Tym bardziej, że będę miał przy sobie ważne dokumenty, konsole i trochę hajsu w gotówce ...
z wykopa
Byłem w Marsylii w 2009 roku i już wtedy czułem się jak w Pakistanie, a nie we Francji. Syf, brud, wszędzie burki. Lotnisko gorsze niż niektóre stacje PKP w polskiej wsi, dworzec kolejowy - jak siedlisko żuli. Wylądowaliśmy dość późno, około 23:00 i dotarcie do hostelu z sercem w gardle. Od tamtej pory zawsze do nieznanego miasta planuję podróż tak, żeby nie przyjeżdżać na noc - nigdy nie wiesz co Cię czeka.
Ciekawie się też to miasto przystosowało do sytuacji, w jakiej się znalazło, bo np. każda kawiarnia, sklep, nawet nasz hostel - wszystkie lokale wyposażone w grube, żelazne rolety. Nie wiedzieliśmy na początku o co chodzi, dopóki pewnego dnia podczas powrotu z twierdzy If zastały nas regularne zamieszki - setki ludzi naparzających cegłówkami, kijami, jakimiś racami. Poczułem wtedy pierwszy raz jak działa gaz pieprzowy, który policja rozpyliła po całej ulicy, żeby przegnać tłumNie było gdzie uciekać, bo w każdym lokalu drzwi zabarykadowane roletą, a ludzie w kawiarniach sobie normalnie kawkę pili za drzwiami skrytymi grubą stalą. Dotarliśmy ledwo co do hostelu, to na wideodomofonie trzeba było klucz od pokoju pokazać, wtedy nas wpuścili, bo też roletę mieli. Także przygoda i #coolstory nie ma co.
Albo jak kupiliśmy jakąś pizzę od araba, nie zjedliśmy całej i na drugi dzień cała już była w robalach. Strach myśleć co się wykluło w naszych żołądkach. Ogólnie - nie polecam.



