Dresiarze!
Wlasnie Zawdi tak mi sie tez wydaje ze nasz kolega ma cos wspolnego z tym srodowiskiem i za wszelka cene chce zdobyc odrobine szacunku dla tej "rasy" spoleczenstwa.Ja dresem nie nazwe kibica bo to jest podobna odmiana "bez-mozga" ale nie do konca,typowy dres juz nie ma co z soba zrobic i sie obija po ulicach i szuka zaczepki posrod zwyklych ludzi,kibic to przynajmniej wyzyje sie na ustawkach(choc tego nie popieram).Pozdrawiam.
Sangue e oro č la bandiera
che noi porteremo per l'Italia intera
Sangue e oro č la bandiera
siamo gli ultras e la Roma siamo noi
che noi porteremo per l'Italia intera
Sangue e oro č la bandiera
siamo gli ultras e la Roma siamo noi
Pamiętam pierwszy dzień w lo. Poznalem typkuf z klaski wszyscy spoko. ide korytarzem a tam taki koles wiekszy ode mnie dwa razy wozi się środkiem korytarza. Wygląd standardowy (brak włośów, obuwie sportowe, dresik adidaska). Poźniej się okazało że mam z jego klasą WF
Tragedia!! Patrząc z mojej perspektywy (długie włosy itp.). jak się później okazało to świetny koleś. Pomaga kazdemu jesli ktoś ma jakiś problem, ma świetne poczucie humoru. poprostu świetny koleś. Okazało się, że nie wszystkie drechy są złę. Niestety większość jest zła. Na moim osiedlu w cholere drechów z którymi kilka razy mialem problemy (gonitwa, wpierdziel). Nie będę sie wypowiadał co o tym myśle. Każdy kto miał kiedyś podobne problemy co ja wie o co chodzi.
Dla mnie to jest smieszne co tu niektórzy mowia. To nie jest tak że jak ja ubiore dres bo lubie, to jestem dresiarzem, tu nie o to chodzi, bo ktos mnie zobaczy w dresie to mowia : " o ten to chuligan,on tylko by zaczepiał" i tak powstaja nieporoumienia, bo kogo zatrzyma policja przy wyjsciu z metra. kolesia w dresach, jakiegos panzura, czy zwykłego gościa?? odpowiedz prosta jest, bo wygladaja inaczyj niz wszyscy, albo mają lyse głowy?? zastanówcie sie
- internista1908
- Pierwszy Skład

- Posty: 329
- Rejestracja: 27 cze 2005, 13:46
- Reputacja: 0
- Lokalizacja: z daleka
-
Handsome Boy
czesc III
wracam sobie napruty z hipnozy (klub w toruniu, wczoraj czarna muza), lekko agresywny. podbijam do dwoch cieci, wygladajacych tak, ze chyba nie mialbym szans i pytam czy nie chca wpierdol. oni mi na to, ze chca. no to troche wlaczyl mi sie zmysl samozachowawczy i starm sie uspokoic sytuacje, a tu ni stad ni zowad pojawia sie moich dwoch ziomkow. wiec juz juz jest trzech na dwoch (nas trzech). kazdy w reku butelka z browarem, lioczyc jak niebezpieczne narzedzie. wiec zmysl samozachowawczy mi sie wylaczyl i o dziwo nie wlaczyl sie przeciwnikom. gadka jak na amerykanskich filmach, z twarzami w odleglosci od siebie z gora 5 cm. nagle dostaje liscia w lewy profil (ten gorszy), reakcja byla szybka.... lisc w lewy profil konwersanta. co prawda lzejszy, ale jestem zadowolony z tak szybkiej reakcji. kolo pewnie nie wiedzial kto pierwszy wysunal cios. w sumie nic wiecej sie nie wydarzylo, bo nadeszlo 3 ziomkow mojego ziomka i wtedy odezwal sie instynk samozachowawczy u tamtych i teraz oni uspokajali sytuacje, starajac sie jak najszybcie oddalic. udalo im sie... z tego co sie piozniej dowuiedzialem, to tych 3 ziomkow mojego ziomka, to niezli fighterzy i tylko czekaja na okazje do nmordobicie. w sumie dobrze sie stalo, ze obylo sie bez uszkodzen po zadnej ze stran, ale....
