Trwa wskrzeszony Puchar Interkontynentalny. W pierwszej rundzie, Al Ain (ZEA, zwycięzca Azjatyckiej Ligi Mistrzów) pokonało nowozelandzkie Auckland City a następnie przegrał z egipskim Al Ahly. Zespół, który bardzo długo czekał na zwycięstwo w Copa Libertadores, brazylijskie Botafogo zatrzymał się już na meksykańskiej Pachuce. Zwycięzcy Ligi Mistrzów CONCACAF okazali się lepsi niż ci afrykańscy i w nagrodę, zagrają jutro o 18:00 w Lusail z Realem Madryt.
Warto się pochylić nad tymi rozgrywkami. FIFA podzieliła turniej na mniejsze trofea i rozrzuciła je po świecie. Al Ain - Auckland było barażem o Puchar Afryki, Azji i Pacyfiku, a Al Ahly - Al Ain jego finałem. Baraż odbył się w ZEA, finał w Kairze. Potem Derby Ameryki (Botafogo - Pachuca) i od tego momentu wszystkie spotkania rozegrano w Katarze. Jeszcze "półfinał" otrzymał miano "Challenger Cup".
Format tego turnieju jest jaki jest. Nie jestem zwolennikiem nowych Klubowych MŚ, bo to przerost formy nad treścią, ale "1 strefa ≈ 1 zespół + 1 drużyna gospodarza" też się nie sprawdzał. I w sumie czort wie, po co grają teraz, skoro wszystkie najlepsze zespoły z poszczególnych kontynentów wystąpią latem w USA.



