Dziwi mnie radość po triumfie Sevilli. Ja rozumiem, że można się zachwycać tym, co Hiszpanie pokazali w drugiej połowie i za to należą się im słowa uznania (zresztą na początku pierwszej też ładnie przycisnęli, były dwa rzuty wolne z niemalże środka boiska przeobrażone w dośrodkowania na pole karne), ale do przerwy Liverpool prowadził 1:0, a mógł wyżej, gdyby przyznano co najmniej jeden rzut karny.
Czy Sevilla podniosłaby się po 0:2 do przerwy? Możliwe, ale nieistotna jest postawa Hiszpanów tylko to, że The Reds odebrano znakomitą szansę na podwyższenie prowadzenia.
Podzielam zdanie Sergeka odnośnie "celowych" zagrań. Celowo to zagrał Suárez, natomiast reszta to skutki danego ustawienia/wślizgu, czyli po prostu ruchu z inną intencją.
Jest akcja Liverpoolu, Sturridge już "bardziej płasko" nie mógł zagrać, a i tak garbiący się Krychowiak przerywa ręką podanie, po którym prawdopodobieństwo drugiego gola nie było tak małe (ale to zostawmy, gdybanie. Chodzi mi o to, że zastopował obiecująco zapowiadającą się akcję). Dla mnie ewidentny rzut karny.
Ciekawi mnie, co byłoby gdyby takie samo zagranie Krychowiaka nastąpiło w środku pola. Obstawiałbym gwizdnięcie.



