Podsumowanie roku - Strona 8

Chwila oddechu dla stałych bywalców i świeżych owieczek. Trunki oraz coś na ząb w gronie znajomych, jak i dla tych którzy chcą podumać bądź przygadać sobie ramię w ramię z barmanem.
Awatar użytkownika
Berele Lewartow
Gwiazda
Gwiazda
Posty: 5880
Rejestracja: 10 wrz 2004, 19:30
Reputacja: 689
Lokalizacja: zza Firewalla

Podsumowanie roku

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Berele Lewartow » 17 gru 2023, 21:42

sci pisze:
17 gru 2023, 20:55

Aha jedyny plus tego roku, to o ironio padł mój stary klub i przeniosłem się do new dogs gym i to było najlepsze co mnie w tym roku spotkało
Który to ten stary?

Awatar użytkownika
sci
Legenda Futbolu
Legenda Futbolu
Posty: 18630
Rejestracja: 12 cze 2005, 16:52
Reputacja: 2745
Lokalizacja: zza miedzy

Podsumowanie roku

Post Wyświetl pojedynczy post autor: sci » 17 gru 2023, 21:58

Crossbox Sosnowiec :)

Awatar użytkownika
futbolowa
Czerwona Diablica
Posty: 14055
Rejestracja: 10 kwie 2005, 11:26
Reputacja: 2024
Kibicuję: RKS Raków + ManUTD
Lokalizacja: Miasto Bandyckiej Miłości
Kontakt:

Podsumowanie roku

Post Wyświetl pojedynczy post autor: futbolowa » 20 gru 2023, 10:14

Gdybym na podstawie analizy swojego aktualnego nastroju miała oceniać rok 2023, pewnie bym tylko marudziła, ale dobrze, że dokumentuję wspomnienia i mam w ciul dowodów na to, że to był zajebisty rok.

Zawodowo:
- wydałam książkę w czołowym wydawnictwie biznesowym w kraju
- wystąpiłam na kilku branżowych konferencjach, na jednej z nich zgarniając statuetkę dla najlepszej prelegentki
- pojawiłam się w radiu, w prasie branżowej i lokalnej TV + dostałam kilka propozycji występów w mediach ogólnopolskich
- poprowadziłam świetne warsztaty literackie w bibliotece w Żorach i od tamtej pory dostaję mnóstwo podobnych propozycji z całej Polski
- szkoliłam z pisania członków SKwP
- odzyskałam prawa do mojej publikacji, która wykręciła milion ze sprzedaży i została pogrzebana przez problemy byłego pracodawcy. Teraz "tylko" to wydać na nowo :D

Prywatnie:
- zorganizowałam z rodziną kilka fajnych wyjazdów po Polsce
- utrzymałam kontakt z dziewczynami z byłego zespołu, a część z nich zaczęła pracę dla mojej głównej klientki, więc jest jeszcze lepiej
- zobaczyłam, jak Zocha wyprowadza Bartka Nowaka w czasie meczu ze Śląskiem – ogromne przeżycie i dla mnie, i dla niej :mrgreen:
- zobaczyłam na żywo koncert Kalibra, Wzgórza, Rycha ze Slums Attackiem, Rahima i Fokusa oraz Liroya (ten ostatni to giga rozczarowanie, tak swoją drogą)
- przeżyłam historyczne Mistrzostwo Polski mojej drużyny
- brałam regularne lekcje serbskiego i angielskiego
- obejrzałam z córką większość meczów kobiecego Mundialu (ona obejrzała wszystkie, nadrabiając te, które miały miejsce w nocy)
- zrezygnowałam z farbowania włosów i czekam aż będę cała siwa :mrgreen:
- zaliczyłam kolejne udane spotkanie z klasą z podstawówki/gimnazjum
- zobaczyłam Raków w europejskich pucharach
- na zaproszenie PZPN dołączyłam do akcji promującej rozwijanie zainteresowań piłkarskich u dziewczynek
- dołączyłam do ekipy gejmingowego podcastu i daje mi to mnóstwo frajdy i satysfakcji.

Ze słabych momentów:
- rozczarowujący finał PP
- wyjazd z Rakowem do Kielc, który skończył się traumą
- problemy zdrowotne
- cyrki związane z rozwiązaniem drużyny kobiet + fakt, że jeśli napiszę coś krytycznego pod adresem Akademii na Twitterze, od razu ktoś tam leci na skargę do trenerki mojej córki i ona "ma się ze mną rozmówić".

CELE NA 2024:
Tutaj sprawa jest jeszcze otwarta, cały czas jestem przed głównymi rozkminami biznesowymi, a to od nich zależy, jak poukładam resztę.

Awatar użytkownika
venomik
Gwiazda
Gwiazda
Posty: 6382
Rejestracja: 21 maja 2007, 19:00
Reputacja: 1986

Podsumowanie roku

Post Wyświetl pojedynczy post autor: venomik » 20 gru 2023, 10:23

futbolowa pisze:
20 gru 2023, 10:14
- wydałam książkę w czołowym wydawnictwie biznesowym w kraju
O. Podrzucisz tytuł ksiązki? :)
Ps: gratulacje!

