Umiesz pisac, Udowodnij !! - Strona 16

Chwila oddechu dla stałych bywalców i świeżych owieczek. Trunki oraz coś na ząb w gronie znajomych, jak i dla tych którzy chcą podumać bądź przygadać sobie ramię w ramię z barmanem.
Awatar użytkownika
Smithu
Lider Drużyny
Lider Drużyny
Posty: 1309
Rejestracja: 05 lip 2005, 9:32
Reputacja: 0

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Smithu » 04 wrz 2005, 15:10

Jasne, pod warunkiem ze nie bedzie to szkolne wypracowanie.

Sergeboy
Pierwszy Skład
Pierwszy Skład
Posty: 401
Rejestracja: 31 maja 2004, 16:12
Reputacja: 0
Lokalizacja: Kraków

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Sergeboy » 04 wrz 2005, 15:19

'kay

no to tak...na poczatek moje opowiadanie, ktore zawiesilem ze wzgledu na to iz uznalem ze mam do dupy g. bohatera

Bardzo chore opowiadanie Siergieja

ROZDZIAŁ I
Martin podążał właśnie w dół schodów prowadzących do tunelu metra – miasta Erengrad. Spojrzał na zegarek i stwierdził, że metro przyjedzie za jakieś 8 minut. W myślach powiedział sobie „znając to cholerne miasto to można pewnie doliczyć kolejne 8”. Uśmiechnął się lekko i skręcił w prawo, w stronę najbliższej stacji. Grzywka nieuczesanych i przetłuszczonych, czarnych włosów łagodnie opadała na jego wysokie czoło niemal zasłaniając duże, piwne oczy, którymi rozglądał się bacznie po, zdewastowanym przez młodzież i ciągnącą się wojnę, tunelu Erengradzkiego metra. W kieszeni swoich czarnych sztruksowych spodni odkąd pamięta nosił swojego „małego przyjaciela” – nóż typu butterfly. Ale częściej służył mu do obrony przed dresiarzami i skinami niż do zgładzania swoich ofiar. Do tego używał swoich dwóch pistoletów typu „Desert Eagle”, które trzymał w wewnętrznych kaburach znajdujących się w jego skórzanej, brązowej kurtce. Trzymał w niej też kilka innych, przydatnych rzeczy jak gadżety do kamuflażu, zapasowe magazynki z amunicją czy fałszywe dokumenty. Im dłużej pracował jako płatny zabójca, tym bardziej przekonywał się, że obszerne kieszenie to bardzo ważna rzecz w tym zawodzie.
Gdy Martin Hateman, a według dokumentów Eddy Farenhost doszedł do stacji i podwinął delikatnie rękaw swojej kurtki, by rzucić okiem na zegarek, poczuł, że ktoś klepie go po prawym ramieniu. Odruchowo się odwrócił i zdążył tylko zauważyć dużą dłoń, zaciśniętą w pięść z nałożonym kastetem, która z zadziwiająco dużą prędkością zmierzała w stronę jego nosa. Gdy cios dotarł do celu, mężczyzna zachwiał się, aczkolwiek utrzymał równowagę i delikatnie pomacał ręką okolice swojego nosa. Stwierdził, że jest on złamany i obficie leje się z niego krew, lecz w tych okolicznościach nie miał zbyt wiele czasu na zajęcie się tym, gdyż naprzeciwko niego, stało trzech młodych dresiarzy. Stwierdził, że w zasadzie nie różnią się od siebie niczym. Szare dresy, łyse głowy, krok na wysokości kolan i kastety na dłoniach.
-Dawaj całą kasę cwelu albo rozpierdolę Ci ryj tak, że cię matka nie pozna! – krzyknął na Hateman’a ten sam chłopak, który wcześniej go uderzył.
-Drogi chłopcze. Uprzejmie radzę Ci byś razem z kolegami odszedł stąd zanim będę zmuszony zrobić Ci krzywdę – odparł „Eddy” zmuszając się na niezwykle uprzejmy ton.
-Tak [k****]?! To pokaż, co potrafisz gnoju! – krzyknął „łysy” i rzucił się z pięściami na Martina, a za nim jego „klony”. Bohater niedbale sparował dwa pierwsze ciosy przeciwnika, a by uniknąć ataków jego kompanów odskoczył w tył i wyciągnął swojego butterfly’a, po czym natarł na najbliższego z oponentów wbił mu nóż pomiędzy czwarte a piąte żebro – w serce. Nie lubił zabijać ludzi innych niż swoje cele, ale miał świadomość, że w tej sytuacji nie miał innego wyjścia. Zanim ogromne zwłoki z małą dziurą w klatce piersiowej upadły na ziemię, Martin wyciągnął z nich „motylka” i ponownie odskoczył, z gotowością do następnego natarcia na przeciwników. Ci popatrzyli najpierw na zwłoki kompana, a potem wymienili pełne zdziwienia spojrzenia i ponownie ruszyli na Hateman’a. Martin ze stoickim spokojem złapał nadlatującą rękę przeciwnika i szybkim ruchem złamał ją w łokciu, czemu towarzyszyło charakterystyczne chrupnięcie i krzyk „łysego”, który już po chwili został popchnięty na swojego kompana, co spowodowało upadek obojga dresów. Zabójca zastanawiał się przez moment czy nie pozbawić dwójki napastników życia, ale zrezygnował z tego, gdy spojrzał w małe, pełne strachu i zaskoczenia oczy. Martin odwrócił się, a jego przeciwnicy zniknęli tak szybko jak się pojawili, z tą różnicą, że w niepełnym składzie. Martin spojrzał na zegarek i stwierdził, że nadszedł czas na to, by odrobinę zmienić swój wizerunek. Wyciągnął z kieszeni sztuczne wąsy i ciemne okulary. Po tym przypruszył włosy jakimś proszkiem by sprawiały wrażenie lekko siwawych. Chwilkę po tym nadjechało metro, w którym miał znajdować się cel Martina – Voytech Borovitch. Hateman miał go zabić i zabrać mu płytę, na której znajdowały się ważne dla pracodawcy Martina dane. Zabójca nie wiedział, co to za dane, nie znał nawet swego zleceniodawcy, ale póki ten dobrze mu płacił, nie obchodziło go to. Gdy tylko wsiadł do metra, zobaczył siedzącego naprzeciwko wejścia i czytającego gazetę, drobnego blondyna. Flanelowa, kraciasta koszula, poplamiona czymś czerwony. Martin z początku pomyślał, że to krew, ale uznał, że ktoś taki nie jest w stanie nikogo zabić. Od razu wiedział, ze ów człowiek to Borovitch, więc usiadł obok niego i rozglądnął się po wagonie. Poza nim i Borovitchem, po drugiej stronie wagonu znajdowało się dwóch dobrze zbudowanych męszczyzn. Pierwszy nosił na sobie niczym niewyróżniające się jeans’y i białą bluzkę. Jego czarne niezbadane włosy opadały na ramiona, a duże niebieskie oczy uparcie wpatrywały się w siedzącego naprzeciwko niego mężczyzny, z krótko przystrzyżonymi rudymi włosami i piegami na twarzy, na której znajdowały się malutkie świńskie oczka. Jego skórzana kurtka bez ramion odsłaniała pokaźną ilość mięśni i tatuaży na rękach.
Martin wsadził delikatnie rękę pod kurtkę i wyciągnął srebrnego eagle’a z kabury, aczkolwiek dalej trzymał go zabezpieczonego pod kurtką. Ponownie omiótł wzrokiem wagon i zauważył, że dwójka rosłych mężczyzn, co jakiś czas rzuca, na jego wsuniętą pod kurtkę dłoń, ukradkowe spojrzenia. Odrobinę go to zaniepokoiło, ale uznał, że to dal tego, iż za pewne, odrobinę dziwnie wygląda w takiej pozycji. Poza tym doszedł do wniosku, że gdyby stawiali opór będzie miał wystarczająco dużo czasu by po zabiciu Voytecha Borovitcha, zastrzelić również ich. Ta myśl napawała go spokojem i optymizmem. Postanowił, że zabije swój cel strzałem w tył głowy, gdy ten będzie wysiadał. Jednak przeliczył się. Na dwie stacje przed pętlą metra dwóch osiłków podniosło się ze swoich siedzeń zaczęło iść w ich stronę. Hateman spojrzał w stronę Borovitcha i zauważył, że ten wstaje i podchodzi do wyjścia. Pomyślał, więc, że pozostali panowie wysiadają na tej samej stacji i dla tego się zbliżają. Lecz brutalna prawda niestety okazała się zupełnie inna. Gdy tylko Martin znalazł się w zasięgu wytatuowanych łap, te brutalnie pochwyciły go i cisnęły nim o podłogę metra. Hateman niemal odruchowo wyciągnął swój pistolet i odbezpieczył go, lecz nim zdążył wypalić, drugi z osiłków wykopał mu broń z ręki, a ta poszybowała w przód i uderzyła o drzwi prowadzące do drugiego wagonu. Zanim zdążył cokolwiek zrobić otrzymał jeszcze kilka potężnych kopnięć w brzuch od goryli Borovitcha. I nagle, ten niepozorny blondyn ryknął potężnym głosem „Dość!”, a osiłkowie natychmiast przestali go bić. Nastał moment milczenia, a pociąg zatrzymał się na stacji.
-Bierzemy go – syknął Borovitch do swoich kompanów.
-Robi się – odparł długowłosy i wyszczerzył zęby, które bardziej przypominały kły, a następnie uderzył Hatemana w głowę, a ten natychmiast stracił przytomność.

ROZDZIAŁ II
Hateman obudził się z, wręcz niesamowitym, bólem głowy. Myślał, że za chwile pęknie mu czaszka i wystrzeli jego mózg na jedną ze ścian, słabo oświetlonego zwisającą z sufitu żarówką, obskurnego pokoiku. Z trudem podniósł się do pozycji siedzącej i stwierdził, że znajduje się na drewnianym stole, mniej więcej na środku tego małego pokoiku. Próbował dokładniej przyjrzeć się „okolicy”, lecz pomieszczenie było prawie zupełnie puste. Poza stołem i kilkoma krzesłami przy nim, były tu tylko drzwi, przy których ktoś stał. Ów ktoś, był na tyle dobrze zbudowany, że skutecznie uniemożliwiał przyjrzenie się drzwiom, zwłaszcza przy tak słabym świetle. Odwrócił głowę w drugą stronę i zobaczył dwie znajome twarze, słabo widoczne w bladym świetle słabej żarówki, aczkolwiek Martin nie mógł ich nie rozpoznać. Borovitch i jego długowłosy kolega. Już nie musiał się wpatrywać w strażnika drzwi by wiedzieć, że to ten wytatuowany rudzielec, który tak mocno rzucił nim w metrze.
-Witam pana, panie Hateman – zaczął spokojnie Borovitch – lub, jeśli pan woli, Edwardzie Farenhost.
-Ale…? – tysiące pytań kłębiło mu się w tak niesamowicie bolącej głowie, skąd wiedzieli, że spróbuje zabić Voytecha, skąd znali jego prawdziwe nazwisko, gdzie jest, kim oni tak naprawdę są itp. A On nie wiedział, które z nich zadać najpierw -…skąd wiedzieliście? – wydusił wreszcie.
-Zanim zaczniesz zadawać pytania, najpierw odpowiesz na jedno, bardzo proste – mówił Borovitvh a na jego twarzy pojawił się ledwie widoczny uśmiech, nagle zbliżył twarz do twarzy Martina – współpraca albo śmierć – syknął.
-A czego ma dotyczyć współpraca? – spytał Martin, choć wiedział co wybierze, niezależnie od tego jaką usłyszy odpowiedź.
-Mam to rozumieć jako wybór tej pierwszej opcji? – odparł Borovitch oddalając swoją twarz od twarzy Hateman’a, a ten tylko się uśmiechnął i skinął głową – a więc postaram się panu mniej więcej przedstawić o co nam chodzi. Za pewne czytał pan w gazetach, lub widział w telewizji, wywiady z wieloma urzędnikami państwowymi. Twierdzą, że w Erengradzie działa grupa wywiadowcza z Lunar – państwa, z którym jak wiesz prowadzimy wojnę. A pan pewnie myśli, że pan tych szpiegów zabija. Niestety prawda jest zupełnie inna. Owa grupa wywiadowcza, to my – Hateman otworzył szeroko usta i wpatrywał się w Voytecha Borovitcha, różne myśli plątały mu się teraz po głowie, w prawdzie w gazetach pisano, o morderstwach popełnianych na kolejnych szpiegach, ale nie miał pojęcia kto mu zleca te morderstwa, teraz zaczynał mieć złe przeczucia.
-Proszę kontynuować – w końcu rzekł Martin i starał się zachować spokój, jednak Borovitch widział, że kropelki zimnego potu powoli spływają mu po twarzy, a najgorsze miało dopiero nadejść.
-Tak naprawdę, jesteśmy Orlandzkim ruchem oporu, obecnie działamy tu – w Erengradzie, stolicy Orlandu. Tak naprawdę, szpiedzy są obecnie są właśnie w naszym rządzie. Wojna trwa od dziesięciu lat. Popatrzmy teraz na trzech drani, którzy najwięcej pieprzą o nas, jako szpiegach. Leedloom, minister spraw zagranicznych, pieprznięty tłuścioch, w rządzie od ośmiu lat, Easton, cholerny alfons, premier od czterech lat, polityką w naszym kraju zajmuje się od dziewięciu i Hein, sekretarz obrony, obecnie najważniejsza po prezydencie osoba w państwie, od dziewięciu lat w polityce, od dwóch sekretarz obrony, co dziwniejsze od tych dwóch lat przegrywamy bitwę za bitwą. Oczywiście to od ilu lat są politykami, nie jest naszym jedynym dowodem, mamy swoje źródła, których nie możemy Ci ujawnić, aczkolwiek wiemy, że wprowadzali oni kolejnych agentów do rządu i pomagali im awansować na wyższe szczeble. Przez co dziś około piąta część polityków w samym Erengradzie, to cholerni szpiedzy, nie mówiąc o innych miastach Orlandu, ale to Erengrad – stolica, jest obecnie najważniejszy. I tak się składa, że wynajmowali Cię oni po to, byś eliminował kolejnych, niewygodnych członków ruchu oporu. I wiesz, co? Kawał z Ciebie pieprzonego sukinsyna i z zajebistą rozkoszą teraz bym Cię zabił, ale na swoje szczęście jesteś nam potrzebny. Więc jak? Dołączysz do ruchu oporu czy dasz mi te przyjemność i pozwolisz się zabić – ostatnie zdanie przesączone było tak niesamowitą nienawiścią, że Martin aka Eddy doszedł do wniosku, że faktycznie musi im być bardzo potrzebny skoro Borovitch jeszcze go nie zabił.
-Będę współpracował…ale powiedz mi, skąd wiedziałeś, że teraz kolej na Ciebie – z trudem wydusił z siebie Hateman.
-To proste, zabiłeś już niemal wszystkie nasze „grube ryby”. Toteż jasne było, że teraz moja kolej, w końcu jestem tu przywódcą, poza tym, ze swoim zleceniodawcą kontaktowałeś się, przez e-mail, a że cudzą pocztę łatwo przeczytać, toteż pisaliście szyfrem. Ale nie przewidzieliście, ze my go złamiemy – powiedział tym razem bardzo spokojnie przywódca ruchu oporu.
-A płyta? Co na niej było? Do tej pory miałem tylko usuwać, teraz doszło jeszcze odebranie płyty – spytał blady jak ściana Martin.
-Wasz cholerny szyfr. Bałem się, ze kiedyś zniszczycie bazy danych w naszych komputerach, więc zawsze nosiłem przy sobie płytę z tym szyfrem – „zniszczycie”, to słowo załamało zabójcę. Borovitch jasno dał tym do zrozumienia, że Martin powinien czuć się współwinny temu, że Orland przegrywa wojnę. I tak właśnie się czuł.
-Ale, po co ja jestem wam potrzebny? – Hateman wreszcie zadał najbardziej nurtujące go pytanie.
-Bo mówią o Tobie, że jesteś najlepszy. A do tego te cholerne skurwiele myślą, że jesteś po ich stronie. Sądzę, że wykażesz odrobinę zdrowego rozsądku i staniesz po naszej stronie.
-Chyba nie mam wyjścia – Martin uśmiechnął się nerwowo, po czym wreszcie zeszedł ze stołu i poczuł w swoim kręgosłupie niedogodności spania na takowym stole.
-Ah! Zapomniałbym przedstawić Ci moich najbliższych współpracowników – wykrzyknął nagle Voytech – ten – wskazał na długowłosego – to Akash Kumar, mój ochroniarz, dzięki swoim szerokim znajomością na całym świecie, zaopatruje nas w broń i amunicję, natomiast on – tu wskazał na cień stojący przy drzwiach – to mój drugi ochroniarz Siergiej Ivanov, główny egzekutor w ruchu oporu. No cóż pora się żegnać – Borovitch wsunął Martinowi jakąś kartkę, do kieszeni kurtki, a następnie wymierzył mu potężny cios w tył głowy. Płatny Zabójca stracił przytomność bezwładnie osunął się na ziemię – znowu.

