aktywistę na rzecz praw człowieka i pisarza Lwa Kopielewa.

Toksyczny ideał „jednego państwa, jednego narodu”

Po I wojnie Europa w większości wierzyła, że etniczna spójność tworzy fundament pod stabilny rozwój. Mimo tego, popularność sloganu o „samostanowieniu narodów” nie była jednoznaczna z przyznaniem każdemu narodowi własnego państwa. Ukraińska (w Kijowie) i Zachodnioukraińska (we Lwowie) Republika Ludowa, proklamowane po upadku imperiów Rosji i Austro-Węgier, zostały militarnie pokonane i nie udało im się utrzymać niepodległości. Galicja Wschodnia i Wołyń weszły w skład nowo powstałego państwa polskiego, Ukraina naddnieprzańska została zaś jedną z republik sowieckich w ramach ZSRR.

W międzywojennej Polsce nie było klęski głodu ani masowych represji, jednak miliony Ukraińców i Ukrainek żyjących na polskich ziemiach doświadczało dyskryminacji (od niechęci polskich władz do otwarcia uniwersytetu we Lwowie do odmowy zaakceptowania samego terminu „Ukraińcy”).

Rządy w Warszawie obawiały się największej mniejszości w kraju i jej ewentualnych dążeń separatystycznych. II Rzeczpospolita nie poradziła sobie z kwestią narodową i poprzez politykę dyskryminacji w latach 20. zepchnęła dużą część politycznie zaangażowanych Ukrainek i Ukraińców w kierunku sympatii prosowieckich (czym ZSRR doskonale manipulowało) albo skrajnego nacjonalizmu z jego polityką terroru (Stepan Bandera był właśnie jednym z takich młodych terrorystów zafascynowanych przemocą). Nie twierdzę bynajmniej, że to polityka Polski była głównym powodem radykalizacji polityki ukraińskiej – byli jednak polscy publicyści, jak Adolf Bocheński i Stanisław Łoś, którzy otwarcie stawiali takie tezy w latach 30.

Nie możemy też zapominać, na co wskazuje historyk Andrij Zajarniuk, że „mimo powojennej radykalizacji w latach 30. dominującą siłą polityczną wśród galicyjskich Ukraińców było Ukraińskie Zjednoczenie Narodowo-Demokratyczne...

Dopiero zniszczenie pluralistycznego systemu politycznego i organizacji społeczeństwa obywatelskiego przez Sowietów w 1939 umożliwiło dominację integralnego nacjonalizmu, która trwała przez całą wojnę.

Historia OUN-u i innych grup nacjonalistycznych jest przestrogą przed tym, co niesie ze sobą ideologia „jednego państwa, jednego narodu”. Terror ukraińskich nacjonalistów był wymierzony w Polaków i innych Ukraińców o umiarkowanych poglądach, którzy opowiadali się za wzajemną współpracą i kompromisem.

Większość ofiar OUN-u w latach 30. to zresztą Ukraińcy i Ukrainki. Celem terroru Bandery było eskalowanie konfliktu i rewolucja. Polityka tego rodzaju ukazuje przeciwników jako zdrajców narodu i agentów obcych sił. Jej celem było również wymazanie wszelkich niuansów i półcieni, pozbycie się wszelkiej złożoności i zawężenie ukraińskiej kultury politycznej.

W czasie, gdy Europa znów doświadcza niemal zapomnianego już poczucia, jak krucha jest demokracja, samokrytycyzm, intelektualna odpowiedzialność i polityczna gotowość do kompromisów i pojednania znów są bardzo w cenie.


Nie wszyscy Ukraińcy wystąpili przeciwko Polakom; w rzeczywistości inicjatywa i organizacja czystek spoczywała w rękach kierownictwa OUN-B – mówi prof. Grzegorz Motyka z IPN. 11 lipca 1943 r. banderowcy rozpoczęli skumulowane ataki na Polaków na Wołyniu i w Galicji Wsch., w których zginęło ok. 100 tys. osób.

PAP: Jak daleko powinniśmy cofnąć się, aby zrozumieć to co stało się na Wołyniu? Czy takie wydarzenia jak zamordowanie przez ukraińskich nacjonalistów ministra Bronisława Pierackiego można z dzisiejszej perspektywy jako swoistą zapowiedź wybuchu tego konfliktu?

