Gdybys przeczytal choc jedna jego ksiazke to bys wiedzial, ze ten chlop przewidzial wszystko co ma teraz miejsce.
Ogólna dyskusja o polityce cz.2
Ogólna dyskusja o polityce cz.2
Polska znow je popelnia.
Nuklearny Jezus w chmurze wodoru.
Ogólna dyskusja o polityce cz.2
Studnicki trafił prawie w dychę. Becka krytykował też Stanisław Mackiewicz. Pisał o tym Bocheński. Trochę tego było.
Zresztą sam Beck był przecież przez długi czas uważany za germanofila. Jednak, wbrew lewicowej propagandzie, opcja niemiecka w II RP nigdy nie była zbyt silna.

- czarny samael
- Laureat Złotej Piłki

- Posty: 8309
- Rejestracja: 30 mar 2008, 16:33
- Reputacja: 861
- Kibicuję: Manchester United FC
- Lokalizacja: Toruń
Ogólna dyskusja o polityce cz.2
Przecież on używa tricków, które pozwalają mu tak twierdzić. Poza tym jest głośny i dlatego mówi, ze on to mówił wcześniej, sugerując że inni tego nie robili.
Tymczasem starcie Chin z USA przewiduje się od kilkunastu lat. Przewidywano też, że Chiny zaczną siadać ze swoim tempem wzrostu. Inna sprawa, że niektórzy słuchający tego sobie wyobrażali, że to będzie z miejsca i że nastąpi kryzys który całkowicie położy Chiny albo coś podobnego. Chiny mają 10 lat do początku kryzysu demograficznego. Już utraciły część fabryk. Właśnie zaczyna im się kryzys PRowy z Hong Kongiem. Przed nimi najprawdopodobniej wojna o Tajwan, którą być może będą odsuwać, aż kiedyś zrobią tam przewrót, jednak HK im w tym nijak nie pomaga. Świat coraz mocniej przeciwstawia się ich korupcji, czy kontroli społeczeństwa, a jeszcze dobrze nie wyściubili nosa zza pierwszego pierścienia na Morzu Południowochińskim. Nie zbudowali przez 10 lat żadnej realnej koalicji, za to pokazali że praktycznie nie są w stanie tego realnie zrobić.
Bartosiak to polityk, nie naukowiec. I zachowuje się jak polityk. Pieprzy przy tym niesamowicie w temacie samej geopolityki. Jak się go przyprze do muru, to rzuca teksty o tym, że geopolityka to mapa, więc negowanie jej, to negowanie rzeczywistości. Ale już w drugim zdaniu używa tego wyrazu w sensie geostrategii. A w następnym jako motoru zachowań państw.
I tak naprawdę zawsze dąży do tego trzeciego stwierdzenia, które jest idiotyzmem wyciągniętym z przełomu wieków, ale poprzednich, nie XX i XXI.
Mapa nie definiuje postaw. Idee to robią w największym stopniu już od prawie 100 lat, a nie są "jedyną prawdą" jak sobie myśli Bartosiak o geopolityce.
To idee pozwalają autorystarystom dziś się dogadywać. To spór ideologiczny był podstawą Zimnej Wojny. To spór ideologiczny nie pozwalał w żadnym momencie na to, żeby pakt o nieagresji między Niemcami, a ZSRR utrzymał się na dłuższą metę. Koalicje podczas II wś oparte z jednej strony na faszystach, a z drugiej na demokratach. To zgoda ideologiczna pozwoliła Zachodowi stworzyć NATO, UE, OECD, SWIFT, Bank Światowy, czy nawet MFW i WTO. To różnice ideologiczne powodują, że Turcji nie jest tak blisko z UE i USA, a jest coraz bliżej Rosji i Iranu.
Społeczeństwa widzą pobratyńców w tych, którzy są podobnie rządzeni i w demokracjach wybierają tych ludzi, a w nie-demokracjach władza spycha społeczeństwo w kierunku innych nie-demokracji. Nie jest najmniejszym przypadkiem, że gdy mówi się o potencjalnych partnerach Chin to wymienia się Rosję, Iran, Birmę, Wenezuelę, KRLD, Syrię, czy w Europie Orbana.
Koniec końców PRowy problem, który Chiny same sobie serwują, wynika z ich ideologii. I ten PRowy problem stanie się przeszkodą dla społeczeństw zachodnich we współpracy z nimi, bo żaden polityk nie będzie ryzykował upadku rządu dla stosunków z Państwem Środka. Żadne położenie na mapie tego nie zmieni. Kwestie tejże, są ważne, ale definiują postawę kilku krajów na świecie, jak Armenia, Erytrea, czy Cypr. Cała reszta podejmuje decyzje w oparciu głównie o sposób wizji świata.
Wystarczy nawet spojrzeć na PiS - zawsze chcieli z USA, bo widzą ich jako antykomunistów. Jednak dopóki rządził Obama, to nie mieli lekko. I jeśli Trump przegra, to znów lekko mieć nie będą. Mapa się Polsce zmieniła w 2015? Nie, a społeczeństwo zmieniło stronę i widać to w globalnej polityce (to powinna być definicja geopolityki, a nie geostrategia, czy geografia polityczna).