Awatar użytkownika
futbolowa
Czerwona Diablica
Posty: 14055
Rejestracja: 10 kwie 2005, 11:26
Reputacja: 2024
Kibicuję: RKS Raków + ManUTD
Lokalizacja: Miasto Bandyckiej Miłości
Kontakt:

Podsumowanie roku

Post Wyświetl pojedynczy post autor: futbolowa » 20 gru 2023, 10:27

venomik pisze:
20 gru 2023, 10:23
futbolowa pisze:
20 gru 2023, 10:14
- wydałam książkę w czołowym wydawnictwie biznesowym w kraju
O. Podrzucisz tytuł ksiązki? :)
Ps: gratulacje!
Dzięki!
"Pisz. Publikuj. Działaj": https://klaudynamaciag.pl/produkt/pisz- ... j-ksiazka/

Awatar użytkownika
venomik
Gwiazda
Gwiazda
Posty: 6382
Rejestracja: 21 maja 2007, 19:00
Reputacja: 1986

Podsumowanie roku

Post Wyświetl pojedynczy post autor: venomik » 20 gru 2023, 10:36

Cool.
Wkrótce kupię i może będę marudził w temacie ksiażkowym ;)

Awatar użytkownika
19B10
Gwiazda
Gwiazda
Posty: 4655
Rejestracja: 12 paź 2018, 12:40
Reputacja: 1502
Kibicuję: WRE

Podsumowanie roku

Post Wyświetl pojedynczy post autor: 19B10 » 20 gru 2023, 11:11

Raczej nie stawiam sobie celów na dany rok, także ciężko później uznać czy udało się je zrealizować, ale gdyby go podsumować, to nie był wcale taki zły.

Owszem, znowu byłem w szpitalu, zaliczyłem skomplikowaną ponoć operację, ale nie było po niej powikłań, no i po dwóch latach mogę w końcu normalnie jeść, a było z tym już kiepsko. Na pewno dwie gastroskopie w jednym roku to o dwie za dużo, mam nadzieję że nie będę już musiał tego więcej przerabiać.

Zawodowo nic się nie zmieniło, co w zupełności mi wystarczy- chodzę tam tylko po to żeby było mnie stać na życie.

Wystartowałem w pierwszym w życiu wyścigu rowerowym, nie zabiłem się, było fajnie, pora na kolejne w 2024, przygotowania zostały już podjęte.

Jeżeli chodzi o podróże, to dalej celem numer jeden jest Budapeszt, może w końcu się uda.

Awatar użytkownika
maciek_88
Moderator
Moderator
Posty: 7725
Rejestracja: 18 sty 2006, 11:33
Reputacja: 763

Podsumowanie roku

Post Wyświetl pojedynczy post autor: maciek_88 » 21 gru 2023, 12:12

Ważny rok. Wypada go podsumować, choć jeszcze się nie skończył.

Styczeń. Rok zaczął się od bólów w klatce piersiowej, co skończyło się wizytą u kardiologa i badaniami. Na szczęście nie wyszło nic poważnego – teraz już wiem, czym w praktyce są nerwobóle. 😊 Maksymalnie postanowiłem ograniczyć dodatkowe bodźce (media społecznościowe, dyskusje w internecie itd), ponieważ wiedziałem, że będzie trochę rzeczy do zrobienia w tym roku.

Początek lutego. Udało się wybrać na 4 dni do Porto. Jak się okazało, to był jedyny urlop w tym roku. Miasto bardzo ładne, trochę inne niż Lizbona (większe przestrzenie itd.). Z chęcią tam wrócę.

Luty-kwiecień. Postanowiłem dogonić życie i w końcu zrobić prawo jazdy. Na początku studiów zaniedbałem temat. Później nie wracałem do niego, ponieważ myślałem, że z powodów zdrowotnych nie będę mógł jeździć. Prawko zdałem, na drodze nikogo jeszcze nie zabiłem, choć po ciemku muszę jeździć w soczewkach a nie okularach.

Marzec. Zaczynamy myśleć o zakupie mieszkania. Rynek nieruchomości stoi od 2 lat, inflacja rośnie, program 2% za kilka miesięcy ma wejść. Pojawia się myśl – albo trzeba kupić mieszkanie teraz albo być w blokach startowych, by mieć już coś ogarniętego na sam początek lipca, gdy program ruszy. Ja mam większość klentów pozyskanych online, żona pracuje zdalnie. Zaczynamy szukać mieszkania z palcem po mapie.

Robimy listę rzeczy, które oczekujemy od mieszkania. Ja nie do końca chciałbym zostać w Krakowie, żona nie za bardzo chciałaby wrócić do Wrocławia. Oboje zgadzamy się, że chcemy 4-pokojowego mieszkania, więc nastawiamy się na trochę mniejsze miasto – w miarę blisko czegoś większego.