Prof. Grzegorz Motyka: Do pewnego stopnia tak. Było to bowiem świadectwo używania przez nacjonalistów ukraińskich metod terrorystycznych. Pokazywało to radykalizm członków Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN). Już wówczas zaczęły się pojawiać w OUN pomysły rozwiązania konfliktu z Polakami poprzez dokonanie czystki etnicznej.

Z drugiej jednak strony należy pamiętać, że dopiero II wojna światowa i zniszczenie państwowości polskiej umożliwiło antypolskie czystki. OUN przed wojną była małą formacją, nie cieszącą się wśród ukraińskiej społeczności dużym poparciem. Ponadto polskie władze potrafiły ją kontrolować i ograniczać jej działalność do pewnego minimum. Nie była ona wówczas zdolna do przeprowadzenia jakichkolwiek większych działań zbrojnych. Polska policja po zamachu na Pierackiego potrafiła dokonać bardzo szeroko zakrojonych aresztowań, zamrażając jej działalność na kilka lat.

PAP: W dyskusjach publicznych jest wiele nieporozumień wokół takich terminów jak banderowcy, UPA, OUN. Często może się wydawać, że to sam Stepan Bandera podejmował decyzję o rozpoczęciu tej ludobójczej akcji na Wołyniu. Spróbujmy nakreślić podziały wśród ukraińskich nacjonalistów i motywy podjęcia przez część z nich decyzji o działaniach, które zaowocowały Rzezią Wołyńską.

Prof. Grzegorz Motyka: OUN w 1940 r. podzieliła się na dwie frakcje nazywane od nazwisk ich przywódców Andrija Melnyka i Stepana Bandery melnykowcami i banderowcami. Ich profil ideowy był podobny, ale różniło je nastawienie wynikające z różnic pokoleniowych. Melnykowcy byli starsi, doświadczyli walki o niepodległość Ukrainy po I wojnie światowej. Banderowcy byli młodzieżą ukraińską, która nie wzięła udziału w tamtych wydarzeniach. Z tej przyczyny byli oni znacznie bardziej radykalni.

To w środowisku banderowców pojawił się pomysł rozwiązania problemów polsko-ukraińskich za pomocą czystki etnicznej. W sposób bezwzględny wprowadzili ten pomysł, ku konsternacji wielu melnykowców. Oddziały melnykowskie na Wołyniu brały udział w napadach na niektóre polskie miejscowości, jednocześnie jednak działacze OUN-M uważali, że generalna rozprawa z Polakami jest bezsensowna i odnosili się do niej z dystansem.

Mitem jest więc przekonanie, że wszyscy Ukraińcy wystąpili przeciwko Polakom. W rzeczywistości inicjatywa i organizacja czystek spoczywała od początku do końca w rękach kierownictwa OUN-B. Jest wiele świadectw na temat chłopów z Wołynia, którzy nawet jeśli sympatyzowali z postulatem niepodległości Ukrainy wysuwanym przez Ukraińską Powstańczą Armię to jednocześnie z dużym dystansem patrzyli na akcje, w których ginęli ich polscy sąsiedzi.

PAP: Czy jesteśmy w stanie oszacować skalę poparcia dla ukraińskich organizacji nacjonalistycznych?

Prof. Grzegorz Motyka: Według moich szacunków na Wołyniu i w Galicji Wschodniej wzięło udział w napadach na Polaków około 35-45 tysięcy Ukraińców. Proszę pamiętać, że społeczność zachodnioukraińska liczyła około pięciu milionów osób. To pokazuje różnicę pomiędzy stereotypowym spojrzeniem widzącym wszędzie antypolską nienawiść, a tym jak było naprawdę.

PAP: Jakie były reakcje Polskiego Państwa Podziemnego i władz na uchodźstwie na te wydarzenia? Wiele kontrowersji w dyskusjach polsko-ukraińskich wywołuje kwestia akcji odwetowych Armii Krajowej. Ukraińcy często zrównują je z działaniami UPA. Jak odnieść się do takich argumentów i porównań?

Prof. Grzegorz Motyka: Polskie Państwo Podziemne zostało zaskoczone tym, że ukraińskie podziemie zdecydowało się przeprowadzić tego rodzaju czystkę etniczną. Jednak wystarczy przejrzeć sztandarowe wydawnictwo „Armia Krajowa w dokumentach”, aby zorientować się, że już od lata 1943 r. nikt nie miał wątpliwości, że to banderowcy są sprawcami napadów. Trzeba przyznać, że w trakcie działań przeciw UPA nie ograniczano się do tradycyjnych działań wojskowych, ale miały również miejsce wypadki zemsty. Najbardziej spektakularny wymiar przybrały na Lubelszczyźnie w 1944 r. i w Rzeszowskiem na początku 1945 r.

