Różnie można interpretować to spotkanie bo miało dwa oblicza ale trudno polemizować z zasłużonym zwycięstwem Sevilli. Sędzia Liverpoolowi nie pomógł ale przede wszystkim Liverpool nie pomógł sobie sam.
W pierwszej połowie wyglądało to jak trzeba w wykonaniu ekipy Kloppa, zwłaszcza w ostatnich 20 minutach. The Reds fajnie podchodzili z pressingiem a Sevilla kompletnie sobie z tym nie radziła. Widać też było, że po pierwszym golu Liverpool chciał pójść za ciosem i wsadzić od razu drugą bramkę. Były ku temu okazje bo ekipa z Andaluzji po straceniu bramki nie istniała i wyglądała na taką co chce dotrwać tylko do przerwy. Sturridge był blisko, Lovren strzelił nawet bramkę ale tam chyba właśnie Sturridge będący na spalonym absorbował bramkarza. No i trzeba dodać te nieszczęsne zagrania ręką. Przychylam się do zdania, że jeden karny zwyczajnie musiał być gwizdnięty - ten po zagraniu ręką Krychowiaka. Akcja z Firmino to jak dla mnie 50/50 bo Brazylijczyk tam szukał tego kontaktu a ta ręka zostawiła pole do interpretacji ale sędzia spokojnie wybroniłby się z tej "11". O sytuacji z Ramim nie wspominam bo wątpię żeby jakikolwiek sędzia to gwizdnął nawet widząc to zagranie.
W drugiej połowie mieliśmy dokładnie to samo tylko drużny zamieniły się koszulkami a Sevilla robiła wszystko to co Liverpool tylko lepiej i szybciej. Trzeba przyznać Emery'emu, że wygrał ten mecz z Kloppem w przerwie. Zmienił nastawienie i grę swojego zespołu podczas gdy Niemiec nie potrafił natchnąć swojej ekipy nawet przez chwilę w drugiej połowie. Trzeba sobie otwarcie powiedzieć, że Liverpool w drugiej połowie nie stworzył sobie nawet pół dobrej okazji na strzelenie gola, Sevilla za to miała to wszystko pod kontrolą i koniec końców dokonała czegoś legendarnego. Nie wierzę, że ktoś pobije ten rekord 3 wygranych z rzędu w LE z racji tego, że zwycięzca jest premiowany i idzie do LM. Już prędzej to się zdarzy w LM gdzie w końcu może się pojawić taki dominator. Za rok kolejna próba ekipy z Andaluzji w LM ale tym razem może nie zostaną tak rozkupieni i może pokuszą się o lepszy wynik.
Możemy sobie gdybać o karnych, przynajmniej jeden na pewno się należał ale jak wspomniano, raz, że karny to jeszcze nie jest gol, dwa, że z tak grającym Liverpoolem w drugiej połowie Sevilla gdyby musiała to wsadziłaby pewnie ze 4 bramki. Szkoda tylko, że znowu po takim meczu trzeba rozmawiać o karygodnych błędach sędziowskich, które znowu miały miejsce zamiast o samej grze obu ekip.
Klopp przegrywa kolejny finał i się IMO przeliczył ale jest jeden człowiek, który wczoraj zrobił znacznie więcej od niego żeby pomóc Sevilli. To Moreno. Pisałem o tym, że ten chłopak jest karykaturalny w obronie już przy okazji rewanżu z Villareal, wczoraj jednak przechodził sam siebie. Czekałem tylko aż pobiegnie na koniec świętować kolejny puchar z kumplami z Sevilli. Akcja na początku drugiej połowy to był kluczowy moment tego meczu. Gol po 20 sekundach drugiej połowy sprawił, że Liverpool zgłupiał i już się nie otrząsnął. To co potem wyprawiała jednak obrona Liverpoolu to był kryminał. Przodował w tym Hiszpan, który odpuszczał krycie jak w juniorach, fatalnie się ustawiał i zostawił autostradę po swojej stronie ale Lovren wcale nie był lepszy. Jedynym, którego można było pochwalić był Kolo, który robił co się dało żeby łatać te dziury. Gameiro naprawdę się postarał żeby skończyć ten mecz tylko z 1 bramką. Can akurat nie grał złych zawodów ale to on definitywnie zabił Liverpoolowi mecz dziecinną stratą w środku przy 3 bramce. Wtedy już było widać, że nic z tego nie będzie. Zwłaszcza, że Ci, którzy mogli zrobić różnicę czyli Coutinho i Firmino przeszli zupełnie koło meczu a Lallana grał na swoim średnim poziomie. Milner też rozgrywał już lepsze mecze dla Liverpoolu.
Nie wiem czy Liverpool spętała po przerwie presja, czy Klopp widząc ile zdrowia włożyli w pierwszą połowę kazał im w drugiej połowie czekać na Sevillę, która musiałaby się z kolejnymi minutami otwierać i nie przewidział, że drużyna z Andaluzji wyrówna tak szybko. Tak czy siak Liverpool sprawiał wrażenie kompletnie nieprzygotowanego na scenariusz, który wydarzył się tuż po przerwie i to jest kamyczek do ogródka Kloppa bo jego zespół wyglądał na bezradny odkąd stracił bramkę. Nie było już szybkości, nie było kolektywu, piłkarze The Reds wyglądali jak gracze MU z tego sezonu i nie mieli żadnego pomysłu co zrobić z piłką. A że stawka była dla nich bardzo wysoka to przegrana w tym meczu jest równoznaczna z przegraniem całego sezonu. Niemiec mógł przystępować z dużo wyższego pułapu i z europejskim pucharem do przyszłorocznych rozgrywek a tak po tym co Liverpool pokazał wcześniej w Europie wymagania w PL wobec jego ekipy będą spore.



