Portugalia - Austria 0:0
dobrze zaczęli ten mecz podopieczni Santosa, już w ciągu pierwszych 60 sekund zyskując dwa rzuty rożne. Później było kilka gorących momentów pod austriacką bramką. Najpierw strzał Naniego obronił nogami Robert Almer, następnie były skrzydłowy Manchesteru United posłał piłkę na słupek. Niewiele także do szczęścia brakowało Ronaldo, lecz on z kolei skierował futbolówkę obok bliższego słupka bramki rywala. Beznadziejnie prezentował się Quaresma. Mnóstwo psuł, a co z tego, że Portugalczycy mieli mnóstwo rzutów rożnych, skoro żadnym z nich nie byli w stanie spowodować jakiegokolwiek zagrożenia pod bramką Almera (może za wyjątkiem główki Ronaldo mniej więcej po godzinie gry). W pierwszej połowie Austriacy odgryźli się dwukrotnie i za każdym razem bliski szczęścia był Harnik. Najpierw niewiele spudłował uderzając głową, później po dośrodkowaniu Alaby z rzutu wolnego, piłkę zdjął mu Vieirinha. Po przerwie Austriacy rozpoczęli od mocnego uderzania, jakim był strzał z dalszej odległości, bardzo dobrze obroniony przez Rui Patrício. Kilka minut później podobnym wyczynem odpowiedział Cristiano Ronaldo. Ten strzał mu wyszedł, w przeciwieństwie do rzutów wolnych, których partaczenie jest już w jego wykonaniu tradycją i nie mam pojęcia, jak można uparcie mu pozwalać na zabieranie się za te stałe fragmenty gry. Drużyna Marcela Kollera dużo straciła bez Junuzovicia, ale inni poziomem nie grzeszyli. Fatalny Alaba, który notował mnóstwo niedokładnych podań, zaś Arnautović praktycznie niewidoczny. Piłkarz Stoke oddał jeden strzał w okolicach 80. minuty. Tyle. Nie sposób przemilczeć rzut karny autorstwa Ronaldo, ale to się zdarza. Można mieć pretensje za rzuty wolny i ogólną grę, ale jedenastki po prostu od czasu do czasu się marnuje. Remis, ale najlepsze jest to, że jeśli Portugalia wygra z Węgrami, a w drugim meczu dojdzie do podziału punktów, to drużyna Santosa i tak wygra grupę F.