Wybór wstępnie pada na Opole – bliżej w rodzinne strony niż Kraków, dobre połączenia w miarę blisko Wrocławia, Śląska i akceptowalna odległość i połączenie do Krakowa i Wrocławia. Pytamy się osób pochodzących z Opola/mieszkających w Opolu o życie w tym mieście. Wniosek – miasto dobre do życia, ale szaleństw wieczornych się nie spodziewajcie. No i gitara.

Pod koniec marca oglądamy drugie mieszkanie w ogóle w Opolu i... jesteśmy w szoku, bo ma prawie wszystko, co mieliśmy na liście. Decydujemy się na kupno i zaczynamy ogarniać kredyt.

Kwiecień . Podpisujemy umowę przedwstępną.

Maj. Podpisujemy ostateczną umowę. Termin wydania mieszkania – połowa czerwca.

Czerwiec-lipiec. Zaczynamy ogarniać rzeczy związane z remontem. Kuchni i łazienki na razie nie ruszamy – kuchnię będziemy zmieniać za 2 lata, łazienkę zostawimy na sam koniec. Decydujemy się na renowację podłóg w całym mieszkaniu, a w salonie wymieniamy podłogi. Problem polega na tym, że gość od podłóg ma w najbliższym czasie dostępny tylko jeden wolny tydzień w lipcu i wszystko trzeba podporządkować do jego terminu. Sporo rzeczy robimy sami (ściąganie raufazy, hatfu), do innych zatrudniamy fachowca. Zmienia się trochę rytm dnia - często w dzień ogarniam rzeczy związane z remontem, wieczorami zajmuję się kancelarią. Po ogarnięciu podłóg zaczynamy wstępnie przywozić rzeczy z Krakowa.

Sierpień. Ustaliliśmy, że do połowy sierpnia mieszkamy w Krakowie, by mieć trochę odstępów między remontem, meblowaniem itd. W sierpniu przenosimy się do mieszkania i zaczynamy się urządzać.

Wrzesień. W końcu mogę pracować w normalnych godzinach. Trzeba umeblować całe mieszkanie, więc niektóre pokoje zaprzyjaźniają się z IKEA, a my zaprzyjaźniamy sięz wieczornym skręcaniem mebli 😊

Październik. Dowiadujemy się, że będziemy mieć dziecko! Widocznie czekało na ustabilizowanie sytuacji mieszkaniowej 😉 W tym momencie lekarz twierdzi, że będzie córka. :D

Listopad-Grudzień. Pierwszy trymestr. Co tu mówić łatwo nie było 😉 Według lekarza wszystko z ciążą jest w porządku. I oby tak dalej. A w pracy standardowo – jak to pod koniec roku – mnóstwo roboty.


Cele na przyszły rok:
  • Nie przegapić niczego istotnego po narodzinach dziecka
  • Nie zwariować w pierwszych tygodniach po narodzinach dziecka 😊
  • Trochę zwolnić zawodowo, bardziej zadbać o siebie i swój czas, delegować więcej rzeczy. Jestem na etapie rekrutacji kogoś do kancelarii. Zobaczymy, co z tego wyjdzie
  • Dłuższe wolne (myślimy o marcu).
Taki to był/jest rok.

Awatar użytkownika
venomik
Gwiazda
Gwiazda
Posty: 6382
Rejestracja: 21 maja 2007, 19:00
Reputacja: 1986

Podsumowanie roku

Post Wyświetl pojedynczy post autor: venomik » 25 gru 2023, 21:28

To mogę ja teraz.

Generalnie rok 2023 uważam za całkiem udany i pełen wielu pozytywów.