teraz konkluzja... jestem zly na siebie, ze jestem malo zdecydowany. mialem mnostwo okazji by wyprowadzic celny, perfekcyjny cios, a nie zrobilem tego. bylby to taki cios, ze wszystko skonczyloby sie po trzech ciosach (wszystkie moje). raz w splot sloneczny, dwa razy kolano w twarz i koniec. nie zrobilem tego, za co jestem na siebie zly. bylo wiele takich sytuacji, gdzie sie nie wachalem. widac, ze sie starzeje, wychodze z wprawy. to nie moze sie powtorzyc... zdecydowanie to jest rzecz nad ktora bede musial popracowac....
pamietajcie dzieci. najwazniejsze jest zdecydowanie. uderzasz pierwszy, przemyslany, celny, ownujacy cios i macie 90% szans, ze wyjdziecie z tego zwyciesko. jak sie wachacie to przeciwnik moze miec te 90%. akurat u mnie tej sytuacji nie bylo, a nawet jakby byla to i tak z obitym ryjem wyszedlbym zwyciesko (potrafie wykorzystac nawet te 10%). jezeli brak wam zdecydowania, uczcie sie bic w parterze, to jedyna szansa na te 10%. uczcie sie wtedy nie wygrywac, lecz robic krzywde, to jest szansa. nie ma granic.... po dwoch ciosach na ryj na maxa mocnych nie ma zachamowan u przeciwnika. macie wybor, albo zostaniecie zmasakrowani, albo zrobicie komus krzywde. ja wole ta druga opcje. uczcie sie lamac rece, wyrywac poliki, lamac nosy i miazdyc krtan, to wszystko w parterze...
wracam sobie napruty z hipnozy (klub w toruniu, wczoraj czarna muza), lekko agresywny. podbijam do dwoch cieci, wygladajacych tak, ze chyba nie mialbym szans i pytam czy nie chca wpierdol. oni mi na to, ze chca. no to troche wlaczyl mi sie zmysl samozachowawczy i starm sie uspokoic sytuacje, a tu ni stad ni zowad pojawia sie moich dwoch ziomkow. wiec juz juz jest trzech na dwoch (nas trzech). kazdy w reku butelka z browarem, lioczyc jak niebezpieczne narzedzie. wiec zmysl samozachowawczy mi sie wylaczyl i o dziwo nie wlaczyl sie przeciwnikom. gadka jak na amerykanskich filmach, z twarzami w odleglosci od siebie z gora 5 cm. nagle dostaje liscia w lewy profil (ten gorszy), reakcja byla szybka.... lisc w lewy profil konwersanta. co prawda lzejszy, ale jestem zadowolony z tak szybkiej reakcji. kolo pewnie nie wiedzial kto pierwszy wysunal cios. w sumie nic wiecej sie nie wydarzylo, bo nadeszlo 3 ziomkow mojego ziomka i wtedy odezwal sie instynk samozachowawczy u tamtych i teraz oni uspokajali sytuacje, starajac sie jak najszybcie oddalic. udalo im sie... z tego co sie piozniej dowuiedzialem, to tych 3 ziomkow mojego ziomka, to niezli fighterzy i tylko czekaja na okazje do nmordobicie. w sumie dobrze sie stalo, ze obylo sie bez uszkodzen po zadnej ze stran, ale....
teraz konkluzja... jestem zly na siebie, ze jestem malo zdecydowany. mialem mnostwo okazji by wyprowadzic celny, perfekcyjny cios, a nie zrobilem tego. bylby to taki cios, ze wszystko skonczyloby sie po trzech ciosach (wszystkie moje). raz w splot sloneczny, dwa razy kolano w twarz i koniec. nie zrobilem tego, za co jestem na siebie zly. bylo wiele takich sytuacji, gdzie sie nie wachalem. widac, ze sie starzeje, wychodze z wprawy. to nie moze sie powtorzyc... zdecydowanie to jest rzecz nad ktora bede musial popracowac....
pamietajcie dzieci. najwazniejsze jest zdecydowanie. uderzasz pierwszy, przemyslany, celny, ownujacy cios i macie 90% szans, ze wyjdziecie z tego zwyciesko. jak sie wachacie to przeciwnik moze miec te 90%. akurat u mnie tej sytuacji nie bylo, a nawet jakby byla to i tak z obitym ryjem wyszedlbym zwyciesko (potrafie wykorzystac nawet te 10%). jezeli brak wam zdecydowania, uczcie sie bic w parterze, to jedyna szansa na te 10%. uczcie sie wtedy nie wygrywac, lecz robic krzywde, to jest szansa. nie ma granic.... po dwoch ciosach na ryj na maxa mocnych nie ma zachamowan u przeciwnika. macie wybor, albo zostaniecie zmasakrowani, albo zrobicie komus krzywde. ja wole ta druga opcje. uczcie sie lamac rece, wyrywac poliki, lamac nosy i miazdyc krtan, to wszystko w parterze...
