Kluchman pisze: ↑15 maja 2021, 13:27
Tak myślałem, że nie odpowie. To ja raz jeszcze najprostszymi słowami spróbuję wyjaśnić tę kwestię długoterminowych skutków ubocznych.
Samo mRNA jest cząsteczką normalnie występującą w organizmie i nie zawiera niczego niezwykłego. Ma jedną "nić" z zakodowaną informacją genetyczną, która jest odczytywana w komórce. Normalnie powstaje wewnątrz niej, ale podane w szczepionce musi się do niej dostać. Stąd zostaje umieszczane w niezwykle małej otoczce z lipidów, w której pokonuje błonę komórkową. Samo w sobie mRNA jest też bardzo nietrwałe i dlatego swego czasu było tyle zamieszania z temperaturą przechowywania szczepionek.
Po dostaniu się do komórki mRNA zostaje odczytane (w rybosomie) i w ten sposób wykorzystane do produkcji składającego się z aminokwasów białka (odczytanie mRNA pozwala ustalić kolejność odpowiednich aminokwasów). W przypadku szczepionek proces ten prowadzi do wytworzenia nie białka ludzkiego, lecz jednego z białek wirusa - tego najbardziej zewnętrznego wykorzystywanego przez patogen do wiązania się z komórką. Wytworzone białko zostaje rozpoznane przez układ odpornościowy jako obce i stąd reakcja organizmu może prowadzić do zmęczenia, gorączki itd. Są to reakcje organizmu dążącego do usunięcia elementu obcego, a nie efekt samych składników szczepionki. Obserwacja przez 15 minut po szczepieniu wynika głównie z tego, że w tym czasie w niezwykle rzadkich przypadkach może zdarzyć się reakcja alergiczna (nie na mRNA, lecz na inne składniki preparatu, które z czasem zostają rozłożone/wydalone).
Po wytworzeniu białka mRNA zostaje zdegradowane i przestaje istnieć. Czas jego połowicznego rozkładu jest różny, ale zasadniczo nie ma go w organizmie po maksymalnie kilku dniach. Popularnym mitem było wysuwanie przypuszczeń, że mRNA może zmodyfikować DNA w jądrze i w ten sposób spowodować trwałe zmiany w genomie. Nie może. W ten sposób działają między innymi retrowirusy (najbardziej znanym z nich jest HIV), ale do tego potrzebny jest odpowiedni enzym (tak zwana odwrotna transkryptaza), którego ludzki organizm nie produkuje i wirus dostarcza go sam. Nie ma tego enzymu w szczepionkach, dlatego nie może ona powodować żadnych modyfikacji genetycznych.
W efekcie szczepionki nie ma w organizmie po kilku dniach i sama w sobie nie może już powodować żadnych skutków. Jeśli pojawiają się późniejsze reakcje, to wynikają one nie ze składników szczepionki, tylko z reakcji organizmu. Immunologia jest niezwykle skomplikowana, ale zasadniczo celem szczepienia jest spowodowanie, by w przyszłości komórki odpornościowe organizmu mogły szybko rozpoznawać wirusa (lub inny patogen), związać się z nim i obrać jako cel do wyeliminowania. To wszystko przy braku ryzyka zachorowania z powodu samej szczepionki.
Z tego względu pytałem o mechanizm biologiczny długoterminowych skutków ubocznych. Historia szczepień pokazuje, że negatywne skutki uboczne pojawiają się w ciągu maksymalnie dwóch miesięcy, a zwykle dużo szybciej. Nie ma przypadków, by coś takiego stwierdzono na przykład po roku, a trzeba zaznaczyć, że badania kliniczne szczepionek przeciwko COVID-19 zaczęły się właśnie mniej więcej w połowie 2020 roku. Gdyby działo się coś niedobrego, to już byłoby to wiadomo. Zastosowanie szczepionek mRNA nie ma tutaj większego znaczenia, bo jej cel jest podobny jak w przypadku innych szczepionek, tylko nie dostarcza ona do organizmu ciała obcego, tylko wykorzystuje mechanizmy komórkowe do jego wytworzenia. Jest to jej dużą zaletą, bo w konsekwencji może (teoretycznie) wywołać bardziej ukierunkowaną odpowiedź odpornościową. W praktyce widać to po bardzo dobrych statystykach skuteczności. I o ile można oczywiście mieć wątpliwości dotyczące trwałości odporności na zachorowanie po szczepieniu, to nie ma powodu, dla którego powinniśmy obawiać się skutków ubocznych szczepienia "po latach", bo ewentualne skutki uboczne powinny pojawiać się dużo szybciej.
Jeszcze dla wyjaśnienia, z czego bierze się to całe zamieszanie z wariantami. Im częściej wirus ulega powieleniu, tym częściej może dochodzić do przypadkowych, losowych mutacji w jego genomie. Zdecydowana większość mutacji jest neutralna lub nawet niekorzystna dla wirusa, ale w rzadkich przypadkach może ona sprzyjać jego łatwiejszemu dostawaniu się do komórek gospodarza lub pogorszeniu skutków infekcji. Sam wirus początkowo był wirusem zwierzęcym, ale właśnie mutacje pozwoliły mu "przeskoczyć" na człowieka i rozprzestrzeniać się w ludzkiej populacji. Szczepionki powodują odporność przeciwko białku o określonej budowie, więc jeśli mutacja spowoduje zastąpienie jakiegoś aminokwasu innym i tym samym zmianę budowy tego białka bez szkody dla zdolności wirusa do infekowania, jest ryzyko, że skuteczność szczepionki spadnie. Póki co na szczęście szczepionki zasadniczo dobrze sobie radzą z różnymi wariantami SARS-CoV-2, ale też z tego względu tak istotne było dążenie do ograniczenia liczby zachorowań, a teraz dąży się do jak najszybszego szczepienia ludzi. Im więcej zaszczepionych i mniej chorych, tym mniejsze ryzyko, że przez serię przypadkowych korzystnych dla wirusa mutacji znów wymknie się on spod kontroli.
Rozpisałem się bardziej, niż chciałem, ale może komuś będzie się chciało przeczytać.