!
- frazer
- Skład C

- Posty: 72
- Rejestracja: 02 paź 2005, 8:03
- Reputacja: 0
- Lokalizacja: z brzucha matki oczywiste (-;
Electro World
Tu możemy wymieniać się swoimi opiniami i sugestiami na temat tego nowego sklepu który został otwarty wczoraj w Markach.
Dziś tam byłem i muszę powiedzieć, że jestem w szoku kolejka miała długość ok. 200 metrów.
A ja mam pytanie do ludzi z tego forum którzy dostali się do tego sklepu czy można tam kupić gry komputerowe.
Dziś tam byłem i muszę powiedzieć, że jestem w szoku kolejka miała długość ok. 200 metrów.
A ja mam pytanie do ludzi z tego forum którzy dostali się do tego sklepu czy można tam kupić gry komputerowe.

- japko
- Imitacja forumowicza

- Posty: 49
- Rejestracja: 29 sie 2005, 10:07
- Reputacja: 0
- Lokalizacja: tam gdzie czerwony kapturek nie miał koszyczka
- Kontakt:
Tez tam się niedostałam a ta kolejka nie miałą 200 metrów tylko z 1 km (dżołk{ale z 500 napewno})
ciekawe jak tam jest ?
jak patrzyłam na wychodzacych stamtąd ludzi to szoki zaliczałam
ludzie wynosili po 3 telewizory
po kilka komputerów
byli zapakowani torbami pod samą szyję
Załamka
Ps. byłam tam z bratem blantem
ciekawe jak tam jest ?
jak patrzyłam na wychodzacych stamtąd ludzi to szoki zaliczałam
ludzie wynosili po 3 telewizory
po kilka komputerów
byli zapakowani torbami pod samą szyję
Załamka
Ps. byłam tam z bratem blantem
Ostatnio zmieniony 22 paź 2005, 13:25 przez japko, łącznie zmieniany 1 raz.
Johnny 11 palców to mój ziom @_@
dratewka wypchal siarką...
dratewka wypchal siarką...Jest jakaś strona internetowa tego sklepu ?
Wpisz sobie 'electro world' w google i powinno sę coś wyświetlić o tym sklepie.
Bonso pisze:zatanawiam się tylko jak długa będzie kolejka i ile będzie trzeba czekac...pewnie tak jak wszędzie niestety Rolling Eyes
w Markach była podobno kilometrowa.
A nie wiecie może ile te promocyjne ceny mają trwać?
- Bienias
- Vamos Blaugrana
- Posty: 10284
- Rejestracja: 16 maja 2005, 22:28
- Reputacja: 677
- Lokalizacja: Magna Wola Varsoviensis
A ja wszystkich w ch*ja zrobilem. Zatrudnilem sie tam przy dostarczaniu towaru klinetom ale to byla przykrywka. Dzieki temu moglem na magazynie przy pomocy kumpla(pracuje tam na stale) odstawic interesujacy mnie towar( w tym znajomych oj bylo tego) Dodatkowo jedna osobo mogla przejsc bez kolejki dzieki mojemu identyfikatorowi
W sumie wszystko co chcialem to kupilem a nawet mam wiecej np psx
Bardzo mozliwe ze ten plan powtorze w jankach ale jest jeden mankament, nie chce mi sie jechac taki kawal drogi.
Pozdrawaim ludzi ktorzy stali w kolejce
W sumie wszystko co chcialem to kupilem a nawet mam wiecej np psx
Bardzo mozliwe ze ten plan powtorze w jankach ale jest jeden mankament, nie chce mi sie jechac taki kawal drogi.
Pozdrawaim ludzi ktorzy stali w kolejce
tata tatą, mama mamą, rozróżniajmy
- Tomachos
- Kluczowy Zawodnik

- Posty: 1079
- Rejestracja: 17 maja 2005, 14:24
- Reputacja: 0
- Lokalizacja: Gliwicos
Pamiętnik przedszkolaka :D
Przyszli rodzice, miejcie się na baczności!
Obserwujcie czy czasami wasz maluch popowrocie z przedszkola nie notuje sobie czegoś po kątach... Wydaje Ci się, że życie przedszkolaka jest beztroskie? Jesteś w dużym błędzie...