Ogólna dyskusja o polityce cz.2
Jakich trikow? W dwoch pierwszych ksiazkach przestawil przyklady z historii i mechanizmy wowczas zachodzace miedzy mocarstwami. Pozniej zabral sie za rzetelny opis terazniejazosci i czytelnik bez jego wskazowek widzi, ze pewne sytuacje maja tendencje do powtarzania sie na przestrzeni dziejow. Technologia rzeczywiscie moze zlamac lancuch dostaw oparty na ocenia swiatowym. Otworz chlopie oczy, a jak dalej nie wierzysz to wez chciaz przeczytaj to:czarny samael pisze: ↑24 paź 2019, 21:47 Przecież on używa tricków, które pozwalają mu tak twierdzić

i odnies te spostrzezenia do czasow dzisiejszych.
EDIT: PR nie ma tu nic do rzeczy. Liczy sie wzrost i biznes. Same Chiny w Azji sa tak potezne, ze nie potrzebuja koalicji, tej potrzebuje USA. Czesc elit na gorze w Australii chca do Waszyngtonu, ale biznes widzi gdzie jest pieniadz:
Gdzie zatem ta jednosc ideologiczna?
Nuklearny Jezus w chmurze wodoru.
- czarny samael
- Laureat Złotej Piłki

- Posty: 8309
- Rejestracja: 30 mar 2008, 16:33
- Reputacja: 861
- Kibicuję: Manchester United FC
- Lokalizacja: Toruń
Ogólna dyskusja o polityce cz.2
Spójrz na to inaczej:Eyesmon pisze: ↑24 paź 2019, 16:52 Czarny ale jakoś Chorwacja, Włochy, Japonia dziś wyglądają jednak lepiej niż my (gospodarczo), nie wspominając już o RFN. Więc nie możemy zakładać, że jako sojusznik Hitlera spotkałby nas los podziału o którym piszesz i dostalibyśmy jakieś resztki zostawiając Zachód i Śląsk. Może byłoby inaczej.
Japonia - absolutna kapitulacja, dwie bombki, konstytucja pisana przez Amerykanów, brak pozwolenia na regularną armię. Omijają to jak mogą, ale nawet dziś mają pewne ograniczenia.
Niemcy - podzielone na dwa kraje.
Włochy - w ostatniej chwili podniósł się bunt, później jeszcze ich Niemcy zaatakowali (Florencję? Nie pamiętam). Podczas wojny głównie obecni na innych liniach frontu, tj. Grecja, Afryka. Mussolini nie wygrał wyborów, tylko ją dostał w wyniku de facto puczu.
Chorwacja była częścią Jugosławii.
Czyli wymieniasz 4 kraje, gdzie jeden nie istniał jako wolne państwo, kolejny utracił realną niepodległość, trzeci został podzielony na dwa (i odebrano mu tereny na wschodzie), a czwarty tak naprawdę mógł się bronić tym że był okupowany przez rewolucjonistów.
W Polsce władza byłaby pierwszy raz powierzona demokratycznie, kraj nie miałby innej przeszłości poza tą, więc uznano by że niepodległa Polska = faszystowska Polska, co byłoby świetnym powodem by wrócić do status quo sprzed 1918 r., do tego Polacy walczyliby na głównych frontach niemieckich, Polska była za duża by ją traktować jak Węgry, ale już wpuszczenie jej jako nowej republiki sowieckiej, z podzielonymi częściami jak najbardziej. No i nie byłoby sensu dawać Polsce wschodnich Niemiec, bo po co? NRD by było silniejsze, więc byłoby lepszą przeciwwagą dla RFN. Nikt by też Polski nie uznawał nawet symbolicznie za zwycięzców, tylko za pokonanych faszystów stojących obok Niemiec i Włoch.
Czyli miałbyś tylko straty. Nikt nie dałby Polsce żadnych ziem, ale by je odebrał. I oczywiście słusznie, bo nie zapominajmy, że w ogóle nie powinno się bajdurzyć na temat przyłączenia się do takich sukinsynów jak naziści i faszyści.