ROZDZIAŁ III
Hateman obudził się w swoim apartamencie w hotelu przy St. Peter street. Był jedną z niewielu nie-medialnych lub nie-rządowych osób, które mogły sobie w tym mieście pozwolić na wynajem luksusowego apartamentu w ErenStar – jednym z najdroższych hoteli w mieście. Martin ponownie czuł, ten przeszywający ból głowy, którego miał okazję doświadczyć już, jak sądził, niedawno. Poszukał ręką wewnętrznych kabur w kurtce. Deser’y były na swoim miejscu, obydwa zabezpieczone. Następnie sięgnął do kieszeni spodni. Butterfly również był tam gdzie być powinien. W tym momencie przypomniał sobie o kartce, którą Borovitch włożył mu do kieszeni zanim go ogłuszył. Szybko sięgnął do kieszeni kurtki i wyjął małą, starannie poskładaną karteczkę. Gdy ją rozłożył, okazało się, że wbrew pozorom wcale nie jest taka mała. Była formatu A5, a więc „zeszytowego”. Ktoś czarnym długopisem mało starannie, wręcz nabazgrał na niej:
„Przed swoim pracodawcą masz udawać, że wykonałeś zadanie,
weź od niego kolejne zlecenie i idź
do barmana w nocnym klubie „Hawk” przy Rose Street.
Powiedz, że jesteś umówiony z przedstawicielem katolickiej organizacji „Ave Chrystus”.
Gdy spyta Cię o jego nazwisko odpowiedz Voytech Borovitch.
Reszty dowiesz się, kiedy już się spotkamy.
Pamiętaj, że jeśli coś spieprzysz to z nieukrywaną przyjemnością rozwalę Ci łeb”
Po przeczytaniu tej krótkiej wiadomości, Martin siedział przez chwilę na łóżku w bezruchu i wpatrywał się w okno wychodzące centrum, zniszczonego wojną Erengradu. Po chwili wstał i podszedł do swojego biurka, na którym ustawiony był laptop. Włączył go i wysłał do swego pracodawcy zaszyfrowany e-mail, w którym napisał, że zgładził Voytecha Borovitcha i oczekuje następnego zlecenia. Odszedł od komputera i z natłokiem myśli kłębiących mu się w głowię ruszył w stronę lodówki i wyjął z niej zimnego „Doga” i nalał sobie pełną szklankę. Nie pamiętał, żeby kiedykolwiek piwo aż tak mu smakowało, jak teraz. Ponownie usiadł przed laptopem i popijając zimne piwo zaczął układać pasjansa w oczekiwaniu na meila z kolejnym zleceniem. Nie udało mu się ułożyć kolejnych pięciu pasjansów, więc wszedł na stronę Orlandzkiego portalu informacyjnego pogrążył się w lekturze najnowszy wiadomości. Sądził, ze za kilka godzin pewnie pojawi się tu wiadomość o śmierci Borovitcha – uśmiechnął się na tę myśl i zaczął czytać wypowiedź Marka Hein’a – sekretarza obrony, o tym, że w kraju jest już coraz mniej szpiegów dzięki znakomicie działającemu systemowi tropienia ich. Czytając to, zabójca uświadomił sobie, iż Borovitch miał rację, bo wielu polityków faktycznie, od dawna karmiło społeczeństwo tym stekiem idiotycznych bzdur. Akurat, gdy Martin kończył drugą szklankę „Doga” z głośników laptopa wydobył się ponury głos „You’ve Got a mail”. Hateman szybko przeczytał wiadomość. O Chryste – pomyślał, a kropelki zimnego potu zatańczyły na jego pobladłej twarzy – jego pracodawca kazał mu zabić prezydenta George’a Callahan’a podczas jutrzejszego przemówienia i oznajmił, że przelał na konto Martina pieniądze za Borovitcha. Do tej pory zabijał tylko nic nieznaczących dla niego członków ruchu oporu. A teraz chcieli od niego by zamordował prezydenta. Zmierzając w stronę wyjścia z hotelu, Hateman zastanawiał się jak na wiadomość o jego nowym celu zareaguje Voytech. Gdy wyszedł na St. Peter Street wsiadł do taksówki – był zbyt podekscytowany i do tego nie dawno pił, więc bał się jechać własnym samochodem żeby nie spowodować jakiegoś wypadku.
-Na Rose Street – rzucił Martin i wygodnie rozsiadł się na tylnym siedzeniu.
-Do Hawk’a? – odrzekł wesołym głosem brodaty taksówkarz, który jak widać często kursował tą trasą.
-Owszem – odparł Hateman i zmusił się do sztucznego uśmiechu, a taksówkarz obrzydliwie zarechotał. Brodacz próbował go jeszcze zagadywać, ale Martin milczał jak grób, gdyż myślami błądził zupełnie gdzie indziej. Jechali zaledwie kilkanaście minut, a Hatemanowi zdawało się, ze minęła cała wieczność lub jeszcze więcej. Za przejażdżkę zapłacił 39 Orlandolarów i stanął przed nocnym klubem „Hawk”. Powoli zapadała noc i obskurny budynek klubu od innych różnił się tylko dużym, świecącym na różowo neonem, przedstawiającym napis Hawk, lecz litera „a” już nie świeciła, a „k” leżała obok podwójnych drewnianych drzwi, które prowadziły do wnętrza klubu. Martin wszedł do środka i od razu wyczuł unosząca się w powietrzu mieszaninę zapachów marihuany, alkoholu i papierosów. Jasne światło, wiszących na suficie czterech lamp, znakomicie ukazywało pękający tynk obszernej Sali, której większą część zajmowało znajdujące się w niej kilkanaście okrągłych stolików. Dokładnie na przeciwko Hateman’a znajdowała się scena, na której tańczyła blond włosa, bardzo ładna striptizerka. Martin wpatrywał się w nią przez chwilę, zdawało mu się nawet, że „puściła mu oko”. Jednak nie zaprzątał sobie tym głowy i ruszył w stronę ustawionego po prawej stronie Sali, obszernego baru i jeszcze bardziej obszernego barmana o małych, świńskich oczkach i łysej czaszce. Barman wyglądał jakby w ogóle nie miał szyi, co bardzo rozbawiło Martina.
-Niezła jest, co? – zagaił barman, wskazując na striptizerkę właśnie ściągającą stanik.
-Niezła to mało powiedziane – odrzekł ze szczerym uśmiechem zabójca.
-Jest pańska na godzinę za jedyne 240 Orlandolców – powiedział barman, po czym wyszczerzył swoje popsute zęby.
-Może kiedy indziej. Przybyłem tu by spotkać się z przedstawicielem katolickiego stowarzyszenia „Ave Chrystus” – uśmiech zniknął z twarzy barmana.
-A jak się on nazywa? – zapytał szeptem barman.
-Voytech Borovitch – odparł spokojnie Martin, z nieukrywanym wyrazem tryumfu na twarzy.
-Proszę tędy – powiedział barman wskazując Hatemanowi drzwi z napisem „Wejście tylko dla personelu”, znajdujące się w rogu Sali, tuż przy scenie. Zadowolony i jednocześnie podekscytowany Martin ruszył we wskazanym kierunku, a przechodząc koło sceny uśmiechnął się do striptizerki, a ta odwzajemniła mu uśmiech i zakołysała biodrami.

ROZDZIAŁ IV

Przeszedł przez drzwi i rozejrzał się po wąskim korytarzu, w którym się znalazł. Jego brudne, popękany ściany i pajęczyny w kątach nie wyglądały zbyt zachęcająco. Po prawej stronie korytarza, znajdowały się drzwi z ciemnobrązowego drewna, z karteczką, na której Martin z trudem odczytał, niewyraźny, zamazany napis „garderoba”. Minął drzwi i ruszył dalej korytarzem, w stronę kamiennych schodków, na jego końcu. Zszedł po owych schodkach i następnym, położonym korytarzem, podążał już niemal po omacku, gdyż z powodu braku jakichkolwiek lamp panowały w nim egipskie ciemności i przenikliwy chłód. W końcu, Hateman potykając się doszedł do potężnych, prawdopodobnie mosiężnych drzwi. Kilka razy mocno w nie zapukał i usłyszał za nimi charakterystyczne pstryknięcie. Ktoś po drugiej stronie odbezpieczał pistolet. Czuł, że serce zaczyna mu bić szybciej, a na czoło ponownie wstępuje pot. Wsadził rękę do wnętrza kurtki w celu wyciągnięcia Desert Eagle’a. Jednak zanim zdążył go wyciągnąć, drzwi potwornie zaskrzypiały i otwarły się odsłaniając Martinowi obszerne, oświetlone tylko blaskiem wypływającym z ekranów kilku komputerów, pomieszczenie. Komputery stały na biurkach, ustawionych dookoła tej komnaty, a przy każdym z nich ktoś pracował. Na środku pomieszczenia był ustawiony duży, drewniany stół zawalony różnymi papierami. Za stołem, na przeciwko Martina stał Borovitch. Gdy Hateman wszedł Voytechovi wyraźnie ulżyło, uśmiechnął się i bez zbędnych ceregieli powiedział:
-Przeszukaj go – po tych słowach, za Hatemanem, pojawił się znany mu już Akash i zaczął go bardzo dokładnie przeszukiwać w dosłownie każdym miejscu. Wyciągnął mu przy tym pistolety i nóż. Martin przez moment zastanawiał się, ale gdy omiótł salę wzrokiem, stwierdził, że wszyscy znajdujący się w niej, mają przy boku Walther’y, więc uznał to za zbędne ryzyko i pozwolił się rozbroić. Gdy długowłosy ochroniarz skończył, Borovitvc ponownie się odezwał:
-Dostałeś nowe zlecenie? – zaczął bez zbędnych wstępów.
-Owszem – serce w piersi Martina ponownie przyspieszyło.
-Kto jest nowym celem? – spytał Voytech i zauważył zdenerwowanie na twarzy zabójcy.
-Prezydent Callahan – odparł Hateman bezbarwnym głosem.
-O [k****] – odrzekł Borovitch i opadł, na stojące za stołem drewniane krzesło – jutro podczas przemówienia? – dodał po czym wskazał Martinowi krzesło.
-Tak – odpowiedział morderca i usiadł na wskazanym krześle, a następnie zaczął bawić się kosmykiem przetłuszczonych włosów. Zapadło niezręczne milczenie. Po kilku minutach, od jednego z komputerów wstał niski, nieuczesany brunet w poplamionej ciemnozielonej koszulce i podszedł do stołu.
-Czego chcesz Lucas? – zapytał, nawet na niego nie patrząc Borovitch.
-Bo wie pan, usłyszałem waszą rozmowę i pomyślałem, że – tutaj Lucas przełknął ślinę – to doskonała okazja do zabicia Heina, gdyż on zawsze towarzyszy prezydentowi.
-Lucas…Jesteś geniuszem! – krzyknął Borovitch, a oczy wszystkich znajdujących się w pomieszczeniu zwróciły się w stronę jego i drobnego bruneta – Hateman. Jeszcze dziś się spakuj i pozbądź swoich dokumentów. Na jutro Lucas przygotuje Ci nowe.
-A gdzie zamieszkam? – spytał uśmiechnięty Martin.
-Gdzieś Cię zamelinujemy – Borovitch również zaczął promienieć - Zabij go gdy będzie wychodził z hotelu razem z prezydentem w celu udania się na przemówienie. W zaułku za kamienicą, będącą na przeciwko hotelu będzie czekał Akash w samochodzie. Pomoże Ci uciec. Wiesz, w którym hotelu mieszkają?
-Tak Heaven Street 17, hotel Mercurius – odparł Hateman.
-A! Prawie zapomniałem. Gdy zabijesz Heina, pod żadnym pozorem nie wracaj do swojego apartamentu. Będą tam na Ciebie czekać – przestrzegł go Voytech – to tyle. Możesz już iść. Spotkamy się jutro…mam nadzieję. Po tych słowach Hateman wstał i odwrócił się w stronę wyjścia. Zanim zdążył się odezwać, Akash Kumar wręczył mu jego broń i otworzył przed nim drzwi, które znów upiornie zaskrzypiały. Martin wydostał się ponownie na ciemny korytarz i ruszył w stronę wyjścia. Gdy mijał garderobę z drzwi wyszła, ubrana w wieczorowy strój, striptizerka, którą wcześniej widział na scenie. Posłała mu uśmiech, po czym wyjęła zza dekoltu malutką karteczkę i wręczyła ją zabójcy, a następnie szepnęła mu do ucha „zadzwoń”. Następnie blondynka szybko udała się w stronę drzwi prowadzących z powrotem, do wypełnionego wonią używek klubu „Hawk”. Martin stał przez chwilę w miejscu, następnie wsadził karteczkę do kieszeni i ruszył w stronę wyjścia. W apartamencie był już dwadzieścia minut później. Od razu rozebrał się i rzucił na swoje łóżko, choć wiedział, ze i tak tej nocy nie uda mu się oddać w objęcia Morfeusza. Miał rację. Leżał na plecach i pusto wpatrywał się w sufit przez całą noc. W pewnym momencie przypomniał sobie słowa Borovitcha „Jeszcze dziś się spakuj i pozbądź się swoich dokumentów”. Wstał i wyjął z szafy kilka ubrań, po czym wsadził palce w szparę, w kącie szafy i mocno szarpnął. Jego oczom ukazał się karabin snajperski Hecker & Koch PSG 1. Wyjął go i wsadził do ciemnoniebieskiej torby podróżnej. Gdy ją zapinał przypomniał sobie jeszcze o laptopie, którego wciąż miał na biurku. Poszedł po niego i z trudem upchnął go na dno torby. Gdy był już spakowany, wyjął z portfela paszport, dowód osobisty i prawo jazdy, po czym podarł je na małe kawałeczki i wyrzucił do kosza. Gdy już wszystko było zapięte na ostatni guzik wrócił do łóżka z poczuciem dobrze wykonanego obowiązku.

