Umiesz pisac, Udowodnij !! - Strona 18

Chwila oddechu dla stałych bywalców i świeżych owieczek. Trunki oraz coś na ząb w gronie znajomych, jak i dla tych którzy chcą podumać bądź przygadać sobie ramię w ramię z barmanem.
Awatar użytkownika
Tomachos
Kluczowy Zawodnik
Kluczowy Zawodnik
Posty: 1079
Rejestracja: 17 maja 2005, 14:24
Reputacja: 0
Lokalizacja: Gliwicos

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Tomachos » 06 gru 2005, 16:42

Snipp_ pisze:Przepraszam wszystkich za swoje zachowanie, ale to wszystko dlatego, że nie dostałem swojej szansy. Biję się w pierś.
Czy to ty Snipp_ :?: :rotfl4:

przyznawac sie: kto mu shakował compa i napisał taka bzdure :won:

AL
Trampkarz
Trampkarz
Posty: 36
Rejestracja: 19 lis 2004, 17:29
Reputacja: 0

Post Wyświetl pojedynczy post autor: AL » 09 gru 2005, 23:10

Podam linka, bo to w Wordzie:


Opowieśc o człowieku z problemami. Nowela ukazująca zakamarki umysłu i jego ciemną stronę przeoraną złymi myślami.
"RYSIEK KONTRA PREDATOR" autorstwa Kamila Kwaśniaka.
Wydanie książkowe (wersja on-line) do ściągnięcia pod adresem http://www.megaupload.com/?d=MW1KJWK0
Miłego czytania, mile widziane komentarze (gg 5414023).

Awatar użytkownika
Smithu
Lider Drużyny
Lider Drużyny
Posty: 1309
Rejestracja: 05 lip 2005, 9:32
Reputacja: 0

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Smithu » 12 gru 2005, 23:14

Krotko ale wydaje mi sie wystarczajaco :P

Wszystko, co ma początek ma też swój koniec…

Początek zwykle szczęśliwy i przynoszący wiele radości, pozytywnych emocji. Narodziny dziecka, czy pierwszy dzień w nowej szkole wiąże się zwykle właśnie z takimi emocjami. Niestety, wszystko, co dobre, piękne i wspaniałe szybko się kończy. Życie nas nie rozpieszcza, człowiek się rodzi umiera, zamiera o nim pamięć. Podobnie jest w świecie futbolu tyle, że w nim życie podzielone jest na dwie kategorie. Tą widzianą ze strony kibica oraz tą widzianą oczyma zawodników. Znacznie dłuższa jest perspektywa pierwszego żywota, wiąże się z wieloletnim dopingowaniem ukochanego klubu, drużyny piłkarzom, których piłkarskie (zawodowe) życie jest znacznie krótsze. Średnio kariera piłkarza trwa od kilku do kilkunastu lat, podczas których dzięki dobrej grze buduje sobie mosty do coraz to lepszych klubów. Tworzy historię, staję się bożyszczem kibiców bądź pośmiewiskiem i źródłem niesmacznych żartów, jak ostatnimi czasy chociażby Grzegorz Rasiak.

To tylko tak słowem wstępu do tego, o czym tak naprawdę coraz częściej myślę ja i setki kibiców na całym świecie. Na każde pokolenie jak wiemy przypada kilka talentów, te dobrze oszlifowane z biegiem czasu stają się niezwykle cennym piłkarskim kruszcem. Ocena ich rzeczywistej wartości jest niezwykle trudna. A każda taka próba kończy się zwykle na jednym, określeniu ocenianego „bezcennym”. Gdy około trzydziestu lat temu, swą karierę w AS Cannes, Ajaxie Amsterdam, FC Marili Pribram, Palmeiras, Southampton rozpoczynało kilku młodych chłopców nikt nie wróżył im tak wspaniałych karier. Co prawda uważani byli za ogromne talenty, jednak nikt nawet w snach nie wróżył im, iż tak godnie zapiszą się w historii futbolu. Zinedine Zidane, Dennis Bergkamp, Pavel Nedved, Rivaldo czy Alan Shearer. Nazwiska znane wszystkim miłośnikom futbolu, od bieguna do bieguna ze wschodu na wschód. Gdy prezentowali najwyższą sobie formę w podziękowaniu za niewyobrażalne fale euforii fanatyczni kibice byli w stanie wybudować im monumentalne pomniki ze złota. Co prawda do niczego takiego nie doszło, aczkolwiek piłkarze ci zajęli miejsce na stałe w głowach i sercach kibiców. Zapisali wspaniałe karty piłkarskiej historii, tych kart absolutnie żaden szanujący się kibic nie powinien zapomnieć. Niestety nic, co piękne nie trwa wiecznie. Każdy z nich ma grubo ponad trzydzieści lat na karku, z każdego, widać to coraz mocniej upływa magia. Czasem jakiś przebłysk przypomina, z kim mamy do czynienia patrząc na zawodnika truchtającego po murawie. W naszej pamięci zachowane wspaniałe rajdy Rivaldo, nieprawdopodobne strzały Bergkampa i Sheara, po których piłka niespotykanie często trzepotała w siatce. Waleczność Nedveda, który niczym jak niedźwiedź rozdrapuje ofiarę, rozbijał ataki swoich rywali. Bajeczna technika, Zizou uwieczniona między innymi, a może przede wszystkim „galaktycznym” golem w finale Ligi Mistrzów z 2002 roku.

Wszystko, co ma początek ma też swój koniec, nawet najjaśniejsza gwiazda wreszcie musi eksplodować. Z piłkarskimi gwiazdami jest podobnie. Nie mamy, co prawda do czynienia z wielkim bumem, mimo to tak możemy odczuwać chwile, gdy z piłkarskich boisk, krok po kroku odchodzą na emeryturę Ci, dzięki którym kochamy się w futbolu. Magicy, olśniewających każdym elementem swej gry, na horyzoncie pojawiają się ich następcy, ale czy będą w stanie całkowicie zapełnić pewną pustkę. Podczas pożegnania legend nie obejdzie się bez łez, smutku, bez żalu końca pewnej epoki. Taka jest historia, ciągle zatacza koło, dinozaury również wyginęły. Pamiętamy o nich? Ależ owszem, ale czy to samo jakbyśmy je „poznali”?

Dajmy weteranom jeszcze się wykazać i niech odejdą w chwale …

Awatar użytkownika
Mentor
Zajebiaszczo
Posty: 16481
Rejestracja: 28 lut 2005, 13:15
Reputacja: 18

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Mentor » 16 gru 2005, 19:17

Iacta alea est!

Kości zostały rzucone. A w zasadzie to nie tyle kości, co kule. To one zadecydowały o tym, że podobnie jak przed rokiem dwie wielkie potęgi europejskiej piłki zmierzą się ze sobą już w 1/8 finału Ligi Mistrzów. Nazwanie konfrontacji Chelsea z Barceloną mianem przedwczesnego finału nie będzie chyba nadużyciem. Trudno przejść obojętnie wobec takiego obrotu sprawy. Z jednej strony próżno szukać takiego kibica Barcy, który nie chciałby obejrzeć wielkiego rewanżu za poprzednie rozgrywki. Wielu jednak chciałoby zmierzyć się z The Blues na znacznie wyższym poziomie turnieju. Teraz jednak nie ma już odwrotu. Oczy całego piłkarskiego świata zwrócone będą na Londyn i Barcelonę. Emocji na pewno nie zabraknie. Zanim jednak dojdzie do pierwszego starcia warto przyjrzeć się obecnej sytuacji obu drużyn.

The Blues – władcy Premiership.

Budowana przez ostatnie lata londyńska potęga zgodnie z przewidywaniami nie ma sobie równych w Anglii. Tamtejsze rozgrywki zostały absolutnie zdominowane przez podopiecznych Jose Mourinho. Trudno sobie wyobrazić, aby ktokolwiek był w stanie zdetronizować aktualnego mistrza Anglii. Nie mniej jednak patrząc przez pryzmat ubiegłego sezonu a także tegorocznych występów w Lidze Mistrzów, Chelsea nie gra jeszcze tak doskonałej piłki jak się tego oczekuje. Nie można powiedzieć, że grają słabo ani też, że jakiś element gry wyraźnie kuleje. Jedyne czego brakuje to chyba tak zwanej ‘iskry’ w grze która charakteryzuje najlepsze piłkarskie drużyny. Oczywiście nawet wobec tymczasowego braku tejże ‘iskry’ Chelsea pozostaje potężną ekipą wymienianą jako jeden z głównych faworytów do zdobycia Ligi Mistrzów. Są też tacy, którzy nie traktują obecnej sytuacji jako słabszej dyspozycji. Według nich Chelsea w tym sezonie po prostu bardziej rozważnie dysponuje siłami po to, aby liczyć się na wszystkich frontach. Wielokrotnie oglądając spotkania z udziałem The Blues można dojść do wniosku, że nie grają na 100% możliwości i bardzo możliwe, że tak właśnie jest. Sympatycy futbolu zdążyli się już przyzwyczaić, że nie każde spotkanie z udziałem londyńczyków gwarantuje pokaz pięknej piłki. Słowem, które bardzo często trafnie oddaje ich grę to wyrachowanie. Zdobycie maksymalnej ilości punktów minimalnym nakładem sił to bez dwóch zdań bardzo rozważna taktyka. Nie każdemu może to odpowiadać, ale mentalność ekipy nie zależy od kibiców i z reguły nie ma żadnego związku z ich gustami. Aktualna forma to nie jedyna różnica w stosunku do poprzedniej konfrontacji obydwu drużyn. Roman Abramowicz i tym razem nie zapomniał sięgnąć do sakiewki czego efektem są nowi zawodnicy w drużynie. Sprowadzenie Asiera Del Horno, Shauna Wrighta-Phillipsa i Michaela Essiena to bez wątpienia hity transferowe ubiegłego lata. Jeszcze większe wrażenie niż nazwiska robią jednak wydane kwoty. Zawodnicy kosztowali kolejno 8, 21 i 24 miliony funtów. Byłe kluby tychże zawodników ubiły złoty interes moim zdaniem. Śmiem twierdzić, że żaden z tych zawodników nie jest wart aż tak kolosalnych pieniędzy co nie znaczy oczywiście, że neguję ich klasę. Póki co jednak swoją grą nie zachwycają tak bardzo jak powinni biorąc pod uwagę wkład finansowy wniesiony w ich sprowadzenie. Tak czy inaczej obecność trzech nowych, klasowych piłkarzy w klubie jest wzmocnieniem a co za tym idzie Chelsea powinna być trudniejsza do pokonania niż przed rokiem. To jednak czysta teoria. Wbrew pozorom The Blues nie są wcale faworytem tego szlagieru. Spójrzmy na ich przeciwnika.

Grande Barca – nowy Dream Team.

Zdecydowałem się na bardzo śmiałe zagranie nazywając obecną Barceloną nowym Dream Teamem. Przez ostatnie lata tytuł ten zastrzeżony był dla niezapomnianej ekipy prowadzonej w latach 1991-1994 przez Johana Cruyffa. Obecnie nie można jeszcze z całą pewnością stwierdzić, że drużyną jest równie dobra bo nie ma jeszcze potwierdzenia w postaci takich sukcesów jak w przypadku ekipy Johana, ale szanse na to, że narodził się nowy Dream Team są bardzo duże. Budowana przez ostatnie lata drużyna przeżywa teraz wspaniałe chwile. Pod wodzą Rijkaarda mamy przyjemność oglądać najpiękniejszy futbol w Europie a przede wszystkim futbol skuteczny, przynoszący korzystne rezultaty. Forma ustabilizowała się na bardzo wysokim poziomie. Nie ma podstaw ku temu, aby twierdzić, że dyspozycja nie będzie tak dobra w spotkaniu z Chelsea. To co mamy przyjemność obserwować to nie jest zjawisko nadzwyczajnej zwyżki formy lecz właśnie jej ustabilizowania. Podobnie jak Chelsea tak i Barca wzmocniła się wyraźnie. Różnica jednak tkwi w wydanych w tym celu funduszach. Barca nie wydała ani grosza przy 53 milionach funtów wydanych przez The Blues. Przed sezonem wydawało się, że głównym wzmocnieniem dowodzonej przez Rijkaarda drużyny będzie Mark van Bommel sprowadzony na zasadzie wolnego transferu z PSV. Obecnie Holender jest kontuzjowany, ale na mecz z Chelsea będzie już zupełnie zdrowy a przed kontuzją radził sobie bardzo dobrze. Santiago Ezquerro jest raczej przedłużeniem ławki rezerwowych i może się przydać tylko w kontekście odpoczynku jakiegoś kluczowego zawodnika przed konfrontacją z Chelsea. Wzmocnieniem należy także nazwać Leo Messiego. Forma tego młodego chłopaka wybuchła właśnie w tym sezonie. Nagrodzony ostatnio Złotą Piłką w swojej kategorii wiekowej Argentyńczyk staje się kolejnym bardzo mocnym punktem zespołu. To zdecydowanie największe wzmocnienie i as w rękawie Rijkaarda. Ponadto widać bardzo wyraźną poprawę w grze defensywnej zespołu oraz skuteczności, czyli elementach które w poprzednim sezonie sprawiały najwięcej problemów. Widać progres w grze wielu zawodników. Nawet krytykowany przez wielu Oleguer jest pewnym punktem obrony w Dumie Katalonii. Wielkim nieobecnym konfrontacji Barcelony z Chelsea będzie Xavi. Ten wydawałoby się niezastąpiony dla Katalończyków zawodnik doznał bardzo groźnego urazu zerwania wiązadeł w prawym kolanie i nie będzie mógł grać w piłkę być może do końca sezonu. Optymistyczne prognozy zapowiadają jednak, że Hiszpan mógłby dostać swoją szansę jeszcze w … finale Ligi Mistrzów. Pytanie tylko czy koledzy z drużyny dadzą radę sprawić mu taki prezent. Póki co życzymy Xaviemu powrotu do zdrowia, aby mógł zagrać na Mundialu.

Wielkie oczekiwanie

Pierwsze spotkania 1/8 finału odbędą się dopiero 21/22 lutego nadchodzącego roku. Teraz czekają nas dwa miesiące oczekiwania na ten wielki spektakl. Obie ekipy w tym czasie zadbają o to, aby uzyskać optymalną formę i przygotować się należycie do wielkiego rewanżu. Widmo porażki Barcelony w poprzedniej edycji rozgrywek będzie miało niewątpliwie wpływ na zawodników. Uważam, że będzie to wpływ zdecydowanie pozytywny. Chęć rewanżu wyzwoli w nich dodatkową motywację. Jeżeli będzie trzeba to zagrają na 110%. Wierzę, że Duma Katalonii nie sprawi zawodu swoim kibicom i wyeliminowanie Chelsea będzie nie tylko wielkim rewanżem czy nawet zemstą, ale pierwszym i najtrudniejszym krokiem do zwycięstwa w Lidze Mistrzów.

Visca el Barca!

Awatar użytkownika
Smithu
Lider Drużyny
Lider Drużyny
Posty: 1309
Rejestracja: 05 lip 2005, 9:32
Reputacja: 0

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Smithu » 03 sty 2006, 11:01

To tylko czesc mojego nowego textu, ale wydaje mi sie ze juz moge go opublikowac. Sam nie wiem czy zdolam go skonczyc :?


Hiszpańska jesień 2005 od A do Z.
Za nami 17 kolejek gorącej hiszpańskiej Primera Division. Przed nami jeszcze drugie tyle. Póki, co na gdy znajdujemy się na półmetku rozgrywek wypadałoby sporządzić podsumowanie tego, co już miało miejsce w Iberyjskim świecie piłkarskim:

Ambicja - z bardzo dużą ambicją do sezonu 2005/2006 przystąpiła spora liczba drużyn, poczynając od gigantów, kończąc na tych maluczkich. Jak pokazała pierwsza część sezonu, dzięki samej ambicji, waleczności i poświęceniu wiele można było napsuć wiele krwi potencjalnym liderom La Liga, bo czy ktoś przed startem rozgrywek przewidywał, iż pierwszym liderem tabeli zostanie „biedne” Getafe, trenowane przez Niemca B. Shustera? Czy ktoś oczekiwał tak świetnej gry po Celcie Vigo? Mam ku temu wątpliwości, a jednak marzenia małomiejskich kibiców stały się rzeczywistością, aczkolwiek na krótko. Z biegiem czasu wszystko wróciło do normy, na czoło tabeli wrócił grający w kratkę Real Madryt, by ustąpić miejsca wszechmocnej Barcelonie.

Baraże – nie samą piłką klubową żyją fani Primera Division. Od zawsze w kręgu zainteresowania pozostawały losy reprezentacji. Obecna kadra prowadzona przez Luisa Aragonesa, jak nigdy nie miała tak wielkich problemów w wywalczeniu awansu do imprezy, jaką są Mistrzostwa Świata. Teraz udało się to dopiero po totalnym zwycięstwie ze Słowacją w barażach. Czyżby Hiszpanie, którzy od lat w cuglach wygrywali eliminacje do wielkich imprez, by następnie rozczarować na Mistrzostwach Świata czy Europy, wreszcie mieli w zamiarze odwrócenie kart historii?

Champions League – aż 3 hiszpańskie drużyny (tyle samo, co z Włoch i Anglii) awansowało do kolejnej, pucharowej fazy Ligi Mistrzów. Sukces jest tym większy, iż tak naprawdę tylko jedna z tych drużyn zasługuję na awans dzięki prezentowanej przez siebie grze. Barcelona nie pozostawiła swoim grupowym rywalom żadnych złudzeń, co do tego, kto powinien awansować, natomiast ekipy Realu Madryt i Villareal awans zawdzięczają dzięki dużemu szczęściu. Grając poniżej oczekiwań, zawodzą prezesów własnych klubów, ale co ważniejsze kibiców, których obie ekipy mają miliony w całej Europie. W fazie pucharowej ekipy „Królewskich” i „Żółtej Łodzi Podwodnej” trafiły na rywali, których z marszu powinny pokonać (odpowiednio Arsenal Londyn i Glasgow Rangers). Mniej szczęścia w losowania miała Duma Katalonii, której los po raz kolejny dał za przeciwnika londyńską Chelsea, zapowiadając tym samym emocjonujący rewanż.

Derby – Gran Derby, zawsze wyjątkowe, niepowtarzalne, emocjonujące i elektryzujące. Mecze Realu Madryt z FC Barceloną. Gdy wybija godzina pierwszego gwizdka cały piłkarski świat skupia się by obejrzeć pojedynek, którego stawka jest znacznie wyższa niż punkty. Żadnego z tych elementów nie zabrakło w ostatnich Derby, rozegranych tym razem w Madrycie na Santiago Bernabeu. Nasze oczy mogły napawać się urodą spektaklu urozmaiconego najlepszymi efektami specjalnymi z doskonałym scenariuszem. Szkoda tylko, iż tylko jedna drużyna grała role pierwszoplanową. Ronaldinho i spółko dominowali w każdym elemencie piłkarskiego rzemiosła, wygrywając 3 do zera i udowadniając tym samym, iż obecnie w Hiszpanii nie ma na nich mocnych. Doszło nawet do tego, (co wzbudziło ogólny podziw), że madryccy kibice oklaskiwali grę największym wrogów, nie mogąc wyjść z podziwu nad nieporadnością swoich ulubieńców.

Europa – W sezonie, 2001/2002 Real Madryt zdobywa Ligę Mistrzów, dwa lata później Valencia dominuje w finale Pucharze UEFA zdobywając to trofeum. Co było później? Jakie były kolejne sukcesy drużyn hiszpańskich na arenie europejskiej? Odpowiedź jest prosta. Nie było ich wcale. Od kilkunastu miesięcy przedstawiciele ligi do niedawna uważanej za najsilniejszą w Europie nie zdobyli żadnego europejskiego trofeum. Czy to oznacza obniżenie się poziomu futbolu na półwyspie Iberyjskim? To raczej wątpliwe, zmianom ulega futbol, taktyka i gra defensywa spychają na dalszy plan umiejętności techniczne oraz szybką i dynamiczną grę, jaką prezentuje chociażby FC Barcelona. Jak długo potrwa taki stan rzeczy? Jak długo będziemy czekali na kolejni wielki tryumf hiszpańskiej drużyny? Odpowiedzi na te pytania z pewnością udzieli nam przyszłość, jednak już teraz można powiedzieć, iż La Liga wraca powoli na tron. 3 drużyny w kolejnej fazie rozgrywek Ligi Mistrzów oraz kolejne 2 w pucharze UEFA to nie przypadek.

Frankowski – Obecnie jest jedynym polskim piłkarzem grającym na boiskach Hiszpanii, w przeszłości był jednym z najlepszych w historii kopaczem biegającym po krajowych boiskach. Tomasz Frankowski, niegdyś król strzelców polskiej Ekstraklasy ku zaskoczeniu wszystkich w wieku 31 lat postanowił przenieść się na półwysep Iberyjski, zaskoczenie było tym większe, iż jego nowym pracodawcą miał zostać 2-ligowy klub, Elche FC. Jak polski napastnik radzi sobie na zapleczu Primera Division? Można rzec, że prawie tak dobrze jak za czasów gry w Wiśle Kraków, niestety doskwierają mu kontuzje, przez co w pełni nie może pokazać swych umiejętności. Gdy przez kilka tygodni nie mógł trafić do bramki rywali, zaczęto go powoli wykreślać z podstawowej 11stki. Jednak Franek – łowca bramek, uciszył wszelkie głosy krytyki popisując się hat-trickiem w spotkaniu z Numancią.

Geniusz
– Napisano i powiedziano o nim wszystko, jest na ustach wszystkich, dziennikarzy, kibiców i tych, którzy klną znów po raz kolejny wkręceni przez niego w ziemie. Ronaldo Assis de Moreira znany bardziej jako Ronaldinho, obecnie opisywany jest jako piłkarski Bóg. Nad jego umiejętnościami rozpływają się rzesze fanów. Czym bez niego byłaby obecna reprezentacja Brazylii bądź drużyna Barcelony? Czym byłby futbol gdyby nie ten dla którego w istocie niemożliwe nie istnieje. Jako jedna z najważniejsza z twarzy Nike wystąpił w reklamie, w której czterokrotnie odbił piłkę od poprzeczki (ta ani razu nie spadła na ziemie!!). W innej popisał się umiejętnościami technicznymi, których pozazdrościł mu sam StickMan (komputerowa postać ze stajni Nike). Przez FIFA oraz France Football został wybrany najlepszym piłkarzem zeszłego roku, czego chcieć więcej...

Odkrycie – Kilku mniej znanych piłkarzy od sierpnia, spotkanie po spotkaniu wylewało talent, który w nich drzemał. David Villa z Valencii, Fernando Baiano z Celty, czy duet Guiza, Riki z Getafe każdy z nich dzięki strzelonym golom z biegiem czasu zostal uznany za odkrycie rundy. Wszystkich nowoodkrytych przyćmił Leo Messi. Młody jeszcze niepełnoletni piłkarz Dumy Katalonii z meczu na mecz rósł w oczach kibiców. Początkowo był znany tylko wiernym fanom, z biegiem czasu poznała go całą Europa między innymi dzięki genialnej grze przeciwko Realowi Madryt, w końcu sam Ludovic Guly musiał ustąpić mu miejsca w podstawowej 11stce. W 2005 roku został uznany obok Robinho jednym z największych nadziei futbolu, okrzyknięty kolejnym następcą Maradony. Czy zdoła sprostać pokładanym w nim oczekiwaniom?

Awatar użytkownika
Mentor
Zajebiaszczo
Posty: 16481
Rejestracja: 28 lut 2005, 13:15
Reputacja: 18

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Mentor » 03 sty 2006, 14:44

Smithu pisze:Sam nie wiem czy zdolam go skonczyc
Odezwij się na GG Smithu. Damy radę. Za dobrze to wygląda, aby pozostawić nie zakończone :wink:

Awatar użytkownika
Smithu
Lider Drużyny
Lider Drużyny
Posty: 1309
Rejestracja: 05 lip 2005, 9:32
Reputacja: 0

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Smithu » 04 sty 2006, 0:15

Za nami 17 kolejek gorącej hiszpańskiej Primera Division. Przed nami jeszcze drugie tyle. Póki, co na gdy znajdujemy się na półmetku rozgrywek wypadałoby sporządzić podsumowanie tego, co już miało miejsce w Iberyjskim świecie piłkarskim:

Ambicja - z bardzo dużą ambicją do sezonu 2005/2006 przystąpiła spora liczba drużyn, poczynając od gigantów, kończąc na tych maluczkich. Jak pokazała pierwsza część sezonu, dzięki samej ambicji, waleczności i poświęceniu wiele można było napsuć wiele krwi potencjalnym liderom La Liga, bo czy ktoś przed startem rozgrywek przewidywał, iż pierwszym liderem tabeli zostanie „biedne” Getafe, trenowane przez Niemca B. Shustera? Czy ktoś oczekiwał tak świetnej gry po Celcie Vigo? Mam ku temu wątpliwości, a jednak marzenia małomiejskich kibiców stały się rzeczywistością, aczkolwiek na krótko. Z biegiem czasu wszystko wróciło do normy, na czoło tabeli wrócił grający w kratkę Real Madryt, by ustąpić miejsca wszechmocnej Barcelonie.

Baraże – nie samą piłką klubową żyją fani Primera Division. Od zawsze w kręgu zainteresowania pozostawały losy reprezentacji. Obecna kadra prowadzona przez Luisa Aragonesa, jak nigdy nie miała tak wielkich problemów w wywalczeniu awansu do imprezy, jaką są Mistrzostwa Świata. Teraz udało się to dopiero po totalnym zwycięstwie ze Słowacją w barażach. Czyżby Hiszpanie, którzy od lat w cuglach wygrywali eliminacje do wielkich imprez, by następnie rozczarować na Mistrzostwach Świata czy Europy, wreszcie mieli w zamiarze odwrócenie kart historii?

Champions League – aż 3 hiszpańskie drużyny (tyle samo, co z Włoch i Anglii) awansowało do kolejnej, pucharowej fazy Ligi Mistrzów. Sukces jest tym większy, iż tak naprawdę tylko jedna z tych drużyn zasługuję na awans dzięki prezentowanej przez siebie grze. Barcelona nie pozostawiła swoim grupowym rywalom żadnych złudzeń, co do tego, kto powinien awansować, natomiast ekipy Realu Madryt i Villareal awans zawdzięczają dzięki dużemu szczęściu. Grając poniżej oczekiwań, zawodzą prezesów własnych klubów, ale co ważniejsze kibiców, których obie ekipy mają miliony w całej Europie. W fazie pucharowej ekipy „Królewskich” i „Żółtej Łodzi Podwodnej” trafiły na rywali, których z marszu powinny pokonać (odpowiednio Arsenal Londyn i Glasgow Rangers). Mniej szczęścia w losowania miała Duma Katalonii, której los po raz kolejny dał za przeciwnika londyńską Chelsea, zapowiadając tym samym emocjonujący rewanż.

Derby – Gran Derby, zawsze wyjątkowe, niepowtarzalne, emocjonujące i elektryzujące. Mecze Realu Madryt z FC Barceloną. Gdy wybija godzina pierwszego gwizdka cały piłkarski świat skupia się by obejrzeć pojedynek, którego stawka jest znacznie wyższa niż punkty. Żadnego z tych elementów nie zabrakło w ostatnich Derby, rozegranych tym razem w Madrycie na Santiago Bernabeu. Nasze oczy mogły napawać się urodą spektaklu urozmaiconego najlepszymi efektami specjalnymi z doskonałym scenariuszem. Szkoda tylko, iż tylko jedna drużyna grała role pierwszoplanową. Ronaldinho i spółko dominowali w każdym elemencie piłkarskiego rzemiosła, wygrywając 3 do zera i udowadniając tym samym, iż obecnie w Hiszpanii nie ma na nich mocnych. Doszło nawet do tego, (co wzbudziło ogólny podziw), że madryccy kibice oklaskiwali grę największym wrogów, nie mogąc wyjść z podziwu nad nieporadnością swoich ulubieńców.

Europa – W sezonie, 2001/2002 Real Madryt zdobywa Ligę Mistrzów, dwa lata później Valencia dominuje w finale Pucharze UEFA zdobywając to trofeum. Co było później? Jakie były kolejne sukcesy drużyn hiszpańskich na arenie europejskiej? Odpowiedź jest prosta. Nie było ich wcale. Od kilkunastu miesięcy przedstawiciele ligi do niedawna uważanej za najsilniejszą w Europie nie zdobyli żadnego europejskiego trofeum. Czy to oznacza obniżenie się poziomu futbolu na półwyspie Iberyjskim? To raczej wątpliwe, zmianom ulega futbol, taktyka i gra defensywa spychają na dalszy plan umiejętności techniczne oraz szybką i dynamiczną grę, jaką prezentuje chociażby FC Barcelona. Jak długo potrwa taki stan rzeczy? Jak długo będziemy czekali na kolejni wielki tryumf hiszpańskiej drużyny? Odpowiedzi na te pytania z pewnością udzieli nam przyszłość, jednak już teraz można powiedzieć, iż La Liga wraca powoli na tron. 3 drużyny w kolejnej fazie rozgrywek Ligi Mistrzów oraz kolejne 2 w pucharze UEFA to nie przypadek.

Frankowski – Obecnie jest jedynym polskim piłkarzem grającym na boiskach Hiszpanii, w przeszłości był jednym z najlepszych w historii kopaczem biegającym po krajowych boiskach. Tomasz Frankowski, niegdyś król strzelców polskiej Ekstraklasy ku zaskoczeniu wszystkich w wieku 31 lat postanowił przenieść się na półwysep Iberyjski, zaskoczenie było tym większe, iż jego nowym pracodawcą miał zostać 2-ligowy klub, Elche FC. Jak polski napastnik radzi sobie na zapleczu Primera Division? Można rzec, że prawie tak dobrze jak za czasów gry w Wiśle Kraków, niestety doskwierają mu kontuzje, przez co w pełni nie może pokazać swych umiejętności. Gdy przez kilka tygodni nie mógł trafić do bramki rywali, zaczęto go powoli wykreślać z podstawowej 11stki. Jednak Franek – łowca bramek, uciszył wszelkie głosy krytyki popisując się hat-trickiem w spotkaniu z Numancią.

Geniusz – Napisano i powiedziano o nim wszystko, jest na ustach wszystkich, dziennikarzy, kibiców i tych, którzy klną znów po raz kolejny wkręceni przez niego w ziemie. Ronaldo Assis de Moreira znany bardziej jako Ronaldinho, obecnie opisywany jest jako piłkarski Bóg. Nad jego umiejętnościami rozpływają się rzesze fanów. Czym bez niego byłaby obecna reprezentacja Brazylii bądź drużyna Barcelony? Czym byłby futbol gdyby nie ten dla którego w istocie niemożliwe nie istnieje. Jako jedna z najważniejsza z twarzy Nike wystąpił w reklamie, w której czterokrotnie odbił piłkę od poprzeczki (ta ani razu nie spadła na ziemie!!). W innej popisał się umiejętnościami technicznymi, których pozazdrościł mu sam StickMan (komputerowa postać ze stajni Nike). Przez FIFA oraz France Football został wybrany najlepszym piłkarzem zeszłego roku, czego chcieć więcej...

Hipermarket – Wielki skomercjalizowany sklep, nastawiony na marketing i wysoką sprzedaż, nie zważając przy tym na jakość towaru i usług. Do czego odnosi się wytwór masowego pędu ku zwiększeniu zarobków przytoczony w poprzednim zdaniu? Odpowiedź sama nasuwa się dość szybko. Jest tylko jeden taki klub, pod rządami jednego prezesa zaniedbujący swoich klientów, dokładniej rzecz ujmując kibiców. Real Madryt na czele z Florentino Perezem. Nieświeże artykuły (piłkarze) zostały przez niego wyrzucone (Figo, Solari, Samuel) bądź posypane konserwantami w celu przedłużenia okresu ważności (Zidane, Raul, Ronaldo, Carlos). Pojawiły się również promocje, mające na celu zamydlić słabość całego towaru (Ramos, Robinho), jedna one również nie dały oczekiwanych efektów. Real Madryt to maszyna do robienia pieniędzy jednak nie cieszy się dobrą opinią z powodu, w jaki traktuje swoich fanów. Pozostają tylko ci najwierniejsi marce, wierzący na odbudowanie jakości.

Iker – Jest ostoją drużyny Realu Madryt i reprezentacji Hiszpanii. Jego interwencje budzą ogromny podziw i szacunek, spokój i opanowanie karzą napastnikom odczuwać do niego nieziemski respekt. Gdyby nie on Królewscy zostali by wchłonięci przez ligową szarość i popadli by we własną słabość. Nazywany ostatnim galaktycznym, boskim Ikerem, czy po prostu najlepszym bramkarzem na świecie. Mecz po meczu daje pokaz swoich „boskich” umiejętności. Oby los wylał na niego dzban fortuny, by na wiosnę jego gra przełożyła się na sukcesy „Blancos” i kadry Luisa Aragonesa.

Kluivert - 'Pat' powrócił! Przez kilka sezonów spędzonych w Barcelonie zdołał na stałe wpisać się do historii klubu. Ponad 120 bramek z czego większość godnych wielokrotnego powtarzania to właśnie jego zasługa. Królował w powietrzu a zarazem twardo stąpał po ziemi mijając kolejnych rywali. Możliwości technicznie wydawały się być nieograniczone. Repertuar zagrań pozwalał na zaspokojenie nawet najbardziej wybrednych sympatyków piłki nożnej. Niestety okoliczności nie pozwoliły Holendrowi pozostać w klubie. Ogólnie większość swojej kariery spędził w różnego rodzaju klubach i nie chodzi tutaj bynajmniej i wiele drużyn. Po kilku latach w Hiszpanii Kluivert szczycił się przydomkiem 'Party Pat'. Znał wszystkie puby i dyskoteki w Katalonii. Musiał odejść. Jego przygoda z Newcastle nie potrwała jednak długo. Angielski futbol nie jest mu pisany. Pewnie imprezy w Newcastle też gorsze. Wrócił do La Liga, ale już nie do Katalonii. Zgłosili się po niego włodarze wzmacnianej przed sezonem Valencii. Wydawać by się mogło, że Patrick znowu będzie zachwycał. Niestety trener nie przewidział dla Holendra bardziej znaczącej roli w swojej koncepcji niż straszenie nazwiskiem i autorytetem z ławki rezerwowych. 'Pat' gra mało i to jest najgorsza wiadomość. Jest jednak nadzieja, że jeszcze pokaże się kibicom z dobrej strony. Niech tylko dostanie swoją szansę.

Odkrycie – Kilku mniej znanych piłkarzy od sierpnia, spotkanie po spotkaniu wylewało talent, który w nich drzemał. David Villa z Valencii, Fernando Baiano z Celty, czy duet Guiza, Riki z Getafe każdy z nich dzięki strzelonym golom z biegiem czasu zostal uznany za odkrycie rundy. Wszystkich nowoodkrytych przyćmił Leo Messi. Młody jeszcze niepełnoletni piłkarz Dumy Katalonii z meczu na mecz rósł w oczach kibiców. Początkowo był znany tylko wiernym fanom, z biegiem czasu poznała go całą Europa między innymi dzięki genialnej grze przeciwko Realowi Madryt, w końcu sam Ludovic Guly musiał ustąpić mu miejsca w podstawowej 11stce. W 2005 roku został uznany obok Robinho jednym z największych nadziei futbolu, okrzyknięty kolejnym następcą Maradony. Czy zdoła sprostać pokładanym w nim oczekiwaniom?

Awatar użytkownika
BartekTS
Lider Drużyny
Lider Drużyny
Posty: 1513
Rejestracja: 17 gru 2004, 20:06
Reputacja: 0

Post Wyświetl pojedynczy post autor: BartekTS » 13 lut 2006, 15:52

Triada znów zwycięska - Inter 1-2 Juventus

Było blisko jest daleko mowa oczywiście o dogonieniu Juventusu. Strata „NerAzzurrich” wynosi już 12 punktów i wątpliwe jest dogonienie lidera. Inter był już blisko a nawet bardzo blisko było już 6 punktów jednak dwie porażki z Fiorentini i Juventusem rozwiały nasze szanse na Scudetto. Każdy fan Caccio i Interu wie ile czekamy na mistrzostwo 16 lat! W telewizji słyszy się różne wypowiedz na temat czekania na mistrza Włoch. Ostatnie Scudetto ekipa „Neroblu” wywalczyła w roku 1979-80. Zanosi się na kolejny rok czekania ale nie będę się na ten temat rozpisywał przejdźmy do teraźniejszości.

Inter zajmuje obecnie 2 pozycje za Juventusem, tuż za naszą ekipą znajduję się AC Milan który dołek ma już chyba za sobą i zaczyna grac tak jak od niego się oczekuje. Rywal zza miedzy jest już z nami na równi a przed meczem z Violą mieliśmy przewagę 7 oczek. Na 4 i 5 pozycji też gorąco. Odpowiednio Fiorentini i Roma walczą o Ligę Mistrzów. Ekipa Prandelliego ma 50 punktów a Roma 48. Jeśli patrzeć by na to pesymistycznie Inter może zając nawet 5 pozycje! Przy obecnej formie „Giallorossich” wszytsko wydaje się możliwe. Ekipa Spalettiego jest od 9 spotkań nie do pokonania a na nasze nieszczęście będziemu musieli Rzymian podejmowac na ich terenie.

Teraz Serie A wchodzi w najważniejszą fazę rozgrywek. Przed trzema ekipami walka o Ligę Mistrzów, przed kilkoma o Puchar UEFA czy Coppa Italia. Nasz ekipa ma dla siebie bardzo niekorzystny terminarz w najbliższej kolejce wyjazd na Livorno gdzie nie zobaczymy Samuela, Cambiasso i najprawdopodobniej Verona który doznał urazu w spotkaniu z Juventusem. A żeby było tego mało na początki Marca czeka nas chyba najważniejszy mecz sezonu AS Roma – FC Inter. W przypadku przegranej na Livorno, wygranej u siebie z Udinese i porażce na Olimpio nasza sytuacja może zmienic się diametralnie z 2 na 4 lokatę w Serie A.

I nie zapomnijmy o najważniejszym meczu sezonu Derby Mediolanu!! Jeśli obu ekipą nic złego nie przytrafi się do tego spotkania to ono rozstrzygnie które ekipy bezpośrednio zagrają w Lidze Mistrzów, które w Eliminacjach a którym tylko lub aż pozostanie UEFA!

Czas pokazę i fani Interu bądźmy optymistami! Forza Inter!

Tak na marginesie to jeden z moich pierwszych felietonów ale napewno nie ostatni czekam na Komentarze 8)

Awatar użytkownika
bagg
Bianconero
Posty: 4725
Rejestracja: 19 sty 2005, 19:08
Reputacja: 43

Post Wyświetl pojedynczy post autor: bagg » 13 lut 2006, 16:36

BartekTS pisze:najważniejszy mecz sezonu AS Roma – FC Inter.

BartekTS pisze:najważniejszym meczu sezonu Derby Mediolanu!!

A jeszcze przed tą kolejką najważniejszym meczem sezonu był Inter-Juve :P

Bastian16
Skład B
Skład B
Posty: 130
Rejestracja: 07 maja 2005, 16:57
Reputacja: 0

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Bastian16 » 04 maja 2006, 16:37

Ja zazwyczaj pisuję felietony o gwiazdach futbolu. Ostatnio udało mi (albo i nie) napisać opowiadanko o Thierrym Henry. Oto ono:

Thierry Henry

Trudno sobie bez niego wyobrazić atak Arsenalu. Jest bystry, skuteczny, zawsze stwarza niebezpieczeństwo pod bramką, porusza się błyskawicznie i nie boi się prowokować pilnującego go obrońcy. Posiada wspaniałe umiejętności techniczne i wyostrzony zmysł taktyczny. Wielu mówi o nim, że jest napastnikiem XXI wieku. Bez wątpienia! Kto to taki ?-Thierry Henry. Urodził się 17 sierpnia 1977r. w Paryżu. Jego styczność z piłką nożną zaczęła się w Clairefontaine, gdzie szkolił się w szkółce piłkarskiej. Tam właśnie wypatrzył go jeden z włodarzy francuskiego klubu – AS Monaco. Zaraz po tym do Clairefontaine napłynęła oferta transferu Thierry’ego do Monaco. Kiedy dwa tygodnie po swoich siedemnastych urodzinach Thierry Henry zadebiutował w lidze francuskiej, nikt chyba nie zdawał sobie sprawy, że właśnie rozpoczyna się jego wielka kariera piłkarska. O dziwo – właśnie wtedy trenerem AS Monaco był Arsene Wegner, który właśnie teraz jest trenerem Arsenalu, w którym gra nasz bohater. W 1997 roku sięgnął z AS Monaco po tytuł mistrza Francji. To był jego najlepszy sezon w tym klubie (9 goli). W reprezentacji Francji Henry zadebiutował w październiku 1997 w meczu przeciwko RPA. Wkrótce podpisał wstępny kontrakt z Realem Madryt. Jednak hiszpański klub skontaktował się z piłkarzem przez agenta nie zarejestrowanego w FIFA, więc obie strony zmuszone były anulować umowę. 2 lata później Henry mógł się cieszyć z triumfu w finałach mistrzostw świata France ’98. Zaraz po zwycięskim turnieju Henry miał szanse po raz pierwszy przeprowadzić się do Londynu. Jednak wtedy nie zgodzili się na to szefowie Monaco. W końcu w lutym 1999r. zgoda już była, ale na wyjazd do Włoch. W Juventusie grał jeden sezon i był to dla niego prawdziwy koszmar. Henry nie potrafił zaaklimatyzować się w tym kraju, zupełnie nie pasowała mu defensywna taktyka klubu i w efekcie dość często grzał ławę. Jeśli już grał, to ustawiany był na boku pomocy. Kiedy więc pojawiła się propozycja z Arsenalu od Arsene’a Wengera, Thierry oszalał ze szczęścia. Przybycie na Highbury było strzałem w dziesiątkę! W sezonie 1999/2000 zdobył aż 26 goli i od razu został najlepszym snajperem zespołu. Podczas Euro 2000 ponownie „Trójkolorowi” byli nie do zatrzymania i nasz bohater mógł się cieszyć ze złota. Jego najlepszy sezon miał jednak dopiero nadejść! To, co Henry wyprawiał w 2002 roku, na długo zapadło w pamięci kibiców. Francuz trzeci raz z rzędu był najlepszym strzelcem swojego zespołu, zdobywając łącznie 32 bramki (24 w lidze angielskiej, 7 w Pucharze Mistrzów i jedną w Pucharze Anglii), a ze swoim klubem zdobył Mistrzostwo Anglii. Choć nominalnie Henry jest wysuniętym napastnikiem, jego wszechstronność sprawia, że równie często zajmuje się kreowaniem gry, dogrywaniem do partnerów, a nawet bierze aktywny udział w grze destrukcyjnej. Znany jest szczególnie ze swojej szybkości, precyzji podań i strzałów oraz opanowaniu w sytuacjach podbramkowych. Słynie też ze świetnie wykonywanych rzutów wolnych (często wykorzystuje chaos w drużynie przeciwnika, oddając strzał zanim rywale zdążą ustawić mur). Henry to indywidualność! Francuz jest na tyle kreatywny, że świetnie zajmuje obrońców, potrafi też wypracować dogodne sytuacje kolegom, ale przede wszystkim zdobywa piękne bramki. W obecnej edycji LM zdobył już 9 goli. Na Mundial 2006 w Niemczech jest pewniakiem „Trójkolorowych” w linii ataku.

Diamen23
Legenda Futbolu
Legenda Futbolu
Posty: 23459
Rejestracja: 25 wrz 2005, 21:09
Reputacja: 4681

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Diamen23 » 04 maja 2006, 20:55

fajny felieton , nawet nie wiedziałem , że mógł przejść do Realu. 8)

Bastian16
Skład B
Skład B
Posty: 130
Rejestracja: 07 maja 2005, 16:57
Reputacja: 0

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Bastian16 » 04 maja 2006, 22:27

dzięki, a Ty cos piszesz? I takie prywatne pytanie: czemu masz liczbę "23" w niku, bo jestem w tej liczbie dosłownie zakochany i jest dla mnie w pewien sposób magiczna:)?

Bastian16
Skład B
Skład B
Posty: 130
Rejestracja: 07 maja 2005, 16:57
Reputacja: 0

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Bastian16 » 09 maja 2006, 20:00

I kolejny felieton. Tym razem o Royu Makkayu:

Roy Makaay – napastnik reprezentacji Holandii i klubu Bayern Monachium. Urodził się 9 marca w Wijchen. Mało kto wie, ale piłkarz nazywany po prostu Roy, ma dużo bardziej skomplikowane imię. Rodzice nazwali go… Rudolfus Antoniusz, ale wśródHolendrów to przecież nic dziwnego. Byli już Johannes Hendrikus Cruyff i Wilhelmus van Hanegem. Od najmłodszych lat był fanem piłki nożnej. Na początku swej młodocianej tułał się po piłkarskich „wioskach” - Woezik (Wijchen) oraz Diosa (Grave) i Blauw Wit Heesch. Pierwszym poważnym klubem na drodze tego piłkarza był klub z Arnhem – Vitesse. Roy Makaay należy do nielicznych holenderskich piłkarzy, którzy nigdy w życiu nie grali wielkich klubach tego kraju – Ajaxie, Feyernordize i PSV. W barwach Vitesse Arnhem w 109 meczach ligi strzelił 42 gole. W Arnhem spędził cztery sezony, skąd przeszedł do hiszpańskiego CD Tenerife. Do tego klubu Makaay trafił latem 1997 roku z Vitesse za 10 milionów euro i w ciągu 2 sezonów strzelił 21 bramek. Piłkarz bardzo miło wspomina ten okres kariery, zwłaszcza ze względu na… pogodę. –Teneryfa to wspaniałe miejsce do życia. Codziennie rano świeci słońce i aż chce się wstawać – wspomina Roy. Po bramkostrzelnych występach na Teneryfie piłkarzem zainteresował się klub – Deportivo La Coruna. Holenderski napastnik trafił do drużyny z Galicji w 1999 roku i od razu zaliczył świetny sezon. Wywalczył historyczne, bo pierwsze mistrzostwo Hiszpanii dla Deportivo, a zdobywając 22 gole została najlepszym strzelcem drużyny. Można powiedzieć, że w tym momencie kariera Roy zaczęła nabierać tempa. Niestety, wkrótce potem Makaay nabawił się groźnej kontuzji i na powrót do wielkiej formy trzeba było czekać ponad rok. Jego dorobki w kolejnych sezonach to: 16 goli w 29 meczach (2000-2001), 12 goli w 30 meczach (2001-2002) i wreszcie 29 goli w 38 meczach (2002-2003). Ferrari – taki przydomek nadali mu kibice Deportivo. Nie trzeba chyba wyjaśniać dlaczego – Makaay należał do najszybszych w drużynie. W 2003 roku zdobył nagrodę Złotego Buta. Co prawda jeszcze więcej bramek zdobył Mateja Ketman z PSV Eindhoven, ale ponieważ współczynnik ligi hiszpańskiej jest wyższy od współczynnika Eredivisie, więc cenna nagroda trafiła w ręce Makaaya. Kiedy latem 2003 roku do Lyonu odchodził superstrzelec Bawarczyków, Giovane Elber, trener Ottmar Hitzfeld zapragnął mieć w drużynie właśnie Makaaya. Bayern przelał na konto Deportivo prawie 19 milionów euro. Makaay dał się poznać z dobrej strony na Stadionie Olimpijskim w Monachium dużo wcześniej – bo jako zawodnik Deportivo La Coruna strzelił w 2002 roku 3 gole Bayernowi w LM. W stolicy Bawarii Makaay’owi również idzie znakomicie. W 2 sezonach gry (2003-2004 i 2004-2005) zdobył 2-krotnie tytuł mistrza Niemiec, a także w tym drugim sezonie tytuł króla strzelców. Łącznie w tych 2 sezonach zdobył 45 goli w 65 meczach, co jest dorobkiem niemalże godnym legendy Gerda Müllera. I to właśnie do tego słynnego Niemca jako pierwszy porównał Makkaya przewodniczący zarządu Bayernu Monachium – Karl-Heinz Rummenigge. –Roy gra w podobny sposób, równie elegancko uderza piłkę – powiedział. Bardziej sceptyczny był Ottmar Hitzfeld, ówczesny trener Bawarczyków: -Owszem, Holender potrafi świetnie znaleźć się w polu karnym i wykończyć akcję całej drużyny,. Müller to jednak prawdziwa legenda nie tylko niemieckiej, ale i światowej piłki. W 2006r. Roy odpadł już z Bayernem z Ligi Mistrzów po remisie na własnym stadionie (1:1) i druzgocącej klęsce we Włoszech 1:4. Ogólnie z tym sezonie Pucharu Mistrzów Roy zagrał 620 minut, czyli 8 meczów, strzelając przy tym tylko 2 bramki. Mimo to Roy uważany jest na całym świecie jako jeden z najlepszych napastników globu. Notabene nie ułatwia mu to pozycji w kadrze reprezentacji Holandii, w której w dalszym ciągu prym wiodą Ruud Van Nistelrooy i król strzelców Eredivisie – Dirk Kuijt. Jednak Makaay zdołał zagrać już na 2 wielkich imprezach – Euro 2000 oraz Euro 2004. Wiąze także nadzieje, że Marco van Basten powoła go do kadry na MŚ w Niemczech, gdzie chciałby zdobyć medal.

Awatar użytkownika
Mentor
Zajebiaszczo
Posty: 16481
Rejestracja: 28 lut 2005, 13:15
Reputacja: 18

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Mentor » 09 maja 2006, 22:24

To biografia a nie felieton, ale spoko :wink:

Awatar użytkownika
Berele Lewartow
Gwiazda
Gwiazda
Posty: 5880
Rejestracja: 10 wrz 2004, 19:30
Reputacja: 689
Lokalizacja: zza Firewalla

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Berele Lewartow » 09 maja 2006, 22:33

No właśnie, pierwsza sprawa to co powiedział już Niggaz, to biografia,a nie felieton. Druga sprwa, jak czytałem ten tekst miałem wrażenie, że czytam zadanie domowe jakiegoś gimnazjalisty, to troche niedobrze, po trzecie, nie dowiedziałem się nieczego nowego.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Hyde Park”