W Lubelskim można wymienić przede wszystkim wydarzenia w miejscowości Sahryn, gdzie zginęło wielu ukraińskich cywilów. W działaniach w tym regionie nie chodziło wyłącznie o ślepą zemstę, ale też zastraszenie ludności ukraińskiej. Zakładano, że brutalność tej akcji wywrze wrażenie na upowcach i dojdzie do zahamowania antypolskich czystek w tym regionach.

Zbrodnie na ukraińskich cywilach nie dadzą się w żaden sposób usprawiedliwić, ale z całą pewnością nie można mówić o symetrii tych wydarzeń z działaniami UPA. Celem UPA była depolonizacja ogromnego obszaru kilku województw II RP, zaś po polskiej stronie wyłącznie zemsta i zastraszenie. Odwet dotyczył wyłącznie wybranych ukraińskich wiosek. Nie można więc mówić o symetrii działań polskiego i ukraińskiego podziemia.

Warto dodać, że poparcie dla UPA wzrosło gwałtownie po wkroczeniu na te ziemie Armii Czerwonej. Wówczas walka z Sowietami była jednoznacznie kojarzona jako coś dobrego i służącego odzyskaniu niepodległości.

PAP: Wśród Ukraińców poza osobami pozostającymi z boku tych strasznych wydarzeń było również wielu tzw. „ukraińskich sprawiedliwych”. Jak byli traktowani przez innych Ukraińców, czy spotykały ich represje ze strony nacjonalistów?

Prof. Grzegorz Motyka: Wiemy, że na samym tylko Wołyniu, według bardzo wstępnych szacunków, było 800 Ukraińców, którzy uratowali prawie 2000 Polaków. Tego typu przykładów zachowań życzliwych wobec polskich sąsiadów było bardzo wiele. Dodajmy, że za pomoc udzielaną Polakom groziły represje ze strony OUN-B – niektórych sprawiedliwych zabito, innym np. spalono stodołę, itp.

PAP: Jaki był stosunek okupantów niemieckich i sowieckich do konfliktu polsko-ukraińskiego? Wielu historyków krytykuje teorie, wedle której Sowieci świadomie podsycali te antagonizmy.

Sami Sowieci byli zainteresowani w podsycaniu konfliktu polsko-ukraińskiego, ale nic nie wskazuje na to, żeby pragnęli jego rozwinięcia w stronę totalnej rzezi ludności polskiej. Nie ma żadnego potwierdzonego przypadku prowokacji polegającej na ataku na polską wioskę przez sowiecką partyzantkę udającą UPA. Wiemy też, że rozkazy o zorganizowaniu antypolskiej czystki wydawali Dmytro Klaczkiwski ps. „Kłym Sawur” i Roman Szuchewycz „Taras Czuprynka”, czyli dowódcy UPA. W scenariuszu zakładającym prowokację sowiecką trzeba by przyjąć, że byli oni agentami sowieckimi lub ich otoczenie było całkowicie zinfiltrowane przez wywiad sowiecki. Ale w takim razie także powojenny antysowiecki opór byłby organizowany przez sowieckich agentów, a to przecież absurd.

Prof. Grzegorz Motyka: Niemcy i Sowieci wywołując II wojnę światową doprowadzili do zburzenia porządku, co umożliwiło dokonanie antypolskiej irredenty. Poza tym dokonując zbrodni na skalę przemysłową pokazali innym, że dokonywanie takich okrucieństw jest w ogóle możliwe.

PAP: Jaki był stosunek Sowietów do UPA już po zakończeniu II wojny światowej? Czy formacja ta była całkowicie przemilczana lub traktowana jako sojusznicza III Rzeszy?

Prof. Grzegorz Motyka: Ta sprawa była całkowicie zakłamana. UPA przedstawiano jako formację wrogą narodowi ukraińskiemu, jej członków nazywano burżuazyjnymi nacjonalistami oraz agentami Hitlera, a następnie państw zachodnich. Według propagandy ZSRS celem UPA było zniewolenie dobrego narodu ukraińskiego. W tej narracji nie było oczywiście miejsca na jakiekolwiek wzmianki o gigantycznych represjach, które przetoczyły się przez Zachodnią Ukrainą po 1944 r. Proszę pamiętać, że nawet Wielki Głód, który pochłonął kilka milionów istnień został przez Sowietów wymazany z historii. Podobnie było z tymi represjami, których ofiarą padło pół miliona Ukraińców z których 150 tysięcy zostało zabitych.