Na początku lutego tradycyjnie wyjechaliśmy sobie rodzinnie w cieplejsze miejsce. Moja mama jest nauczycielką i w ferie zimowe zwiedzamy sobie południe Europy. Tym razem ze względu na siostrę mieliśmy trochę ograniczone pole manewru terminami, więc padło na Katanię. Trochę szkoda, bo w Katanii byłem parę lat temu z dwiema koleżankami i miałem to wszystko jeszcze na świeżo w głowie. Ale z drugiej strony dzięki temu mogłem stać się trochę przewodnikiem i poopowiadać więcej o tym, co zwiedzamy.
Nawet zawczasu przygotowałem kilkanaście stron informacji, wydrukowałem w kilku kopiach i rozdałem wszystkim. Tam było o historii wyspy, o historii odwiedzanych miasteczek, kuchni, architekturze, faunie, znanych osobach, muzeach, innych atracjach, komunikacji miejskiej, etc. Tak aby nikt nie jechał w ciemno i doceniał to, co akurat zwiedzamy.
Wyjazd był bardzo udany i cieszę się, że nasza tradycja wyjezdzania w ferie zimowe jest podtrzymywana.
Termin trafiliśmy fajny, bo zahaczyliśmy o pierwsze dni świeta patronki miasta, świętej Agaty. Dzięki czemu dostaliśmy trochę dodatkowych atrakcji (istotne dla mnie, bo miasto już znałem).
Choćby jednego wieczoru spacerowaliśmy sobie z rodzicami i blisko nabrzeża trafiliśmy na dziedziniec, gdzie było zaparkowanych kilka naprawdę mega luksusowych samochodów. Przy wejściu do budynku dwójka ochroniarzy w garniturach. Sporo ludzi, która wyszła na papierosa albo się dotlenić. Byłem ciekaw co tam się właściwie dzieje, więc stwierdziłem - co najgorszego może się stać? Niby jakieś osoby pokazywały bilety przy wejściu, ale większość wchodziła na luzie (zakładałem, że swoje bilety pokazali wcześniej). Więc zrobiłem pewną siebie minę i wbijam do środka. Nie wiem czy ochroniarze zwrcili na mnie uwagę, starałem się nie patrzeć w ich stronę, ale nikt mnie nie zatrzymał.
Okazało się, że w środku jest zwyczajnie pokaz mody. Byla akurat przerwa, stąd tyle osób na zewnątrz. Ja w swoim spacerowym stroju w całkiem chłodny wieczór - polar, adidasy, etc. No wyróżniałem się bardzo mocno na tle wszystkich dookoła, ale miałem nadzieję, że ludzie wezmą to za ekstrawagancje jakiegoś blogera modowego albo coś podobnego xD
Pospacerowałem sobie trochę, zjadłem winogrona i krewetki, ale w końcu podszedł ochroniarz i mnie wyprosił.
Na szczęście Włosi jak to Włosi. Już dawno zauważyłem, że jak się nie sprawia żadnych problemów czy niedogodności, to wystarczy zagrać kartą 'ja jestem turystą, nie rozumiem, nie wiedziałem, przepraszam, juz idę' i nigdy nikt nikomu nie robi problemu. Regularnie to wykorzystuję.
Przykładowo następnego dnia było coś w stylu wyborów miss tygodnia św. Agaty albo coś podobnego. Tu nie udało mi się dostać do głównej części, ale dołączyłem się do grupy jednej z dziewczyn i przynajmniej przeszedłem sobie za pierwszą bramkę pilnowaną przez policję i mogłem wszelkie kandydatki oglądać na spokojnie.
No i Noto. Piękne miasteczko. Piękny barokowy ratusz. Z małą częścią wizytową w środku. Tak na kilka/kilkanaście minut zwiedzania. Tanie bilety, więc weszlismy z rodzicami sprawdzić jak się prezentuje.
Spoiler:
Wychodząc postanowiłem zobaczyć co jest obok, w sąsiedniej klatce schodowej. Okazuje się, że tam (jeśli mnie pamięć nie myli) był już normalnie funkcjonujący urząd miasta. Czas sjesty, nikt za bardzo po korytarzach i schodach nie chodzi, więc idę sobie na górę zobaczyć co tam jest.
Doszedłem na górę klatki schodowej. I tam było wyjście na dach w formie wystającego, oszklonego zabudowania. Ale zamknięte. Części górnej otworzyć nie mogłem, była na kłódkę. Ale mała część przednia była zawiązana tylko na jakąś linkę czy druty. Ponasłuchiwałem kilka chwil, nikt za nami nie poszedł. No to zaryzykowałem i rozplątuję to wszystko.
Po minucie się udało. Dało się to otworzyc na tyle, żeby tak trochę na czworaka, trochę czołgając się wydostać się na dach.
I tutaj podziw dla moich rodziców. Sześćdziesiąt lat na karku i tak bez komentarza oglądają nie reagując jak ich syn włamuje się na dach ratusza i bez mrugnięcia okiem włamują się razem z nim :D
Zdjęcie z wyjścia na górę:

Obrazek

I zdjęcie z samego dachu:
Obrazek


Oczywiście w takich warunkach ciężko byłoby kogoś przekonać, że nie wiedzielismy, że wyjście na dach jest nielegalne ;)
Na szczęście po kilkunastu minutach oglądania miasta z naszego punktu widokowego zeszliśmy nie będąc niepokojeni przez nikogo. Jedynie przy wyjsciu mam wrażenie, że osoba w kasie dziwnie na nas patrzyła. Ale może to tylko moje przywidzenia albo tylko efekt tego, że spędziliśmy tam więcej czasu niż inni.
I kilka innych zdjęć:
Spoiler:
Hobby
Przez ostatnie lata najwięcej czasu zabierały mi trzy hobby: włoska piłka, gry planszowe, taniec. W 2022 roku gry planszowe wygrywały zdecydowanie z tańcem. Patrzac po statystykach zagrałem ponad 200 partii w 67 różnych gier. Poznałem sporo nowych tytułów, parę z nich dołączyło do grona moich ulubionych.
Natomiast to, z czego w tamtym roku byłem zadowolony - to trochę wkręcenie moich rodziców w taką rozrywkę. Staram się dbać na różne sposoby o to, żeby na starsze lata nie 'zdziadzieli' i podrzucam im na wszelkie sposoby coś nowego do nauczenia, zrobienia, etc. I rok temu zaryzykowałem z grą Wsiąść do pociagu - co okazało się być strzałem w dziesiątkę.
Obrazek
I w tym roku udało się dorzucić kilka nowych gier w które zagraliśmy wspólnie. I zawsze fajnie jest obserwować jak z początkowego sceptycyzmu 'za trudne zasady dla nas, nie rozumiemy' szybko wszystko przechodzi w fajną zabawę przez cały wieczór i partia po partii rodzice zaczynają coraz lepiej ogarniać wszelkie decyzje i plany na przyszłe ruchy. Zaczyna się zastanawianie 'A dlaczego akurat to zrobiłeś' czy zaglądanie komuś do arkusza i komentowanie ruchów w wykreślance.
Spoiler:
Natomiast mój rok z planszówkami był dość ubogi. Raptem blisko 100 partii, 25 różnych gier, kilka nowości - ale żadna nie dołączyła do grona moich ulubionych gier. Ale wciąż bardzo dużo rozgrywek jest, z wielu względów, wartych zapamiętania.
Natomiast to, co się zmieniło w tym roku - przekonałem się trochę bardziej do gier solo. Kiedyś traktowałem takie rozgrywki jako coś gorszego, a teraz lubię czasem wieczorem rozlozyć sobie jakąś planszówkę solo i rozruszać trochę szare komórki.
Spoiler:

