Obejrzałem dziś Sacramento Kings - Los Angeles Clippers. Skończyło się na 101:110. Widzę w Kingsach wielki potencjał. Przed sezonem wskazywałem ich na bitwę o przedostatnie miejsce na Zachodzie, ale dziś grali nadzwyczaj dobrze. Szczególnie podobał mi się Thomas, zresztą rzucił aż 29 punktów! Biorąc pod uwagę, że grał 31 minut, trzeba stwierdzić, że to świetny wynik. Nie wspomnę jeszcze o czterech asystach.
Niestety zespół z Sacramento przeciętnie spisywał się w obronie, przez co Clippersi zdobyli dużo punktów z rzutów wolnych. Nawet pod własnym koszem DeMarcus rzadko kiedy przejmował piłki. Patterson też tragicznie zagrał, stracił cztery piłki przy próbach rzutów za trzy...
Podsumowując gospodarzy, to zaczynam im po cichu kibicować. Jeśli Thomas i Thornton dalej będą utrzymywać formę, to kto wie, może zdołają wejść do TOP10 Konferencji Zachodniej. Jedyny problem jest taki, że muszą więcej rzucać trójki, bo pod koszem idzie im dość mizernie. Tak czy siak mają młody i perspektywiczny skład, za 2-3 lata mogą mieszać w NBA.
Oglądałem też namiętnie grę Chrisa Paula, co za gość! Chyba najlepszy rozgrywający świata. Bez niego Griffin nie istnieje, zresztą cały zespół gra tak jak on. Jak zszedł w trzeciej kwarcie, to Kings nadrobili siedem punktów. No i mistrzunio w wolnych, dziś 9/9.
Sacramento o 03:30 gra Oakland Arena z Warriors, must seen!