Manchester City - Stoke City 4:0
kolejny rozczarowujący występ drużyny Marka Hughesa. Do momentu pierwszej bramki jeszcze w miarę zadowalająco to wyglądało, The Potters nie tylko skutecznie się bronili, ale również sporadycznie atakowali. Bliski szczęścia po dośrodkowaniu z rzutu rożnego był Ryan Shawcross, a dwukrotnie Harta próbował zaskoczyć z dystansu Giannelli Imbula (pierwsza próba była znacznie groźniejsza od drugiej). Postawa w obronie natomiast bez większego zarzutu, były chwile, w których gospodarze nie wiedzieli, co zrobić z piłką, długo wymieniali futbolówkę, szukając tego odpowiedniego momentu na przyśpieszenie, lecz zespół Hughesa bardzo dobrze zagęszczał pole i kurczowo się trzymał poszczególnych piłkarzy Pellegriniego. Podobał mi się zwłaszcza Phil Bardsley, który odpowiadał przede wszystkim za krycie Agüero i byłemu obrońcy Sunderlandu należy oddać, że robił to podręcznikowo. Kilka ważnych interwencji zaliczył również Shawcross, lecz w końcu blok defensywny Stoke został złamany.
Trafienie Fernando było bardzo ładne. Brazylijczyk wykorzystał niezłą "wrzutkę" Navasa i uderzył futbolówkę pod takim kątem, że naprawdę nie ma co się dziwić, iż Shay Given nie dał rady sięgnął nogą tej piłki. Generalnie Fernando w ostatnim czasie gra naprawdę dobrze, jak go obserwuję, to od momentu przyjścia na Etihad Stadium, obecnie prezentuje najwyższą formę w barwach Obywateli. Szybkie podwyższenie dla półfinalisty Ligi Mistrzów nastąpiło po rzucie karnym, który silnym uderzeniem wykorzystał Agüero. Co prawda, Given wyczuł intencję Argentyńczyka, lecz strzał był zbyt mocny, aby irlandzki bramkarz zdążył z interwencją.
Od tamtej pory spotkanie stało się jednostronne, worek z bramki został rozwinięty i nie tylko postronni widzowie, ale również fani grających drużyn, mieli powody do znużenia. Manchester atakował, Kelechi Iheanacho ustrzelił dublet, a piłkarze Hughesa skupili się już tylko na tym, aby przegrać ten mecz w jak najmniejszym wymiarze kary. Ostatecznie skończyło się tak, jak w minionym starciu z Kogutami - 0:4.



