Młodzieżowa Liga Mistrzów

Tym razem wszystko o Europejskich Pucharach: Liga Mistrzów, UEFA, wyniki oraz inne pucharowe ciekawostki.

Moderatorzy: petru, maciek_88, Dr.Football1, piotrcies, maestro, Cris7, fieldy

Awatar użytkownika
chuck29
Skład B
Skład B
Posty: 86
Rejestracja: śr 06.07.2016 15:27
Reputacja: 41
Kontaktowanie:

Młodzieżowa Liga Mistrzów

Postautor: chuck29 » śr 08.03.2017 12:07

Trochę o tym, co było wczoraj w 1/4 finału:

CSKA - Benfica 0:2

Biorąc pod uwagę to, co Ruscy robili w grupie, głównie u siebie (komplet zwycięstw, w tym 4:1 z Monaco) to mecz był zaskakująco jednostronny. Na początku spotkania Portugalczycy zdominowali posiadanie, widać było różnicę w umiejętnościach technicznych, nie zjadał ich stres tak jak rywali (strasznie nerwowa, a przez to pełna niedokładności była gra CSKA). Po bardzo dobrej piłce od Gedsona Fernandesa (nie ostatniej - ot choćby chwilę później rzucił z głębi równie dobrą) i (przede wszystkim) fatalnym błędzie bramkarza Ovchinnikova przy wyjściu do piłki Diogo Goncalves trafił do pustej bramki. Później nieco się cofnęli, oddali inicjatywę, ale gospodarze nijak nie potrafili tego wykorzystać, wypracowując sobie do przerwy jedną dogodną okazję i oddając kilka strzałów z dystansu. Tuż po przerwie samobój Leonova pozbawił CSKA złudzeń. Benfica też się rozluźniła, co w połączeniu z wejściem na boisko Pukhova (imo najciekawszy piłkarz CSKA, ciekawszy od Chalova - bardzo kreatywny, z "depnięciem", szukający gry do przodu, niekonwencjonalnych rozwiązań, klepek,bardzo dobry technicznie, krótko trzymający piłkę przy nodze - od pierwszego meczu w tej edycji UYL mi się podobał), który rozruszał grę i wywalczył parę stałych fragmentów dało Ruskim kilka niezłych sytuacji, w tym poprzeczkę właśnie po którymś ze stałych fragmentów. Generalnie jednak Benfica była lepsza piłkarsko i awansowała zasłużenie. Świetny mecz Diogo Goncalvesa (operował nie na skrzydle, a na "10" w 4-2-3-1), Gensona Fernandesa i, poza ciut słabszym wejściem w pojedynek, Florentino.

Salzburg - Atletico 2:1

Spodziewałem się sieczki z Atleti. I miałem ku temu podstawy, bo Austriacy grali kosmiczną piłkę z mocnymi City i PSG, a Atleti wyglądało bardzo słabo i w play-off z Turkami, i z Sevillą w 1/8. Tymczasem Atleti się postawiło, grając bardzo rozważnie z tyłu. Cofnięta głęboko linia obrony, tak, by Salzburg nie mógł wykorzystać przestrzeni między bramkarzem a defensywą śląc mnóstwo podań na wolne pole. Do tego Toni Moya i Ruben Gomez ustawieni tuż przed stoperami po to, by uniemożliwić gospodarzom podania między linie do świetnego Wolfa czy ruchliwych napastników. Całość zwieńczona inteligentnym przeładowaniem sektorów (głównie prawa flanka i prawa pół-przestrzeń, patrząc od strony Red Bulla, którędy gospodarze konstruowali większość akcji), w których znajdowała się piłka tak, by odciąć rywali od gry kombinacyjnej na małej przestrzeni, czym z łatwością mijali poprzednich przeciwników. Stąd Salzburg tracił mnóstwo piłek już w środkowej strefie. Hiszpanie świetnie antycypowali zagrania, otwierali w trudniejszych sytuacjach jedną linię podania, a gdy zawodnik z piłką chciał ją wykorzystać momentalnie jeden z Colchoneros pojawiał się między futbolówką a adresatem i ją przejmował. Tyle komplementów dla Madrytczyków. Znacznie gorzej wyglądali w konstruowaniu własnych akcji. Nawet po przechwycie nie mieli pomysłu na zawiązanie swojej akcji. Obama i Schiappa bardzo rzadko dostawali piłkę, a jeśli już, to w sektorach, z których trudno było o bezpośrednie zagrożenie. Były wręcz momenty, jak w drugiej połowie, że Atleti po odzyskaniu piłki ograniczało się do jej wyekspediowania przed siebie. I właśnie po przerwie, gdy goście musieli gonić wynik, a przez to Austriacy mieli więcej miejsca, przewaga gospodarzy była niepodważalna. Cud, że zamiast 3:0 zrobiło się 2:1 i końcówka to była chaotyczna gra o remis (Atleti) z jednej strony, a z drugiej (Red Bull) kradzież czasu i posypanie się całego planu na mecz ze względu na większą nerwowość w poczynaniach. Personalnie, trudno mi wyróżnić kogoś z Salzburga, bo oni głównie działają jak jeden organizm, w którym każdy wykonuje swoje zadania. Nie ma większych indywidualności. Kandydatem na takową jest głównie Hannes Wolf. Ciekawi są obaj czarnoskórzy: Haidara i Mensah, którego za kartki zabraknie z Barceloną. W Atleti wyróżniłbym Alberto Rodrigueza na stoperze, który zanotował mnóstwo ważnych/kluczowych interwencji, fajnie się ustawiał, czytał grę. Zawód z przodu. Trójka Schiappa, Salomon, Ferni niewidoczna, choć to też nie jest absolutnie w 100% wyłącznie ich wina. Bolał mnie widok Ferniego, który przypominał trochę Riquelme - technicznie świetny, gigantyczny spokój z piłką, żadnych strat, precyzyjne podania, ale fizycznie nieprzygotowany. Zero sprintów, zero ruchu bez piłki, wyglądał jak fizyczny wrak albo gość, któremu kompletnie nie zależy na wyniku, bez ambicji. Może to wina kontuzji, z którą zdaje się niedawno się zmagał - nie wiem.