- czarny samael
- Laureat Złotej Piłki

- Posty: 8309
- Rejestracja: 30 mar 2008, 16:33
- Reputacja: 861
- Kibicuję: Manchester United FC
- Lokalizacja: Toruń
Ogólna dyskusja o polityce cz.2
Takich jak Ci opisałem z definiowaniem czym jest geopolityka. On to robi na swoich wykładach i w dyskusjach non stop. Dlatego dyskusja z nim jest żadna, bo zawsze wszystko sprowadza do "mapy". To nie "mapa" ustawia pionki na szachownicy. Gdyby Chiny były demokratyczne, to byłyby zdolne do zawierania sojuszy, ale nie miałyby imperialistycznego myślenia o celach. Gdyby były demokratyczne, to by z racji możliwości wybuchu skandalu, nie działały z innymi demokracjami na podstawie powiązań autorytarnych i korupcyjnych bez zagrożenia państwa ze strony trzeciej. Gdyby były demokratyczne, to Korea Płd, Australia, czy Filipiny już dawno by rozegrały USA. Ale nie mogą tego zrobić wprost. Autorytarny kraj w każdej chwili może uznać, ze racja państwa wymaga zdobyczy terytorialnych, tak jak PArtia Komunistyczna już w przeszłości uznawała.ozob pisze: ↑24 paź 2019, 21:59 Jakich trikow? W dwoch pierwszych ksiazkach przestawil przyklady z historii i mechanizmy wowczas zachodzace miedzy mocarstwami. Pozniej zabral sie za rzetelny opis terazniejazosci i czytelnik bez jego wskazowek widzi, ze pewne sytuacje maja tendencje do powtarzania sie na przestrzeni dziejow. Technologia rzeczywiscie moze zlamac lancuch dostaw oparty na ocenia swiatowym. Otworz chlopie oczy, a jak dalej nie wierzysz to wez chciaz przeczytaj to:
To jest cała seria kolejnych zależności wynikających li tylko z kwestii ideologicznych, a nie geograficznych.
Nope. Liczy się interes jednostek. Jednostka, chce rządzić, więc potrzebuje sukcesów. JEdnostka w demokracji potrzebuje sukcesu partyjnego. Sukces partyjny jest uzależniony od opinii publicznej. To opinia publiczna decyduje, czy polityk zrobi X, czy nie. Polityk nie będzie patrzył na "mapę", tylko na słupki poparcia. I jak mu wyjdzie, że nie może gadać z Chińczykiem, to tego nie zrobi. I to wszystko biorąc pod uwagę jedynie koniunkturalistów, a są jeszcze typowi idealiści którzy dostają się do władzy i odwracają losy państwa wbrew interesom partii czy wbrew "mapie".
Dałem zresztą tego przykłady. Cale spory na świecie od 100 lat są na niwie ideologicznej, nie geograficznej.
Bzdura, o panie Ozob, bzdura. Chyba sam wiesz, ze pojechałeś, prawda?
Jak niby Chiny będą transportować towary, jeśli nie będą mieć partnerów handlowych? Jak będą panować nad szlakiem dostaw w pojedynkę? Np. wobec Indii i USA? Indie nie muszą być w sojuszu ze Stanami, żeby nie chcieć wzmacniać Chin. Podobnie Japonia, Indonezja, Rosja, czy Turcja. Do tego trzeba sojuszy handlowo-militarnych. USA panują na świecie, bo mają sieć sojuszy i nie muszą wszędzie interweniować bezpośrednio. Chiny będą potrzebowały tego samego. Jeśli nie zdobędą sojuszników, to zaczną dostawać rebeliami, proxy war, embargami, sankcjami politycznymi itd. Chiny opierają się na eksporcie, wciąż tak jest, a mają już ogromne zadłużenie. Kilka lat temu już im wybuchło w twarz na giełdzie (2015?). Zasypali to furą pożyczonej kasy. Wzrost PKB w dużej części sztuczny miastami duchami i irracjonalnymi decyzjami infrastrukturalnymi, które byly popisem dla świata, ale które nigdy się nie spłacą. Wydatki UE na lotniska to przy tym małe miki. Chiny będą potrzebowały potężnej floty, żeby w ogóle ogarnąć swój własny zakątek, a co tu mówić o ochronie interesów w Afryce, zachodniej Azji, czy Oceanii? Gdzie tu kontrola stepów, Persji, wrót Europy, czy partnerów z Am. Płd? Jak to niby zrobią bez sojuszy?
Poleciałeś

