Worek kasztanów dla tego kto wymyślił dzisiejszą szkołę! Wszystko jest bez sensu. Ale żeby ten felieton miał ręce i nogi to zaczniemy od począku...Człowiek-istota ludzka, je, pije, pije i je ale też różni się trochę od takich np. Małp (nie że coś do nich mam), że ma rozwinięty rozum. Chociaż tu też bym się kłócił,bo co to za rozwinięty rozum, skoro podobno używamy go tylko w siedmiu procentach. Napiszę więc inaczej, mamy rozum na wyższym poziomie zaawansowania niż inni mieszkańcy naszej pięknej planety Ziemii. Swoje zdolności, cudownie rozwijamy w instytucji zwanej szkołą. Szkoła służy do wykształcenia nas (w większości) na ludzi myślących. Chciałbym jednak uściślić ten temat do etapu edukacji, o którym mówi się Liceum. Że w takim liceum uczyć się trzeba wszyscy wiedzą, bo gdyby nie trzeba było to by się nazywało OHP. Z reguły chodzą więc tu ludzie z ambicjami życiowymi, pragnący zostać kimś i mieć COŚ. Niektórym karzą rodzice ale to inna sprawa.I wszystko by było normalnie, gdyby nie kilka wielkich dziur na drodze, w które trzeba wpaść po uszy przechodząć przez takie liceum.
Zaczynamy od startu. Dumny gimazjalista, myślący, że coś umie idzie do ogólniaka, bo miał dużo punktów na teście, jest dobry z kilku przedmiotów (to trzeba mu przyznać otwarcie) a boi się zawodówki, bo to nie PRL; teraz bez wykształcenia jest się nikim. W sumie dobrze myśli. Żeby nie pisać ''on'', nazwiemy go Wacek. Wacek lubił się w gimnazjum uczyć Polskiego i Historii, pojechał pare razy na olimpiady i pisze wiersze. Poszedł więc do liceum, żeby swoje pasje dalej rozwijać. Drugiego września, dumny Wacek wszedł do swojej nowej szkoły. Zachwycony dwiema pierwszymi lekcjami, Polskim i Historią, na której zobaczył ile się może fajnych rzeczy nauczyć, spojrzał na plan lekcji. Fizyka-pomyślał i zobaczył oczyma wyobraźni jak Profesor całe trzy lata będzie puszczał im jakies beznadziejne filmy o księżycu i jego przyciąganiu, a on będzie w tym czasie pisał wiersze, jadł, spał, podrywał koleżanki, dłubał w nosie albo po prostu zwieszał się, patrząc na okno. Z tą cudowną perspektywą nasz Wacek zawędrował do gabinetu, w którym wiało mat-fizami i algorytmami.I stało się... Jego romantyczna natura utopiła się oceanie i została przygniecona kotwicą, gdy do klasy wszedł pan Profesor. Od tej pory koszmar trwał i trwa. Młody Szekspir, zamiast czytać Hamleta, siedzi po nocach nad wzorami i kłuje, bo nikt go nie pyta, czy chce być górnikiem, czy hutnikiem-fizykę powinien znać każdy. A ten, kto nie zna jest buc i tyle. Bynajmniej taką teorię wypracowali nauczyciele od przedmiotów ścisłych.Takie zdania krążą cały czas po głowie Wacka. Bo nikt nie rozumie, że przyszły wieszcz narodu, chciałby napisać w końcu jakaś sztukę...Że ma ją nawet w głowie ale nic mu po tym; brak czasu, snu i kawy ogranicza jego możliwości. Jak nie zaliczy fizyki zostanie w klasie na drugi rok, a to oznacza zmianę szkoły na gorszą, bez takich możliwości humanistycznych jak ta. A szanowny Pan Profesor, który w co nie wątpi nikt, jest doskonałym nauczycielem w mat-fizach, zadaje humanowi coraz to bardziej odlotowe wzory i na nic czekoladki, na nic uśmiechy. Co ma być zrobione, będzie. I pal sześć razy dziesięć że tak jest na fizyce; identycznie biedny Wacek musi zakuwać z Chemii i Matematyki. Mnie ciekawi natomiast