Nie spotykasz się z opiniami, że jeden zespół atakuje przez kilkadziesiąt minut, ten drugi ma jedną, góra dwie akcje w meczu, wykorzystuje je, i jest to niezasłużone, niesprawiedliwe itd.? Przecież argument "nic nie grali" dotyczy właśnie postawy w ataku. Czego ja nie rozumiem, bo to tak, jakby grać w piłkę oznaczało tylko zapieprzanie do przodu, a znakomite uzupełnianie się w obronie, tworzenie szczelnego bloku defensywnego, wzorcowe krycie przeciwnika przez 90. minut, to już nie jest "graniem czegoś".
Tak, dlatego przeciwko defensywnej grze typu Chelsea, czy Atlético, nie mam pretensji i nie dlatego, że tak gra m.in. zespół, któremu kibicuję, tylko uważam, że każda metoda na odniesienie zwycięstwa jest dobra, a inteligencją, zdolnością do zrealizowania założeń taktycznych itd. można się wykazać zarówno w ofensywie, jak i w obronie. Wbrew pozorom, obrona ataku pozycyjnego przeciwnika przez kilkadziesiąt minut wcale nie jest łatwa, tak samo jak wykorzystanie jednej z nielicznych okazji, które zdąży się wykreować w ciągu meczu.
I tu jest problem Serie A. Taki argument byłby zrozumiały, gdybyśmy mówili o Islandii i utracie Sigurðssona albo Albanii i graniu bez Cany. Włochy to jedna z najwybitniejszych piłkarskich nacji w historii tego sportu. Mają ligę, która jest w czwórce najsilniejszych na świecie. Niemniej jednak, jak widać, bliżej im do statusu Premier League niż Hiszpanii i Niemiec. W Anglii rodzimi nie grają i śmieją się z tego wszyscy, a cierpi na tym reprezentacja. W Serie A Włochów występuje zdecydowanie więcej, ale efekty są takie, że wypadnie dwóch zawodników i nie ma kim ich zastąpić (tj. o podobnej skali umiejętności).
Może i do Niemiec nie, ale reszty? Pellè z Ederem nie mieli łatwiej, grając przeciwko Vermaelenowi niż Kompany'emu? Jednym wypadł Verratti, drugim Kompany. Tu lider środka pola, tu defensywy. Odejmijmy Bonucciego z Włoch i może Lukaku, Morata albo Müller mieliby łatwiej.