ROZDZIAŁ V
Około godziny piątej, leniwie zwlekł się z łóżka i z potężnymi „worami” pod oczyma obszedł cały apartament w celu sprawdzenia czy aby czegoś nie zapomniał. W lodówce, stała sobie spokojnie, wypełniona do połowy butelka Whisky. Martin nalał sobie szklaneczkę, po czym szybko ją wychylił i odłożył do szafki. Następnie otworzył torbę i wrzucił do niej butelkę. Teraz nie pozostało już nic, poza przywróceniem siebie do stanu używalności – pomyślał i skierował swe powolne kroki do łazienki i wziął lodowaty prysznic, umył głowę, wyszczotkował zęby i starannie się uczesał. Do małej kosmetyczki wrzucił mydło, szampon oraz pastę i szczoteczkę do zębów, po czym ową kosmetyczkę spróbował wepchnąć do swojej torby, co zajęło mu dość sporo czasu, gdyż torba i bez kosmetyczki pękała w szwach. Jednak po długich bojach, Martin wreszcie zasunął zamek torby i założył ją na ramię, po czym wymaszerował z apartamentu zamykając za sobą drzwi na klucz, który po zejściu na parter, zostawił w recepcji. Przemówienie zaczynało się za mniej-więcej półtorej godziny, ale Hateman miał załatwić sekretarza obrony, gdy razem z Callahan’em będzie wychodził z hotelu. Gdy opuścił hotel, naszła go ochota by po raz ostatni przejechać się swoją Mazdą RX-8, lecz powstrzymał się od tego, bo niedawno wypił szklankę Whisky, a ostatnią rzeczą, której chciał, było zatrzymanie go przez policję, gdy nie miał dokumentów. Po dokładnym przemyśleniu tego, ruszył żwawym krokiem przez budzący się Erengrad, w stronę hotelu „Mercurius”. Minęło około pół godziny, zanim przed oczami Martina, z porannej mgły wyłonił się budynek hotelu. Skierował się chodnikiem, w stronę wysokiej, ponurej kamienicy pomazanej najróżniejszymi graffiti. Okrążył budynek i wszedł do zaułka, dzielącego go, od następnego, nie mniej pomazanego. Na końcu zaułka stał już samochód. Ciemnozielony Jeep Liberty. Wyglądałby zupełnie normalnie, gdyby nie brak tablic rejestracyjnych. Przez kuloodporną szybę Hateman widział siedzącego za kierownicą samochodu Akasha, z papierosem w ustach. Na moment ich spojrzenia spotkały się, ale Martin szybko odwrócił wzrok i pomaszerował w stronę dachu, po ustawionych z jego lewej strony, mocno już uszkodzonych przez rdzę, schodach pożarowych. Gdy już był na górze wziął głęboki oddech i wyciągnął z torby karabin, po czym przymocował do niego tłumik. Następnie wsadził do niego jeden pocisk, zamknął prawe oko, przyłożył lunetę do lewego i wycelował w siedzącego na krawędzi hotelowego dachu gołębia. Gdy nacisnął spust usłyszał syknięcie pocisku wylatującego przez tłumik, a zakrwawiony gołąb, przeszyty pociskiem upadł na dach hotelu powodując raptowny odlot okolicznego ptactwa. Wszystko działa – pomyślał snajper i załadował kolejny pocisk – tym razem w celu zabicia człowieka. Podszedł do przeciwległej krawędzi dachu i położył się trzymając głowę ponad niskim murkiem wystającym z płaskiego dachu kamienicy. Leżał tak jakieś kilka minut, ale wydawało się mu, że leży tak, co najmniej kilka dni. W końcu jednak, pod drzwi hotelu podjechała czarna limuzyna, z przyciemnianymi, kuloodpornymi szybami. Dwóch barczystych mężczyzn w garniturach oraz iście matrix’owskich ciemnych okularach wyszło z samochodu i stanęło przed jego drzwiami, Martin domyślił się, ze są to ochroniarze. Po chwili w wejściu hotelu, następnych czterech prowadziło Marka Heina – po lewej względem Martina i George’a Callahana – po prawej względem Martina. Hateman opróżnił umysł ze wszystkich zbędnych myśli i przyłożył PSG 1 do lewego oka, jednocześnie przymykając prawe. Zza ochroniarza widział tylko kawałek ręki sekretarza obrony ubranego w wojskowy mundur armii Orlandu. Zabójca czekał na najlepszy moment do strzału. W końcu! Ochroniarz odsłonił Heina dopiero, gdy ten wsiadał do limuzyny. Hateman nacisnął spust. Pocisk syknął i wbił się w czubek głowy, pochylającego się polityka. Ciało bezwładnie osunęło się na ziemię, a Martin puścił się biegiem w stronę schodów. Odkręcił tłumik i wrzucił go razem z karabinem do torby, po czym usiłował ją zapiąć – bez skutku.
-Zapnij się, [k****], zapnij się! – krzyczał dopóki przy mocnym szarpnięciu nie urwał zamka – ja pierdolę! [k****]! – syknął po czym zarzucił na ramię do połowy zapięta torbę i zaczął biec w dół po schodach. Zobaczył z góry jak Akash włącza silnik i nagle, tuż obok niego świsnął pocisk i wbił się w ścianę. Spojrzał w stronę wyjścia z zaułku – w jego stronę biegło już dwóch mężczyzn z Colt’ami w rękach, a on był dopiero w połowie chodów. Następny pocisk, po chwili jeszcze jeden – ochroniarze byli coraz bliżej. Martin zrzucił torbę na półpiętro i wyciągnął Desert Eagle’a po czym odbezpieczył go i oddał strzał niemal na ślepo, w stronę ochroniarzy, nie zdziwiło go, więc, że nie trafił. Zanim wystrzelono kolejną serię pocisków schylił się i wyszedł kilka stopni wyżej, po czym rzucił spojrzenie w stronę Jeep’a. Akash leżał skulony na siedzeniu, trzymając w ręce AK-47. Martin wychylił się i kolejna kula świsnęła mu koło ucha, odbijając się od poręczy, sam zabójca wystrzelił trzy pociski. Dopiero ten trzeci trafił jednego z oponentów w udo, czemu towarzyszył bolesny krzyk i upadek mężczyzny. Martin już miał oddać czwarty, zabójczy strzał, kiedy nabój wystrzelony przez drugiego ochroniarza trafił go w ramię, przez co Hateman upuścił pistolet i dał czas rannemu do schowania się za ustawionym po przeciwnej stronie zaułka, kontener ze śmieciami. Właśnie na takie okoliczności, Martin miał przy sobie drugiego Desert’a. Wyciągnął go z kabury i zauważył, że ochroniarz wbiega już na schody, więc sam cofnął się trochę i wbiegł na schody, biegnące w przeciwną stronę, co dawało mu chwilową osłonę przed pociskami. Kroki ochroniarza były coraz bliższe, a Hateman wciąż próbował odbezpieczyć jedną ręką pistolet, kiedy nagle usłyszał serię szybkich wystrzałów i kroki ucichły. Wychylił głowę za poręcz i zobaczył leżące na schodach ciało mężczyzny, który go gonił, z kilkoma, lub może nawet kilkunastoma dziurami w plecach, z których sączyła się ciemnoczerwona posoka. Na dole stał Akash trzymający w ręce AK-47.
-Co się tak [k****] gapisz!? Bierz dupę w troki i do wozu! – ryknął i sam wsiadł do auta. Martin schował broń do kabury i biegł w dół, co tchu. W biegu chwycił swoją torbę i dobiegł do samochodu ciężko dysząc i czując przenikliwy ból w prawym ramieniu, akurat w momencie, kiedy do zaułka wbiegło trzech następnych mężczyzn w garniturach trzymających w rękach Colt’y Defender 07000D. Hateman’owi przeszło przez myśl żeby spróbować podnieść, leżącego trzy metry przed nim Desert Eagle’a, ale spojrzenie na trzech biegnących jego stronę mężczyzn skutecznie odwiodło go od tego pomysłu. Otwarł drzwi do samochodu, szybko do niego wskoczył i już je zamykał, kiedy usłyszał trzy krótkie wystrzały. Jeden pocisk wbił się w drzwi, a dwa kolejne w przednią szybę.
-Schyl się [k****]! – ryknął Kumar po czym sam się uchylił i z całej siły wcisnął pedał gazu. Kolejne naboje wbijały się w przednią szybę, a kiedy przejeżdżali obok kontenera, ranny w nogę ochroniarz strzelił w lewą przednią szybę jednak nie odniosło to pożądanego efektu. W końcu, pod naporem kul, przednia szyba Jeep’a Liberty rozprysnęła się na tysiące drobnych kawałeczków zalewając nimi, pochylonych w samochodzie mężczyzn. Jeszcze kilka strzałów, parę kul w siedzeniach i tylnej szybie i w końcu wyjechali na ulicę. Obydwaj się podnieśli. Akash skręcił w lewo i nacisnął mocniej pedał gazu. Gdy zobaczyli w lusterku jadące za nimi dwa radiowozy, Kumar zjechał na chodnik po prawej stronie i potrącając kilku przechodniów, zmusił pozostałych do usunięcia mu się z drogi. Pędzili szerokim chodnikiem przy Valhalla Street, uciekając przed zbliżającymi się, teraz już czterema radiowozami, dopóki na ich drodze nie zaczęły wyrastać latarnie. Wtedy zmuszeni byli wrócić na jezdnię i wymijać kolejne samochody. W ciągu kilku minut tego szaleńczego slalomu, Martin był bliższy śmierci niż podczas któregokolwiek z zadań. W końcu dojechali do rozwidlenia. Jedna z dróg – po prawej łagodnie wznosiła się w górę i prowadziła na prostopadłą do drogi, którą jechali, autostradę Erengrad – Nordstad. Druga droga, ta po lewej, lekko opadając prowadziła do tunelu, którym można było przejechać pod autostradą.
-Zapnij pas! – krzyknął Akash, a płatny morderca posłusznie wykonał jego polecenie. Wjechali na drogę po prawej i gdy Kumar był już pewny, że pościg jedzie za nimi, zeskoczył na drugą drogę, mijając o włos, srebrne Renault Megane i gwałtownie się zatrzymując. Gdy lądowali, Hateman uderzył głową w sufit, po czym usłyszał, ze kierowca otwiera drzwi i wysiada, więc z bolącą od uderzenia głową poszedł w jego ślady.
-Za mną! – warknął Akash i wbiegł do tunelu. Martin podążał krok w krok z nim. Spadający Jeep tymczasowo wstrzymał ruch, więc nie mieli problemu z unikaniem nadjeżdżających samochodów. W pewnym momencie, Kumar skręcił w lewo i podbiegł do ściany. Martin nie widział, lekko wystającego kamienia z muru, dopóki jego kompan go nie wyciągnął. Nagle zadziałał jakiś mechanizm i kawałek ściany nieznacznie się uniósł, ukazując podłogę, znajdującego się za nim, długiego korytarza. Obydwaj wczołgali się już, kiedy kilku policjantów z pościgu zjawiło się u wejścia tunelu. Korytarz bardzo szybko skręcał w prawo i okazało się, że jest on równoległy do tunelu.
-Szybciej! W Jeep’ie jest bomba! – pogonił Martina ochroniarz Borovitcha.
Kiedy byli już jakieś 30 metrów od wylotu tunelu, usłyszeli huk eksplozji, a następnie doszedł ich dźwięk walącego się wejścia. Chwilowo byli bezpieczni…