jedno: czemu człowiek w wieku siedemnastu lat, wiedząc czego chce od życia i widząc gdzieś swoją drogę, nie może realizować się w tym co kocha. Dlaczego nasi koledzy z zawodówek i techników(uściślając naprzykad mechanika), nie muszą uczyć się polskiego i historii, za to humanista w ogólniaku, jest zmuszany do odkładania pasji na bok i marnowania czasu na czymś, co w zawodzie o którym marzy,jest dla niego zbędne. Ilu geniuszy było usadzanych przez nauczycieli z przedmiotów nie wiążących się z przyszłością takiego dzieciaka. Dlaczego, skoro liceum i tak zostało skrócone do trzech lat, wymaga tak niepotrzebnych wysiłków. Czy nie opłaca się zamiast dwóch godzin chemii dać humaniście dwie godziny polskiego? Przecież to jest czysty paradosk szkolnictwa. Ja rozumiem, że ogólniak wiadomo, kształci ogólnie ale w takim razie po co nam jakieś profile. Zróbmy gimnazjum sześcioletnie i tyle. Zabijmy w tych młodych ludziach chęć do nauki. Wacek jest dobrym przykładem, bo przez to, że musiał uczyć się Falandysza i Mendeliewa na pamięć, owszem,zdał maturę, ale za słabo, żeby dostać się na swoją wymarzoną uczelnie.
Chylę więc czoła, pomysłodawcą tego systemu. Systemu, który tylko pozornie rozwija w pełni (bo jakimś stopniu na pewno) to o czym jest w nim mowa. I nie pisze tego po to, że chcę całkowitej dyskfalifikacji tych przedmiotów, które np. nie są potrzbne na humanie. Ja wypowiadam się w sprawie ograniczenia tych wykładów, dania uczniom ''luzu''. Żeby nasz biedny Wacek, miał czas przeczytać i dobrze przerobić Lalkę, zmiast uczyć się moli na chemię. Aby miał on szansę, jeśli nie w szkole, to w domu, przeczytać dodatkowe lektury, które się czytało w czteroletnim liceum. Szkoła ma nauczyć. Jednak kto powiedział, że nauka ma być katorgą. A potem mówi się; „beznadziejnie mu idzie w tej szkole”... No a jak ma mu iść, skoro wykonuje swoje 10 syzyfowych zadan z chemii, a potem uczy się na kartkówkę z fizyki. Gdzie wtedy ma znaleźć czas na napisanie pracy na polski i poczytania o powstaniu styczniowym. Potem zestresowany, drugiego dnia, myśli o tym żeby nie zapomnieć wzorków,a spytany na historii ledwo odpowiada na dwóje. Wypracowanie na Polski pisał z nosem w zeszycie, narobił masę błędów. Budzi się w nim poczucie beznadziejności swojej egzystencji na tym świecie, zaczyna być przytłoczony tym wszystim i w najlepszym wypadku rzuci szkołę...Potem mówi się „ a bo mu się nic nie chce, tylko leży i patrzy na sufit”. Znowu zadaję pytanie: co ma robić, skoro w szkole rzuca mu się kłody pod nogi?! Jak ma się rozwijać skoro z jednej strony dostaje ogromą pomoc o nauczyciela, który prowadzi go na profilu, na którym jest,a za zdrugiej strony nie ma kiedy się doskonalić i utrwalać przekazanej mu wiedzy. Zamiast iść do teatru, idzie na korki z fizyki. Nie pójdzie do muzeum, bo poprawia chemię. I tak już na sam koniec; dziwne jest, że takich wad nikt jeszcze nie zauważył i nie powiedział o nich głośno. Natomiast jak już zdarzy się taka sytuacja, to wymówką jest gadka: ogólniak ma nauczyć wszystkiego, jak się nie podoba to jest techników lub co innego. Oby kiedyś to się zmieniło, bo szkoda życia na robienie tego, czego nie chcemy robić.Ten sposób gonitwy za wiedzą nie jest nikomu na rękę, a świat traci kolejne talenty. I to nie jest moja teza tylko fakty.
Sie naprodukowałem
