Sunderland - Leicester City 0:2
Sam Allardyce od kilku kolejek nieustannie sadza na ławce O'Shea, zaś w kadrze meczowej brakuje Browna, co ma przełożenie na lepszą postawę w obronie jego drużyny. Dzisiaj Lisy, które od pierwszego gwizdka, zmuszone były radzić sobie w ataku pozycyjnym, miały duże problemy, aby złamać blok defensywny gospodarzy. Przez długi czas w ekipie Ranieriego brakowało pomysłu na to, jak strzelić gola, a nawet jeżeli już dochodziło do niebezpiecznych sytuacji, to i tak w ostatniej chwili obronną ręką wychodziły Czarne Koty (jak np. w momencie groźnego dośrodkowania Simpsona, znajdującego się na bocznej linii pola karnego). Czasami również zawodziła skuteczność samego Leicester, choćby będąc w niezłym położeniu względem bramki Sunderlandu, niecelnie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego uderzał Drinkwater. Końcówka pierwszej połowy była bardzo ciekawa, wszak zwolniło się wiele przestrzeni i z jednej strony Leicester dalej dominowało, a z drugiej Sunderland był w stanie wyprowadzać obiecujące kontrataki. Po jednym z nich bliski szczęścia był aktywny dzisiaj Borini, ale ostatecznie po strzale napastnika gospodarzy, skutecznie interweniował Schmeichel. Słabiej natomiast prezentował się Defoe, który kilkakrotnie przerwał nieźle zapowiadającą się akcje Sunderlandu. Początek drugiej odsłony rywalizacji to z kolei zamknięcie Lisów w obrębie ich "szesnastki". Strzały podopiecznych Allardyce'a pozostawiały wiele do życzenia, wszak po każdym z nich piłka lądowała obok bramki duńskiego golkipera, lecz trzeba przyznać, że Sunderland był w stanie przycisnąć lidera Premier League i przez te blisko 10. minut porządnie go postraszyć. Ostatecznie jednak to Leicester objęło prowadzenie i zapewne w mało spodziewanym momencie. Po pierwsze, sam Ranieri szykował już zmianę, aby spróbować zmienić obraz meczu, a po drugie, to Sunderland był tym zespołem, który w dzisiejszym spotkaniu decydował się na grę opierającą się na posyłaniu długiej piłki do przodu. Jedna taka akcja Lisów okazało się skuteczna, a Vardy trafił do siatki Vito Mannone po raz pierwszy. Gospodarze starali się doprowadzić do remisu, ale żelazna defensywa Leicester na to nie pozwoliła, a już w doliczonym czasie spotkania najlepszy strzelec tej drużyny przypieczętował zdobycie kolejnych trzech punktów.