Dzień pierwszy
> ...dzisiaj znów mama zaprowadziła mnie do przedszkola, chociaż całą drogę musiała mnie ciągnąć. Czy ci dorośli naprawdę nie mogą zrozumieć, że człowiek czasami pragnie odpocząć od tego wrzasku i ciężkiej harówki. Na przykład wczoraj przez cały dzień robiliśmy błoto na podwórku, przez co dzisiaj czułem się wykończony. Ba, ale co to kogo obchodzi. Jak się ma prawie pięć lat to już się jest poważnym człowiekiem, a starzy traktują mnie ciągle jak dzieciaka. Jak sikam w majtki to wcale nie znaczy że jestem dziecko! Po prostu czasami nie zdążę dobiec do kibla. No ale dosyć tych narzekań. Nie było ostatecznie tak źle, najpierw z młodym Gałązką rzucaliśmy klockami w dziewczyny. Ten kto trafił w głowę dostawał premię. Wygrałbym, ale te głupie dziewuchy w ogóle nie znają się na sporcie: odrazu poleciały na skargę do pani. Całe szczęście że zaraz szliśmy na obiad, bo w tym kącie chyba bym z nudów umarł. Po obiedzie pani pokazała nam alfabet. No ku***sko [cenzurka] sprawa. Można sobie
wszystko zapisać i potem nic nie trzeba pamiętać. W praktyce jednak okazało się że wcale nie jest to takie genialne. Pani pokazała nam literę to ją sobie zapisałem,no a skoro zapisałem to mogłem ją zapomnieć, tyle tylko że jak już zapomniałem to nie wiedziałem co zapisałem. Popieprzone to wszystko...
Dzień drugi
> ...wczoraj mama znów zawiozła mnie w wózku do przedszkola. Dobra by z niej była baba, tylko ma słabe przyspieszenie pod górkę. Młody Gałązka się chwali, że jego mama jak się spieszy, to wyprzedza nawet rowerowców. Co tam. Gruby Artur ma jeszcze gorzej. On już musi chodzić do przedszkola piechotą. Gruby Artur jest zresztą całkiem głupi. Przez całe dnie nic nie robi tylko zagląda dziewczynom pod sukienki. Naprawdę nie wiem, co w tym ciekawego. Jak kiedyś zajrzałem cioci Basi to zobaczyłem tylko majtki. A pod nie już nie zaglądałem. Zresztą jak kiedyś wujek Boguś próbował zajrzeć to dostał od cioci po pysku. Tata mówi że jak się ludzie biją to zawsze chodzi o pieniądze. Dziwne miejsce na przechowywanie portfela. No dobra, muszę kończyć bo idzie pani, żeby zabrać mnie z kąta...
Dzień trzeci
> ...i znowu siedzę w przedszkolu jak ten palant, a za oknem śliczna pogoda. Już bym tak nie narzekał, żeby chociaż pani pozwoliła nam na 5 minut wyjść, ale NIE!!! Na podwórku jest błoto i się utaplamy. Mnie się do tej pory zdawało że to zaleta. Mieszać błoto mogę godzinami, chyba politykiem zostanę bo ostatnio słyszałem jak ktoś mówił, że cała ta polityka to niezłe błoto. Politykiem to bym chciał zostać jeszcze z jednego powodu. Mama mówiła, że oni cały dzień nic nie robią tylko pierdzą w stołek, a mają z tego kupę forsy.
Jako że ostatnio moje kieszonkowe uległo nadspodziewanemu zamrożeniu z okazji
wylania do kibla mamy perfum żeby z butelki zrobić psiukawkę, postanowiłem
z chłopakami trochę podreperowaćswój budżet. Młody Gałązka przyniósł stołek,
Gruby Artur i ja objedliśmy się fasolówy i umówiliśmy się u Grzesia Klapidupy. Pierdzieliśmy w ten stołek cały dzień, a jedyne cośmy zarobili, to Gruby Artur w tyłek od swojej mamy bo tak się nadął że walnął bąka z kleksem. Forsy też żadnej nie dostaliśmy, tylko Grzesio przez tydzień musiał wietrzyć pokój bosię tam wejść nie dało. To chyba jednak tylko politycy tak potrafią. My mamy jeszcze za mało wprawy. Swoją drogą to w tym sejmie musi być niezły smród, jak tyle polityków w jednym miejscu. Zresztą co jakiś czas słychać że jest jakaś śmierdząca sprawa i że rozszedł się smród. Sie chłopaki poświęcają.... No dobra, dość tego leżakowania, trzeba się trochępobawić...