PAP: W ostatnich dwudziestu pięciu latach zrobiono bardzo wiele dla wyjaśnienia i upamiętnienia ofiar ludobójstwa na Wołyniu. Jednak w ostatnich latach dialog polsko-ukraiński w tej sprawie wydaje się być w pewnym zawieszeniu.

Prof. Grzegorz Motyka: Mój pogląd jest nieco inny niż wielu uczestników tej dyskusji. Spojrzenie na ówczesne wydarzenia nie zmieniło się zasadniczo od roku 2003, czyli od dyskusji, która towarzyszyła obchodom 60. rocznicy zbrodni wołyńskiej. Wówczas została odsłonięta głęboka różnica pomiędzy polskim i ukraińskim spojrzeniem na Wołyń ‘43. Ten konflikt pamięci wciąż się utrzymuje. Niektórzy nie chcą tego widzieć i dziwią się, że w okresie rocznic ta dyskusja przybiera tak gwałtowny charakter.

Bardzo ubolewam nad tym, że w ostatnim czasie, doszło do takich incydentów jak wystąpienia przeciwko procesji religijnej Ukraińców w Przemyślu. W trakcie dyskusji nad Rzezią Wołyńską możemy różnić się w ocenach historycznych, ale różnice te nie mogą usprawiedliwiać niegodnych zachowań, których we współczesnych relacjach między naszymi narodami być nie powinno. Możemy spierać się o historię, ale nie powinniśmy przenosić tych sporów na obecne stosunki, ponieważ jest to dla nich katastrofalne.

PAP: Wspomniał Pan, że przygotowuje kolejną publikację poświęconą stosunkom polsko-ukraińskim.

Prof. Grzegorz Motyka: Mam nadzieję, ze jesienią ukaże się moja książka poświęconą sprawom Wołynia ‘43. Staram się pokazać zorganizowany charakter tej antypolskiej czystki, omawiam kwestię polskiego odwetu, ale zajmuje się również sprawami polityki historycznej Polski i Ukrainy w ostatnich dwudziestu pięciu latach. Próbuję również pokazać analogie Zbrodni Wołyńskiej, takie jak antyserbskie czystki etniczne do jakich dochodziło w Chorwacji w trakcie II wojny światowej. Między działaniami ustaszy i upowców można zauważyć wiele podobieństw.


Wbrew temu co mówi, nie da się nie zauważyć u Motyki swojego rodzaju ewolucji, bo i on coraz bardziej jest Ukraińcami zmęczony i widzi, że jednak nie da się po dobroci. O podobieństwach między ustaszami a upowcami chyba tu kiedyś pisałem, chętnie zajrzę do tej książki.

No i standardowo, od deski do deski na pamięć:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Fa%C5%82s ... _OUN_i_UPA
Obrazek

Awatar użytkownika
Boromir
Laureat Złotej Piłki
Laureat Złotej Piłki
Posty: 9986
Rejestracja: sob 30.12.2006 14:31
Reputacja: 725

Temat historyczny

Postautor: Boromir » wt 12.07.2016 10:51

Dzisiaj Dzień Pamięci Ofiar Obławy Augustowskiej.

http://oblawaaugustowska.pl/

W lipcu 1945 r. oddziały Armii Czerwonej przy pomocy Wojska Polskiego oraz funkcjonariuszy i współpracowników Urzędu Bezpieczeństwa przeprowadziły szeroko zakrojoną akcję pacyfikacyjną na terenie Puszczy Augustowskiej i jej okolic, określanej mianem Obławy Augustowskiej. Ze strony sowieckiej w operacji uczestniczyły jednostki 50. armii
III Frontu Białoruskiego, Wojsk Wewnętrznych NKWD oraz funkcjonariusze kontrwywiadu wojskowego "Smiersz". Funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, Milicji Obywatelskiej i miejscowi konfidenci wspomagali działania Sowietów jako przewodnicy i tłumacze, asystowali także przy przesłuchaniach.