- [nevermind]
- Rezerwowy

- Posty: 190
- Rejestracja: 13 sie 2005, 23:47
- Reputacja: 0
zawdi pisze:wracam sobie napruty z hipnozy (klub w toruniu, wczoraj czarna muza), lekko agresywny. podbijam do dwoch cieci, wygladajacych tak, ze chyba nie mialbym szans i pytam czy nie chca wpierdol. oni mi na to, ze chca. no to troche wlaczyl mi sie zmysl samozachowawczy i starm sie uspokoic sytuacje, a tu ni stad ni zowad pojawia sie moich dwoch ziomkow. wiec juz juz jest trzech na dwoch (nas trzech). kazdy w reku butelka z browarem, lioczyc jak niebezpieczne narzedzie. wiec zmysl samozachowawczy mi sie wylaczyl i o dziwo nie wlaczyl sie przeciwnikom. gadka jak na amerykanskich filmach, z twarzami w odleglosci od siebie z gora 5 cm. nagle dostaje liscia w lewy profil (ten gorszy), reakcja byla szybka.... lisc w lewy profil konwersanta. co prawda lzejszy, ale jestem zadowolony z tak szybkiej reakcji. kolo pewnie nie wiedzial kto pierwszy wysunal cios. w sumie nic wiecej sie nie wydarzylo, bo nadeszlo 3 ziomkow mojego ziomka i wtedy odezwal sie instynk samozachowawczy u tamtych i teraz oni uspokajali sytuacje, starajac sie jak najszybcie oddalic. udalo im sie... z tego co sie piozniej dowuiedzialem, to tych 3 ziomkow mojego ziomka, to niezli fighterzy i tylko czekaja na okazje do nmordobicie. w sumie dobrze sie stalo, ze obylo sie bez uszkodzen po zadnej ze stran, ale....
teraz konkluzja... jestem zly na siebie, ze jestem malo zdecydowany. mialem mnostwo okazji by wyprowadzic celny, perfekcyjny cios, a nie zrobilem tego. bylby to taki cios, ze wszystko skonczyloby sie po trzech ciosach (wszystkie moje). raz w splot sloneczny, dwa razy kolano w twarz i koniec. nie zrobilem tego, za co jestem na siebie zly. bylo wiele takich sytuacji, gdzie sie nie wachalem. widac, ze sie starzeje, wychodze z wprawy. to nie moze sie powtorzyc... zdecydowanie to jest rzecz nad ktora bede musial popracowac....
Na to wychodzi ze zalozyles temat o sobie
Ostatnio zmieniony 19 sie 2005, 14:48 przez [nevermind], łącznie zmieniany 1 raz.

Wreszcie powstala jakas inicjatywa przeciw takim jak s.
- Krzysztof Jarzyna
- Lowelas

- Posty: 4670
- Rejestracja: 05 sie 2005, 16:07
- Reputacja: 0
- Lokalizacja: Wielkie Księstwo Rzeszowskie
to poczekaj... najpierw wlacza ci sie niesmiertelnosc, a pozniej instynkt "samozachowawczy"?? a pozniej znow kozaczysz jak koledzy przychodza?? jaaaa wlasnie tego nigdy nie moglem zniesc... akcji pod tutylem "poczekaj, mam kolegow"zawdi pisze:wracam sobie napruty z hipnozy (klub w toruniu, wczoraj czarna muza), lekko agresywny. podbijam do dwoch cieci, wygladajacych tak, ze chyba nie mialbym szans i pytam czy nie chca wpierdol. oni mi na to, ze chca. no to troche wlaczyl mi sie zmysl samozachowawczy
a swoja droga u mnie na miescie nie bylaby do pomyslenia sytuacja, ze dajecie sobie po lisciu i sie pozniej rozchodzicie
"- Wspomniał Pan o Realu. Czy nadal czuje Pan sentyment do "Królewskiego" klubu?
Leo Beenhakker: Jeszcze jak! Mówię wręcz, że moje serce jest w 50 proc. "Białe"."
Leo Beenhakker: Jeszcze jak! Mówię wręcz, że moje serce jest w 50 proc. "Białe"."
zawdi najpierw jesteś zły, że ciebie zaczepiają, a teraz sam zachowałeś się jak typowy... nie powiem kto. Nie jesteś lepszy od tzw. "dresów" co szukają zaczepki, a tym bardziej, że jesteś twardy jak jest dziesięciu (twoich) na dwóch... ehh szkoda słów...