Dzień czwarty
< Życie młodego człowieka jest naprawdę ciężkie. Zawsze można dostać w tyłek, nawet jak się jest niewinnym. Inna sprawa że trochę winny byłem, ale to był nieszczęśliwy zbieg okoliczności. Było to tak: tata był w pracy a mama wyszła gdzieś po zakupy. Przyszedł do mnie młody Gałązka, Gruby Artur i Maniek zwany Letkim (zupełnie nie wiem dlaczego). Bawiliśmy się w kuchni w faraona, i mieliśmy zrobić mumię. Nikt nie chciał się zgłosićwięc wybraliśmy na mumię Mańka. Maniek nie protestował, bo on jeszcze nie bardzo umie mówić. Owijaliśmy go taśmą samoprzylepną, aż tu nagle, gdy już byliśmy w połowi Maniek zaczął się drzeć "mamatijakupaja". Mówił to zawsze wtedy kiedy chciał kupę, no to go zaczęliśmy rozwijać. Tyle że ta taśma jakoś nie bardzo chciała go puścić. Gałązka wymyślił, że skoro nie możemy uwolnić go całego to chociaż rozkleimy mu spodnie i zaniesiemy dokibla żeby zrobił swoje. Tyle, że jak już zdjąłem Mańkowi gacie to on nagle zaczął. Nie zdążylibyśmy go donieść do kibla więc wstawiliśmy go do zlewu. Ja złapałem za szklankę i podstawiłem ją przed niego żeby nie zasikał mamie garnków a Gruby Artur łapał klocki. No i pech chciał, że jeden mu wypadł i wleciał wprost do grochówki która stała na kuchni. Próbowaliśmy go wyłowić sitkiem do herbaty, ale się nie udało, chyba sie rozpuścił. Myślałem że to będzie najgorsze, ale nie, tata zjadł i nawet się nie skrzywił. Wkurzył się o co innego: Artur po wszystkim wytarł ręce w ścierkę. Nie wiedziałem co z nią zrobić więc wrzuciłem ją do kibla i spuściłem wodę. W tym momencie sedes zamienił się w wulkan. Chciałem go trochę przetkać, najpierw ręką, potem szczoteczką do zębów mamy, ale nicnie pomogło. No to nawrzucaliśmy tam papieru żeby nie było widać ścierki i wróciliśmy do kuchni pełni nadziei że tata i mama nic nie zauważą. Niestety, cud się nie zdarzył. Następnym razem zacznę od pochowania mamie i tacie wszystkich pasków do spodni...
Dzień piąty
> Dziś od samego rana postanowiłem być dobrym człowiekiem. Chciałem zrobić coś dla ludzkości. Jako że najbliższa ludzkość to moja mama i tata, postanowiłem im zrobić śniadanie. Kroić chleba jeszcze nie umiem, do patelni nie dosięgam, ale coś jednak zrobić trzeba. Pogrzebałem w szafkach i znalazłem kisiel malinowy. Nie bardzo wiedziałem jak się to robi więc poleciałem do młodego Gałązki, bo ten kujon już się trochę nauczył czytaći mógł przeczytać instrukcję. Okazało się że wystarczy do kubka wsypać trzy czubate łyżki cukru i to co jest w torebce, a potem zalać wrzącą wodą. Z wodą bym sobie poradził, ale przekopałem cały dom i okazało się że nigdzie nie ma ani jednej czubatej łyżki. Inna sprawa że ja nawet nie wiem jak taka czubata łyżka wygląda, więc dałem sobie spokój. Swoją dobroćprzeniosłem na obiad. Chciałem trochę pomóc mamie. Mama powiedziała że na obiad będą ryby i mogę jej pomagać obtaczać te ryby w mące. Wszystko szło super dopóki nie wrócił z pracy tata. Strasznie się gdzieś spieszył i powiedział że jeść nie będzie. To po to ja się tak dla tej ludzkości męczę? Ze złości aż mi łzy napłynęły do oczu i zakręciło mnie w nosie. Tata właśnie podszedł w swoim nowym garniturze żeby pożegnać się z mamą, a ja w tym momencie kichnąłem: prosto w talerz z mąką! Chyba pobiłem rekord szybkości w zamykaniu się w łazience, bo tato ostatnio to coś nerwowy a jak się zdenerwuje to bardzo szybko biega. No cóż, nie opłaca się poświęcać, nikt tego nie ceni...
Dzień szósty
> Chyba muszę zmienić swój stosunek do Grubego Artura. Okazał się bardzo mądrym człowiekiem. Zaczęło się od tego jak młodemu Gałązce zaklinowało się gówno w tyłku. Siedział w kiblu z pół godziny i gdyby mu mama nie pomogła widelcem to chyba by tam siedział do śmierci. No właśnie, teraz już wiem jak wygląda usrana śmierć o której tyle się słyszy od dorosłych. Tak mi się wydaje że to musi być straszna choroba i dużo ludzi na niązapada. Kiedyś jak mi się udało spinaczem otworzyć taty biurko to nawet widziałem kasetę na której chyba były sfilmowane przypadki tej choroby, bo na okładce były jakieś panie z tak porozciąganymi otworami w tyłkach, że to co Gałązka zrobił to był mały pikuś w porównaniu z tym co one musiały przejść. Nawet pamiętam nazwę łacińską tej choroby, bo była nadrukowana na kasecie: Anale Perwersjum czy jakoś tak. Co jeszcze zauważyłem na tejkasecie to to, że tym paniom poodpadały siurki. Jak powiedziałem o tym Gałązce to się trochę przestraszył, ale kolektywnie sprawdziliśmy czy jemu to grozi i okazało się że jemu trzyma się dosyć mocno. W każdym razie mieliśmy go co tydzień kontrolować. To była tajemnica, ale w jakiś sposób dowiedział się o tym Gruby Artur. Zaczął się z nas śmiać świnia jedna,i powiedział że dziewczyny bez siurków się RODZĄ!!! Zaczęliśmy mu tłumaczyćże jest głupi, bo jakby miały wtedy sikać, ale potem przypomniałem sobie że i Baśka Smalec i Jolka z jednym zębem i nawet ta ruda Mariola jak sikają do piaskownicy to kucają. Kurde frans, faktycznie z nimi coś jest nie tak. Poszliśmy z młodym Gałązką do Baśki Smalec i kategorycznie zażądaliśmy żeby pokazała nam siurka. Faktycznie, zamiast niego miałatylko jakąś szparkę. No proszę, człowiek całe życie się uczy, a głupi umiera...