Oddziały sowieckie przetrząsały lasy i wsie, aresztując podejrzanych o kontakty z polską partyzantką niepodle-głościową. Nie znamy dokładnie ani daty początkowej, ani końcowej operacji - najczęściej umieszcza się ją między 12 a 28 lipca. W sumie zatrzymano kilka tysięcy osób, część z nich więziono i poddawano brutalnemu śledztwu. Ok. 600 osób nigdy nie powróciło do domów i do dziś nie są znane ich losy. Najprawdopodobniej wszyscy zostali pozbawieni życia na podstawie tej samej decyzji i należy ich uznać za ofiary Obławy Augustowskiej.

Możliwe, że miejsce stracenia i wiecznego spoczynku tych osób znajduje się w pobliżu granicy, po stronie białoruskiej. Pewne jest, że zamordowano ich przy akceptacji najwyższych sowieckich władz politycznych. Strona polska od wielu lat prowadzi starania o ustalenie losów osób zaginionych w obławie.
Obrazek

Awatar użytkownika
League
Laureat Złotej Piłki
Laureat Złotej Piłki
Posty: 11015
Rejestracja: czw 24.02.2011 20:02
Reputacja: 1003

Temat historyczny

Postautor: League » sob 30.07.2016 21:52

http://www.naszahistoria.pl/powstanie-w ... 1,10431246

Tajemnice Państwa podziemnego do obejrzenia.
Obrazek

Awatar użytkownika
Bienias
Vamos Blaugrana
Posty: 8443
Rejestracja: pn 16.05.2005 22:28
Reputacja: 295
Lokalizacja: Magna Wola Varsoviensis

Temat historyczny

Postautor: Bienias » śr 07.09.2016 12:26

Fajnie napisany tekst skierowany raczej do młodych.

Gdybyś miał dziś możliwość posłuchania tego Pana ze zdjęcia, jego opowieść mogłaby brzmieć mniej więcej następująco... ;)

"Cześć, jestem Łukasz... Łukasz Przybylski.
Nie przyglądaj mi się tak i daj spokój z tą kurtuazją, doskonale wiem, że mnie nie kojarzysz. Zupełnie Ci się nie dziwię. Dawno stąpałem po tym łez padole, a i w szkołach raczej o mnie nie słyszałeś. Smuteczek...

Ale spokojnie, oto kilka zdań o mnie. Urodziłem się w 1814 roku. Taaak wiem, nie było Pokemonów, Facebooków, a i Lewandowski jeszcze nie strzelał hattricków. Myślisz sobie: co za nuda! Hej, ale moje życie nie było nudne..., a i swego rodzaju hattricka zaliczyłem, i to w kadrze narodowej! Tak się niefortunnie historia potoczyła, że gdy się urodziłem, zabory trwały w najlepsze. Gdy tylko zrozumiałem, że mój kraj jest w niewoli, chciałem coś z tym zrobić. Strasznie mierziła mnie ta sytuacja. Gdy tylko nadarzyła się okazja, ruszyłem, by się napier..., bić z ruskim okupantem w Powstaniu Listopadowym, miałem wówczas 16 lat. Nieszczęśliwy los chciał, że mnie kacapy dopadły. Wylądowałem w dość popularnym "ośrodku wypoczynkowym" na Syberii, a i do Armii Carskiej mnie wcielono. Czas tak szybko leciał, że nim się obejrzałem, minęło 25 lat.

Po ćwierć wieku wróciłem na ziemie polskie, choć nadal okupowane. Udało mi się jakoś poukładać swoje życie. Jednak w kilka lat po powrocie, w kraju znów spróbowano powstania, tym razem był styczeń. Zimno jak cholera... ale ja akurat przywykłem. Od razu wskoczyłem w kamasze, wszak miałem niecałe 50 lat. Powalczyłem trochę, ale znowu miałem pecha i ruskie mnie złapały, tym razem pod Radzyminem. Wiedziałem, co mnie czeka. Domyśliłem się, że znowu trafię do ośrodka wypoczynkowego. I tak skazali mnie na trzy lata ciężkiej pracy w kopalni. Ruskie chyba wiedzieli, co zrobiłem kilkanaście lat wcześniej i już mnie nie chcieli puścić z tej syberyjskiej krainy.