Nie bez powodu planszówek było w tym roku znacznie mniej. Tutaj zaczął bezsprzecznie królować taniec.
Co ciekawe - przez ponad pół życia nienawidziłem tańczyć. Ale przez kilka zbiegów okolicznosci trafiłem kiedyś na kurs tańca towarzyskiego.
Taniec towarzyski (to tak naprawdę grupa 8-10 tańców) to bardziej gimnastyka niż taniec. Wszystko jest bardzo konkretnie poustalane jak robić, improwizacja jest ograniczona do minimum, ćwiczenie w kółko tego samego układu na potrzeby dopracowania elementów na turniej tańca. Niezależnie czy mówimy o tańcach standardowych (walc angielski, tango, walc wiedeński, quickstep) czy latynoamerykanskich (samba, rumba, cha-cha, jive*).
Sporo zajęć wyglądała tak, że byliśmy ustawiani w 5 rzędów po kilka osób i przez 90 minut ćwiczyliśmy solo ten sam, mały wycinek tańca: trwający może 2 sekundy. Setki powtórzeń z instruktorką pracującą wg starych sowieckich metod: jeśli nie boli to znaczy, że coś robisz nie tak ;)
Ten rok upłynął jednak pod kątem tanga argentyńskiego. A tango argentyńskie to skrajne przeciwieństwo tańca towarzyskiego. Więc taka przesiadka była dla mnie dość dziwna.
Jakby ktoś chciał się dowiedzieć jak to się zaczęło i jak to wygąda w praktyce - wrzucam w spoiler mój wpis z FB sprzed 9 miesiecy.

Spoiler:
To było te 9 miesięcy temu. A obecnie?
Cóż, mówiąc o moim roku tangowym muszę jedną rzecz wyjaśnić. Tanga się uczy po to, aby chodzić na imprezy tangowe - tak zwane milongi. Tam panują pewne zwyczaje i rytuały (częściowo opisane w spoilerze wyżej). Pod względem muzycznym najwazniejszym pojęciem jest tanda - trzy lub cztery piosenki o zbliżonym stylu grane z rzędu. Tandę tańczy się całą z jedną partnerką/partnerem.
A druga kwestia to już klimat samych milong i nastawienie ludzi. Nawet jak na milongę przychodzi para, malzenstwo - to bardzo rzadko tańczą razem niż kilka tand. Często ograniczają się do dwóch: pierwszej i ostatniej. Bo tango to bardzo społeczny taniec i kulturowo prawie zawsze taki był. Tańczy każdy z każdym.
A zapraszać do tańca można bardzo łatwo i bardzo subtelnie. Ale, ponownie, odsyłam do spoilera.
Wobec czego na milongach bardzo łatwo potańczyc z wieloma osobami i nawiązać wiele nowych znajomosci. Nic nie stoi na przeszkodzie by jednego wieczoru zatańczyć 20 tand z 20 różnymi partnerkami (często tak robiłem).

Tak więc moje tango A.D. 2023 rozdzielam na dwie kwestie. Naukę na wszelkich kursach, praktykach i warsztatach oraz milongi.
Patrząc na dane zebrane dzieki opasce w minionym roku na nauce tanga spędziłem łącznie 226.5 godziny. Rozłożyło się to na 120 różnych dni. Szacuję, że wydałem tutaj koło 6-7 tysięcy zł. Ponad połowę tego czasu poświęciłem w pierwsze 4.5 miesiaca roku. Później już ograniczyłem nieco lekcje grupowe na rzecz wszelkich warsztatów z osobami, których normalnie w Poznaniu bądź nawet Polsce nie ma i prezentuja wyższy poziom niż lokalni instruktorzy.