Ogólna dyskusja o polityce cz.2
Geopolityka zaczyna sie na mapie. Tu nie ma w ogole nad czym dyskutowac. Prosty przyklad: za Piastow i Jagiellonow potrafilsmy byc okresami, nawet dlugimi, silniejsi niz Niemcy, ale dlaczego mimo to parliamy na wschod? Czy uksztaltowanie terenu nie gralo roli?
Dziwne teza z uwagi na to, ze USA jest demokratyczne i ma imperialistyczne myslenie o celach.czarny samael pisze: ↑24 paź 2019, 22:36 Gdyby Chiny były demokratyczne, to byłyby zdolne do zawierania sojuszy, ale nie miałyby imperialistycznego myślenia o celach
Ladem przez Kazachstan. To jest wlasniej altwtantywny lancuch dostaw nieoparty na ocenie swiatowym. To jest to czego boi sie Ameryka.czarny samael pisze: ↑24 paź 2019, 22:36 Jak niby Chiny będą transportować towary, jeśli nie będą mieć partnerów handlowych
Merkel wychodzi zeby jak najbardziej gadac z Chinami. Chyba nie odmowisz jej, ze nie zna sie na polityce. Czy moze jednak?
Iloacuowy Chiny juz maja wiecje okretow wojennych niz USA. Buduja tez szybciej i wiecej. W pierwszym lancuchu juz USA im nie fiknie. Powstaje flota Ocenau Indyjakiego, ktory byl ptzez cale dekady zaniedbywany przez US Navy i gdzis jankesy maja tylko jedna duzo baze odziedziczina po Royla Navy.czarny samael pisze: ↑24 paź 2019, 22:36 Chiny będą potrzebowały potężnej floty, żeby w ogóle ogarnąć swój własny zakątek
Partner handlowy to partner handlowy, a sojusz militarny, bo taki mialem na mysli, to sojusz militarny. Czasem to sie wiaze, a czasem nie. Tu rzeczywiscie Iran moze byc pomocny, ale i sam bedzie puszczal oczko do Pekinu, bo jest w rimlandzie. Natomiast kraje jak Kazachstan sa poza projekcja sily US Navy i same tez nie sa w stanie wojskowo wesprzec Chin w tej rywalizacji.
Ostatnio zmieniony 24 paź 2019, 23:13 przez ozob, łącznie zmieniany 1 raz.
Nuklearny Jezus w chmurze wodoru.
Ogólna dyskusja o polityce cz.2
znowu media maja pożywkę bo ktoś podniósł za wysoko rękę https://www.goal.com/it/notizie/lazio-s ... rwjve5lox9
To tylko potwierdzenie jak potężna była to idea skoro tyle lat po wojnie czerwoni srają pod siebie na widok wzniesionej dłoni
To tylko potwierdzenie jak potężna była to idea skoro tyle lat po wojnie czerwoni srają pod siebie na widok wzniesionej dłoni
Zachować w pamięci odległe te dni, gdy honor był prawem jak dzisiaj jest krzyż.
Ogólna dyskusja o polityce cz.2
I jeszcze slowko o Bartosiaku. Skoro draznia Cie Czarny filmiki na YouTube to szczerze polecam jego ksiazki. W nich masz wiecej konkretow i brak tego jalowego sporu o zabarwieniu pojeciowym, ktory w zasadzie nic nie wnosi.
Nuklearny Jezus w chmurze wodoru.
- czarny samael
- Laureat Złotej Piłki