Odbębniłem machanie kilofem i dożywotnio zostałem osiedlony w tamtych rejonach. Nie dość, że tęskniłem do Polski, to jeszcze te mrozy... . Pomyślałem, że się nie poddam. Waszym celem jest dziś wk... ZUS długowiecznością, a moim było wk... Ruskich. Tak więc zakonserwowałem się w tych śniegach. Setkę miałem na karku, gdy wybuchła I wojna światowa. zawirowania z tym związane sprawiły, że w 1918 roku, mając zaledwie lat 104, wziąłem nogi za pas i ruszyłem szybkością Usaina Bolta w stronę domu. Jakaż to była radość, gdy się okazało, że dotrwałem wolnej Polski! Tyle lat na tym ruskim zadupiu... . Zanim dobrze kamasze zdjąłem, słuchy mnie doszły, że świeżo upieczona II RP szarpie się z Niemcami o Wielkopolskę... . Pomyślałem nieco poirytowany: no k.... jego mać, szlag mnie zaraz trafi! Znów Powstanie! No cóż... ja nie pójdę?! Potrzymaj mnie piwo! Czas Pyrusków ratować!

No i ruszyłem. Do brygady włączono mnie w 1919 roku - daj sobie spokój z tym liczeniem. Tak miałem wówczas dokładnie 105 lat. Podczas walk dostałem w lewą nogę. Rannego mnie odwieźli... niee, na szczęście nie na tę cholerną Syberię, ale do Warszawy. Przy okazji nadmienię, że w końcu ktoś był łaskaw mnie awansować i tak dzięki Józefowi Dowbor-Muśnickiemu stałem się Pułkowinikiem panie dziejaszku! Żywota swego dokończyłem w spokoju, w Lipnie mając 108 lat.

Jak widzisz drogi Przyjacielu, zaliczyłem hattricka w kadrze Polski, tyle że ponad stu lat musiałem doczekać. Ale nudy nie było.
W sumie może i lepiej, że dziś ganiasz za Pokemonami, aniżeli za okupantem. I oby tak zostało, bo Syberii szczerze nie polecam!" ;)

Łukasz Przybylski
Powstaniec: Listopadowy, Styczniowy i Wielkopolski.

Awatar użytkownika
Boromir
Laureat Złotej Piłki
Laureat Złotej Piłki
Posty: 9986
Rejestracja: sob 30.12.2006 14:31
Reputacja: 725

Temat historyczny

Postautor: Boromir » pt 16.12.2016 1:31

Doszły mnie słuchy, że niektórzy z person publicznych uważają, że stan wojenny był kulturalny i zagrożeniem prawdziwym to jest rząd PiS.

Chcę jedynie powiedzieć, że Głogów pamięta 31.08.1982 i zbrodnię lubińską, pamięta także brutalną pacyfikację protestów głogowskich po tym wydarzeniu, internowania, aresztowania itd.

http://31sierpnia1982.pl/lubin

Bo wiecie co chcę przekazać, my, głogowianie możemy się z Kretami lubiniakami ganiać pod Castoramą w dniu meczu, ale jak przyjdzie co do czego to pod jednym szalem znowu będziemy bić się o swoje wartości, tak jak kiedyś kulturalnie w czasie stanu wojennego.

Więc mam nadzieję, że ktoś sobie dobrze pewne sprawy przemyśli, bo zorganizować kilkanaście tysięcy ludzi na paradzie to nie jest żaden wielki wyczyn.

Na dokładkę:



PS Rzadko się wstydzę za Polskę, ale po wypowiedzi Janusza Lewandowskiego Aleppo-Warszawa czuję takie zażenowanie, że po prostu ręce opadają. Sami sobie sramy w najgorszy możliwy sposób...
Obrazek

Awatar użytkownika
Dr.Football1
I Don't Need No Doctor
I Don't Need No Doctor
Posty: 28831
Rejestracja: sob 24.10.2009 22:51
Reputacja: 1115
Lokalizacja: Bruksela
Kontaktowanie:

Temat historyczny

Postautor: Dr.Football1 » sob 17.12.2016 0:48

Zawsze lubilem historie, zwlaszcza te mowiaca o II wojnie swiatowej i sporo o tym ogladalem/czytalem, ale do eksperta w tym temacie jest mi bardzo daleko. Wlasnie gadam o sprawach z tym zwiazanych z Magnumem na fb, ale ciekaw jestem opinii innych znawcow, a takich na pewno na forum mamy (Mazur, masacra, Boromir?).

Kilka pytan czysto hipotetycznych - dla koneserow pewnie takze idiotycznych, tracacych fantastyka, ale fajnie byloby poznac opinie ludzi, ktorzy w tym siedza.