Ale ten festiwal sprzed 9 miesięcy zmienił trochę w moim podejściu. Trochę uznałem, trochę zostałem przez koleżankę przekonany, że czas zacząć wykorzystywać fakt, że już całkiem nieźle mi tango idzie. I zamiast na kolejne zajęcia - zacząć chodzić jak najczęściej na milongi.
Tak zrobiłem.
Patrząc pod tym kątem ten rok był wyjątkowo imprezowy, najbardziej w życiu, ponieważ pojawiłem się na dokładnie 99 milongach (a było jeszcze też trochę tanecznych imprez z innych tańców). Więc tangowy sylwester, zgodnie z planem sprzed 3 tygodni, będzie tegoroczną milongą numer 100 :)
Ale to nie oznacza, że tańczyłem tango w 219 dni w roku - dość często zdarzało się, że tego samego dnia miałem zarówno zajęcia, jak i milongę.

Tu z festiwalu tanga:
Obrazek

A tu z zajęć z towarzyskiego, a dokładnie trenując jive.
Obrazek

Parę dodatkowych zdjęć (jestem tylko na kilku pierwszych):
Spoiler:
Efektem tych dwóch zainteresowań wyżej jest to, że strasznie mi się w ostatnim czasie rozrosło grono znajomych. Co ciekawe planszówki odpowiadają za dużą ilość kolegów, taniec za dużą ilość koleżanek. Chociaż nie powinno być w tym nic zaskakującego.
I serio - jako dość mocny introwertyk nie spodziewałem się, że kiedyś doczekam się tak dużego grona. Nie w moim wieku, gdzie ponoć bardzo ciężko jest znaleźć nowych znajomych. Zwłaszcza pracując zdalnie.
Pobocznym efektem jest więc to, że ciągle mnie ktoś gdzieś wyciąga. Czy to standardowo na piwo, kawę, spacer, kino, karaoke, zoo czy pub quiz. Ale też, mniej lub bardziej bezpośrednio, przez wpływ znajomych parę nowych rzeczy udało się w tym roku zrobić. Nawet jeśli nie są to żadne nadzwyczajne czynności. Ot: upiekłem swój pierwszy chleb z samodzielnie przygotowanego zakwasu (i pierniczki też upiekłem). Zrobiłem pierwsze wędliny dojrzewające. Pierwszy raz byłem na skałkach. Namalowałem swój pierwszy obraz na płótnie (mimo że malować czy rysować nie potrafię), recytowałem na wieczorku poetyckim swój wiersz (to przez przegrany zakład - nie muszę dodawać, że wierszy też nie umiem pisać). Koleżanka wyciągnęła mnie na Światowy Festiwal Wikliny i Plecionkarstwa (ale wśród zdjęć niżej nie będzie zdjęcia tego, co mi wyszło gdy próbowałem pleść własny koszyk xD), tworzyłem małe rękodzieła na cele charytatywne (coś się nawet sprzedało! :) ). Dzięki tangu poznałem dwie dziewczyny - jedna gra w filharmonii na skrzypcach, druga na flecie. Skutkuje to darmowym wejściem jeśli tylko mam czas w piątek wieczorem albo zaproszeniami na różne koncerty. Niedawno trafiłem też na wystawę obrazów mojej koleżanki. Były to malowane ptaki w dość nietypowej odsłonie (fotki niżej). Zrobiłem też swój pierwszy gliniany kubek.
Ogólnie w tangu, co nie powinno dziwić, jest całkiem sporo dziewczyn związanych z sztuką, muzyką, etc.