Dzień siódmy
< Dzis dowiedziałem się o sobie bardzo niemiłej rzeczy. A wszystko przez Grzesia Klapidupę, Grubego Artura i mojego tatę, ale od początku. Dziś po obiedzie przyleciał do mnie Grzesio i zaczął mi opowiadać co mu się przytrafiło. Bawił się z chłopakami w chowanego i w nagłym przypływie geniuszu schował sie do skrzynki na piasek przed klatką, wtedy zobaczył przez szparę jak do skrzynki podeszło trzech panów w dresach, wygodnie sobie na niej usiedli i zaczęli coś popijać. Grzesio przez nich przesiedział w skrzyni trzy godziny, ale nie żałuje, bo dowiedział się bardzo ciekawych rzeczy i poznał parę fajnych przekleństw. Opowiedział mi wszystko i muszę przyznać że jedna rzecz mnie bardzo zainteresowała. Podobno każda dziewczyna ma przy sobie kakao tylko nie każdemu daje. Być może Grzesio coś przekręcił, ale jak się go dopytywałem to przysięgał że tak właśnie powiedzieli. A faceci byli na pewno bardzo mądrzy bo byli całkiem łysi, a mama mówi że jak komuś wychodzą włosy to musi byćbardzo mądry. Interesowało mnie to dlatego że strasznie lubię kakao, więc jakbym je od jakiejś dziewczyny wycyganił to by było fajnie. Tyle że najwyraźniej te dziewuchy to straszne sknery. Myślałem, myślałem, aż w końcu wymyśliłem, że spytam o radę Grubego Artura. On z wszystkich chłopaków najlepiej zna się na kobietach. Gruby Artur powiedział mi, że jak chcę coś od dziewczyny to muszę być kurtularny i powiedzieć jej jakiś komplement. Nie bardzo wiedziałem co to znaczy więc Arturo wyjaśnił że po prostu trzeba je prosić i zawsze mówić że coś mają ładne. Nie bardzo mi to pasowało, ale w końcu Gruby Artur to fachowiec; to on pierwszy odkrył że dziewczyny nie mają siurków.
Pamiętając o wskazówkach przystąpiłem do działania. Akurat w
pobliżu nie było żadnej innej dziewczyny jak tylko siostra młodego Gałązki.
Wprawdzie jest już stara bo kończy gimnazjum, ale kiedy była młoda to była
z niej całkiem niezła laska, widziałem ją na zdjęciach. Ułożyłem sobie przemowę i
podszedłem do niej. Pamiętając nauki Grubego Artura powiedziałem, że słyszałem
że ma ładne kakao i czy mogłaby mnie poczęstować. No i klops, nie podzieliła
się, franca jedna. Jeszcze mnie tak zwymyślała, że gdybym to powtórzył to do
końca życia nie obejrzałbym dobranocki. No i na koniec powiedziała że jestem
zboczony: to już mnie trochę ubodło! Jak poszedłem z reklamacjami do Artura, to
on stwierdził że miała rację, przecież kakao jest mdłe, jest na nim korzuch no i
wogóle jest do kitu. Wtedy sobie uświadomiłem że nie znam nikogo kto lubiłby kakao.
No i masz. Faktycznie jestem zboczony. Słyszałem że to można
leczyć, tylko nie wiem gdzie. Postanowiłem porozmawiać z tatą: w końcu jest
lekarzem i powinien wiedzieć takie rzeczy. Tyle, że jak spytałem go gdzie mogę
się wyleczyć ze zboczenia, to najpierw zrobił oczy wielkie jak cycki cioci Basi,
a potem posadził na stole i zaczął opowiadać jakieś koszmarne bzdety o
pszczółkach i kwiatkach, o tym że jak się ludzie całują to się kochają i
odwrotnie i tym podobne świństwa których aż sięsłuchać nie dało. Doszedłem
do wniosku że tata jest bardziej zboczony niż ja, a skoro on się z tego
nie leczy, a wręcz przeciwnie, jeszcze leczy innych, to i ja nie muszę się
martwić.Chociaż, jeśli to dziedziczne, a tata o tym nie wie to może muszę go
uświadomić? Nie wiem, muszę to sobie jeszcze przemyśleć...
autor: przedszkolak:P
dostałem na meila i sie dziele:D, może juz to ktoś czytał?
