Podsumujmy.
Nikt nie ma nic naprzeciw temu, by bandy kibicowskie tłukły się między sobą. Jeśli ktoś zgłasza chęć do napierdalanek (np. nazywając się chuliganem, fanatykiem, nosząc kominiarę czy cokolwiek w ten deseń), to również nie będzie narzekał, gdy dostanie w papę.
Jeśli inne grupy kibiców jeżdżą na mecz i nie chcą się tłuc, to normalne jest, że powstaje bunt, kiedy w papę dostaną. Wystarczy tylko rozgraniczyć te dwie rzeczy, nie wchodzić sobie w drogę i będzie spokój.
Niestety koledzy prawdziwi kibice nie są w stanie przyznać, że w ich towarzystwie jest dużo większa średnia kompletnych ułomów i bezmózgów, którzy mają wyjebane we wszystko poza flagą i swoją masą. Nie da się ich kontrolować inaczej niż siłą, więc jeśli liderzy tych grupek tego nie zrobią, to tałatajstwo się rozpełznie i będzie atakować bogu ducha winnych (czyt. tych, którzy nie chcą) - stąd winne jest całe towarzystwo.
I przestańcie zakładać komuś mentalne rurki. Ja się natłukłem wystarczająco w życiu, by nie uciekać nawet przed największą świnią. Co z tego, jeśli podeszłoby do mnie pięciu typa ze sprzętem? Ktoś da mi gwarancję, że nie podejdą, gdy w koszulce Lechii Gdańsk pojadę na mecz reprezentacji i spotkają mnie śledzie z Arki?



