Oczywiście będę kibicować Portugalii.
Niby nie jest to turniej, na którym Ronaldo byłby w szczytowej formie, ale mimo to Portugalia w dużym stopniu to właśnie jemu zawdzięcza fakt, że jest w tym finale. Choć Cristiano wygrał w swojej karierze naprawdę dużo, w niedzielę prawdopodobnie rozegra najważniejszy mecz w swoim życiu. Nie sądzę by traktował go inaczej, a to najlepiej oddaje stawkę rywalizacji.
Griezmann jest w gazie i jeśli ma to dla niego jakieś znaczenie, ma szansę w pewnym sensie odegrać się na Ronaldo za Ligę Mistrzów.
Ogólnie kadrowo silniejsza jest Francja. Francja ma też przewagę własnego boiska, przewagę w historycznej rywalizacji, nie chcę pisać, że przewagę w postaci arbitra, bo mam nadzieję, że ten zaliczy świetny występ. Dla formalności - Clattenburg dostał kolejny w tym roku finał.
Ogólnie za Francją przemawia wszystko. Wszystko poza pragmatyzmem i szczęściem ich rywali oraz poza niezaspokojoną ambicją i chęcią triumfu Cristiano Ronaldo, któremu w karierze brakuje tyko trofeum wygranego z dorosłą reprezentacją. Jeśli jest ktoś, kto może odebrać Francji marzenia to na pewno jest to własnie Portugalczyk z siódemką na plecach. Sam fakt, że jest zdrowy i zmotywowany czyni go bardzo niebezpiecznym.
Jednakże równie dobrze w niedzielę bohaterem wieczoru może zostać ktoś zupełnie inny. Ktoś, kogo nikt o to w tym momencie nawet nie podejrzewa.