Obserwujcie czy czasami wasz maluch popowrocie z przedszkola nie notuje sobie czegoś po kątach... Wydaje Ci się, że życie przedszkolaka jest beztroskie? Jesteś w dużym błędzie...
Dzień pierwszy
> ...dzisiaj znów mama zaprowadziła mnie do przedszkola, chociaż całą drogę musiała mnie ciągnąć. Czy ci dorośli naprawdę nie mogą zrozumieć, że człowiek czasami pragnie odpocząć od tego wrzasku i ciężkiej harówki. Na przykład wczoraj przez cały dzień robiliśmy błoto na podwórku, przez co dzisiaj czułem się wykończony. Ba, ale co to kogo obchodzi. Jak się ma prawie pięć lat to już się jest poważnym człowiekiem, a starzy traktują mnie ciągle jak dzieciaka. Jak sikam w majtki to wcale nie znaczy że jestem dziecko! Po prostu czasami nie zdążę dobiec do kibla. No ale dosyć tych narzekań. Nie było ostatecznie tak źle, najpierw z młodym Gałązką rzucaliśmy klockami w dziewczyny. Ten kto trafił w głowę dostawał premię. Wygrałbym, ale te głupie dziewuchy w ogóle nie znają się na sporcie: odrazu poleciały na skargę do pani. Całe szczęście że zaraz szliśmy na obiad, bo w tym kącie chyba bym z nudów umarł. Po obiedzie pani pokazała nam alfabet. No ku***sko [cenzurka] sprawa. Można sobie
wszystko zapisać i potem nic nie trzeba pamiętać. W praktyce jednak okazało się że wcale nie jest to takie genialne. Pani pokazała nam literę to ją sobie zapisałem,no a skoro zapisałem to mogłem ją zapomnieć, tyle tylko że jak już zapomniałem to nie wiedziałem co zapisałem. Popieprzone to wszystko...
Dzień drugi
> ...wczoraj mama znów zawiozła mnie w wózku do przedszkola. Dobra by z niej była baba, tylko ma słabe przyspieszenie pod górkę. Młody Gałązka się chwali, że jego mama jak się spieszy, to wyprzedza nawet rowerowców. Co tam. Gruby Artur ma jeszcze gorzej. On już musi chodzić do przedszkola piechotą. Gruby Artur jest zresztą całkiem głupi. Przez całe dnie nic nie robi tylko zagląda dziewczynom pod sukienki. Naprawdę nie wiem, co w tym ciekawego. Jak kiedyś zajrzałem cioci Basi to zobaczyłem tylko majtki. A pod nie już nie zaglądałem. Zresztą jak kiedyś wujek Boguś próbował zajrzeć to dostał od cioci po pysku. Tata mówi że jak się ludzie biją to zawsze chodzi o pieniądze. Dziwne miejsce na przechowywanie portfela. No dobra, muszę kończyć bo idzie pani, żeby zabrać mnie z kąta...
Dzień trzeci
> ...i znowu siedzę w przedszkolu jak ten palant, a za oknem śliczna pogoda. Już bym tak nie narzekał, żeby chociaż pani pozwoliła nam na 5 minut wyjść, ale NIE!!! Na podwórku jest błoto i się utaplamy. Mnie się do tej pory zdawało że to zaleta. Mieszać błoto mogę godzinami, chyba politykiem zostanę bo ostatnio słyszałem jak ktoś mówił, że cała ta polityka to niezłe błoto. Politykiem to bym chciał zostać jeszcze z jednego powodu. Mama mówiła, że oni cały dzień nic nie robią tylko pierdzą w stołek, a mają z tego kupę forsy.
Jako że ostatnio moje kieszonkowe uległo nadspodziewanemu zamrożeniu z okazji
wylania do kibla mamy perfum żeby z butelki zrobić psiukawkę, postanowiłem
z chłopakami trochę podreperowaćswój budżet. Młody Gałązka przyniósł stołek,
Gruby Artur i ja objedliśmy się fasolówy i umówiliśmy się u Grzesia Klapidupy. Pierdzieliśmy w ten stołek cały dzień, a jedyne cośmy zarobili, to Gruby Artur w tyłek od swojej mamy bo tak się nadął że walnął bąka z kleksem. Forsy też żadnej nie dostaliśmy, tylko Grzesio przez tydzień musiał wietrzyć pokój bosię tam wejść nie dało. To chyba jednak tylko politycy tak potrafią. My mamy jeszcze za mało wprawy. Swoją drogą to w tym sejmie musi być niezły smród, jak tyle polityków w jednym miejscu. Zresztą co jakiś czas słychać że jest jakaś śmierdząca sprawa i że rozszedł się smród. Sie chłopaki poświęcają.... No dobra, dość tego leżakowania, trzeba się trochępobawić...
Dzień czwarty
< Życie młodego człowieka jest naprawdę ciężkie. Zawsze można dostać w tyłek, nawet jak się jest niewinnym. Inna sprawa że trochę winny byłem, ale to był nieszczęśliwy zbieg okoliczności. Było to tak: tata był w pracy a mama wyszła gdzieś po zakupy. Przyszedł do mnie młody Gałązka, Gruby Artur i Maniek zwany Letkim (zupełnie nie wiem dlaczego). Bawiliśmy się w kuchni w faraona, i mieliśmy zrobić mumię. Nikt nie chciał się zgłosićwięc wybraliśmy na mumię Mańka. Maniek nie protestował, bo on jeszcze nie bardzo umie mówić. Owijaliśmy go taśmą samoprzylepną, aż tu nagle, gdy już byliśmy w połowi Maniek zaczął się drzeć "mamatijakupaja". Mówił to zawsze wtedy kiedy chciał kupę, no to go zaczęliśmy rozwijać. Tyle że ta taśma jakoś nie bardzo chciała go puścić. Gałązka wymyślił, że skoro nie możemy uwolnić go całego to chociaż rozkleimy mu spodnie i zaniesiemy dokibla żeby zrobił swoje. Tyle, że jak już zdjąłem Mańkowi gacie to on nagle zaczął. Nie zdążylibyśmy go donieść do kibla więc wstawiliśmy go do zlewu. Ja złapałem za szklankę i podstawiłem ją przed niego żeby nie zasikał mamie garnków a Gruby Artur łapał klocki. No i pech chciał, że jeden mu wypadł i wleciał wprost do grochówki która stała na kuchni. Próbowaliśmy go wyłowić sitkiem do herbaty, ale się nie udało, chyba sie rozpuścił. Myślałem że to będzie najgorsze, ale nie, tata zjadł i nawet się nie skrzywił. Wkurzył się o co innego: Artur po wszystkim wytarł ręce w ścierkę. Nie wiedziałem co z nią zrobić więc wrzuciłem ją do kibla i spuściłem wodę. W tym momencie sedes zamienił się w wulkan. Chciałem go trochę przetkać, najpierw ręką, potem szczoteczką do zębów mamy, ale nicnie pomogło. No to nawrzucaliśmy tam papieru żeby nie było widać ścierki i wróciliśmy do kuchni pełni nadziei że tata i mama nic nie zauważą. Niestety, cud się nie zdarzył. Następnym razem zacznę od pochowania mamie i tacie wszystkich pasków do spodni...
Dzień piąty
> Dziś od samego rana postanowiłem być dobrym człowiekiem. Chciałem zrobić coś dla ludzkości. Jako że najbliższa ludzkość to moja mama i tata, postanowiłem im zrobić śniadanie. Kroić chleba jeszcze nie umiem, do patelni nie dosięgam, ale coś jednak zrobić trzeba. Pogrzebałem w szafkach i znalazłem kisiel malinowy. Nie bardzo wiedziałem jak się to robi więc poleciałem do młodego Gałązki, bo ten kujon już się trochę nauczył czytaći mógł przeczytać instrukcję. Okazało się że wystarczy do kubka wsypać trzy czubate łyżki cukru i to co jest w torebce, a potem zalać wrzącą wodą. Z wodą bym sobie poradził, ale przekopałem cały dom i okazało się że nigdzie nie ma ani jednej czubatej łyżki. Inna sprawa że ja nawet nie wiem jak taka czubata łyżka wygląda, więc dałem sobie spokój. Swoją dobroćprzeniosłem na obiad. Chciałem trochę pomóc mamie. Mama powiedziała że na obiad będą ryby i mogę jej pomagać obtaczać te ryby w mące. Wszystko szło super dopóki nie wrócił z pracy tata. Strasznie się gdzieś spieszył i powiedział że jeść nie będzie. To po to ja się tak dla tej ludzkości męczę? Ze złości aż mi łzy napłynęły do oczu i zakręciło mnie w nosie. Tata właśnie podszedł w swoim nowym garniturze żeby pożegnać się z mamą, a ja w tym momencie kichnąłem: prosto w talerz z mąką! Chyba pobiłem rekord szybkości w zamykaniu się w łazience, bo tato ostatnio to coś nerwowy a jak się zdenerwuje to bardzo szybko biega. No cóż, nie opłaca się poświęcać, nikt tego nie ceni...