1) Czy operacja Barbarossa miala jakiekolwiek szanse powodzenia?
2) Jak potoczylyby sie losy wojny i w ogole calego swiata gdyby w 43/44 Niemcy stworzyliby swoja Wunderwaffe, ktora okazalaby sie bomba atomowa?
3) Co by bylo gdyby Hitler zrezygnowal z ofensywy na ZSRR i skoncentrowal sie na froncie zach, zwazajac ze stalinowi nie spieszylo sie do ataku na Rzesze.
4) Czy istnialo polskie Waffen SS? Szczycimy sie tym, ze nie, ale slyszalem ze cos takiego istnialo.

Awatar użytkownika
Boromir
Laureat Złotej Piłki
Laureat Złotej Piłki
Posty: 9986
Rejestracja: sob 30.12.2006 14:31
Reputacja: 725

Temat historyczny

Postautor: Boromir » sob 17.12.2016 9:30

Dr.Football1 pisze:Source of the post 4) Czy istnialo polskie Waffen SS? Szczycimy sie tym, ze nie, ale slyszalem ze cos takiego istnialo.

Chyba w GW słyszałeś.

Nie było polskiej jednostki SS chociaż w innych jednostkach zdarzali się Polacy albo raczej polscy obywatele. Dodać należy że pod koniec wojny do SS wcielano siłą.

Z tego co wiem to z państw okupowanych również Grecy nie mieli swojego oddziału.
Obrazek

Awatar użytkownika
masacra
Kapitan
Kapitan
Posty: 3871
Rejestracja: pn 16.07.2007 15:20
Reputacja: 537
Lokalizacja: Central Perk

Temat historyczny

Postautor: masacra » sob 17.12.2016 10:09

Dr.Football1 pisze:Source of the post zwazajac ze stalinowi nie spieszylo sie do ataku na Rzesze.

Stalin wzdłoz granicy zachodzniej miał rozmieszczone wojska ofensywne, co sugerowało, że przygotowuje się do ataku. Wiedział o tym Hitler i postanowił przproadzic uderznie wyprzedzające. M.in dzieki temu, że natrafił jedynie na rodzieckie siły ofensywne, udało mu się odniesc tyle zwyciestw w początkowej fazie wojny z ZSRR.
Oczywiście, mogłem się skompromitować. Ale zawsze z pomocą przyjdzie odrobina dialektyki. Rzecz jasna sformułowałem swoje prognozy w taki sposób, by były poprawne także jeśli zdarzy się rzecz dokładnie przeciwna

Awatar użytkownika
League
Laureat Złotej Piłki
Laureat Złotej Piłki
Posty: 11015
Rejestracja: czw 24.02.2011 20:02
Reputacja: 1003

Temat historyczny

Postautor: League » sob 17.12.2016 10:16

Dr.Football1 pisze:Source of the post 1) Czy operacja Barbarossa miala jakiekolwiek szanse powodzenia?

Miała ale bardziej przy pierwotnym planie, niemcy chcieli atakować 15 maja ale szczęśliwie dla stalina obalono rząd księcia pawła i Hitler musiał zaatakować Grecję i Jugosławię dzięki czemu Niemcy stracili ponad miesiąc czasu i trochę wojska, potem właśnie tego czasu zabrakło bo zima zaskoczyła drogowców;)
Pierwsze miesiące operacji barbarossa to były zwycięstwa niemców i własnie tego straconego miesiąca przed zimą brakowało by zająć moskwę, potem zima, porażka i już dostali niemcy po tyłku
Obrazek

Awatar użytkownika
Magnum
Laureat Złotej Piłki
Laureat Złotej Piłki
Posty: 12085
Rejestracja: sob 17.06.2006 23:01
Reputacja: 607
Lokalizacja: Lancaster (Pennsylvania)
Kontaktowanie:

Temat historyczny

Postautor: Magnum » sob 17.12.2016 16:23

Boromir pisze:Source of the post Nie było polskiej jednostki SS chociaż w innych jednostkach zdarzali się Polacy albo raczej polscy obywatele. Dodać należy że pod koniec wojny do SS wcielano siłą.

Krążyły (krążą?) legendy o próbie stworzenia SS z Górali - może o to mu chodzi. Albo o Polnische Wermacht, ale to a) do SS daleko b) przymusowy pobór do tego typu jednostek był oczywisty.