"Juve jest dla mnie powodem do radości i dumy, a także do rozczarowania i frustracji. Tak silne emocje może zapewnić tylko prawdziwa, nieskończona historia miłosna."
-
Handsome Boy
looooooool
przeciez pisze, ze wracam sobie NAPRUTY z hipnozy... jak sie jest naprutym to zawsze jest niesmiertelnosc, pozniej instynkt samozachowawczy, jak sie zobaczy siebie na przegranej pozycji. i jasne jest tez to, ze jak jest wiecej "naszych", to znowu niesmiertelnosc.
kazdy ma kolegow... hmmm... moz3e i tak, ale nie kazdy takich. mam znajomego, ktory wazy niewiele ponad 60 kilo, ma 22 lata, jak sie napije do kozaczy do kazdego, ale jeszcze nigdy po twarzy nie dostal. mowi dwie ksywy i koniec tematu. nikt mi nie powie, ze kazdy nma kolegow. srodowisko rasowych fighterow jest w miare zamkniete. wszyscy siebie znaja i nikt do niego nie wyskoczy, po prostu. ja az takich nie mam, ale mam wlasnie tego znajopmego i mimo, ze kazdy by go zmiazdzyl w jego towarzystwie nic nigdy nikomu nie grozi. pewnie kiedys dostanie od kolesi niekumatych, ale poki co sobie swietnie radzi. z reszta co wy wiecie o tym swiecie, swiecie drugow, fightow i lodow w kiblu???... NIC
tomus - kazdy jest twardy po alkoholu w towarzystwie dziesieciu. nie ma sie co dziwic. nigdy nie pisalem, ze jestem cipka, co zawsze wszystko uspokaja. a czy nie jestem lepszy od dresow? hmmm... ja sie czuje lepszy... w kazdym aspekcie. fakt jest taki, ze ja bym cie z komory nie zkroil, ja bym cie nie pobil bez powodu, jak bym cie zobaczyl z agresywnym nastawieniem (moim) to pewnie bym cie ominal, widzac, ze nie ma to wiekszego sensu. roznica miedzy mna a zulami jest taka, ze jak mam agresora to zaczepiam dresow i to takich, ktorzy nie staja na z gory straconej pozycji. jak mam agresje to nie chce nikogo pobic, tylko sie z kims bic. jak dres podbija, to chce okrasc i/lub pobic, nigdy sie pobic. dres nie podbija na solo, ja tak. taka jest roznica.
przeciez pisze, ze wracam sobie NAPRUTY z hipnozy... jak sie jest naprutym to zawsze jest niesmiertelnosc, pozniej instynkt samozachowawczy, jak sie zobaczy siebie na przegranej pozycji. i jasne jest tez to, ze jak jest wiecej "naszych", to znowu niesmiertelnosc.
kazdy ma kolegow... hmmm... moz3e i tak, ale nie kazdy takich. mam znajomego, ktory wazy niewiele ponad 60 kilo, ma 22 lata, jak sie napije do kozaczy do kazdego, ale jeszcze nigdy po twarzy nie dostal. mowi dwie ksywy i koniec tematu. nikt mi nie powie, ze kazdy nma kolegow. srodowisko rasowych fighterow jest w miare zamkniete. wszyscy siebie znaja i nikt do niego nie wyskoczy, po prostu. ja az takich nie mam, ale mam wlasnie tego znajopmego i mimo, ze kazdy by go zmiazdzyl w jego towarzystwie nic nigdy nikomu nie grozi. pewnie kiedys dostanie od kolesi niekumatych, ale poki co sobie swietnie radzi. z reszta co wy wiecie o tym swiecie, swiecie drugow, fightow i lodow w kiblu???... NIC
tomus - kazdy jest twardy po alkoholu w towarzystwie dziesieciu. nie ma sie co dziwic. nigdy nie pisalem, ze jestem cipka, co zawsze wszystko uspokaja. a czy nie jestem lepszy od dresow? hmmm... ja sie czuje lepszy... w kazdym aspekcie. fakt jest taki, ze ja bym cie z komory nie zkroil, ja bym cie nie pobil bez powodu, jak bym cie zobaczyl z agresywnym nastawieniem (moim) to pewnie bym cie ominal, widzac, ze nie ma to wiekszego sensu. roznica miedzy mna a zulami jest taka, ze jak mam agresora to zaczepiam dresow i to takich, ktorzy nie staja na z gory straconej pozycji. jak mam agresje to nie chce nikogo pobic, tylko sie z kims bic. jak dres podbija, to chce okrasc i/lub pobic, nigdy sie pobic. dres nie podbija na solo, ja tak. taka jest roznica.
