Portugalia - Islandia 1:1
historyczny punkt dla Islandczyków stał się faktem. Drużyna Larsa Lagerbäcka dobrze rozpoczęła to spotkanie, miała znakomitą szansę na gola po akcji lewym skrzydłem, lecz Rui Patrício stanął na wysokości zadania i obronił uderzenie. Kolejno po precyzyjnym dośrodkowaniu Cristiano Ronaldo, groźnie główkował Nani, a sam piłkarz Realu Madryt w dwóch sytuacji był bliski szczęścia. Najpierw niewiele się minął z zagraną z głębi pola futbolówką i nie trafił w nią prawą nogą, natomiast niewiele później oddał uderzenie głową, po którym piłka minęła dalszy słupek bramki Kristinssona. W drugiej połowie, poza trafieniem wyrównującym wyróżniającego się w meczach przeciwko Lechowi Poznań Birkina Bjarnasona, Islandczycy mogli trafić do siatki Patrício m.in. po uderzeniu zza pola karnego w wykonaniu Finnbogasona. Niemniej jednak to Portugalczycy mieli bliższe szczęściu okazje, dość wymienić minimalnie niecelną główkę Naniego, czy okazję Pepe. Nie zrozumiem natomiast oddawania rzutów wolnych Cristiano Ronaldo. Ok, jeden, drugi... ale skoro już trzy spartaczył, to z jakiej racji przydzielać mu wykonanie czwartego? Szkoda też, że Pepe się nie ogarnął i znowu aktorzył. Męczący jest ten teatrzyk, naprawdę. O ile potrafi być bardzo dobrym obrońcą, co wykazywał już za czasów gry w Porto, tak charakter ma okropny. 33. lata, a zero z faceta. Wracając do meczu, to jestem pod wrażeniem wydolności Islandczyków, którzy do samego końca dzielnie bronili jednocześnie próbując zaatakować. To, że Lagerbäck drugą zmianę przeprowadził dopiero w 90. minucie, nie było przypadkowe.
Za nami 1. kolejka fazy grupowej. Już rozpoczynamy drugą!