- Posty: 8309
- Rejestracja: 30 mar 2008, 16:33
- Reputacja: 861
- Kibicuję: Manchester United FC
- Lokalizacja: Toruń
Ogólna dyskusja o polityce cz.2
Jest. Bo nie zaczyna się na mapie, a poza tym to Bartosiak uznaje ją jako wytyczną, a cofa się do określenia nią geografii politycznej, tylko jeśli się mu ktoś dobierze do tyłka.
To nie jest żaden przykład. Dziś monarchie nie rządzą państwami i odnoszenie się do nich, to jeszcze większe zapoźnienie historyczne niż do przełomu XIX i XX wieku.
USA nie ma imperialistycznego myślenia. Imperialistyczne myślenie, to tworzenie imperium per se, nie sieci powiązań. Chiny chcą zdobyczy terytorialnych od powstania obecnej wersji tego państwa. USA tego w sobie nie ma od dziesiątek lat. I to nawet w wymiarze najbardziej ostrożnym (czyli dobrowolnym włączaniu się do USA). To już UE prędzej można by tak określić.
Ilu krotnie razy drożej? Szczególnie bez zgody Kazachstanu i Rosji. Mówimy o braku sojuszy - czyli nikt nie zgadza się na inwestycje chińskie które pozostają w rękach Chin, nie ma poparcia militarnego, politycznego i PRowego dla polityki chińskiej.
...właśnie odchodzi ze stanowiska. I do tego to właśnie Niemcy miałem na myśli: ekonomicznie to by i chciały, ale opinia publiczna powoduje, że to temat passe i można na tym tracić, więc choć ich USA uwierają, to wciąż muszą być w razie czego przy nich, nie przy Chinach.
https://www.telegraph.co.uk/news/2019/0 ... activists/
Ale nie lotniskowców i grup lotniskowych. Dlatego pisałem o tym, ze ledwo potrafią wyściubić nos spoza swojej strefy, której zresztą jeszcze nawet w pełni nie kontrolują.
Ale z lotniskowcami trochę spowolnili, prawda? Poza tym to są koszta. Flota kosztuje nie tylko w momencie jej budowy, ale też utrzymania. Bycie pełnoprawnym mocarstwem morskim to nie jest prosta, ani tania zabawa. To jest jeden z tzw. wielkich kosztów bycia mocarstwem dla Chin. Te jeszcze ich prawie nie ponoszą. A to jest i marynarka, i bazy wojskowe na świecie, i wspieranie krajów które wchodzą w skład sojuszu na który można liczyć, i rozbudowana armia naziemna, i całe systemy finansowe które się bierze na swoje barki. Chiny niczego z tego jeszcze porządnie nie ruszyły, a długi już rosną, podczas gdy dopiero powoli dostali kryzysem ekologicznym, a za rogiem Hong-Kong, gdzie dalej demografia, spadek wzrostu PKB, utrzymanie eksportu, problemy z zachodnimi społeczeństwami, zarzuty o korumpowanie polityków, czy problemy w polityce sąsiedzkiej opartej stricte na agresji i żądaniach. Zachód często się wydaje miałki dyplomatycznie, właśnie po to, żeby co bardziej krewcy politycy nie sprowadzili nań realnych problemów. Chiny takie nie są i nie rozumieją, że silniejszy w tej sferze musi często bardziej ustępować, bo antagonizuje słabszych.
Przecież to nawet nie jest całe Morze Południowochińskie, szczególnie jeśli patrzeć na połączony potencjał USA i ich sojuszników. A gdzie tu do planów zabezpieczenia Malakki.
Najlepsze jest to, że to jest de facto plan minimum, bo Malakka to podstawowe interesy Chin. To jeszcze nijak nie jest rzucenie wyzwania Ameryce w panowaniu na światowym oceanie.
Tego nie da się nie wiązać. Sojusz musi być polityczny i wspierający tak w handlu, jak i militariach, czy polityce globalnej. Chiny nawet jeszcze nie mają polityki globalnej, czy raczej promują jej brak, bo wiedzą że komunizm jest na dziś nieeksportowalny. Na dziś. I o to toczy się gra w umysłach ludzi w demokracjach liberalnych. Rosja to rozumie, Bartosiak nie i to jest też problem.
Ale nie poza projekcją siły Rosji. Tak jak Pakistan nie jest poza projekcją siły Indii. I tak można wymieniać. Chiny bez sojuszy wojskowych, nie będą w stanie opanować i zabezpieczyć swoich szlaków handlowych, bo nawet jak będą chcieli, to nikt ich bez odpowiednich porozumień nie wpuści z bazami do swoich państw. Chyba, że zapłacą, a to by było podwójne płacenie, nie jak w przypadku Amerykanów i tylko by szybciej uderzyło po chińskiej kieszeni jak i prestiżu.

