Tottenham Hotspur - Sunderland 4:1
do przerwy Czarne Koty prezentowały się obiecująco i pomijając, pechowo stracony gol, można stwierdzić, że defensywa Allardyce'a spisywała się bardzo dobrze, pomimo że gospodarze wykreowali sobie kilkanaście szans na zdobycie bramki (zwłaszcza skutecznie grał Wes Brown). Dwie główki Alderweirelda, strzał Kane'a, po którym świetnie interweniował Jordan Pickford, czy próba Alliego, to sytuacje warte największej uwagi. Koguty dominowały, częściej utrzymywały się przy piłce i właściwie do momentu trafienia van Aanholta nic nie zapowiadało, że pojawi się szansa na niespodziankę, czy po prostu emocje w tym meczu. Młodemu Holendrowi trzeba oddać, że od dłuższego czasu jest jednym z najlepszych zawodników w swoim zespole i pewnie kwestią czasu będzie sięgnięcie po tego zawodnika przez bardziej renomowany klub. De facto w przekroju 90. minut rywalizacji był to jedyny błąd podopiecznych Pochettino w obronie. Przyjezdni nie byli w stanie wykreować sobie czegoś więcej, co rzuca nowe światło na błędy sędziowskie z poprzedniej kolejki. Można się zachwycać golami Defoe, czy w ogóle wbiciem czterech bramek na Liberty Stadium, ale wpływu arbitra na tę skuteczność Sunderlandu nie sposób przemliczeć. W drugiej połowie dzisiejszego pojedynku na White Hart Lane obraz gry nie uległ zmianie, aczkolwiek gospodarze nie mieli już tak klarownych okazji na gola. Zanim do siatki Pickforda trafił Dembélé, wyróżniło się tylko uderzenie Kane'a, które zakończyło jego indywidualną, przebojową akcję. Trafienie Eriksena szczęśliwe, natomiast faul na rzut karny, który popełnił Kirchhoff, to zwieńczenie tej nieudolnej zmiany, dokonanej przez Allardyce'a. Pół godziny i tyle napsocić...



