Przede wszystkim nie jest zwolennikiem zasady "the winnner takes it all". Uważam, że nie jest wstydem przegrać z lepszym przeciwnikiem, jeśli dałeś z siebie wszystko. Przed turniejem napisałem, że mam pewne oczekiwania wobec tej reprezentacji i dla mnie celem minimum było wyjście z grupy, maxem zaś ćwierćfinał. Jak widać cel został zrealizowany i ja jestem w pełni zadowolony. Napisałem też, że turnieje rządzą się własnymi prawami i tak było.
Czy Polska miała szanse na finał ME? Miała, nie boję się tego napisać. Dzięki korzystnej drabince, dzięki konsekwencji i odrobinie szczęścia naprawdę można było ugrać coś wielkiego we Francji. Wystarczyłoby w karnych wygrać z Portugalią a Belgia - Walia to nic strasznego, poziom Szwajcarii i Portugalii. Można czuć niedosyt, można być rozczarowanym, ja to w pełni rozumiem. Szansa pewnie jedna na pięćdziesiąt lat...
Paradoksalnie te rozczarowanie które dzisiaj przeżywam to jest właśnie największy sukces tej kadry. Czaicie? Rozczarowanie że się nie udało dojść do półfinału. Kto przed Euro to przewidywał? Poczytajcie sobie swoje wpisy w tym temacie
Jesteśmy źli po przegranych karnych (!) z Portugalią (!) w ćwierćfinale ME (!).
To co zrobił Nawałka i jego zespół to mistrzostwo świata, tyle emocji co nam dali nie dała mi żadna reprezentacja. Za Engela wiadomo, byłem szczeniak, pierwszy turniej, wpierdziel od tej Portugalii bolał. Potem Janas i chyba najładniej grająca reprezentacja, tocząca dobre boje z Anglią w grupie przegrała z Ekwadorem. Dramat. Leo i jego "international level" zmasakrowany przez Austriaków. Ze Smudą nie wiązałem żadnych nadziei, chociaż oczywiście liczyłem na awans z tej komicznej grupy.
Tutaj byłem spokojny, chociaż może już mam za dużo lat i za wiele turniejów widziałem, żeby wiedzieć, że zbyt dużo czynników składa się na udany turniej. W ogóle nie podobało mi się, że pierwszy mecz gramy z Irlandią. Ten mecz trzeba było wygrać, a Irole to nie jest szczyt finezji, w 10 w polu karnym. Bałem się tej murarki i jakiegoś remisu niepotrzebnego, nerwówki i spadku morale. Udało się wygrać, a powiem wręcz, że było bardzo dobrze.
Mecz z Niemcami to było coś, czego jako kibic reprezentacji nie doświadczyłem nigdy. Niemcy, mistrzowie świata schowani szczelnie na własnej połowie bojący się zaatakować, w pełni usatysfakcjonowani remisem. Ten respekt, jaki czuli przed nami było widać. Respekt uzasadniony, trzeba dodać. To znaczyło dla mnie więcej niż zero z tyłu czy cztery punkty. To był znak, że ta reprezentacja już jest na innym poziomie niż pozostałe. Szwajcarzy i Portugalczycy też ten respekt mieli. Z tego trzeba być dumnym.
Wiadomo, można narzekać na zmienników, sam chciałbym zobaczyć Starzyńskiego chociażby w dogrywce niż Jodłowca (Jodła > Zieliński). Ale to kwestia czasu. Każdy dostanie tu szansę, bo meczów eliminacyjnych będzie dużo, a przeciwnicy z różnych półek.
Nie będę wyróżniał żadnego gracza, bo wszyscy swoją cegiełkę dołożyli. Nawet Peszkin, który odpowiada za atmosferę, bo to jest jeden z kluczowych aspektów tego sukcesu. Atmosfera: oni się lubią, oni chcą grać w tej kadrze, oni chcą wygrywać dla siebie i dla nas.
Jedno jest pewne, ufam Nawałce jak nie ufałem żadnemu szkoleniowcowi. Ma rację że to dopiero początek przygody. Dojechać Rumuńców i Duńczyków w eliminacjach (będziemy faworytem tej grupy, nie mam co do tego wątpliwości) i być losowanym z pierwszego koszyka na turnieju w Rosji. Jest mocne pokolenie, trzeba to wykorzystać chociażby tak jak Czesi swoje. Nie jesteśmy nacją, która taki poziom utrzyma na zawsze, jesteśmy drugą ligą europejską, która czasem dobija do elity, tak jak Czesi niedawno, Węgrzy kiedyś, jak Szwedzi, Rosjanie, Turcy czy Serbowie. Sinusoida. My akurat jesteśmy na wznoszącej, taką mam nadzieję przynajmniej.
Brawo Panowie i "nic się nie stało"