ROZDZIAŁ VI
Długowłosy prowadził Martina przez labirynt ciasnych uliczek usytuowanych pomiędzy szarymi, niczym się od siebie nie różniącymi, odrapanymi blokami. Zanieczyszczone powietrze, co jakiś czas przeszywał odgłos, jaki wydaje jadący na sygnale radiowóz. W prawym ramieniu, zabójca odczuwał coraz mocniejszy, piekący ból, a przez dziurę w kurtce powoli sączyła się krew. Coraz częściej mijały ich grupy ogolonych na łyso młodzieńców podejrzliwe spoglądających na rannego. Hateman zauważył też, z jakim respektem „dresy” spoglądają na maszerującego przed nim Kumara. W końcu Martin postanowił przerwać ciszę i odezwał się:
-Wiecie, po co zlecili mi zabójstwo prezydenta? – spytał.
-Tak – odparł Akash – zaczynał się robić podejrzliwy, dlatego postanowili się go pozbyć.
-Jak sądzisz, spróbują ponownie? – Hateman zadał kolejne pytanie.
-Jestem tego pewny – padła odpowiedź i ponownie obydwaj mężczyźni umilkli. Po okolicy, Martin rozpoznał, ze są coraz bliżej slums’ów Erengardu. Gdy z jednego z bokowisk wydostali się i doszli do niewielkiego osiedla zniszczonych domków jednorodzinnych, usłyszeli znany im sygnał radiowozu. Spojrzeli w prawo i ujrzeli jak zza zakrętu wyłania się ciemnoniebieski radiowóz z dwoma policjantami wewnątrz. Radiowóz nagle zatrzymał się mniej-więcej na środku drogi i jeden z funkcjonariuszy wysiadł z samochodu, a drugi nadał jakąś wiadomość przez radio i poszedł w ślady kompana. Obydwaj powoli wyciągnęli i odbezpieczyli, jak sądził Martin, Beretty. Sam nie mógł strzelać, gdyż nie dałby rady odbezpieczyć pistoletu z powodu rany. Natomiast Akash zostawił karabin w samochodzie. Hateman stał tak, jak słup soli wyczekując na swój rychły koniec, gdy nagle towarzysz pociągnął go za prawe ramię, czemu towarzyszyło jęknięcie rannego i krzyknął:
-Rusz dupę! – po tych słowach długowłosy wbiegł z powrotem do zaułka, z którego niedawno wyszli. Martin poszedł w jego ślady. Usłyszeli jeszcze jakiś krzyk policjantów i kilka pocisków uderzyło w mur jednego z bloków. Akash przeklinał się teraz w myśli za to, że zostawił AK-47 w samochodzie by nie zwracać uwagi przechodniów owym karabinem. Na szczęście miał przy sobie jeszcze Walther’a. Wyciągnął go z kabury i natychmiast odbezpieczył, po czym stanął i odwrócił się w stronę wejścia do zaułka wyczekując na policjantów. Martin natomiast skrył się za rogiem najbliższego budynku, bezskutecznie próbując odbezpieczyć swój pistolet. Policjanci wyłonili się zza rogu i dało się słyszeć ogłuszający huk wystrzału, potem jeszcze jeden. Pierwszy z funkcjonariuszy, który pojawił się w zaułku został trafiony dwukrotnie w pierś, co odebrało mu życie. Drugi natomiast, gdy tylko jego partner runął martwy na ziemię, schował się za rogiem budynku czekając na wsparcie. Tymczasem Kumar i Hateman biegiem przedzierali się przez kolejne ciemne i ciasne zaułki w szarych bokowiskach. W końcu wydostali się „na powierzchnię”. Wciąż słyszeli syreny kolejnych radiowozów, ale teraz już znacznie dalej, ginące gdzieś w bogatszych dzielnicach Erengradu. Teraz stali mniej-więcej w centrum slumsów. Najbiedniejsza i zarazem najbardziej niebezpieczna okolica miasta. Na chodniku odziani w łachmany żebracy przeplatali się z młodocianymi chuliganami i prostytutkami, które były w tej dzielnicy jedynymi pracującymi osobami. Gdy skręcali w kolejną śmierdzącą uliczkę zaczął padać rzęsisty deszcz. Piętnaście minut później, przemoknięci do suchej nitki mężczyźni stanęli przed drzwiami niskiej, zniszczonej kamieniczki z dziurą w ścianie zasłoniętą nadgryzionym przez mole, brudnym prześcieradłem, zamiast drzwi. Okna zabite były dawno już spróchniałymi deskami. Obok wejścia wisiała tabliczka z napisem „Garden Street 4 – pokoje do wynajęcia – 6 Orlandolarów za noc”. Uczciwa cena jak na te okolice – pomyślał Martin i razem z Akashem wszedł do środka. Już po chwili, ze schodów po prawej stronie zeszedł otyły mężczyzna w podeszłym wieku z twarzą posiekaną zmarszczkami rzekł do długowłosego:
-odezwał się gospodarz w nieznanym Martinowi języku.
-padła odpowiedź..
Ponownie odezwał się gospodarz.
-Po tych słowach Akash nieznacznie się uśmiechnął.
-Odpowiedział staruszek i wybuchnął śmiechem, a Kumar poprowadził przemokniętego rannego Martina, schodami na czwarte piętro, gdzie weszli do pokoju numer 12. W środku znajdowało się małe drewniane łóżko bez pościeli, zabite deskami okno i mała szafka, na której świeciła się nocna lampka. Na łóżku siedział człowiek, którego Martin już znał – Lucas. Ten sam, który zaproponował zabójstwo sekretarza obrony. Wyciągnął coś z kieszeni wytartych spodni i podał to Martinowi. – były to nowe dokumenty.
-Od dziś nazywasz się Ian Kowalsky i prowadzisz mały sklep z bronią przy „Holy War Street” – powiedział Lucas.
-OK, a teraz powiedz mi, gdzie się mam udać z tym! – powiedział Martin podnosząc głos i pokazując na swoją ranę postrzałową.
-Spokojnie – uspokoił go Kumar.
-Udaj się do Borovitcha. On zaprowadzi Cię do swojej siostry. Katya Borovitch jest najlepszym lekarzem w tym pojebanym mieście – dodał Lucas.
-Dobra, to teraz bądźcie tacy mili i się sta wynieście, żebym mógł spokojnie spać – powiedział poirytowany zabójca, a dwóch mężczyzn w milczeniu opuściło pomieszczenie. Gdy tylko zamknęli za sobą drewniane drzwi Martin padł na łóżko i od razu zasnął.
Obudził się i stwierdził, że jest już godzina dziesiąta rano. A więc spał jakieś dwanaście godzin. Pewnie spałby jeszcze dłużej, ale obudził go niesamowity ból w prawym ramieniu. Był już względnie suchy, więc podniósł się z łóżka i ruszył w stronę wyjścia z „hotelu”. Był zły. W pośpiechu zapomniał wyciągnąć swojej torby z Jeep’a. Stracił ubranie, laptopa, kilka drobiazgów oraz karabin snajperski. Wyszedł na ulice slumsów slumsów minął grupę bosych chłopców, kopiących pustą puszkę po piwie i udał się na poszukiwania postoju taksówek. Znalazł go po kilku minutach. Wsiadł do ledwie jeżdżącej taksówki i kazał się zawieść pod klub „Hawk” przy „Rose Street”. Ramię bolało go coraz bardziej. Stwierdził, że na ulicach miasta jest teraz bardzo dużo policyjnych patroli. Dla tego też całą drogę był pochylony w dół. W końcu zatrzymali się przy nocnym klubie. Hateman uregulował rachunek rachunek wszedł do świecącego pustkami budynku. Następnie skierował swe kroki w stronę siedziby Borovitcha…

ROZDZIAŁ VII
Zapukał w duże mosiężne drzwi. Za nimi usłyszał dźwięk, jaki wydaje odbezpieczany pistolet i drzwi jęknęły, po czym otworzył się wydając z siebie najbardziej denerwujący odgłos, który Martin miał okazję kiedykolwiek usłyszeć. Wszedł do środka i stanął jak wryty. Przy komputerach na około ciemnego pomieszczenia ludzie pracowali jak zwykle, choć dało się słyszeć prowadzone szeptem rozmowy. Ale nie to zwróciło jego uwagę. Przy stole ustawionym na środku pomieszczenia siedziały dwie osoby. Jedną Hateman już znał, był to Borovitch. Druga postać była szczupłą kobietą wzrostu Borovitcha. Zarówno Voytech jak i owa kobieta wstali od stołu i spojrzeli na Martina. Jego spojrzenie spotkało się ze spojrzeniem kobiety stojącej za stołem. Patrzył jak urzeczony w jej piękne, duże oczy koloru szafirowego. Ciemne włosy łagodnie opadały jej na ramiona, a grzywka niemal sięgała oczu. Delikatny uśmiech rozświetlał jej śliczną twarz. Ubrana była w modną czarną bluzkę i „wycierane” jeans’y. Zabójca patrząc w jej oczy nie był w stanie nic powiedzieć ani nawet ruszyć się, co gorsza nie był w stanie nawet nic pomyśleć. Mimo to, była to najcudowniejsza chwila w jego życiu. Czar prysnął, gdy Borovitch przerwał ciszę:
-Katyu, to jest Martin Hateman, zabójca Hein’a – zaczął mówić, a Martin przez moment miał ochotę go za to zabić – Hateman, ta kobieta to Katya Borovitch, jest…
-Najlepszym lekarzem w tym pojebanym mieście – wszedł Voytechowi w słowo morderca – dlatego tu jestem – dodał pokazując na swoje ranne ramię.
-O boże! To rana postrzałowa – powiedziała Katya – chodź za mną, trzeba to szybko opatrzyć. Po tych słowach skierowała się do metalowych drzwi w rogu pomieszczenia, Gdy Martin już miał przekroczyć próg, Borovitch rzucił jeszcze:
-Nie zapominaj, że jest też moją siostrą – powiedział odwrócony do nich plecami bawiąc się pistoletem, jak sądził Martin, nie przez przypadek. Hateman pozostawił to bez komentarza i wszedł do drugiego pomieszczenia w ślad za panią Borovitch. Miejsce, w którym teraz się znajdowali było dużo jaśniejsze od tego poprzedniego. Katya wskazała Martinowi krzesło pod ścianą, a sama podeszła do białej szafki i wyciągnęła z niej parę narzędzi. Podeszła do mężczyzny i kazała mu się rozebrać od pasa w górę. Zaczęła grzebać czymś w jego ranie, czemu towarzyszył niesamowity ból, ale Hateman starał się nie pokazać tego po sobie. Ale Katya od razu widziała, jaki ból odczuwa jej pacjent, więc spróbowała go zagadać:
-Wiele o Tobie słyszałam – powiedziała na początek, początek sam fakt, że się do niego odezwała wprawił Martina w zachwyt i ból nagłe stał się dużo słabszy.
-Tak, a od kogo? – zapytał zabójca nie bardzo wiedząc co odpowiedzieć.
-Głównie od brata – odpowiedziała siostra Borovitcha.
-To chyba źle, bo on mnie nienawidzi – mówiąc to Martin delikatnie się uśmiechnął.
-Nie prawda! On tylko udaje takiego! Mówił o tobie prawie w samych superlatywach – te słowa były dla Martina niemałym szokiem. Dopiero nagły atak bólu spowodował, że zamknął usta i syknął – już po wszystkim – powiedziała Katya uśmiechając się, z pociskiem w ręku. Niedługo twoja ręka będzie normalnie funkcjonować.
-Dziękuje pani doktor – odpowiedział Martin ubierając się, a „pani doktor” zaśmiała się. Był to najcudowniejszy śmiech, jaki Hateman miał przyjemność kiedykolwiek słyszeć.
-Nie ma sprawy, idź teraz pogadaj z Voytechem, bo ma dla ciebie kolejne zlecenie – powiedziała jeszcze Katya i Martin z powrotem wszedł do pomieszczenia gdzie siedział Borovitch. Już dawno nie był tak szczęśliwy. Zasiadł na przeciwko „pracodawcy”, a ten zaczął mówić:
-Słuchaj Hateman, od razu mówię, że mam w dupie to czy masz dziurę w ręce, nodze, głowie czy gdziekolwiek indziej. Od dziś Twoim celem jest za wszelką cenę chronić życie prezydenta. Od dziś tworzysz drużynę z Akashem Kumarem, Lucasem Maholem i Katyą Borovitch. Zapamiętaj jeszcze, że Twoi byli chlebodawcy na pewno zechcą Cię zabić.
-Ale, po co nam lekarz i spec od fałszywych dokumentów, przy ochranianiu prezydenta? – spytał Martin z ironicznym uśmiechem.
-Nie widziałeś ich w akcji. Ale poczekaj, aż będziesz miał okazję, wtedy się przekonasz, po co Wam oni – odparł Voytech – teraz możesz już iść. Twoje zadanie rozpoczyna jutro o dwunastej. Reszta drużyny przyjedzie wtedy po Ciebie białą Mazdą 626. Martin stał już przy drzwiach, kiedy podbiegł do niego Lucas i wręczył mu pokaźnych rozmiarów walizkę.
-Twój podręczny arsenał z podwójnym dnem – na te słowa obydwaj zaśmiali się i Lucas oddalił się tak szybko jak się pojawił, a Hateman wyszedł z pomieszczenia i ruszył w stronę postoju taksówek przed klubem. Cholera, zakochałem się – pomyślał i zamówił kurs do slumsów. Gdy znalazł się w swoim mieszkaniu, od razu wyciągnął z kieszeni karteczkę z numerem telefonu poznanej niedawno striptizerki. Następnie wyjął z kieszeni telefon komórkowy i wystukał na klawiaturze aparatu jej numer:
-Halo – z głośnika aparatu wydobył się miły głos.
-Dzień dobry. Ian Kowalsky z tej strony. Poznaliśmy się w „Hawk’u” – zaczął Martin.
-Adres podaj – tym razem głos nie był już taki miły.
-Garden Street 4 – Hateman nie zdążył nic dodać, bo po striptizerka się rozłączyła. Ech – westchnął morderca – potrzebuję kobiet, ale przecież nie mogłem jej powiedzieć nic w stylu „zakochałem się w tobie, więc chodź ze mną do łóżka” – rzekł do siebie Martin, myśląc o Katyi i usiadł na łóżku w oczekiwaniu na gościa…


no i recenzje kilku gier na ps2, na potzreby serwisu ktory niestety nigdy njie powstal :(

Beyond Good & Evil

Expose the Conspiracy. Capture the Truth.


Czas by przedstawić grę pod tytułem “Beyond Good & Evil”, która przykuła mnie, łącznie, do telewizora na ponad dwadzieścia jeden godzin, tak, tyle czasu zajęło mi przejście gry akcji, której poziom trudności, mimo iż jest to gra przeznaczona dla graczy w wieku od siedmiu lat, bywał dal mnie dobijający, hehe chyba się starzeje;). W grze będziemy po raz setny, nie, po raz tysięczny ratować świat, ale nie ziemię, a planetę Hillys będącą w stanie wojny z tajemniczą rasą „DomZ” najeżdżającą Hillys. Główna bohaterka, Jade, razem ze swoimi przyjaciółmi, wujkiem Pey’J (który jest….świnią) i tajnym agentem „Double H” spróbują odkryć największy spisek wszechczasów. Od tego czy im się uda zależeć będzie to czy DomZ ostatecznie opanują Hillys!
Po kilku słowach wstępu czas powiedzieć coś o grze. Od razu powiem, że, jeśli macie mało czasu na granie to ostrzegam, że gra wciąga! Pierwszym plusem te gry jest dynamika podczas walki. Salta, skoki, super ciosy i inne podrygi naszej bohaterki naprawdę wprawiają w zachwyt. Jej broń, kij Dai-Jo, choć na początku nie robi wrażenia to podczas walki naprawdę doprowadza do opadu szczęki. Gra jak już wspominałem jest dosyć trudna, tyle, że nie da się przegrać, ponieważ za każdym razem, kiedy zginiemy pojawimy się w tym pomieszczeniu, w którym zginęliśmy. Pomimo to jednak czasem trzeba się naprawdę wysilić by przejść dany moment i nie chodzi tu tylko o walkę. Czasem trzeba będzie się trochę pogłowić by przejść niektóre momenty. Kolejną zaletą BG&E są liczne minigierki, różnorodne lokacje i to, że grę umilą nam takie zabawy jak fotografowanie zwierząt, czy zbieranie pereł, a tego jest naprawdę dużo, więc by nudzić się przy Beyond Good & Evil się nie można, a dodam do tego, że również walki z boss’ami są różnorodne i każdego trzeba pokonać inaczej, inaczej ostatni boss może człowieka do szewskiej pasji doprowadzić.
O grze już, co nieco wiemy, a więc czas na słówko o grafice. Może nie rzuca ona no kolana, ale powiedzmy sobie szczerze BG&E nową grą nie jest, a o grafice również nie można powiedzieć, ze jest słaba, co to, to nie. Animacja prezentuje się bardzo ładnie, modele postaci są zrobione starannie, choć moim zdaniem troszkę mało szczegółowo. Podczas walk jednak, wszystkie wybuchy, ciosy, strzały itp. prezentują się bardzo dobrze i dodają jeszcze większej dynamiki walkom. Brakuje mi tylko wstawek FMV, choć te FMA, która już są w grze są zrobione całkiem nieźle.
Tyle o grafice, teraz czas powiedzieć parę słów o oprawie audio produkcji Ubisoft’u. Tutaj naprawdę jest, co chwalić. Muzyki w prawdzie nie ma dużo, ale jak jest to już idealnie dopasowana do klimatu danej lokacji. Od wesołej, spokojnej melodii w barze, po dynamiczną i szybką melodię podczas walki z boss’em. Dźwięki również robią dobre wrażenie i one, podobnie jak animacja nadają dynamiki walką. Również dźwięki wydawane przez różnorakie pojazdy brzmią imponująco. Podobnież głosy postaci w wersji angielskiej (nie grałem w żadnym innym języku) brzmią dobrze i są idealnie dopasowane do postaci, a niektóre teksty naprawdę potrafią rozbawić, a czasem zbudować ponury i smutny klimat, a więc podsumowując, w Beyond Good & Evil dźwięk stoi na wysokim poziomie i chyba nie ma się, do czego doczepić, choć powiem szczerze, że nie jestem w stanie z czystym sumieniem dać tutaj 10/10.
Teraz powiedzmy, co nie, co o fabule BG&E. Stoi ona na wysokim poziomie, jest ona dosyć zawiła i bardzo ciekawa. Z jednej tajemnicy w następną i tak do końca gry i nawet zakończenie pozostawia wiele przemyśleń na temat gry, choć te postanawiam zostawić już wam by nie psuć zabawy. Ale naprawdę tutaj fabuła może nie stoi na poziomie iście RPG’owym, to jednak na pewno można, a nawet trzeba ją pochwalić. Nie wiem jak Wy, ale ja stawiam na prawdę wielki plus za samą tajemniczość.
Teraz, co nieco powiem o klimacie gry od Ubisoft’u. Naprawdę jest on budowany ciągle przez dźwięki panujące w lokacjach oraz ich wystrój. Wesoła muzyka naprawdę poprawia humor, gdy chodzimy sobie po mini-bazarze, a z kolei podejrzane dźwięki, „organiczne” ściany, dziwne lustra itp. budują mroczny klimat w głównej bazie DomZ, gdzie już czeka ostatnie boss, choć czasem niektóre rzeczy mogą wydawać się zbyt cukierkowe, na przykład broń w postaci różowych dysków, czy tez wygląd łodzi głównej bohaterki.
Reasumując: Beyond Good & Evil to gra warta polecenia, o bardzo dobrej oprawie audio jak i również grafice stojącej na przyzwoitym poziomie. Kolejną z zalet tej gry jest bardzo dobry klimat, choć momentami wydaje się on troszkę cukierkowy, ale nie zapominajmy, ze dolny próg wieku to w przypadku tej gry siedem lat, więc krew nie morze tryskać na wsyztskie storny. Kolejnym atutem Beyond’a jest zawiła i niebanalna fabuła oraz spora liczba minigier, które nie pozwolą nam się nudzić przed ekranem telewizora, bądź monitorem komputera. Jednym słowem Beyond Good & Evil to gra przygodowa warta polecenia!

