Crystal Palace - Sunderland 0:1
gospodarze mogą sobie pluć w brodę, a zwłaszcza Dann, który w końcówce spotkania popełnił koszmarny błąd w obronie, przez co w dużej mierze przyczynił się do wywiezienia przez Czarne Koty kompletu punktów z Selhurst Park. Pierwsza połowa odbyła się pod dyktando Crystal Palace, nawet jeśli statystyki wskazywały na relatywnie wyrównane widowisko. Wynikało to z tego, że w krótkim odstępie czasowym, między 23. a 30. minutą zespół przyjezdnych przycisnął przeciwnika, oddał dwa strzały, czym polepszył sobie statystykę, ale generalnie to podopieczni Alana Pardew dłużej się utrzymywali przy piłce, to oni dyktowali tempo gry i wydawało się, że kwestią czasu będzie, aż Pantilimion zostanie zmuszony do wyciągnięcia futbolówki z siatki. Zwłaszcza, że w drugim zestawie trzech kwadransów rumuński golkiper miał co robić. Nie chodzi tylko o groźne, silne uderzenie Cabaye'a, ale również niebezpiecznie bite przez gospodarzy rzuty rożne, czy inne próby z dystansu w wykonaniu Zahy, czy Bolasie. Sunderland skonstruował jedną fajną akcję na początku drugiej połówki, do tego dochodzi rzut wolny mający miejsce nieco później i w zasadzie tyle dobrego. Nic nie zapowiadało triumfu regularnie już broniącego się przed spadkiem przedstawiciela Premier League, ale najpierw prosta strata w środku pola Cattermole'a, długie zagranie, po którym błąd popełnia Dann i efektowne wykończenie akcji przez Defoe - tak wyglądał kluczowy moment tego spotkania, który pozwolił ekipie Sama Allardyce'a na sięgnięcie po trzy punkty. Zwycięstwo bardzo istotne, wszak Czarne Koty na ten moment tracą już tylko jedno oczko do bezpiecznej strefy. Natomiast Crystal Palace chyba na nic więcej, niż środek tabeli, w tym sezonie stać nie będzie. Wygrali na Stamford Bridge oraz Anfield Road, urwali punkty z United, czy pomęczyli City, ale jeśli się nie wygrywa na własnym terenie z Sunderlandem, to trudno mówić o realizacji ambitniejszych celów.