Ogólna dyskusja o polityce cz.2
Okej, wiec USA. Panstwo na drugim koncu swiata aby zarabiac musi handlowac. Co robi? Buduje flote, zabazpiecza linie komunikacyjne, zawiera sojusze z panstwami polozonymi na brzegach kontynentow. Geografia.czarny samael pisze: ↑25 paź 2019, 0:25 To nie jest żaden przykład. Dziś monarchie nie rządzą państwami i odnoszenie się do nich, to jeszcze większe zapoźnienie historyczne niż do przełomu XIX i XX wieku
Nuklearny Jezus w chmurze wodoru.
- czarny samael
- Laureat Złotej Piłki

- Posty: 8309
- Rejestracja: 30 mar 2008, 16:33
- Reputacja: 861
- Kibicuję: Manchester United FC
- Lokalizacja: Toruń
Ogólna dyskusja o polityce cz.2
Ale to jest ważne. To właśnie jest dziś główne pole podziału jak działać, bo żeby działać to trzeba rozumieć.
Ludzie sobie wmawiają, że można tak samo współpracować z Rosją, czy Turcją, jak z Niemcami i Francją. No nie można, bo dzieli nas ideologia. Mapa teoretycznie stawia nas przeciwko Rosji i Niemcom w równy sposób. Jednak idee kompletnie nie. Dlatego przygotowujemy się na atak tylko z jednej strony i politycy nie wyobrażają sobie innego układu. Za to wielu ludzi już tak i kiedy słyszy o kolejnej kłótni z Francją, to realnie chce rozważać kontrsojusz z Białorusią, Turcją, Węgrami, Słowacją itd.
Jeszcze pojawia się ta gadka o balansie między USA, Rosją, Chinami i Niemcami. Nie będzie żadnego prawdziwego balansu, bo nie ma jak go być. Z Rosją dziś się nie da rozmawiać. Z Chinami też będzie problem w demokracjach liberalnych. Więc wybór będzie między pójściem na ostro i na miękko, ale dalej po określonej stronie i to tylko jeśli Niemcy i Francja zaraz nie odpalą pójścia na ostro. Dopóki Trump będzie prezydentem USA, to porozumienia USA-UE-Kanada-Japonia-Indie nie będzie. Takie porozumienie w przyszłości jest jak najbardziej możliwe. Zobacz jak się Włochy zmieniły jak tylko Salvini wyleciał z rządu na swoje własne życzenie.
Chiny nie mają pola manewru, ale ludzie którzy się interesują geopolityką najczęściej przyjmują że właściwym jest koncert mocarstw, make X great again, izolacjonizm, itp.
