Wczoraj wszystko stało się jasne - 28 maja w Mediolanie ostateczny bój o Puchar Europy stoczą pomiędzy sobą dwie drużyny z Madrytu. Wielki rewanż za finał sprzed dwóch lat? Trudno nazywać to inaczej!
Dwa lata temu taki temat na forum nie powstał. Tym razem uznałem jednak, że warto jest go utworzyć, by nie rozbijać dyskusji na trzy różne wątki - te dotyczące obu klubów oraz Ligi Mistrzów ogólnie.
Atlético to właściwie projekt skończony. Simeone stosuje jedną filozofię od wielu sezonów, zmieniają się wykonawcy, inne kluby regularnie wykupują czołowych zawodników, a drużyna cały czas odnotowuje postęp lub przynajmniej utrzymuje swój stały, bardzo wysoki poziom. Nie jest to drużyna gwiazd grająca widowiskowy futbol, ale jej jakość taktyczna i zdolność do wykorzystywania nawet nielicznych sytuacji są imponujące. Nie można tutaj już mówić o przypadku czy szczęściu. Ta regularność utrzymuje się od zbyt długiego czasu, a Atletico jest bardzo niewygodnym rywalem dla każdego. Grają twardo i mądrze. Często na granicy przepisów, lecz jest to elementem fenomenu tej ekipy. Do perfekcji opanowali kontrataki i stałe fragmenty gry.
Widać, że jest to ekipa budowana według konkretnego planu. Nie trafiają do niej piłkarze, którzy po prostu wyróżniają się talentem i umiejętnościami. A nawet jeśli się to zdarza, to tacy piłkarze w tej drużynie się nie odnajdują. Trafiają do niej piłkarze, którzy potrafią grać w piłkę, ale przede wszystkim cechują się doskonałymi atrybutami mentalnymi. To są piłkarze, którzy dobrze radzą sobie z presją, którzy doskonale potrafią się komunikować i współpracować z partnerami, którzy grają do końca (Atletico Simeone zdobyło mnóstwo punktów w ostatnich minutach meczów), którzy wsadzą głowę tam, gdzie ktoś inny zawahałby się przed włożeniem nogi. Niemała w tym rola również wychowanków klubu.
Dlatego też oni wszyscy są tak dobrzy w Atlético i tak często nie do końca się sprawdzają po odejściu z tej drużyny. Po prostu inne kluby decydujące się na transfer danego zawodnika czasami nie do końca rozumieją dlaczego on akurat w tym systemie jest taki dobry. Umieszczają go w zupełnie innym ekosystemie i okazuje się nagle, że ptak nie jest rybą. Rzadko się dziś spotyka mądre projekty sportowe, dlatego Atlético odniosło sukces.
Real Madryt to projekt znacznie mniej stabilny, choć trzon tej drużyny jest w niej już od dość dawna. Główna różnica polega na tym, że transfery nie są przeprowadzane według jednej filozofii gry, bo sztab szkoleniowy zmienia się dość często, a sam klub dużo uwagi przywiązuje do pozycji biznesowej. Stąd w białej części Madrytu są tacy piłkarze jak Cristiano Ronaldo czy Gareth Bale - jednostki wybitne, które niemal w pojedynkę wygrały niejeden mecz, ale z drugiej strony zazwyczaj wykazują oni mniejszą skłonność do poświęceń. Zazwyczaj, bo jak pokazało np. ostatnie El Clasico, gdy stawka i poziom motywacji są odpowiednie, nawet oni potrafią dać z siebie wiele nie tylko w ofensywie.
Real w tym sezonie zaliczył bardzo poważna zmianę nastrojów. Początek sezonu był słaby i naznaczają go kompromitująca porażka z Barceloną na Santiago Bernabeu oraz niemniej kompromitujące odpadnięcie z Pucharu Króla przez słynną sprawę Denisem Czeryszewem.
W końcu gdy ten sezon wydawał się niemal stracony, doszło do zmiany trenera. Na ławce zasiadł były wybitny piłkarz, ale też trenerski żółtodziób, Zinedine Zidane, który całkiem niedawno miał problemy z licencją pozwalającą mu prowadzić Castillę na trzecioligowych boiskach. Wyglądało to bardziej na rozpaczliwe szamotanie się tonącego niż rzeczywistą próbę ratowania sezonu. Tymczasem sytuacja poprawiła się na tyle, że Real zaczął grać lepiej i po części dzięki korzystnej drabince pomimo licznych w tym sezonie problemów z kontuzjami dotarł do finału Ligi Mistrzów. Czyż nie byłaby to piękna historia, gdyby po takich problemach i właśnie z Zidane'm na ławce Real zdobył to trofeum? Oby tylko do finału wszystkie problemy zdrowotne zostały rozwiązane.
Trudno coś wyrokować na temat tego, co się w tym finale stanie. Realowi z Atletico gra się bardzo trudno już od kilku sezonów. Zidane tez już raz z Simeone w tym sezonie przegrał, ale była to porażka minimalna i od tamtego czasu sporo się zmieniło w zamyśle taktycznym Francuza - przede wszystkim bezdyskusyjnie graczem pierwszego składu stał się Casemiro, a znacznie mniejszym zaufaniem cieszą się Isco i James.
Okres pomiędzy tamtym meczem a dniem dzisiejszym pokazał już, że Zidane potrafi grać ostrożnie i kalkulować, że nie boi się szachów. Niewątpliwie doświadczenie trenerskie stoi po stronie Simeone, ale talent indywidualny wciąż większy jest w Realu. Oba zespoły nie mogą znać się lepiej, więc chyba nikt tutaj nikogo nie zaskoczy. Zadecydują detale i słynna dyspozycja dnia.
93 minuta z Lizbony niewątpliwie przeszła do historii i w powtórkę tamtego scenariusza nie wierzę. To będzie inny mecz, choć możliwe, że również z niskim wynikiem i dogrywką.
Byle zwycięzca był ten sam co dwa lata temu.



