New England Revolution - New York Red Bulls 3:1 (Bou 36' Buchanan 45+2' Buksa 82' - Reyes 7')
W starciu dwóch drużyn z Polakami w kadrach górą byli faworyzowani podopieczni Bruce'a Areny, którzy są obecnie liderem Eastern Conference. Początek był wyrównany - pierwszą sytuację mieli gospodarze, po strzale sprzed pola karnego piłkę dobrze sparował brazylijski bramkarz Red Bulls Carlos Coronel. W 7 min. goście niespodziewanie objęli prowadzenie - po dośrodkowaniu z rzutu rożnego gola zdobył głową kolumbijski obrońca Andres Reyes. Red Bulls mogli nawet podwyższyć prowadzenie, sytuacji sam na sam nie wykorzystał Royer. Przebieg gry nie wskazywał na katastrofę, jaka spotkała ekipęz Nowego Jorku w końcówce 1. połowy - w 36 min. Gustavo Bou po kapitalnym prostopadłym podaniu wykorzystał sytuację sam na sam, a po chwili zdobywca gola, Reyes, po ostrym faulu musiał opuścić boisko z drugą żółtą kartką. W doliczonym czasie gry lewą flanką przedarł się Tajon Buchanan i uderzeniem z dość ostrego kąta zdołał pokonać Coronela. Po przerwie całe 45 minut w barwach Red Bulls dostał Patryk Klimala, choć Polak niestety nie wyróżnił się w tym meczu. W końcówce gospodarze wyprowadzili kapitalną kontrę, a Bou wyłożył patelnię Adamowi Buksie - polski napastnik posłał piłkę do pustej bramki. Mimo beznadziejnego wyniku i gry w osłabieniu Red Bulls spróbowali w końcówce przycisnąć, jednak nadziali się na kolejną kontrę - piłkarze Bruce'a Areny wychodzili 4 na 2 i wydawało się, że gol jest nieunikniony, ale Teal Bunbury uderzył niecelnie. Zasłużone zwycięstwo Revolution, choć końcówka 1. połowy (czerwień i szybko stracone dwa gole przez Red Bulls) niewątpliwie ustawiła dalszy przebieg spotkania.



