Czechy - Chorwacja 2:2
działo się, a Kowalski z Hajtą tak najeżdżali na Rosický'ego (po części słusznie), że ten odpłacił się im piękną asystą. Zapewne, gdyby chorwaccy kibice nie zaczęli robić cyrku, to drużyna Ante Čačicia wygrałaby to spotkania, a tak wiatru w żagle nabrali nasi południowi sąsiedzi. Vrba trafił ze zmianami, aczkolwiek i tak przeprowadził je za późno. Należało dokonać korekty najpóźniej w 60. minucie, a już pierwsza połowa była tak bezbarwna, że dawała wiele do myślenia w czasie przerwy. Chorwaci korzystają z tego, że wielu zawodników gra w europejskich klubach z najwyższej półki i pokazują to, co najlepsze. Perišić drugi mecz z rzędu absolutnie najjaśniejsza postać tej reprezentacji. Aktywny, mnóstwo biega, dośrodkowuje, wspomaga obrońców... Przeciwieństwo Mandžukicia, który owszem, również nie siedzi w cieniu, ale więcej z jego strony przewracania się i gestykulowania niż porządnej gry. Modrić z Rakiticiem rozumieją się kapitalnie i jedynym problemem Chorwatów jest obrona, która przy większej presji nie jest już tak skuteczna. Zwłaszcza Vida to ogniwo do wymiany, poziomem odstaje zdecydowanie od Srny, czy Ćorluki. Dzisiaj do grona fajtłap dołączył także Subašić. Jego zachowanie przy główce na 1:2 doprawdy zadziwiające. Cóż, ten remis i tak korzystny jest dla Chorwatów, którzy spokojnie mogą myśleć o drugim miejscu, ale Czesi powrócili do gry i jeśli wygrają z Turcją, to mają duże szanse na znalezienie się w grozie szesnastu najlepszych ekip Euro.