Dzień szósty
> Chyba muszę zmienić swój stosunek do Grubego Artura. Okazał się bardzo mądrym człowiekiem. Zaczęło się od tego jak młodemu Gałązce zaklinowało się gówno w tyłku. Siedział w kiblu z pół godziny i gdyby mu mama nie pomogła widelcem to chyba by tam siedział do śmierci. No właśnie, teraz już wiem jak wygląda usrana śmierć o której tyle się słyszy od dorosłych. Tak mi się wydaje że to musi być straszna choroba i dużo ludzi na niązapada. Kiedyś jak mi się udało spinaczem otworzyć taty biurko to nawet widziałem kasetę na której chyba były sfilmowane przypadki tej choroby, bo na okładce były jakieś panie z tak porozciąganymi otworami w tyłkach, że to co Gałązka zrobił to był mały pikuś w porównaniu z tym co one musiały przejść. Nawet pamiętam nazwę łacińską tej choroby, bo była nadrukowana na kasecie: Anale Perwersjum czy jakoś tak. Co jeszcze zauważyłem na tejkasecie to to, że tym paniom poodpadały siurki. Jak powiedziałem o tym Gałązce to się trochę przestraszył, ale kolektywnie sprawdziliśmy czy jemu to grozi i okazało się że jemu trzyma się dosyć mocno. W każdym razie mieliśmy go co tydzień kontrolować. To była tajemnica, ale w jakiś sposób dowiedział się o tym Gruby Artur. Zaczął się z nas śmiać świnia jedna,i powiedział że dziewczyny bez siurków się RODZĄ!!! Zaczęliśmy mu tłumaczyćże jest głupi, bo jakby miały wtedy sikać, ale potem przypomniałem sobie że i Baśka Smalec i Jolka z jednym zębem i nawet ta ruda Mariola jak sikają do piaskownicy to kucają. Kurde frans, faktycznie z nimi coś jest nie tak. Poszliśmy z młodym Gałązką do Baśki Smalec i kategorycznie zażądaliśmy żeby pokazała nam siurka. Faktycznie, zamiast niego miałatylko jakąś szparkę. No proszę, człowiek całe życie się uczy, a głupi umiera...
Dzień siódmy
< Dzis dowiedziałem się o sobie bardzo niemiłej rzeczy. A wszystko przez Grzesia Klapidupę, Grubego Artura i mojego tatę, ale od początku. Dziś po obiedzie przyleciał do mnie Grzesio i zaczął mi opowiadać co mu się przytrafiło. Bawił się z chłopakami w chowanego i w nagłym przypływie geniuszu schował sie do skrzynki na piasek przed klatką, wtedy zobaczył przez szparę jak do skrzynki podeszło trzech panów w dresach, wygodnie sobie na niej usiedli i zaczęli coś popijać. Grzesio przez nich przesiedział w skrzyni trzy godziny, ale nie żałuje, bo dowiedział się bardzo ciekawych rzeczy i poznał parę fajnych przekleństw. Opowiedział mi wszystko i muszę przyznać że jedna rzecz mnie bardzo zainteresowała. Podobno każda dziewczyna ma przy sobie kakao tylko nie każdemu daje. Być może Grzesio coś przekręcił, ale jak się go dopytywałem to przysięgał że tak właśnie powiedzieli. A faceci byli na pewno bardzo mądrzy bo byli całkiem łysi, a mama mówi że jak komuś wychodzą włosy to musi byćbardzo mądry. Interesowało mnie to dlatego że strasznie lubię kakao, więc jakbym je od jakiejś dziewczyny wycyganił to by było fajnie. Tyle że najwyraźniej te dziewuchy to straszne sknery. Myślałem, myślałem, aż w końcu wymyśliłem, że spytam o radę Grubego Artura. On z wszystkich chłopaków najlepiej zna się na kobietach. Gruby Artur powiedział mi, że jak chcę coś od dziewczyny to muszę być kurtularny i powiedzieć jej jakiś komplement. Nie bardzo wiedziałem co to znaczy więc Arturo wyjaśnił że po prostu trzeba je prosić i zawsze mówić że coś mają ładne. Nie bardzo mi to pasowało, ale w końcu Gruby Artur to fachowiec; to on pierwszy odkrył że dziewczyny nie mają siurków.
Pamiętając o wskazówkach przystąpiłem do działania. Akurat w
pobliżu nie było żadnej innej dziewczyny jak tylko siostra młodego Gałązki.
Wprawdzie jest już stara bo kończy gimnazjum, ale kiedy była młoda to była
z niej całkiem niezła laska, widziałem ją na zdjęciach. Ułożyłem sobie przemowę i
podszedłem do niej. Pamiętając nauki Grubego Artura powiedziałem, że słyszałem
że ma ładne kakao i czy mogłaby mnie poczęstować. No i klops, nie podzieliła
się, franca jedna. Jeszcze mnie tak zwymyślała, że gdybym to powtórzył to do
końca życia nie obejrzałbym dobranocki. No i na koniec powiedziała że jestem
zboczony: to już mnie trochę ubodło! Jak poszedłem z reklamacjami do Artura, to
on stwierdził że miała rację, przecież kakao jest mdłe, jest na nim korzuch no i
wogóle jest do kitu. Wtedy sobie uświadomiłem że nie znam nikogo kto lubiłby kakao.