Grywalność: 8/10
Fabuła: 9/10
Grafika: 7/10
Audio: 9/10
Klimat: 9/10
OCENA OGÓLNA: 9/10
Serge

Eye Toy Play
12 Szalonych Gier….

Przyszedł czas by zrecenzować przełomową, nie tylko dla konsol, grę. Mowa tu o Eye Toy Play, grze wyprodukowanej przez Sony, grze, której za pomocą małej kamerki będziemy mogli grać, poruszając swoim obliczem po ekranie. Jest to niewątpliwie coś nowego i nadzwyczajnego w dziedzinie gier. Jednak nie jest to jeszcze zbyt rozbudowane i śmiem twierdzić, iż gra owa, nie wykorzystuje nawet połowy możliwości grania przy użyciu kamerki.
Za sobą mamy krótkie przedstawienie gry, a więc włączamy konsole i już intro rzuca się w oczy. Owo intro tłumaczy nam, co i jak mamy zrobić by wszystko dobrze działało. Niby nie widać w tym nic nadzwyczajnego, ale intro jest zrobione dosyć zabawnie, a uroku dodaje mu „wykorzystana” w nim starsza kobieta (tak zwana babcia ). Po obejrzeniu tego krótkiego wprowadzenia, jeśli wszystko dobrze zrobiliśmy, ujrzymy na ekranie to, co rejestruje kamerka. Już w menu głównym możemy sprawdzić, „czym to się je”, ponieważ poruszać będziemy się poprzez poruszanie dłońmi nad przyciskami, znajdującymi się na ekranie. Od razu urzeknie nas duża ilość ikonek w menu pozwalających na tradycyjną grę jednoosobową (single player), kilkuosobową (multi player), nagranie własnej wiadomości (video messaging), zmianę opcji gry (options) i dosyć ciekawą i innowacyjną zabawę w tak zwanym „Playroom”. Właśnie o Playroom’ie chciałbym teraz napisać parę słów, ponieważ bawiąc się tym można się naprawdę uśmiać.
Do rzeczy. Opcja ta pozwala nam na wywoływanie dosyć efektownych anomalii na ekranie telewizora jak na przykład prószenie śniegu, czy opadanie jesiennych liści. Ale to dopiero początek. Dzięki Playroom możemy nawet spowodować opóźnianie przez kamerkę naszych ruchów, czy też pojawienie się pajęczyny na ekranie, a nawet trzęsienie przez kamerkę naszym obliczem. Playroom może powodować jeszcze kilka innych ciekawych rzeczy, jednak nie będę tu wszystkich wymieniał i opisywał, bo nie po to tu jestem.
Teraz przejdźmy do tego, o czym właściwie powinienem mówić, czyli do samego grania w Eye Toy Play. Dostępnych gier mamy 12 i postaram się je teraz, po krótce opisać. Moim zdaniem najlepszą i za razem moją ulubioną jest „Kung Foo”, gra w której naszym zadaniem będzie bicie małych ludzików i nie pozwalanie im by dostali się do środka ekranu. Ludzików jest kilka rodzai, a każdy z nich atakuje inaczej, co znacznie polepsza zabawę podczas gry. Oczywiście kolejne etapy przerywały nam będą rundy bonusowe, które też umilą rozgrywkę. Rzecz jasna całość utrzymana jest w klimatach azjatyckich. Kolejną godną uwagi grą jest „Beat Freak”. Owa gra polega na tym, iż wybieramy sobie melodię, przy której chcemy się bawić, a okrągłe dyski w rytm tej melodii wylatują ze środka ekranu wprost w jego rogi, gdzie umieszczone są głośniki. Zadanie gracza polega na tym, iż gdy dysk styka się z głośnikiem gracz ma w niego (głośnik) trafić. Niby proste, a jednak bardzo męczące, ale dające też sporo zabawy. Kolejną z godnych uwagi gier w Eye Toy Play jest „Mirror Time” gra, w której naszym zadaniem jest dotykanie ręką zielonych obiektów ustawionych w rogach ekranu, jednocześnie unikając, mało efektownie wybuchających, podobnych, lecz czerwonych obiektów. Spytacie pewnie, co w tym ciekawego. Ano to, że w grze przeszkadzał nam będzie tzw. „Big Robo Bro”, który będzie odwracał na wszystkie możliwe kierunki, różne części ekranu, przy czym można się naprawdę pośmiać i dobrze zabawić. Inną grą wartą opisania w tej recenzji jest „Boxing Chump”. Staniemy tu na ringu, w szranki z raczej słabo wykonanym robotem. Nie musimy się jednak przejmować, że sędzia dostrzeganie nasze niedozwolone ruchy. Czemu? To proste! Bo w Boxing Chump nie ma sędziego i wszystkie chwyty są dozwolone. Gra się w to naprawdę ciekawie, lecz bardzo denerwujące są częste przerwy w pojedynku. Po wymienieniu tych lepszych, czas na powiedzenie coś o mniej godnych uwagi gierkach w ETP. Pierwszą i za razem moim zdaniem najgorszą z nich jest „Keep Ups”. Gra jest w zasadzie prosta. Zostajemy postawieni pomiędzy dwoma budynkami, w oknach owych budynków pokazują się różne stworki, a naszym zadaniem jest podbijanie piłki różnymi częściami ciała i trafianie w owe stworki. Oczywiście dla utrudnienia pojawią się też stworki, w które trafić nam nie wolno. Wada tej gry polega na tym, że cały system podbijania piłki jest totalnie „skopany” i beznadziejny. Osobiście tej gry nie trawię. Teraz następna gra zrobiona tylko po to by zapchać wolne miejsce na płycie, a mianowicie „Wishi Washi”. Ta „gra” polega na tym, że machając ręką przed kamerką myjemy okna, a gdy wyczyścimy cały ekran przechodzimy do następnego poziomu. Całą pasjonującą rozgrywkę uatrakcyjniają napotykane od czasu do czasu ptasie odchody. I właściwie tyle mogę o tej grze powiedzieć. Włączyłem ją raz i ciągle mi się śni po nocach. Ehhhh, jednak gyr mają negatywny wpływ na ludzi . Kolejną niewartą uwagi grą jest Plate Spiner. Ot po prostu delikatnymi ruchami rąk mamy obracać talerzami jak najdłużej. Z czasem pojawiać się będą na szczęście kolejne talerze, co, choć trochę urozmaica rozgrywkę. Jednak nie zmienia to faktu, że „Plate Spiner” jest grą, co najwyżej przeciętną. Poza tymi siedmioma grami jest jeszcze pięć, ale ja napisałem o tych, które wzbudziły we mnie, jakieś silniejsze emocje.
Pozostała „piątka” to:
-Rocket Rumble – z początku mi się podobała, ale szybko się nudzi. Po prostu zaznaczamy rakiety latające po ekranie, a potem je detonujemy.
-Disco Stars – „niby taniec”, a tak naprawdę tylko wykonywanie wcześniej wskazanych ruchów rękami.
-Ghost Catcher – gra mogłaby być dobra gdyby nie to, że jest mało przejrzysta. Polega na łapaniu duchów (co robi się dosyć niewygodnie) i niszczeniu nietoperzy, które co jakiś czas pojawią się na ekranie.
-Ufo Juggler – mamy sterować statkami kosmicznymi poprzez obracanie ich, tak by wyleciały na samą górę ekranu, a jednocześnie nie „przegrzały się”. Przeszkadzać nam w tym będzie przelatujący od czasu do czasu inny statek kosmiczny.
-Slap Stream – Cztery chmurki w narożnikach ekranu, z których wyskakują niegrzeczne myszy, które mamy bić, jednocześnie uważając na bawiące się w chmurach króliczki.
Jak widać, każdy znajdzie coś dla siebie w zestawie gier Eye Toy Play, jednak ma On dosyć sporą wadę. Mianowicie to, iż jeśli gramy sami to wszystkie gry szybko nam się znudzą, ponieważ są to gry raczej gry płytkie i „krótko dystansowe”. Po tygodniu góra dwóch, gracz nie będzie już znajdował przyjemności w samotnym graniu w te, bardziej mini-gierki niż gry. Co innego jeśli ma się pod ręką znajomych. Wtedy ETP gwarantuje wspaniałą zabawę!
Po tym dość długim opisie gry, czas wspomnieć o tym, co poza obrazem z kamery, widzieć będziemy na ekranie naszego telewizora, czyli grafice. Wiele o niej powiedzieć nie można, co gorsze, nie można też powiedzieć o niej wiele dobrego. Modele małych bądź większych
postaci, które będą nam towarzyszyły podczas gry są, co najwyżej przeciętne, a ich mimika również stoi na niskim poziomie. Jeszcze gorzej jest z efektami specjalnymi, jak pioruny czy wybuchy, które są wykonane wręcz tragicznie. Grafikę tutaj ratuje jedynie to, iż jest dopasowana do zabawnego klimatu samej gry.
Teraz wspomnę, co nieco o dźwięku w Eye Toy Play. Stoi on na, z pewnością znacznie wyższym poziomie niż grafika i trzeba przyznać, że podobnie jak ona jest idealnie dopasowany do zabawnego klimatu całej gry. Wszystkie postacie mają bardzo dobrze dobrane głosy, a wyżej wspomniane efekty specjalne ratuje właśnie dźwięk. W prawdzie muzyka w mogłaby być lepsza, ale i tak nie jest źle.
Wspomnę jeszcze o klimacie w ETP, który jest zabawny i bardzo pasujący do samej gry i trzeba przyznać, że panowie z Sony postarali się dopasować dźwięk i grafikę właśnie do takiego klimatu. Tylko czy wyszło to im na dobre?
Reasumując: Eye Toy Play jest niewątpliwym hitem w dziedzinie gier, lecz w tej technologii jest to dopiero „growy” debiut, który być może wprowadzi nas w zupełnie nowy wymiar grania. Na płycie znajdziemy 12 różnorodnych mini-gierek, które samotnego gracza nie przykują na długo do telewizora jednak na kilkuosobowe zabawy ETP jest po prosu genialny!
I choć grafika nie zachwyca, to przecież i tak, w tego typu grze mało kto zwraca na nią uwagę. Swoją drogą błędy grafiki i tak nadrabia dobrze wykonany dźwięk. Poza wcześniej wymienionymi grami na DVD z Eye Toy Play’em znajdzie się też kilka innych ciekawych dodatków, o których wcześniej wspominałem. Klimat w samej grze jest zabawny, a grafika i dźwięk są do niego dobrze dopasowane. Ja osobiście uważam, że ETP wykorzystuje małą część możliwości tej technologii, aczkolwiek uważam, że w przyszłości, gry będą się opierały właśnie na technologii Eye Toy. Na razie mogę tylko polecić grę tym, którzy często grają ze znajomymi, bo dla wielu osób to naprawdę świetna zabawa, jeśli jednak ktoś chce grać samotnie, to nie polecam mu zakupu tej gry, ponieważ koszt samej kaerki wynosi ponad sto złotych, złotych przyjemność indywidualnej gry szybko przemija.


Grywalność: 8/10
Grafika: 4/10
Dźwięk: 8/10
Klimat: 9/10
Pomysł: 10000/10 
OCENA OGÓLNA: 8/10
Serge

Gran Turismo 3: A-spec
The redl driving simulator
Tym razem zrecenzuję kolejną odsłonę najlepszej serii konsolowych wyścigów – Gran Turismo 3: A-Spec. Na miano najlepszej, owa seria zasłużyła sobie dwoma poprzednimi odsłonami serii. Wyszły one na konsolę Sony Playstation 1, więc A-Spec, który ukazuję się na PS 2 jest dla serii GT wejściem w, można śmiało powiedzieć, kolejną erę grania. Nowa konsola – nowe możliwości. Czy wykorzystane, dowiecie się czytając dalej.
Po włączeniu gry od razu natrafiamy na imponujące intro. Szkoda tylko, że jest ono zbyt długie i że trzeba sporo poczekać by się „rozkręciło”, jednak przyznać muszę, że warto. Po oglądnięciu intra pojawia się przed nami menu główne. Nie ma w nim chyba nic nadzwyczajnego, ot opcje, „Arcade Mode” oraz Gran Turismo Mode”. Arcade ma w sobie kilka rodzajów rozgrywki. Między innymi możemy jechać „Time Trial”, czyli ścigać się z własnym cieniem po to by osiągnąć jak najlepszy rezultat. Będziemy mogli również jechać wyścigi ze znajomymi na podzielonym ekranie. Oczywiście bawić będziemy się mogli również odblokowując w trybie „Arcade” dodatkowe trasy i samochody do wyścigów.
Tyle o „Arcade”, teraz czas przejść do prawdziwej gry, czyli „Gran Turismo Mode”.
Na początku gry dostaniemy nie wielką sumę pieniędzy, za które musimy kupić sobie pierwszy samochód. Firm podobnie jak i samochodów jest dużo, co znacznie umila rozgrywkę w GT 3. Swoje samochody będziemy mogli oczywiście ulepszać kupując do niego nowe części jak hamulce, silnik czy turbo.

Awatar użytkownika
Smithu
Lider Drużyny
Lider Drużyny
Posty: 1309
Rejestracja: 05 lip 2005, 9:32
Reputacja: 0

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Smithu » 04 wrz 2005, 15:41

Serge, jezeli chodzi o opowiadanie, troche mi zajelo by je przeczytac, ale bylo warto, niczego zbytnio orginalnego nie stowrzyles ale sposob w jaki to napisales byl wart przeczytania.

Recenzje maja kilka bledow, ale nie sa ona na tyle duze bym ja ci je wytykal.

Pozdro

Awatar użytkownika
Mentor
Zajebiaszczo
Posty: 16481
Rejestracja: 28 lut 2005, 13:15
Reputacja: 18

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Mentor » 17 lis 2005, 21:07

Gran Derby – prolog.

