To o czym piszesz można by było bardziej odnieść, no offence, do meczu z Chelsea z Bayernem w 2012 roku, gdzie faktycznie wyglądało to karkołomnie. Nic takiego nie miało miejsca we wczorajszym meczu. Generalnie jednak stwierdzenie "kto atakuje, ten jest lepszy" jest bardzo januszowe, co zresztą sam stwierdziłeś później.Nie spotykasz się z opiniami, że jeden zespół atakuje przez kilkadziesiąt minut, ten drugi ma jedną, góra dwie akcje w meczu, wykorzystuje je, i jest to niezasłużone, niesprawiedliwe itd.? Przecież argument "nic nie grali" dotyczy właśnie postawy w ataku. Czego ja nie rozumiem, bo to tak, jakby grać w piłkę oznaczało tylko zapieprzanie do przodu, a znakomite uzupełnianie się w obronie, tworzenie szczelnego bloku defensywnego, wzorcowe krycie przeciwnika przez 90. minut, to już nie jest "graniem czegoś".
Czyli dokładnie tak, jak drużyna Conte wczoraj.Tak, dlatego przeciwko defensywnej grze typu Chelsea, czy Atlético, nie mam pretensji i nie dlatego, że tak gra m.in. zespół, któremu kibicuję, tylko uważam, że każda metoda na odniesienie zwycięstwa jest dobra, a inteligencją, zdolnością do zrealizowania założeń taktycznych itd. można się wykazać zarówno w ofensywie, jak i w obronie. Wbrew pozorom, obrona ataku pozycyjnego przeciwnika przez kilkadziesiąt minut wcale nie jest łatwa, tak samo jak wykorzystanie jednej z nielicznych okazji, które zdąży się wykreować w ciągu meczu.
Marazm włoskiej piłki nie jest czymś nowym, więc zmieniło się postrzeganie tej reprezentacji. Na szczęście postawa Włochów na tym turnieju, gra Juventusu w Europie, wyniki włoskich klubów w sezonie 14/15 stanowią zalążek renesansu tamtejszego futbolu.I tu jest problem Serie A. Taki argument byłby zrozumiały, gdybyśmy mówili o Islandii i utracie Sigurðssona albo Albanii i graniu bez Cany. Włochy to jedna z najwybitniejszych piłkarskich nacji w historii tego sportu. Mają ligę, która jest w czwórce najsilniejszych na świecie. Niemniej jednak, jak widać, bliżej im do statusu Premier League niż Hiszpanii i Niemiec. W Anglii rodzimi nie grają i śmieją się z tego wszyscy, a cierpi na tym reprezentacja. W Serie A Włochów występuje zdecydowanie więcej, ale efekty są takie, że wypadnie dwóch zawodników i nie ma kim ich zastąpić (tj. o podobnej skali umiejętności).
Tylko, że znów powołujesz się na pojedyncze przypadki. Nikt, by nie demonizował, gdyby Włochom wypadł jeden piłkarz. Tymczasem wypadła cała druga linia, która z zamyśle miała stanowić równowagę dla możnych piłkarskiego świata. Tym gorzej, że mówimy o drużynie, której większość nie traktowała jako faworyta turnieju, a spora część wręcz powątpiewała w wyjście z grupy. Jak więc nie traktować tego turnieju w wykonaniu Włoch jako sukces? Rozbija się o to, że Ty twierdzisz, że nieobecność ważnych graczy w takich turniejach, to coś naturalnego. I ja się z tym zgadzam. Gdy jednak wypada Ci trzon zespołu, to jest to już jednak anomalia, którą można uznać za swoistą wymówkę.