Obrazek

Standardowo kilka zdjęć:
Spoiler:
Co dalej?
Ze względu na tango postanowiłem się nauczyć języka hiszpańskiego. Prędzej czy później będę chciał potańczyć w stolicy tanga, więc warto umieć się jakoś dogadywać.
Zacząłem naukę 7 stycznia. Uczę się właściwie niemal wyłącznie z duolingo i do tej pory nie ominąłem żadnego dnia. Statystyki z duolingo:
Obrazek
I jak oceniam naukę?
Patrząc na czas - bardzo słabo. Wychodzi średnio nieco ponad 30 minut dziennie przez 353 kolejnych dni. W praktyce mniej, bo zdarzało mi sie zostawiać telefon z włączoną lekcją i duolingo zamiast 3 minut policzyło mi 4 godziny. Ale wciąż z pewnością średnio poświęcałem przynajmniej koło 27 minut na duolingo dziennie.
Natomiast tu trzeba spojrzeć przez pryzmat trzech kwestii:
a) bardzo słabo mi wchodzą języki. O ile taka matematyka wchodziła mi bez najmniejszego trudu, chemia umiarkowanie, o tyle od zawsze nauka języka obcego była dla mnie trudna,
b) duolingo jest po prostu kiepską aplikacją do samej nauki języka. Jest mało tłumaczenia reguł, powtórki są totalnie losowe (nie mogę wybrać co dokładnie chcę powtórzyć), sporo rzeczy należy samodzielnie się domyślać z kontekstu ćwiczeń.
Natomiast to, w czym duolingo jest dobre, to efekt grywalizacji - nauka języka poprzez zbliżenie tego procesu do gry w której rywalizuje się z innymi osobami albo zdobywa różne osiagnięcia. Zapewne gdybym próbował się uczyc w bardziej konwencjonalny sposób (książki, inne kursy, etc.) to już dawno bym zrezygnowął. Natomiast zaakceptowałem duolingo z pełnym dobrodziejstwem inwentarza. Nawet jeśli często jest to bardzo mało efektywne i skupiam się na farmieniu punktów a nie nauce. ALE alternatywą w tej sytuacji nie jest bardziej efektywna nauka, ale brak nauki w ogóle. Bo dochodzimy do kwestii trzeciej...
c) czas poświęcony na duolingo w większości byłby czasem straconym. Bo odpalam apkę kiedy jadę tramwajem, umówiłem się z kimś i czekam, jestem w kinie i liczę na scenę po napisach, stoję w dłuższej kolejce w sklepie, mam jakiegoś calla w pracy, na który mogę poświęcić połowę mojej uwagi, gotuję obiad i musze jedynie mieszać coś od czasu do czasu. Czyli czas, który normalnie ludzie poświęcają na scrollowanie instagrama czy facebooka, oglądanie tiktoków, etc.
Docelowo na pewno chcę przeskoczyć na normalne lekcje z lektorem. Zapewne w przyszłym roku dalej ograniczę trochę czas poświęcony w tygodniu na naukę tanga, zostawię sobie wyłącznie lekcje indywidualne i jakieś weekendowe warsztaty. Będę miał więcej czasu na regularne zajęcia i tak wstępnie myślę, że od września zapiszę się na 'prawdziwy' kurs. Ale wtedy go sobie zacznę od B1, a nie od zera.
Tak więc biorąc pod uwagę te wszystkie kwestie - jestem bardzo zadowolony z tego, że trzymam się dzielnie w nauce, jestem w stanie się dogadać na podstawowe tematy i coraz częściej łapię się na tym, że, przykładowo, słuchając sobie muzyki do tanga, rozumiem coraz dłuższe fragmenty tekstu. Nawet jeśli podczas pierwszej rozmowy po hiszpańsku, z pewną dziewczyną z Argentyny, po tym jak zakończyliśmy tańczyć - pochwaliłem ją, że ma bardzo ładnego, długiego konia.

A propos. Wcześniej wspominałem, że staram się rodzicom podrzucać różne nowe rzeczy, żeby utrzymywali sprawność umysłową na starsze lata. Kilka lat temu moja mama postanowiła zacząć uczyć się angielskiego. Nie wiem czy by nie zrezygnwowała gdybym jej często w tym nie wspierał. I gdy w tym roku brakowało jej nauki angielskiego w wakacje, kiedy jej szkoła miała przerwę - zainstalowałem jej duolingo.
I się strasznie wkręciła. Szkoda, że kurs jest taki krótki, bo już zdążyła go przejść w całości - ale dzięki aplikacji poszerzała swoje zdolnosci angielskiego. A jednoczesnie ja mogłem sobie w sieci podglądać jak robi postępy i w sobotę o 8 rano, widząc, że właśnie przybyło jej trochę expa, pisałem jej wiadomości w stylu 'Ledwie oczy otworzyła i już do telefonu' ;]

A z ostatnich ciekawostek to wg opaski przespacerowałem w tym roku 2999 kilometrów (licząc od 6 stycznia)
Obrazek
Statystyki miesięczne:
Spoiler:
Wychodzi 10650 kroków dziennie, średnio 8.5 km. Byłoby łatwiej gdyby nie praca zdalna.
I jeśli ktos ma ochotę skomentować, że łatwo nabić dużą ilość kroków przy takiej ilości tańca - to jest wręcz przeciwnie. Opaska nie radzi sobie z tańcem. Głównym powodem dla którego zacząłem rejestrować na niej zajęcia taneczne był trening jive'a. Instruktorka narzuciła wysokie tempo na krótkiej choreografii w której były same kicki i odbicia przy szybkiej muzyce. I tak półtorej godziny. Ludzie dostawali zadyszki, część uciekała z sali, mi tam tętno skakało powyżej 165 uderzeń na minutę, ledwie się trzymałem - a tu opaska wibruje z komunikatem 'Brak aktywności fizycznej przez godzinę, pospaceruj chociaż trochę' xD
I tak na wszystkich zajęciach tanecznych. Nie ważne co, nie wazne jaki taniec, jakie figury, jak bardzo intensywnie - opaska w porywach zliczała kilkadziesiąt, moze 100 kroków w godzinę.

I to w sumie tyle. No, prawie - bo nie o wszystkim mogę publicznie pisać ;)
A pewnie też sporo zapomniałem.
Będę bardzo miło wspominał ten rok. Zostaje sobie życzyć, aby przyszły był podobny. Ale nawet jeśli będzie trochę gorszy, to wciaż będzie bardzo udany.

