Dresiarze!

Handsome Boy

Post autor: Handsome Boy » 19 sie 2005, 15:12

looooooool
przeciez pisze, ze wracam sobie NAPRUTY z hipnozy... jak sie jest naprutym to zawsze jest niesmiertelnosc, pozniej instynkt samozachowawczy, jak sie zobaczy siebie na przegranej pozycji. i jasne jest tez to, ze jak jest wiecej "naszych", to znowu niesmiertelnosc.

kazdy ma kolegow... hmmm... moz3e i tak, ale nie kazdy takich. mam znajomego, ktory wazy niewiele ponad 60 kilo, ma 22 lata, jak sie napije do kozaczy do kazdego, ale jeszcze nigdy po twarzy nie dostal. mowi dwie ksywy i koniec tematu. nikt mi nie powie, ze kazdy nma kolegow. srodowisko rasowych fighterow jest w miare zamkniete. wszyscy siebie znaja i nikt do niego nie wyskoczy, po prostu. ja az takich nie mam, ale mam wlasnie tego znajopmego i mimo, ze kazdy by go zmiazdzyl w jego towarzystwie nic nigdy nikomu nie grozi. pewnie kiedys dostanie od kolesi niekumatych, ale poki co sobie swietnie radzi. z reszta co wy wiecie o tym swiecie, swiecie drugow, fightow i lodow w kiblu???... NIC

tomus - kazdy jest twardy po alkoholu w towarzystwie dziesieciu. nie ma sie co dziwic. nigdy nie pisalem, ze jestem cipka, co zawsze wszystko uspokaja. a czy nie jestem lepszy od dresow? hmmm... ja sie czuje lepszy... w kazdym aspekcie. fakt jest taki, ze ja bym cie z komory nie zkroil, ja bym cie nie pobil bez powodu, jak bym cie zobaczyl z agresywnym nastawieniem (moim) to pewnie bym cie ominal, widzac, ze nie ma to wiekszego sensu. roznica miedzy mna a zulami jest taka, ze jak mam agresora to zaczepiam dresow i to takich, ktorzy nie staja na z gory straconej pozycji. jak mam agresje to nie chce nikogo pobic, tylko sie z kims bic. jak dres podbija, to chce okrasc i/lub pobic, nigdy sie pobic. dres nie podbija na solo, ja tak. taka jest roznica.

Wróć do „Hyde Park”