League pisze:Source of the post Pierwsze miesiące operacji barbarossa to były zwycięstwa niemców i własnie tego straconego miesiąca przed zimą brakowało by zająć moskwę, potem zima, porażka i już dostali niemcy po tyłku

I tak i nie, bo warto pamiętać o tym, że ZSRR miał ogromne zasoby ludzkie i militarne na tyłach. To, że zima przeszkodziła to oczywiste, ale nawet zajęcie Moskwy nie gwarantowaloby niczego.
Obrazek

Awatar użytkownika
Boromir
Laureat Złotej Piłki
Laureat Złotej Piłki
Posty: 9986
Rejestracja: sob 30.12.2006 14:31
Reputacja: 725

Temat historyczny

Postautor: Boromir » sob 17.12.2016 16:44

Magnum pisze:Source of the post Krążyły (krążą?) legendy o próbie stworzenia SS z Górali - może o to mu chodzi. Albo o Polnische Wermacht, ale to a) do SS daleko b) przymusowy pobór do tego typu jednostek był oczywisty.

Żeby tylko SS, z górali to oni osobny naród chcieli stworzyć, albo raczej nową grupę etniczną w obrębie narodu niemieckiego :rotfl:

I faktycznie chciano z nich stworzyć jednostkę SS, ale górale którzy się zgłosili podobno popili i pojedli po czym się rozeszli do domów :mrgreen:

O Polnische Wermacht czytałem kilka lat temu ale poza jednym artykułem w zasadzie nie było o nich informacji, nawet na zagranicznych forach.
Obrazek

Awatar użytkownika
League
Laureat Złotej Piłki
Laureat Złotej Piłki
Posty: 11015
Rejestracja: czw 24.02.2011 20:02
Reputacja: 1003

Temat historyczny

Postautor: League » sob 17.12.2016 22:29

Magnum pisze:Source of the post I tak i nie, bo warto pamiętać o tym, że ZSRR miał ogromne zasoby ludzkie i militarne na tyłach. To, że zima przeszkodziła to oczywiste, ale nawet zajęcie Moskwy nie gwarantowaloby niczego.

nie gwarantowałoby zwycięstwa ale byłaby po stokroć lepsza sytuacja, sytuacja w grecji bardzo pomogła rosjanom. Dodatkowo Niemcy popełnili kolejny wielki błąd, a więc byli rasistami i traktowali rosjan, i wojskowych i cywilów jak śmieci, wysyłali do obozów, spora była ilość rosjan chcących obalenia diabła stalina ale jak niemiec robił z nimi co chciał to sami zmienili nastroje i uprzykrzali życie szwabom.
Obrazek

Awatar użytkownika
Boromir
Laureat Złotej Piłki
Laureat Złotej Piłki
Posty: 9986
Rejestracja: sob 30.12.2006 14:31
Reputacja: 725

Temat historyczny

Postautor: Boromir » sob 17.12.2016 22:45

League pisze:Source of the post Dodatkowo Niemcy popełnili kolejny wielki błąd, a więc byli rasistami i traktowali rosjan, i wojskowych i cywilów jak śmieci, wysyłali do obozów, spora była ilość rosjan chcących obalenia diabła stalina ale jak niemiec robił z nimi co chciał to sami zmienili nastroje i uprzykrzali życie szwabom.

To chyba Suworow taką teorie miał, że gdyby Niemcy wygrali Rosjan to wygraliby wojnę i twierdził, że wystarczyło dawać działać Własowowi a kacapy by sami komunistów wywieźli na Sybir.

Ale wiadomo, Lebensraum i inne aryjskie sprawy sprawiły, że dla Rosjan nie było różnicy.
Obrazek

Awatar użytkownika
Bienias
Vamos Blaugrana
Posty: 8443
Rejestracja: pn 16.05.2005 22:28
Reputacja: 295
Lokalizacja: Magna Wola Varsoviensis

Temat historyczny

Postautor: Bienias » śr 28.12.2016 1:49

Co by nie mówić w Poznaniu więcej niż godnie pamiętają o Powstaniu Wielkopolskim


Awatar użytkownika
NoName1989
Gwiazda
Gwiazda
Posty: 5319
Rejestracja: wt 28.11.2006 18:54
Reputacja: 265
Lokalizacja: Łódź

Temat historyczny

Postautor: NoName1989 » śr 28.12.2016 10:19

Powstanie Wielkopolskie było naszym zwycięstwem i aż dziwne, że nie jest tak celebrowane jak Powstanie Warszawskie.
Obrazek


Wróć do „Kultura, polityka, wydarzenia”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości