O, to nawet nie wiedziałam, że tylko tam, ale w sumie by się zgadzało z moimi ostatnimi podróżami.
Najgorsza przeprawa to wczoraj z Łodzi TLK. Hałas i zero komfortu. Zdecydowanie wolę IC.
Ale, ale! Dzisiaj zaliczyłam totalnie dziwne doświadczenie niemal-deja-vu. Poszliśmy z Zośką na boisko i po pół godzinie treningu ziomki grające po drugiej stronie zaproponowały nam mecz. Ekipa mocno różnorodna - najmłodszy w przedszkolu, najstarszy pewnie w liceum, mówili do nas per pan i pani
No i widząc kontrast pomiędzy takimi młodymi szczylkami, a moim mężem, przypomniałam sobie czasy, gdy miałam naście lat i mój ojciec grał mecze z moimi ziomami. Chyba nigdy wcześniej nic tak dobitnie nie uświadomiło mi upływającego czasu i tego, że się starzejemy. Z drugiej strony - ich zapał, wesołość i niespożyta energia to coś tak zaraźliwego, że na samo wspomnienie po prostu się uśmiecham. Takich chwil chciałoby się więcej














