Moje plusy 2015:
- macierzyństwo; gdzieś w okolicach marca nareszcie polubiłam swoje dziecko i zaczęłam cieszyć się tym wszystkim. Wielka ulga, bo bałam się, że skończę w psychiatryku.
- parę blogowych sukcesów, znalezienie się w ważnych rankingach, podłapanie paru kontaktów i nieźle płatnych zleceń.
- nowa praca

Nigdy nie sądziłam, że będę marketingowcem, ale odpowiada mi to i mam nadzieję, że utrzymam się na tym stanowisku.
- propozycja od właścicielki mieszkania, żebyśmy kiedyś je od nich wykupili. Super wizja!
- bratanek ani razu w tym roku nie był w szpitalu, zero ataków padaczki, zajebiste wyniki w leczeniu toksoplazmozy. Z kolei bratanica zaczęła trenować piłkę nożną, moja krew
Moje minusy 2015:
- w marcu od głupiej pierdoły zaczął się gigantyczny konflikt z bratem Marlona i w sumie od tego czasu nie odzywamy się do siebie po latach naprawdę fajnej relacji. Najgorzej, że nasza dwuosobowa kłótnia przerodziła się w coś wielkiego, w co wciągnięci zostali moi teściowie, więc w sumie mam kosę z całą męża rodziną i aż mnie trzęsie na samą myśl, że mam z nimi spędzać Wigilię.
- mnóstwo problemów rodzinnych - babcia i dziadkowie w szpitalach, brat w więzieniu i psychiatryku, problemy zdrowotne ojca.
- wygrałam dofinansowanie do wymarzonego kursu językowego w Manchesterze, ale to wciąż za mało, żebym mogła pojechać

- upadek żużla w Częstochowie. Coś, co naprawdę łamie mi serce, bo całe życie mieszkałam przy stadionie i spędzałam na treningach/sparingach/meczach naprawdę kosmiczne ilości czasu. W ogóle wszystko, co działo się w tym roku wokół żużla, nie tylko częstochowskiego, uważam za ogromną porażkę.
Nie wiem jak traktować sepsę Zosi. Z jednej strony minus, że się to zdarzyło, z drugiej ogromny plus, że wyszła z tego bez szwanku.
Jak na razie przeczytałam 102 książki [bida!] i obejrzałam 109 filmów [rekord!], co ogólnie uważam za niezłe wyniki, biorąc pod uwagę, że to najbardziej zajęty rok mojego życia.
Tyle. W przyszłym roku chciałabym dalej znajdować czas na naukę i kulturę, zobaczyć odbudowanie się żużla w moim mieście i porządne zmiany w MU oraz nie musieć więcej pokazywać się z dzieckiem w szpitalu. Marzą mi się też jakieś wakacje, ale biorąc pod uwagę gównianą sytuację z urlopami u Marlona, pewnie będzie to nierealne.