Ja mam takie wspomnienia z kanasty. Tylko rodzice lubili ją jakby mniej, pewnie partia tysiąca trwa krócej, nawet nie wiem. Ale w ogóle kanasta kojarzy mi się z fajnymi czasami - rodzice spotykali się z przyjaciółmi albo sąsiadami i po prostu ciupali w karty. Teraz już tak osiedli na tyłkach, że nawet z mało kim się widująpiotrcies pisze:O tak, u mnie też były rodzinne boje w tysiąca - rodzice i dwaj bracia, ja początkowo się przyglądałem (bo byłem mały i nie umiałem grać), potem też brałem udział w zabawie (to gra na max 4 osoby, więc różne mieliśmy konfiguracje). Fajne wspomnienie