Przed nami wielkie piłkarskie święto. Święto niezwykle, bo obchodzone nie tylko w Hiszpanii, ale wszędzie tam gdzie ludzie kochają futbol. Wszędzie tam gdzie ludzie kochają futbol na najwyższym światowym poziomie. 1 piłka, 2 drużyny, ponad 100 lat rywalizacji, 230 rozegranych spotkań, 775 strzelonych bramek i miliony kibiców przed telewizorami. Jedyne w swoim rodzaju spotkanie, w którym możliwe do zdobycia 3 punkty są zaledwie dodatkiem. Tutaj gra się o honor. Tutaj gra się o prestiż. Tutaj gra się o chwałę. Tutaj gra się dla kibiców. Tutaj gra się, aby zniszczyć przeciwnika i udowodnić, kto jest lepszy. Dwie wielkie ekipy z Madrytu i Barcelony po raz kolejny staną między sobą w Wielkich Derbach Europy. Dokładnie 223 dni temu podczas spotkania Realu Madryt z FC Barceloną padł wynik 4:2. Nadeszła pora na rewanż.

Obóz Barcelony

Początek sezony dla Dumy Katalonii przebiegał pod znakiem nieustabilizowanej formy. Piłkarze czasem zachwycali efektowną i skuteczną grą a innym razem grali bez pomysłu, nieskutecznie, tracąc w głupi sposób ważne ligowe punkty. Nie tego spodziewano się po wzmocnionej przemyślanymi transferami Barcelonie aspirującej do obrony tytułu mistrzowskiego i być może nawet zwycięstwa w elitarnej Champions League. Rijkaard podjął odpowiednie kroki mające na celu zmianę oblicza drużyny. Sposobem na odbudowę optymalnej formy było wprowadzenie systemu rotacji w składzie. Dziś z całą pewnością możemy powiedzieć, że to był strzał w dziesiątkę. Rotacja obejmująca praktycznie wszystkich zawodników pomaga w utrzymaniu dobrej formy poprzez konieczność ciągłej rywalizacji a przy okazji utrzymuje zawodników w dobrej kondycji fizycznej nie pozwalając na nadmierne obciążenia. Z dumą w sercu możemy powiedzieć, że mamy fantastyczną ekipę świetnych piłkarzy, głodnych sukcesów, pałających ambicją, gotowych na 90 minut wytężonej pracy w każdym spotkaniu. Teraz, kiedy początkowa faza sezonu zakończyła się widzimy prawdziwą Barcelonę. Możemy powiedzieć o niej wiele dobrego. Mamy przyjemność oglądać taką Barce, jaką każdy cules chce oglądać. Niepowtarzalny styl gry oparty na przygniatającej przewadze w posiadaniu piłki zawdzięczamy w głównej mierze wspaniałej linii pomocy. Tacy zawodnicy jak Xavi, Deco, van Bommel, Motta, Marquez, Edmilsona, Iniesta czy bardziej ofensywni Ronaldinho, Giuly i Messi to gwarancja supremacji w środku boiska. Od początku sezonu w świetnej dyspozycji jest Samuel Eto’o. Kameruńczyk w obecnej formie jest jednym z głównych pretendentów do ‘pichichi’. Przede wszystkim jednak Samuel nie na darmo nazywany jest także ‘koszmarem Pereza’. Nadzwyczaj często udaje mu się pokonać bramkarza Realu i podobnie powinno być podczas najbliższego spotkania. Linia obrony, która w porównaniu do pozostałych formacji wypada (przynajmniej na papierze) nieco gorzej spisuje się w tym sezonie dość dobrze. Od niepamiętnych czasów w świetnej formie pozostaje Carles Puyol. Na niego zawsze można liczyć. Niezmiernie cieszy fakt, iż najbardziej krytykowany zawodnik Barcy czyli Oleguer Presas spisuje się naprawdę równie dobrze. Ostatnio wobec kontuzji Bellettiego grywa on na prawej stronie obrony i radzi sobie bardzo poprawnie. Nie możemy być na 100% pewni czy to jego zobaczymy podczas GD, ale jest to dość prawdopodobne. Na lewej stronie rumieńców nabiera rywalizacja między Sylvinho a Gio. Jeszcze do niedawna Holender był pewniakiem, Rijkaarda, ale Sylvinho swoim ostatnimi występami naprawdę zachwyca i śmiem twierdzić, że w chwili obecnej jest on w lepszej dyspozycji od Gio. Nie mniej jednak nie wiemy, na kogo postawi Rijkaard. Niestety Mister podczas tego niezwykle ważnego meczu nie będzie mógł skorzystać ze wszystkich zawodników. Podczas treningu reprezentacji Holandii kontuzji doznał Mark van Bommel. Były piłkarz PSV grywał ostatnio bardzo dobrze i będzie to niewątpliwie osłabienie Barcy, ale ławka rezerwowych jest na tyle szeroka, że na pewno uda się go godnie zastąpić. Pozostali zawodnicy powinni być do dyspozycji Rijkaarda. Możemy być pewni, że jedenastka wytypowana przez trenera wejdzie na boisko i pokaże kawał pięknego futbolu.

Obóz Madrytu

Początek sezonu w wykonaniu Królewskich również nie napawał optymizmem. Brakowało przede wszystkim stabilizacji, ale początkowa faza sezonu ma właśnie to do siebie, że piłkarze dopiero łapią formę. Real zaczął wygrywać, ale styl gry w dalszym ciągu pozostawiał sporo do życzenia. Ten stan utrzymuje się do tej pory, czego wynikiem jest zaledwie jeden punkt straty Realu do Barcelony w tabeli La Liga mimo przepaści dzielącej styl gry obu drużyn. Próżno szukać w Madrycie tego polotu i efektowności, którą czarowali jeszcze kilka lat temu. W drużynie potrzebne były zmiany. Niedawno zmienił się trener. Pojawili się nowi zawodnicy. Teraz trzeba to wszystko poukładać i czekać aż zacznie współpracować. Przynajmniej taką nadzieję mają sympatycy Realu. Na dzień dzisiejszy ich ulubieńcy grają strasznie schematycznie, bez polotu i finezji. Wielokrotnie zwycięstwa zapewniają sobie za sprawą przebłysku jednego z galaktycznych zawodników. Bardzo często ojcem sukcesu jest Iker Casillas – najlepszy bramkarz w Primera Division. W dobrej dyspozycji znajdował się także Ronaldo. Niestety kontuzja nie pozwoliła mu na podjęcie równej rywalizacji z Eto’o. Sobotnie spotkanie z Barceloną będzie dla Ronaldo okazją na udany powrót po kontuzji. Bez względu na kondycję i formę trzeba będzie na niego uważać. To zdecydowanie najgroźniejsze ogniwo formacji ofensywnej Realu. To właśnie jego nieobecność jest w dużej mierze przyczyną dość słabej gry Królewskich. Od dłuższego czasu zawodzi inny wielki zakup Realu – Julio Baptista. Brazylijczyk w poprzednim sezonie był podporą Sevilli. Teraz nie potrafi sobie znaleźć miejsca na boisku. Może to wina Luxemburgo, który nie potrafi odpowiednio ustawić swojego zawodnika. Baptista podobnie jak Ronaldo powróci po kontuzji i prawdopodobnie będzie gotowy na GD. Inną ciekawostką był powrót po kontuzji najdroższego pacjenta świata, czyli Jonathana Woodgate’a. Anglik sprowadzony za wielkie pieniądze z Premiership nie zdążył w poprzednim sezonie nawet zadebiutować w nowej drużynie. Powrócił w ‘wielkim’ stylu. Dwie samobójcze bramki niewątpliwie zostaną zapamiętane na długo. Niestety pech nie opuszcza Jonathana. Kolejny uraz nie pozwoli mu wystąpić w potyczce z Barceloną. Cała nadzieja w młodziutkim Sergio Ramosie. To jeden z piłkarzy, którego prawdopodobnie czeka świetlana przyszłość w reprezentacji Hiszpanii. Jak do tej pory, Sergio spisuje się dość dobrze. Pierwsze spotkania nie były może szczególnie udane, ale teraz jest już lepiej. Jeden z nielicznych pewnych punktów w obronie Królewskich. Ku uciesze kibiców Realu w dobrej formie znajduje się David Beckham. Najwyraźniej Anglik chce udowodnić niedowiarkom, że potrafi jeszcze kopać piłkę na przyzwoitym poziomie. Powróciła niesamowita precyzja podań i strzałów, z której znany był od początku kariery w Manchesterze United. W tym sezonie jest jednym z najlepszych podających w La Liga. Pod nieobecność Ronaldo obowiązek strzelania bramek starał się wziąć na siebie Raul. Udało mu się strzelić kilka goli, ale to już nie jest ten zawodnik, który zachwycał kilka sezonów temu. Obecnie sprawia wrażenie żerującego na wypracowanej przed laty etykiecie legendy.

Robinho vs Messi

Ten pojedynek to dodatkowa atrakcja najbliższego spotkania. Kibice Realu prześcigają się w epitetach i porównaniach dotyczących młodego Brazylijczyka. Oczekiwania wobec Robinho są olbrzymie. Cały ten medialny szum, który towarzyszy jego osobie od samego początku na pewno nie wpływa korzystnie na młodego chłopaka. Widać, że potrzebuje on czasu na przyzwyczajenie się do europejskiego stylu gry. Potencjał ma rzeczywiście ogromny. Jego technika wzbudza nieodparty podziw, ale póki co brakuje w niej efektywności i pożyteczności. Przekładanie nogi nad piłką to nie wszystko. To nie wystarczy, aby strzelać bramki. Nie mniej jednak to właśnie Robinho był do tej pory głównym motorem napędowym Realu i bez niego wyniki zapewne byłyby gorsze. Pod nieobecność kontuzjowanego Zidane’a to młody Brazylijczyk wziął na siebie ciężar gry. Można mu pogratulować odwagi. Barcelona posiada jednak w swoich szeregach zawodnika, który z całą pewnością może przyćmić Robinho. Talent Leo Messiego eksplodował na młodzieżowych mistrzostwach świata gdzie wraz z reprezentacją Argentyny zdobył trofeum i został najlepszym zawodnikiem imprezy. Ten młody chłopak, który jeszcze kilka lat temu nie mógł na poważnie myśleć o piłkarskiej karierze w związku z problemami zdrowotnymi dziś zachwyca swoją grą kibiców na całym świecie. Obecność tego chłopaka na boisku niesamowicie wpływa na grę całego zespołu. Leo jak do tej pory jest nie do zatrzymania bez względu na to, kto staje naprzeciwko niego. Niestety nie wszyscy ludzie związani z futbolem w Hiszpanii są zwolennikami rozwoju talentu tego zawodnika. Znaleźli się tacy, którzy za wszelką ceną postarają się o dyskwalifikację młodego Argentyńczyka. Póki, co jednak Leo może grać i będzie do dyspozycji Rijkaarda podczas GD. Nie możemy być pewni, czy dojdzie w ogóle do pojedynku na linii Robinho – Messi, ale szanse na to są dosyć duże.

Garść statystyk

Rozegranych spotkań: 230
Zwycięstwa Barcelony: 94
Zwycięstwa Realu: 86
Remisy: 50
Bramki dla Barcelony: 395
Bramki dla Realu: 380

W spotkaniach między Barcelona a Realem pada średnio 3,36 bramki na mecz.
Wyniki spotkań w przeciągu ostatnich 10 lat (tylko spotkania ligowe):
07.01.1995 Real – Barca 5:0
25.05.1995 Barca – Real 1:0
30.09.1995 Real – Barca 1:1
10.02.1996 Barca – Real 3:0
07.12.1996 Real – Barca 2:0
10.05.1997 Barca – Real 1:0
01.11.1997 Real – Barca 2:3
07.03.1998 Barca – Real 3:0
20.09.1998 Real – Barca 2:2
14.02.1999 Barca – Real 3:0
13.10.1999 Barca – Real 2:2
27.02.2000 Real – Barca 3:0
22.10.2000 Barca – Real 2:0
04.03.2001 Real – Barca 2:2
04.11.2001 Real – Barca 2:0
17.03.2002 Barca – Real 1:1
24.11.2002 Barca – Real 0:0
20.04.2003 Real – Barca 1:1
07.12.2003 Barca – Real 1:2
25.04.2004 Real – Barca 1:2
21.11.2004 Barca – Real 3:0
10.04.2005 Real – Barca 4:2

Szanse obydwu drużyn

Wszyscy doskonale wiemy, że Gran Derby rządzą się własnymi prawami. Bez końca można analizować aktualną formę obu ekip. Można analizować statystyki. Można kierować się przeczuciem, ale jedno jest pewne. Zdecydowany faworyt w takim spotkaniu nie istnieje. Pewne jest również to, że drużyna grająca na własnym boisku wspomagana przez dziesiątki tysięcy fanów jest bardzo trudna do pokonania. Z tego względu za minimalnego faworyta można uznać drużynę gospodarzy. Pozostałe atuty są po stronie Dumy Katalonii.

Gran Derby – epilog

Epilog napisze życie … tylko pamiętajcie, że koniec nigdy nie będzie końcem.

Visca el Barca!

--------------------------------------------------------------------

Nie poruszałem wszystkich możliwych kwestii bo to miała być krótka zapowiedź budująca nastrój.

Awatar użytkownika
petru
Administrator
Administrator
Posty: 11826
Rejestracja: 05 lis 2004, 22:37
Reputacja: 680
Kibicuję: Konstytucja
Lokalizacja: 4 lipca 1921, hotel Overlook/ ultima Thule

Post Wyświetl pojedynczy post autor: petru » 17 lis 2005, 21:21

Niggaz, pewnie do poduszki sobie nie piszesz, tylko wspomagasz jakąś stronę, ale nie myślałeś czasem, żeby wysłać coś tutaj? Bo wydaje mnie się, że sekcja felietonów nie jest najmocnieszą stroną serwisu ;). Co prawda nie jestem w stanie ocenić treści, ale poziom języka jest świetny; przyjemnie się czyta.

Awatar użytkownika
Mentor
Zajebiaszczo
Posty: 16481
Rejestracja: 28 lut 2005, 13:15
Reputacja: 18

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Mentor » 17 lis 2005, 21:30

piwus pisze:Niggaz, pewnie do poduszki sobie nie piszesz, tylko wspomagasz jakąś stronę
W sumie to masz rację.
piwus pisze:ale nie myślałeś czasem, żeby wysłać coś tutaj? Bo wydaje mnie się, że sekcja felietonów nie jest najmocnieszą stroną serwisu
O ile ktoś będzie tym zainteresowany to mogę nastepnym razem napisać coś dla piłka.pl. Póki co nie angażuję się za bardzo z racji klasy maturalnej. Po maturce czasu będzie więcej to i pisał będę pewnie więcej. Nastepnym razem wrzucę coś na ten serwis na próbę.

kostek
szara strefa pilka.pl
Posty: 2510
Rejestracja: 01 maja 2004, 16:43
Reputacja: 0

Post Wyświetl pojedynczy post autor: kostek » 17 lis 2005, 21:46

Niggaz pisze: O ile ktoś będzie tym zainteresowany to mogę nastepnym razem napisać coś dla piłka.pl. Póki co nie angażuję się za bardzo z racji klasy maturalnej. Po maturce czasu będzie więcej to i pisał będę pewnie więcej. Nastepnym razem wrzucę coś na ten serwis na próbę.
Tak to się mówi - a po maturce będą studia (tzn nie każdy kierunek, nie każda uczelnia), które kompletnie mogą człowieka oderwać od wszelkich hobby.

Co do tekstu to bardzo dobry.

Awatar użytkownika
Smithu
Lider Drużyny
Lider Drużyny
Posty: 1309
Rejestracja: 05 lip 2005, 9:32
Reputacja: 0

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Smithu » 18 lis 2005, 0:43

Wrescie sie doczekalem by kolejny przyszly dziennikarz zarzucil nam swoimi przemysleniami wylanymi na papier (monitor) Halla !

Oczywiscie sie nie zawiodlem bo text jest bardzo dobry.

Awatar użytkownika
Smithu
Lider Drużyny
Lider Drużyny
Posty: 1309
Rejestracja: 05 lip 2005, 9:32
Reputacja: 0

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Smithu » 28 lis 2005, 13:15

Zmiana warty ... ?

Jaka jest pilka kazdy widzi. Okragla, wciarz kreci sie wokol wlasnej osi, identycznie jak to, co wokol niej sie dzieje. W futbolu tak samo jak w zyciu liczy sie szczescie, ktore trzeba umiec wykorzystac. Szczesciu trzeba pomagac, nalezy posiasc umiejetnosc obracania kolem fortuny. Nie tak dawno wydawalo sie, iz takowa umiejetnosc posiada Florentino Perez. Prezydent najwiekszego, najbardziej utytulowanego i najbardziej medialnego klubu pilkarskiego swiata, Realu Madryt. W przeciagu kilku lat swojej dotychczasowej kadencji oczyscil kase klubu z wielomilionowych dlugow, sprowadzil najznamienitszych zawodnik, ktorzy poprowadzili zespol do wielu znaczacych sukcesow. Zainicjowal budowe nowego osrodka szkoleniowego, oraz rozbudowe futbolowej swiatyni jaka jest stadion "Krolewskich", Santiago Bernabeu.

Zaczelo sie obiecujaca, w 2000 roku rozpisano nowe wybory na prezydenta Realu Madryt. Kandydatów było kilku jednak tylko dwóch liczyło sie w finaławej rozgrywce. Ostatecznie wygrał Florentino Perez obiecując spełnienie polityki zwanej pózniej "Zidane's & Pavone's", czyli budowanie składu na wychowankach i gwiazdach światowej piłki, sprowadzanych rokrocznie. Pierwszym z wielkich był sprowadzony z Barcelony Luis Figo. Nietuzinkowy skrzydłowy grający w zespole największego wroga przechodzac do Madrytu stał się wrogiem publicznym numer jeden wśrod cules Barcy, w Madrycie natomiast dzięki bajecznej grze zostal ulubieńcem tamtejszych socios. Od tamtej chwili nastała w Hiszpani i Europie era Galaktycznego Realu Madryt. Nie bylo drugiej takiej druzyny, ktora grala by tak pieknie i skutecznie jak owczesny Real. Ekipa w skladzie z Zinedinem Zidane, Luisem Figo, Ronaldo, Makelele, Morientesem, Roberto Carlosem, Ikerem Casillasem, Raulem Gonzalesem czy Davidem Beckhamem stanowiła mimo swojego gwiazdorskiego statusu zgrana armie z armatami o duzej sile razenia. Byly sukcesy (Liga Mistrzów, Primera Division), były wspaniałe mecze (z Barceloną, z Manchesterem United), Real swą grą przyćmił drugą siłę hiszpańskiej piłki, FC Barcelone. Jednak jak w zyciu tak w piłce, wszystko co piękne szybko sie kończy.

W wydawałoby się dobrze zarządanym przez Florentino Pereza klubie przyszedł kryzys. Wiadomo, że kryzys musi przyjść prędzej czy później w każdym klubie, zespole, drużynie piłkarzu. Jednak gdy coś takiego dzieje sie w największym klubie świata, od razu jest o tym niezwykle głośno. Natomiast jeżeli do samego kryzysu nutki pikanterii dodaje sam prezes swoimi niezrozumiałymi decyzjami mamy do czynienia z prawdziwą sensacją. Zaczęło się niewinnie, od sprzedaży jednego zawodnika, który jak sie okazuje po dziś dzień, żę jest i był niezastąpiony. O kim mowa? O Makelele, defensywnym pomocniku najlepszym w swoich fachu. To właśnie od momentu gdy z Madrytu przeniósł się do lońdyskiej Chelsea w Realu zaczęło robic się źle. Po jego sprzedaży tak jakby Perez zapomniał o tym co stanowi świetność Realu. Nie brał pod uwagi dobra drużyny, tylko wpływy z działalności marketingowej. Nie kupował piłkarzy, którzy byli zespołowi potrzebni, kupował tych na których mógł zarobić. Nie byłoby w tym nic złego (ponieważ broniły go wyniki odnoszene przez "Królewskich") jednak do czasu gdy najbardziej zasłużonych zaczął traktować jak śmieci. Mimo zdobytego mistrzostwa Primera Division sezonu 2002/2003 pożegnano ówczesnego szkoleniowca "Blancos", Vicente del Bosque zwanego Sfinksem. Pożegnano to i tak chyba zbyt "miękkie określenie na to jak go potraktowana. Został wylany na zbity pysk mimo swych zasług. Podobnie postąpiono z wieloletnim kapitanem Realu, Fernando Hierro. Co prawda z nim należalo się pożegnać biorąc pod uwagę jego wiek (35 lat) jednak można było zrobić to znacznie subtelniej. I tak z biegiem czasu sypał się kolektyw, który i tak miał słabe podstawy.

Cieniem samego siebie na boisku zaczął być Raul, Zidane z wiekiem coraz bardziej zatracał swoją magie, na jego twarzy coraz częściej zamiast zadowolenia z gry widać było zmeczenie. Linia obronna wciąż mimo nowych zawodników stanowiła i stanowi najsłabszą formacje drużyny. Probowano wielu stoperów żaden do tej pory nie potrafił godnie zastąpić Hierro gdy ten był w najwyższej dyspozycji. Samuel, Woodgate, obecnie Ramos żaden z nich nie rozwiązał problu z zapełnieniem luki na środku obrony. Innym problem zaczęła być rosnąca wciąż w góre średnia wieku zawodników. Zidane, Carlos, Salgado, Raul, Ronaldo, Beckham, Figo to pilkarze blisko trzydziestki lub dawno ją przekroczyli. Dopiero przed tym sezonem do działaczy Realu dotarło iż należy rozpoczać odmładzanie drużyny. Zakup chociazby Robinho dobrze wróżył, ale jaki obecnie jest efekt tego transferu każdy widzi. Młody brazylijczyk stara się probuje, ale ze względu na swoją młodość, brak doświadczenia i słabą postawę drużyny nie może pokazać pełni umiejętności. Obecnie moznaby zaryzykować stwierdzenie, że w Madrycie marnuje się jego wielki talent. Z resztą nie tylko jego, Real dysponuje wieloma utalentowanymi wychowankami. Tylko teraz pytanie, dlaczego nie pozwala im się grac? Są to błedy polityki Pereza, która z biegiem czasu wydaje się być wypalona, bo na pewno nie błędna.

Obecnie w Hiszpani na boiskach pierwszoligowców rządzi Barcelona, tak wiec czyżby po kilku latach nastąpiła zmiana warty? Widocznie tak, w końcu w futbolu jak w życiu. Koło fortuny wciąż zatacza krąg i nigdy nie wiadomo na kogo spłynie fala szczęscia. Zmiana warty na boisku owszem, ale wypadaloby chyba by taka sama nastąpiła poza nim, na kilku wyższych stanowiskach w Realu Madryt. Słowem ... podziękujmy Perezowi. Zrobił już wiele ale wedlug mnie i za pewne nie tylko jego czas dobiega końca. Muszą nastąpić zmiany...

Halla Madrid

Awatar użytkownika
Mentor
Zajebiaszczo
Posty: 16481
Rejestracja: 28 lut 2005, 13:15
Reputacja: 18

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Mentor » 28 lis 2005, 20:24

Smithu nie rób mi konkurencji bo się pokłócimy :lol: :wink:
Ja też ostatnio coś wrzuciłem na stronkę i to Cie chyba pobudziło do roboty :wink:

Awatar użytkownika
Kaka_ACM
Lider Drużyny
Lider Drużyny
Posty: 1520
Rejestracja: 28 wrz 2005, 18:30
Reputacja: 0
Lokalizacja: Z małego miasta, które jest jak ***** ciasna

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Kaka_ACM » 28 lis 2005, 20:56

No to ja też wrzuce swoje trzy grosze o Gran Derby :!:
Tak szczerze to mature z polaka zdałem już kilka lat temu, nawet przyzwoity wynik :wink: , ale nie lubie ( nie chce mi się) pisać obszernych tekstów, ale ten raz niech strace! :wink:

Przed meczem
Wreszcie kibice na całym świecie doczekali się Wielkich Derbów Europy. W sobotę o godzinie 20.00 naprzeciw siebie stanęła ponad 100-letnia historia. Po jednej stronie Real Madryt, po drugiej FC Barcelona. Koncentracja, ostatnie podpowiedzi trenera, mobilizacja i pan Iturralde Gonzalez mógł zagwizdać po raz pierwszy. Jeszcze tuż przed gwizdkiem jednemu z kibiców udało wbiec się na boisko i popędzić przez połowę boiska na oczach miliardów telewidzów.
Zaczęli..
Jednym z głównych pytań przed spotkaniem było to, kto wytrzyma presję. Zdecydowanie udało się to Katalończykom. Wielka chęć zwycięstwa, złość, ale i spokój - to można było wyczytać w ich oczach. Początek to walka o środek pola, które ostatecznie wygrali goście. Już w 9. minucie defensorzy Królewskich nie przypilnowali Samuela Eto`o, lecz Kameruńczyk z zawodnikiem na plecach nie potrafił skutecznie strzelić w światło bramki. 5. minut później zaledwie 18-letni Lionel Messi przeprowadził rajd prawą stroną, przy linii pola karnego zostawił piłkę Eto`o, a ten mocnym strzałem pokonał Ikera Casillasa. Kolejne minuty upływały pod dominacją "Dumy Katalonii". To nie był dzień "Galaktycznych", jedynie Robinho próbował atakować prawą stroną, a powracający po kontuzji Zinedine Zidane i Ronaldo nie wnieśli nic do gry. Przyspieszona rehabilitacja obu zawodników nie przyniosła skutków i dwa najważniejsze ogniwa zespołu były wyłączone z gry. Po raz kolejny najlepszym zawodnikiem gospodarzy był ich golkiper. To dzięki niemu Barca nie zdemolowała miejscowych już w pierwszej połowie. Obrońcy "Królewskich" nie byli w stanie przypilnować szybkiego trio Barcy: Ronaldinho-Eto`o-Messi. Cała trójka jeszcze przed przerwą miała szanse na gole, lecz z dobrej strony pokazał się Casillas. Początkowe gwizdy na Kameruńskiego napastnika przerodziły się w gwizdy na piłkarzy Blancos. Wydaje się, że nikt nie był w stanie pomóc Realowi. Wanderlei Luxemburgo także nie miał pomysłu na zmiany, więc na drugą połowę wyszły te same jedenastki. Drugie 45. minut również rozpoczęły się od kibica, który wtargnął na plac gry i w samych butach uciekał od ochroniarzy. Czekający na cud fani miejscowych, szybko się przebudzili, gdyż Xavi z dystansu uderzył tuż obok słupka. Jedno było pewne na 1:0 na pewno się nie skończy. W 56. minucie znów na czystą pozycję wyszedł Messi, lecz nie potrafił pokonać obecnie chyba najlepszego golkipera globu. Po godzinie gry na tablicy widniał już rezultat 2:0. Ronaldinho pokazał, że to jemu należy się nagroda FIFA, popędził przez całą połowę, minął Sergio Ramosa, Ivana Helguere i pokonał Casillasa. W 63. minucie mieliśmy pierwszą, wymuszoną zmianę. Kontuzjowanego Raula, który notabene także nic nie pokazał, zamienił Guti. Pewna zwycięstwa Barcelona, kontrolowała przebieg spotkania, swobodnie bawiąc się w "dziada" z piłkarzami Realu. Oprócz golkipera, także z dobrej strony pokazał się Salgado. Nawet oddał jeden z dwóch strzałów w światło bramki Barcy. Ronaldo skutecznie pilnowany przez solidnych obrońców Katalońskich tylko raz strzelił do siatki, lecz sędzia słusznie odgwizdał pozycję spaloną. Piękna grę Blaugrany przypieczętował Ronaldinho, który znów popisał się długim rajdem i golem. Po tej bramce kibice Realu wstali z miejsc i zaczęli bić brawo swoim największym rywalom! Real był cieniem Barcelony i nawet nie mógł się przyczepić do pracy sędziego, który nie uległ presji i wykonywał swoje obowiązki bardzo dobrze.
Visca el Barca..
Barcelona wskoczyła na pozycję lidera, a jeśli piłkarze ciągle będą grać pod taktykę Rijkaarda, sukces w lidze jest pewny. Pierwszy krok już poczynili - pokazali różnicę klas pomiędzy nimi, a głównym rywalem do zdobycia tytułu. Obecnie to jedna z najlepszych drużyn świata, która ma duże szanse na zdobycie jeszcze upragnionej Ligi Mistrzów. Z takimi piłkarzami, trenerem i ławką rezerwowych jest to bardzo możliwe.

Awatar użytkownika
Smithu
Lider Drużyny
Lider Drużyny
Posty: 1309
Rejestracja: 05 lip 2005, 9:32
Reputacja: 0

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Smithu » 28 lis 2005, 23:28

Niggaz pisze:Ja też ostatnio coś wrzuciłem na stronkę i to Cie chyba pobudziło do roboty

Racja, dalem to na strone glowna, zobaczymy czy przejdzie :D

Już przeszło :wink: // K.J.

Awatar użytkownika
MarcinGol
Rezerwowy
Rezerwowy
Posty: 187
Rejestracja: 22 sie 2005, 17:02
Reputacja: 0
Lokalizacja: Bydgoszcz

Post Wyświetl pojedynczy post autor: MarcinGol » 01 gru 2005, 16:05

o... koledzy po fachu... jakbym w redakcji pisal takie "masakry" to by mnie juz dawno wylali na zbity pysk

panowie... krotko i na temat... nikt nie chce czytac 3 dni.

im wiecej czystej informacji na malem przestrzeni tym lepiej

pozdro, jak cos to pomoge... w miare mozliwosci czasowych ;)

Awatar użytkownika
Sero
El Nerazzurro
Posty: 4097
Rejestracja: 03 lip 2004, 21:25
Reputacja: 3
Lokalizacja: P-wy

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Sero » 05 gru 2005, 22:13

Nie będzie to może ogólna wiedza o PN i pisaniu (raczej opowiadanie sejen sfikszyn :P ) , ale będzie to post który powinien Was zainteresować ;)

Jak powstała pilka.pl ?