No i masz. Faktycznie jestem zboczony. Słyszałem że to można
leczyć, tylko nie wiem gdzie. Postanowiłem porozmawiać z tatą: w końcu jest
lekarzem i powinien wiedzieć takie rzeczy. Tyle, że jak spytałem go gdzie mogę
się wyleczyć ze zboczenia, to najpierw zrobił oczy wielkie jak cycki cioci Basi,
a potem posadził na stole i zaczął opowiadać jakieś koszmarne bzdety o
pszczółkach i kwiatkach, o tym że jak się ludzie całują to się kochają i
odwrotnie i tym podobne świństwa których aż sięsłuchać nie dało. Doszedłem
do wniosku że tata jest bardziej zboczony niż ja, a skoro on się z tego
nie leczy, a wręcz przeciwnie, jeszcze leczy innych, to i ja nie muszę się
martwić.Chociaż, jeśli to dziedziczne, a tata o tym nie wie to może muszę go
uświadomić? Nie wiem, muszę to sobie jeszcze przemyśleć...
autor: przedszkolak:P
dostałem na meila i sie dziele:D, może juz to ktoś czytał?
Który zabawniejszy ?
"Swirowe MP3 (Dzien Swira MIX) by Krzysztof Wojciechowicz"
http://mp3.wp.pl/i/sciagnij?id=123774
czy
"Crazy Frog (Axel F) & Soundtrack's Mix"
http://mp3.wp.pl/i/sciagnij?id=121665
pozdrawiam
http://mp3.wp.pl/i/sciagnij?id=123774
czy
"Crazy Frog (Axel F) & Soundtrack's Mix"
http://mp3.wp.pl/i/sciagnij?id=121665
pozdrawiam
Sprawdź się jako menedżer własnego klubu!
Sprawdź się jako menedżer własnego klubu!
Zapraszamy do wzięcia udziału w najbardziej rozbudowanym internetowym menedżerze klubu sportowego! To, co odróżnia ClubManagerOnline.com od pozostałych gier tego typu, to możliwość prowadzenia wielu sekcji sportowych w jednym klubie przy wspólnym budżecie dla wszystkich dyscyplin!
Gra posiada wiele opcji oraz jest bardzo realistyczna, co powoduje, że poziom trudności jest wysoki, dzięki czemu gra nie znudzi się Tobie po paru dniach zabawy!
Negocjuj z zawodnikami, kontraktuj cały sztab pracowników klubu czyli trenerów, lekarzy, psychologów i dietetyków czy zatrudnij seksowną sekretarkę. Wynajęcie zespołu muzycznego czy hostess uatrakcyjni widowisko sportowe. Ustal harmonogram treningów ogólnorozwojowych i specjalistycznych. Pozyskaj sponsorów i reklamodawców oraz sprzedaj za jak najlepszą kasę prawa do transmisji telewizyjnych. Opracuj taktykę i walcz o jak najlepszą pozycję w tabeli Euroligi z graczami z całej Europy!
Gra jest płatna, ale abonament wynosi jedynie 5 zł za cały sezon czyli 10 tygodni wspaniałej zabawy! Opłata jest symboliczna i naprawdę polecamy wszystkim maniakom menedżerów wzięcie udziału w grze ClubManagerOnline.com!
Zarejestruj się już dzisiaj: http://ClubManagerOnline.com! Liczba miejsc ograniczona!
Zapraszamy do wzięcia udziału w najbardziej rozbudowanym internetowym menedżerze klubu sportowego! To, co odróżnia ClubManagerOnline.com od pozostałych gier tego typu, to możliwość prowadzenia wielu sekcji sportowych w jednym klubie przy wspólnym budżecie dla wszystkich dyscyplin!
Gra posiada wiele opcji oraz jest bardzo realistyczna, co powoduje, że poziom trudności jest wysoki, dzięki czemu gra nie znudzi się Tobie po paru dniach zabawy!
Negocjuj z zawodnikami, kontraktuj cały sztab pracowników klubu czyli trenerów, lekarzy, psychologów i dietetyków czy zatrudnij seksowną sekretarkę. Wynajęcie zespołu muzycznego czy hostess uatrakcyjni widowisko sportowe. Ustal harmonogram treningów ogólnorozwojowych i specjalistycznych. Pozyskaj sponsorów i reklamodawców oraz sprzedaj za jak najlepszą kasę prawa do transmisji telewizyjnych. Opracuj taktykę i walcz o jak najlepszą pozycję w tabeli Euroligi z graczami z całej Europy!
Gra jest płatna, ale abonament wynosi jedynie 5 zł za cały sezon czyli 10 tygodni wspaniałej zabawy! Opłata jest symboliczna i naprawdę polecamy wszystkim maniakom menedżerów wzięcie udziału w grze ClubManagerOnline.com!
Zarejestruj się już dzisiaj: http://ClubManagerOnline.com! Liczba miejsc ograniczona!