Barcelona - Porto 2:1

Gospodarze jak z młodym BVB wyszli zwycięsko ze stanu 0:1. Ale o ile z Niemcami zrobili to w imponującym stylu, tak wczoraj to były straszliwe męki. Porto cofnięte głęboko, świetnie zorganizowane i przesuwające się za piłką nie dawało Blaugranie żadnej okazji na penetrację tego szczelnego bloku, zagrania między liniami etc. Piłka krążyła więc dookoła "portugalskiego muru" bez pomysłu na jego przebicie. Początkowo największe zagrożenie przychodziło wraz z indywidualnymi akcjami Mbouli na prawej flance, kończonymi kilkoma świetnymi centrami. Najbliżej szczęścia by jedną z nich skutecznie zamknąć był Abel Ruiz, ale klatką piersiową uderzył wprost w Diogo Costę. Po około 20-25 minutach i ten sposób gry został zneutralizowany, bo lewy obrońca Porto Reabciuk zaczął świetnie czytać zachowania Mbouli (który wrócił do "swojej" gry, do tego, z czego go znam, czyli piłka do linii końcowej, gaz do dechy, ścigamy się i jak będę pierwszy to wrzucam). Zauważył, że Jordi nie łamie do środka tylko ucieka do linii końcowej i ustawiał się pod ten ruch. A że pod względem przyspieszenia i szybkości nie ustępował, to już w zasadzie do końca meczu z łatwością kasował wszystkie szarże hiszpańskiego skrzydłowego. Wynik spotkania otworzył Bruno Costa, wykorzystując kapitalną górną piłkę/centrę z głębi pola od Cassamy (najlepszy w Porto) i gapiostwo Cucu, który złamał linię. Barca wyrównała dzięki geniuszowi Alexa Collado, który kapitalnym podaniem z głębi pola lewą nogą w "dziurę" między Dalota a Queirosa obsłużył zbiegającego ze skrzydła Abela Ruiza. 17-latek perfekcyjnie przyjął piłkę i z zimną krwią wyrównał. Na 2:1 trafił Mboula z karnego po idiotycznym faulu Queirosa, który "wpakował się" bez sensu na odwróconego tyłem Guilemenota, taranując go razem z piłką. Poza Collado nie bardzo miałbym kogo wyróżnić w Barcy. Podobał mi się Dani Morer w roli Lahma z Bayernu Guardioli, operującego jako prawy obrońca na pozycji pivota, skąd rozprowadzał piłkę, a kiedy miał okazję szukał otwierającego podania. Beznadziejny występ (kolejny) zaliczył Lee. Z Koreańczykiem jest dziwna sprawa, bo gość w tamtym sezonie wrócił do gry po banie od FIFY i wyglądał naprawdę rewelacyjne, szczególnie biorąc pod uwagę okoliczności. Nie wierzyłem, że może być z niego materiał na kozackiego piłkarza, ale tamtym rokiem kazał mi trochę zrewidować poglądy. Kapitalnie wyglądała jego współpraca z Aleną, rozumieli się bez słów niczym Neymar z Messim. Spodziewałem się więc, że w drugim sezonie po powrocie zaprezentuje jeszcze więcej, a tymczasem jest strasznym upsetem. Rozczarowuje na całej linii w Juvenilu, zupełnie się pogubił, często ma problemy już z samym przyjęciem piłki, gra kombinacyjna też mu aż tak dobrze nie wychodzi. Nie wiem czy i na ile wpływ na jego dyspozycję ma "rozstanie" z Aleną, który teraz gra tylko w B, ale problem z Koreańczykiem na pewno jest. Jeśli chodzi o Porto to tak jak napomknąłem, znakomity był Cassama (luz i komfort z piłką, nie sposób było mu ją zabrać, świetny drybler na małej przestrzeni, balansem ciała i szybką nogą wychodził z każdej opresji), a po słabszym początku także Reabciuk.

Teraz czekanko na Ajax - bez de Ligta, ale znów z Justinem. Liczę na show Kluiverta i mam cichą nadzieję, że z Sierhuisem i Eitingiem odprawią dziś Real.

krzysiu
Lider Drużyny
Lider Drużyny
Posty: 1374
Rejestracja: czw 27.10.2005 20:25
Reputacja: 69
Lokalizacja: Turek
Kontaktowanie:

Młodzieżowa Liga Mistrzów

Postautor: krzysiu » śr 08.03.2017 12:52

Cassama najpierw musi popracować nad głową po tym debilnym faulu w 2 połowie ;)


Wróć do „Puchary Europejskie”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości