Najpierw gimnazjum. Moją wychowawczynią był dyktatorski spasiony karzeł (który notabene chciał mnie usadzić z okazji swojej bliskiej emerytury "Jeśli ja tego nie zrobię, to kto się tym zajmie?"). Ankieta (oczywiście anonimowa) na temat szkoły, kolega przedstawił ją jako obóz pracy. Po tym wychowawczyni wmawiała innemu kumplowi, że rozpoznaje jego pismo, niestety się rąbnęła
Do gima miałem 8 min drogi, ona mieszkała blok na przeciwko, więc oprócz tego, że chodziła na kawę do szkoły, to notorycznie pojawiała się tam w kapciach. Jej ulubioną odzywką było: "Przewracasz oczami jak mój jamnik" (miała dwa psy, jeden jamnik, drugi prawie jej do ramienia sięgał; miałem dwumetrowego kolegę, co jak wychodziła z psami na spacer po osiedlu i go spotykała to ten większy mu się zawsze na jaja rzucał:))
Do mnie cały czas z tekstem "Siedzisz jak w żydowskiej herbaciarni". Potrafiła to 5 razy na lekcji powiedzieć. Chyba miała poważne problemy ze sobą.
Pewnego dnia wsadziła komuś z młodszej klasy, jak to mawiała "gałę" (wszystkie nauczycielki stawiały jedynki, ona gały, przynajmniej nie musiała się schylać:)) i powiedziała na koniec
"Weż ty się xxx przynajmniej raz ubierz porządnie, bo patrzeć już na ciebie nie mogę"- strzeliła z obrzydzeniem w głosie
" Ja przynajmniej nie chodzę w kapciach do szkoły"
" Spójrz lepiej na swoje ciżemki
Ehhh cudowna kobieta...
Gimnazjum to nie było dobre miejsce do kozaczenia, jedyne co można było robić to wywalać kosze z korytarza za okno i patrzeć jak woźny zapierdala i drze ryja. Incydenty typu rozwalenie plecakiem lampy na suficie, pijany element przychodzi na lekcje zdarzały się nie wiem, tak raz na 2 miesiące? W każdym razie z niektórymi nauczycielkami były dobre motywy, bo były ostro zamulone. Mnie niestety takie nie uczyły, ale było raz tak, że mam WF a ty patrze przez okno leci jedno krzesło, drugie krzesło, mapa, potem chwila przerwy i od nowa. Okazało się, że koledzy się o browca założyli
Był także czas, że pijany kolega z gim. przyszedł pijany do szkoły tak, że nawet jak się go prowadziło to się zataczał. Cała szkoła polew gość twardo próbuje iść i pokazuje wszytkim środkowy palec:). Ksiądz go do pielęgniarki prowadzi przez schody później, bo się zarientowali że coś nie tak, schlany dalej się cieszy i wystawia palec, a 20 osób za nimi biegnie. Ubaw to był... Zabrało go pogotowie i aby nie narażać reputacji szkoły powiedzieli, że to coś z cukrzycą
Jutro będzie o technikum, bo tam grube jazdy sa