Dzisiaj wybieram się do klubu i jak zwykle droga powrotna to jakieś 6 km (może trochę mniej - nie wiem dokładnie) przez miasto po 3:00 w nocy samemu. O tej porze bywa, że jest pusto ale z drugiej strony jeżeli będe przechodził obok innych klubów po drodze to akurat trochę ludzi może być a więc zagrożenie rośnie. Przeważnie wracam z ekipą ale dzisiaj to raczej będzie mało prawdopodobne ale autopilot doprowadzi mnie do domu. Zawdiego rozumiem w 100% bo po pijaku to każdy jest mocny. Odnośnie takich sytuacji kiedy nie przeciwnik ma przewagę liczebną to trudno doradzić coś jednoznacznie ale ucieczka po pijaku to nie jest dobry pomysł a przecież koma dobrowolnie też nie oddam. Można spróbować zawsze improwizować o ile coś trochę kojarzymy. Można postraszyć, można strugać kozaka po prostu. Zależy na kogo trafimy po prostu. Czasem dwóch na jednego to żadna przewaga bo jeden po jednym ciosie może zostać wyłączony z walki a drugi straci pewność i sytuacja się odwraca. Można nawet wyjść z zyskiem z takiej konfrontacji ale ogólnie lepiej unikać takich zwarć. Liczę, że dzisiaj miasto będzie puste.

Barca jest najpiękniejszą kobietą na świecie. Jednego dnia może być bardziej lub mniej wdzięczna, ale to wciąż ta sama kobieta i w tej kobiecie jesteśmy wszyscy do szaleństwa zakochani. - Joan Gaspart
- Krzysztof Jarzyna
- Lowelas

- Posty: 4670
- Rejestracja: 05 sie 2005, 16:07
- Reputacja: 0
- Lokalizacja: Wielkie Księstwo Rzeszowskie
i wlasnie o to mi chodzilo. jezeli jestes twardy i jestes cwaniakiem, to do konca. a nie kozaczysz, a jak przyjdzie co do czego, to mowisz "dwie ksywy" i zalatwione. badz kozakiem do konca a nie chowaj sie za kolegow. to jest zachowanie z piaskownicy - nie bierz mi tego bo zawolam starszego brata. dla mnie - bez sensu.zawdi pisze:kazdy ma kolegow... hmmm... moz3e i tak, ale nie kazdy takich. mam znajomego, ktory wazy niewiele ponad 60 kilo, ma 22 lata, jak sie napije do kozaczy do kazdego, ale jeszcze nigdy po twarzy nie dostal. mowi dwie ksywy i koniec tematu.
jezeli ktos lapie agresora po wodce, to powinien przestac pic. ale jak nie ma szans na zmiane, to niech przynajmniej bedzie cwaniakiem do konca i niech ponosi odpowiedzialnosc za to co robi (nawet NAPRUTY).
ja tez mam czasem po piciu dziwne akcje (tyle, ze ja raczej na tle klubowym, bo zawsze mi sie wlacza jakies przyspiewki albo cos, i czasem komus sie nie spodoba), ale jak juz dojdzie do dymu, to nie zaslaniam sie kolegami. trudno mozna dostac, to przynajmniej na drugi raz bedziesz madrzejszy. a tacy ludzie jak Twoj kumpel to przyklady typowych kumpli zaczepno - obronnych => najpierw zaczepiaja a pozniej trzeba ich bronic. takich przypadkow nie znosze najbardziej.
a co Ty wiesz np. o mnie?? NIC, wiec powiedz mi po czym wywnioskowales, ze nic nie wiemy o tym "swiecie" o ktorym mowisz? po czcionce?? bo nie rozumiem.zawdi pisze:z reszta co wy wiecie o tym swiecie, swiecie drugow, fightow i lodow w kiblu???... NIC
"- Wspomniał Pan o Realu. Czy nadal czuje Pan sentyment do "Królewskiego" klubu?
Leo Beenhakker: Jeszcze jak! Mówię wręcz, że moje serce jest w 50 proc. "Białe"."
Leo Beenhakker: Jeszcze jak! Mówię wręcz, że moje serce jest w 50 proc. "Białe"."