Pewnego dnia na bazarze pewien sprzedawca ogłosił , że ma do sprzedania witryne internetową. Do walki o kupno stanęli dwaj prezesi zamożnych reprezentacji "pilka.pl" oraz "pilkanozna.pl". Na czele tego pierwszego stał niejaki Dzidzius. Sprzedawca postanowił zorganizować mecz pomiędzy dwiema drużynami , które miały by bić się o swoją stronę internetową , a cały dochód z meczu przeszedł by na jego konto. I tak oto prezes Dzidzius postanowił zatrudnić nowego trenera , którym był mało wówczas znany Sir Krzysztof Jarzyna. Następnego dnia pan KJ przeprowadził pierwszy trening z nową drużyną. Od razu podkreślił , że gwiazdami w jego zespole będą Tomusmc , Zaza , Smithu , Mikusinski oraz Niggaz i to na nich będzie opierał swoją taktykę w meczu z pilkanozna.pl . Jak mówił tak czynił i na treningach KJ dawał więcej luzów swoim gwiazdom , żeby były w 100% gotowe na ten ważny mecz. Reszta harowała bez wytchnienia.
Nadszedł dzień meczu. Loża honorowa na której znalazły się tak wybitne postacie jak Baqu , Bonso , Rebuzz , czy łowca talentów Rossi.

TVP4 przprowadzi relację z tego spotkania. Komentować będą W.Szaranovic i J.Gmoh oraz cloner

Sz:witam państwa z pięknego stadionu San Sero , na którym odbędzie się mecz pomiędzy drużynami pilka.pl i pilkanozna.pl a nagrodą główną będzie darmowa witryna internetowa.
G:dzien dobry
C:ja także witam
Sz:pragne jeszcze dodać , że pieniądze uzyskane za bilety pójdą na cele charytatywne.
G:hehehe
Sz:Przenieśmy się jeszcze do R.Papryki , który rozmawiać będzie z trenerem Jarzyną
P:panie couch jak dzisiaj zagracie , czy od początku ruszycie na rywala , czy też przyjmiecie taktyke obrony ?
J:panie redaktorze , nie powiem tego publicznie do kamer bo wysłannicy rywala czuchają za każdym krokiem , a nie chciałbym aby poznali naszą taktyke przed meczem.
P:dziękuje i życze powodzenia.
J:dzieki
Sz:o prosze państwa dostaliśmy oficjalne składy oto one :

pilkanozna.pl
nr1
nr2 , nr3 , nr4 , nr5
nr6 , nr7 , nr8 , nr9
nr10 , nr11

rezerwa:nr12 , nr13 , nr14 ...

pilka.pl
Piwus
Fieldy , Kostek , Corinthias , RoRo
Chlopaczek , Zaza , Tomusmc , Smithu
Niggaz , Mikusinski

rezerwa:Bagg , Wazi , Ibrahimovic , Snip , Uchi , Hunter , Serek

G:ciekawe czemu trener Jarzyna znowu postawił na siedzącego w klubie Mikusinskiego
C:o przepraszam ! Miqus to naprawde bardzo dobry zawodnik obdażony wspaniałą techniką i nieziemksą grą głową
Sz:nie ma co dyskutować nad decyzją trenera tylko czekamy , aż Pan Lakier rozpocznie mecz.
G:hehehe
Sz:a dopingować pilka.pl będą wspaniałe czirliderki Agnieszka , Futbolowa i Anka
Sz:o i zaczęli ...
G:Niggaz zagrywa do Tomusia

3min.

Sz: narazie obie ekipy rozpoznają się nawzajem , ale ile magi jest w takim futbolu ile ja prosze państwa meczy obejrzałem i komentowałem to rzadko kiedy rywale tak dobrze się rozpoznawali.
G:to jest właśnie gra taktyczna
Sz: coś asystent trenera Jarzyny , Kema Reda pokrzykuje na Miqusia żeby nie bał się gry.
C:on wam jeszcze pokarze ...
Sz:Fieldy przerzuca na lewe skrzydło do RoRo , a ten z pierwszej do Smitha , o prosze państwa ależ wślizg nr5 na nogi zawodnika pilka.pl
G:chuligan jeden ! nie ładnie się zachował
Sz: do kontuzjowanego kolegi już biegnie jak zawsze pomocny RoRo
C:już pomoc medyczna w osobie Pisakka wbiega.
Sz: póki co Smithu za murawą a my gramy dalej Kostek rozgrywa piłkę z Corinthiansem ...

7min.

Sz: trzeba przyznać , że pilkanozna.pl osiągneła narazie lekką przewagę , czaruje już tam nr9 z pierwszej do nr11 strzela i kapitalna Piwusiada.
G: o tak brawa dla tego bramkarza (bije brawo)
Sz: już długa piłka do Zazy ten wygrywa pojedynek główkowy z nr8 do piłki dopada Miqus , ale nie tak to powinien zrobić. Prosta strata
C:on musi się rozegrać , wtedy pokaże swoje nieprzeciętne umiejętności.
G: jeśli tak dalej będzie przyjmował piłki to wole patrzeć na Huntera
Sz: jest jeszcze zdolny Serek ...
C: nie jestem przekonany co do jego umiejętności

15min.

Sz: ... o tak on to potrafi
G:hehehe
Sz: uwaga śwetne zagranie Zazy do Niggaza , jest już sam na sam podcina piłkę nad nr1 piłka powoli zmierza do bramki i , i ... ! dopad do niej Miqus ale strzelił obok prawego słupka
G:po co on to ruszał ?!
C:zdarza się najlepszym ...

17min.

Sz: Zaza to jeden z liderów w szatni , potrafi sypnąć dobrym dowcipem.
G: nie tylko on
Sz: Jacku czy ty coś wiesz o czym my nie wiemy ?
G: ekhem
C: hihihi

20min.

Sz: okres w którym niewiele się dzieje , o tak jak np. teraz Corinthias z Kostkiem podają między sobą piłkę nie garnąc się do ataku.
G:o już presing stosuje ten chuligan nr5
Sz: no tak tylko co on robi w ofensywie skoro to obrońca
C: tu rodzi się talent !
Sz: Kostek na prawo do Fieldego ten ładne odegranie do Chlopaczka po lini , zwód jeden drugi ! niczym Ronaldinio ! dośrodkowanie Niggaz z główki do piłki dopada Tomusmc ...
G: gooool !
Sz: tak jest prosze państwa piłkarz Juve strzela na 1-0
G: to teraz pilkanozna.pl będzie musiała zaatakować.
C: ee tam to nic wielkiego Miqus by to lepiej zrobił
Sz: nie wątpimy

22min.

Sz: lewą stroną atakuje goście , nr6 zgrywa do nr7 ten spokojnie przedziera się środkiem przez Zaze , kiwa Kostka jest już trzeci zawodnik obok niego to Smithu , ale ładnie nr7 zgrywa na skrzydło do nr9 ten pędzi co sił w nogach , a goni go Fieldy zawodnik pilkanozna.pl zagrywa mocną piłkę w pole karne tam jest już nr10 i ... mamy wyrównanie !
G: 1-1. Błąd popełnili środkowi pomocnicy , gdyż za łatwo dali się wykiwać przeż nr7 później Fieldy okazał się za wolny na błyskawicznego nr9 i tu najważniejsze kto krył nr10 ? Kostek wyszedł wcześniej wspomóc Zaze w obronie , ale nikt nie wypełnił po nim luki w obronie ...
C: gdyby tam był Miqus nie doszlo by do tego
Sz: a więc 1-1. Rozkręca się nam widowisko !
G: a tu kamery pokazują nam marry lu Smitha. hehehe

30min.

Sz: znów niewiele się dzieje. Z boiska aż wieje nudą
C: niedługo objawi nam się prawdziwy Miquś
G: a co to chłopaki ? widzicie ?
Sz: gdzie ? co ?
C: ano faktycznie coś tam się dzieje , ktoś wbiega na boisko
Sz: jeśli mnie wzrok nie myli to legendarny Dombros , który rozebrał sie i wskoczył na boisko na waleta !
G: hehehe
Sz: ocho prosze państwa to Fieldy wraz z Chlopaczkiem urządzają sobie pościg za sprawcą całego wydarzenia
C: Miquś odrazu by go złapał , a ci dwaj biegają jak żółwie !
Sz: jest , wreszcie został złapany.
G: przynajmniej coś się działo ...

38min.

Sz: coraz bliżej pierwszej połowy. Obie drużyny grają niezwykle schematycznie i jeśli nic się do przerwy nie zmieni to chyba potrzebne będą zmiany

41min:

Sz: Zaza czaruje w środku pola , robi przeplatanke , ale skuteczny odbiór nr3 i odrazu posyła długą piłkę na napastników ...
G: błąd obrony pilka.pl i ... Gol ! tak jest proszę państwa mamy gola ! hehe
Sz: zdobywcą nie kto inny jak nr10 ! brawo dla tego piłkarza
G: no to teraz pilka.pl w trudnej sytuacji

45+3 min

Sz: no zawodnicy pilka.pl myślą już chyba o przerwie , nie kwapią się do ataku.
G: jeszcze przechwyt pilkanozna.pl nr8 będzie uderzał !
Sz: Ale brzydki faul Smitha
G: to chyba rewanż za ten faul na nim z początku meczu
Sz: 20m. od bramki piłkę ustawia sobie nr6
G: możemy spodziewać się mocnego uderzenia , takiego w stylu Roberto Carlosa tego brazylijczyka z Realu Madryt
Sz: bierze rozbieg ... huknął i ... Gol ! Piwus bezradny. No może być zły na siebie i na kolegów , że tracą bramkę do szatni. Teraz niezwykle ciężko będzie im się podnieść , ale nie takie cuda w futbolu się zdarzały ...
G: bardzo ładne uderzenie
Sz: no chłopaki dostaną pewnie kilka WP od trenera Jarzyny

PRZERWA

C:druga połowa będzie należała do Mikusinskiego
Sz: a z rezerwowym pilka.pl Baggiem jest już Piotrek
P: czy liczysz na to , że zastąpisz Piwusa na bramce ?
B: o tak ! Piwus bronił źle dlatego już jestem gotowy na zmiane
P: fajnie

46min.

Sz: zaczynamy 2. część gry. Póki co żaden z trenerów nie dokonał zmian
G: zdjąć Miqusia ! wprowadzić Serka
C: nigdy w życiu !
G: cloner tak się znasz jak moja babka na ...
C: a ty Gmoh jak , jak , jak Rasiak na drewnach !
Sz: przestańcie panowie
G: hehehe

50min.

Sz: ładne podanie Zazy do Tomusiamc ten przepuszcza piłkę do Niggaza , Niggaz ! uderza ! i słupek ! ależ pecha ma dziś piłkarz Barcy , najpierw Miqus teraz słupek ...
C: tylko dupek wali w słupek , gdyby to był Miqus ...

52min.

Sz: pilkanozna.pl spokojnie sobie rozgrywają piłke , presing pilka.pl Miqus , Niggaz i Smithu pędzą na rywala niczym wóz taranowy !
G: kolejny foul Smitha
Sz: zółta kartka ! pierwsza w tym meczu

60min.

Sz: Są zmiany w ekipie gości nr3 zejdzie za nr 13 , a nr4 za nr14
G: dobre zmiany
Sz: i Jarzyna przyszykował zmiane , Uchi wejdzie za Tomusmc tak więc zdobywce gola dla pilka.pl

63min.

Sz: pierwszy kontakt z piłką Uchiego , uderzenie z dystansu , ale nad bramką
G: oj nie przyłożył się

68min.

Sz: czas upływa a efektów nie widać pilka.pl-pilkanozna.pl 1-3
G: może czas na kolejną zmianę ?
C: jeszcze nie teraz

70min.

Sz: RoRo szaleje lewym skrzydłem , ostro bita piłka w pole karne , Niggaz - poprzeczka ! no coś niesamowitego !
C: gdyby tam był Miqus
G: ale brawo może wreszcie zaczną grać

75min.

Sz: Jarzyna przeprowadza kolejne zmiany. Schodzi Mikusinski wchodzi Serek , a także Wazi zastąpi Corinthiansa
C: Miqus zagrał dziś naprawde dobry mecz
G: chyba trener dał im za mało czasu aby mogli odmienić losy meczu ...
C: pewnie witryne wygra pilkanozna.pl na boisku nie ma już Miqusia więc nie ma kto strzelać
G: hehehe

78min.

Sz: Jarzyna już nerwowo nie wytrzymuje. Do Kema Redy podchodzi prezes Dzidzius i przekazuje mu jakieś wskazówki
G: ładny przeżut Chłopaczka do Uchiego - oni rozumieją się bez słów w końcu grają w jednym klubie
Sz: Uchi świetne wypuszczenie do Smitha ten kiwa rywala odgrywa do RoRo kolejne dośrodkowanie piłkarza Interu , wyskakuje Serek i ... faul ? jaka decyzja sędziego ? faul !!!
G: czyli rzut karny
Sz: Do piłki podchodzi Zaza , teraz wie jak ważne przed nim zadanie ... jeśli nie strzeli to koniec marzen o nowej witrynie
G: Zaza i ... jeeeeest !
Sz: tak więc to nie koniec emocji. 12 min. do końca i mamy już tylko 2-3

83min.

G: obleżenie bramki trwa !
Sz: Chlopaczek zejście do środka , podaje do Serka , Serek , Serek ! ale ich kiwa ! już jest w polu karnym , sam na sam z nr1 kto lepszy kiwa bramkarza i gooool ! 3-3 cóż za kapitalna akcja Serka ;)
G: jak ja kocham takie akcje


w między czasie zgasło światło na 6 minut i do akcji wstąpiły wpsaniałe czirliderki


91min.

Sz: Obie strony boją się zaatakować rywala , żeby nie nadziać się na zabójczą kontre
G:hehehe
Sz: Kostek zaczynają od własnej połowy , Zaza przy piłce , Uchi , Smithu piłka chodzi jak po sznurku , jeszcze raz Zaza uderza piłka po rykoszecie !
G: trafia pod nogi Chlopaczka !
Sz: uderza ... bramkarz na róg !

92min.

Sz: ostatnia akcja pokazuje Pan Lakier
G: Zaza pędzi już do narożnika
C: i tak nie strzelą
Sz: Zaza wrzuca ogromne zamieszanie ! i gdzie jest piłka ?!
G: w siatccccceeeee !!
Sz: ano gol !
C: 4-3 ?
G: no
Sz: ale kto strzelił ?
G: zobaczymy na reepleyu
Sz: nie jestem pewien ale Serek ?
G: oj chyba nie , to Niggaz
Sz: zaraz zobaczymy komu zostanie zapisana ... obu ?! tak jest ! niebywały przypadek , no ale Niggaz zasłużył na tego gola jak mało kto ...
G: co prawda to prawda , a już nastawiałem się na dogrywkę ...

Sekundy mijały a pilka.pl broniła się dzielnie

Sz: KONIEC ! pilka.pl-pilkanozna 4-3 !!!
G: przypomniał mi się taki mecz ale zapomniałem jaki
Sz: może finał LM ?
G: hehe


Tym sposobem sprzedawca zarobił , a pilka.pl istnieje do dziś :D

KONIEC

Awatar użytkownika
Snipp_
Bianconeri
Posty: 2230
Rejestracja: 29 cze 2005, 15:51
Reputacja: 3

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Snipp_ » 05 gru 2005, 22:18

Co za kretynizm, do czorta. Dawno się nie uśmiałem z czyjejś głupoty.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Hyde Park”