Węgry - Belgia 0:4
drużyna Wilmotsa już w pierwszej połowie mogła wyrobić sobie sporą przewagą, ale Gábor Király był na posterunku, broniąc m.in. strzał z bliskiej odległości Lukaku. Węgierski golkiper popełnił w tym spotkaniu tylko jeden błąd, niepewnie chwytając piłkę po dośrodkowaniu z rzutu rożnego (tuż po przerwie). Tym większa szkoda, że aż czterokrotnie został zmuszony do wyjmowania futbolówki z siatki, co nie w pełni odzwierciedla przebieg spotkania. Pierwsze trzy kwadranse wyraźnie pod dyktando Czerwonych Diabłów i Węgrzy nie mieli zbyt wiele do powiedzenia. Dość wymienić zaledwie dwa uderzenia, raz próbował Balázs Dzsudzsák, później Lovrencsics. W drugiej połowie zwycięzca grupy F podkręcił tempo i były sytuacje, w których brakowało centymetrów do zdobycia bramki albo rewelacyjnie bronił Courtois. Belgowie w ostatnich 20. minutach byli jednak bezkonkurencyjni. Kapitalna asysta Hazarda, a po chwili równie ładny gol tego samego piłkarza. Kto wie, może bestia budzi się na nowo, ale dla mnie najważniejsze, aby Belg był w stanie utrzymać tę formę do sierpnia, a następnie kontynuował swoją dyspozycję przez kolejne miesiące. Niemniej jednak widać, że Hazard rozkręca się na tym Euro z meczu na mecz i jestem ciekawy jego starcia z Garethem Bale'm. A Węgrzy? Piękna przygoda dobiegła końca, ale na pewno ich zapamiętamy. Podopieczni Bernda Storcka utarli nosa faworyzowanej Austrii, powalczyli do końca o punkt z Islandią, napsuli krwi Portugalii oraz mieli dobre momenty przeciwko Belgii. Brawo!