A później się dziwią, że UE nie wpuściła jeszcze Chin. Albo, że jednak Rosji lata zajmuje powrót do normalnych stosunków, a i tak nawet sankcje ciągle na niej wiszą. Albo że na Wenezuelę też są nakładane. No są, bo ideologicznie taki Maduro przegiął, więc trzeba reagować zgodnie z konwencją demokracji liberalnej. Nawet jak niektórzy mają z tym spory problem.
Jaka geografia?Geografia
To nie jest żadna geografia. To jest tylko opis stanu faktycznego. Geografia polityczna jak ją rozumie Bartosiak mówi, ze USA sojuszników i wrogów musi szukać tylko ze względu na połączenia. Tyle, że jakoś ci sojusznicy nie byli państwami komunistycznymi podczas Zimnej Wojny. Jakoś, to nie byli ostatnio sojusznicy Rosji. Jakoś, autorytarystów wybiera się tam, gdzie innych już nie ma (vide Saudowie). A tam gdzie chce się mieć swoje trzy grosze, to wspiera się bliższych sobie ideologicznie.
USA definiuje jedną stronę - Chiny i Rosja drugą. To oni promieniują na innych swoją ideologią.
Dlaczego jest umowa Kanada-USA i Kanada-UE, a nie Kanada-Rosja i Kanada-Chiny?
Geografia to nie geostrategia, a geostrategia i geografia, to nie globalna polityka. To są trzy różne pojęcia. Geopolityka w rozumieniu większości naukowców, to tylko geopolityka. Ale nurt "geopolityków" w typie Bartosiaka, promuje tezę wg której geopolityka to oparcie geostrategii na mapie. Tak nie jest, a samo słowo nie powinno być używane w tych dwóch kontekstach, bo ludziom się klepki przestawiają na temat konkretnych wyborów bo myślą, że mapa i koncert mocarstw to jest to co powinno być, bo to jasne zasady. A to jest bzdet jak pretensje korwinistów o istnienie 40h tygodnia pracy.

- czarny samael
- Laureat Złotej Piłki

- Posty: 8309
- Rejestracja: 30 mar 2008, 16:33
- Reputacja: 861
- Kibicuję: Manchester United FC
- Lokalizacja: Toruń
Ogólna dyskusja o polityce cz.2
Jeszcze inaczej: Komu we względzie geograficznym powinno być bliżej a komu dalej do sporu z Rosją - Chinom, Japonii czy USA?

Ogólna dyskusja o polityce cz.2
Wiecej powiem. Chiny nie plywaja po swiecie w celu przecinania amerykanskich linii komunikacyjnych. Jezeli geografia sie nie liczy to Trump nie powinien sobie zawracac nimi dupy. Jednakze alternatywny lancuch dostaw dla gospodarki swiatowej przez Euroazje jest poza kontrola US Navy, godzi w Amerykanki biznes i zachodzi potrzeba powsyrzymania Chin. Dalej geografia nie ma znaczenia?
Nuklearny Jezus w chmurze wodoru.