Awatar użytkownika
sci
Legenda Futbolu
Legenda Futbolu
Posty: 18630
Rejestracja: 12 cze 2005, 16:52
Reputacja: 2745
Lokalizacja: zza miedzy

Podsumowanie roku

Post Wyświetl pojedynczy post autor: sci » 25 gru 2023, 22:36

futbolowa pisze:
20 gru 2023, 10:27
venomik pisze:
20 gru 2023, 10:23
futbolowa pisze:
20 gru 2023, 10:14
- wydałam książkę w czołowym wydawnictwie biznesowym w kraju
O. Podrzucisz tytuł ksiązki? :)
Ps: gratulacje!
Dzięki!
"Pisz. Publikuj. Działaj": https://klaudynamaciag.pl/produkt/pisz- ... j-ksiazka/
czy jest to książka dla stawiającej pierwsze kroki w publikowaniu recenzji książek 12-latki?

Awatar użytkownika
venomik
Gwiazda
Gwiazda
Posty: 6382
Rejestracja: 21 maja 2007, 19:00
Reputacja: 1986

Podsumowanie roku

Post Wyświetl pojedynczy post autor: venomik » 26 gru 2023, 12:16

Jeszcze jedną fotkę miałem wrzucić. Minusem tego, że sie mało gra, jest problem, że ciężko zmniejszyć kolekcję gier. Może nie sprzedaję gier przesadnie często, ale jak w coś zagram parę razy i mi się nie spodoba to jednak ostatnio ląduje na olx czy grupach na FB.
Niestety w tym roku grałem mniej, więc ciężko było mi ograć wszelkie zalegające gry odpowiednią ilość razy i chyba przez cały rok niczego się nie pozbyłem.
A miejsce nie jest z gumy.

Obrazek

Jest jeszcze mała porcja gier, które się na zdjęciu nie zmieściły - nie mam miejsca na regałach i muszę trzymać na parapecie.
Ostatnio zmieniony 26 gru 2023, 12:30 przez venomik, łącznie zmieniany 2 razy.

Awatar użytkownika
Ilka
Laureat Złotej Piłki
Laureat Złotej Piłki
Posty: 13903
Rejestracja: 16 cze 2017, 17:37
Reputacja: 2539
Kibicuję: Widzew Barca MU Juve

Podsumowanie roku

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Ilka » 26 gru 2023, 12:22

No no ładna kolekcja :)

Awatar użytkownika
venomik
Gwiazda
Gwiazda
Posty: 6382
Rejestracja: 21 maja 2007, 19:00
Reputacja: 1986

Podsumowanie roku

Post Wyświetl pojedynczy post autor: venomik » 26 gru 2023, 12:31

Ilka pisze:
26 gru 2023, 12:22
No no ładna kolekcja
Dziękuję :)

Uzbierało się przez lata. A poźniej większość ksiażek musze upychać na szafach i w innych dziwnych miejscach - bo jednak planszówki warto mieć jakoś na widoku. Jak ktoś wpadnie pograć to da się szybko wybrać odpowiedni tytuł. Jak jakaś ksiażka leży na szafie to raczej nic nie tracę przez to.

Jakby ktoś był ciekaw ile wydałem na planszówki w zyciu, to...
Spoiler:

Awatar użytkownika
Ilka
Laureat Złotej Piłki
Laureat Złotej Piłki
Posty: 13903
Rejestracja: 16 cze 2017, 17:37
Reputacja: 2539
Kibicuję: Widzew Barca MU Juve

Podsumowanie roku

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Ilka » 26 gru 2023, 12:53

No to trochę kasy Cię to kosztowało :) Ja mam tylko jedną grę: Kolejkę (za PRLu). Za to na książki nie mam problemu by kasę wydawać. W tym okresie nam ochotę przeczytać coś w klimacie świąt to sobie kupuje. Mam ochotę na kryminał to też kupię, o sportowych nie wspominając ;)

Niestety ostatnio mam problem ze znalezieniem czasu i weny na przeczytanie dwóch książek ... Może w styczniu nadrobię ...

Awatar użytkownika
venomik
Gwiazda
Gwiazda
Posty: 6382
Rejestracja: 21 maja 2007, 19:00
Reputacja: 1986

Podsumowanie roku

Post Wyświetl pojedynczy post autor: venomik » 26 gru 2023, 13:10

Ilka pisze:
26 gru 2023, 12:53
No to trochę kasy Cię to kosztowało
Chciałbym powiedzieć, że rozłożyło się to na wiele lat, bo intensywnie w planszówki gram tak z 12 lat. Ale tak naprawdę przez pierwszy okres nie kupowałem zbyt wiele. Spotykalem sie wtedy z dziewczyną, która nie miała w tym umiaru i jak jej coś wpadło w oko to kupowała. I nawet jak się rozstaliśmy to grywaliśmy razem często + inni znajomi z planszówkami. W tym roku też pewnie kupiłem tylko ddoatki do Marvel Champions. Więc pewnie tak 2/3 tych wydatków planszówkowych to było w jakieś 4 lata.
Ilka pisze:
26 gru 2023, 12:53
Za to na książki nie mam problemu by kasę wydawać.
A często wracasz do jakiegoś tytułu wcześniej przeczytanego? :)

ODPOWIEDZ

Wróć do „Hyde Park”