Do 30 minuty Panathinaikos prawie nie istniał. Wisla co chwilę dręczyła obrońców "Koniczynek" do wysiłku, jednak potem same głupie błędy i to był cud, że do pierwzej połowy utrzyamliśmy 0-0. Potem dwie bramy Greków i no i na szczęście ładna bramka Sobolewskiego. Potem drużyna z Krakowa zamiast pójść za ciosem chciała się bronić i to było wiadome, że albo w 87 minucie, albo 90 stracą tą bramkę. Dogrywka była taka jak ostatnie 30 minut meczu. "Wisełka" się broniła, a "Koniczynki" dąrzyły do strzlenia gola !
Cóż na otarcie łez znowu gra w UEFA, może tym razem dojdziemy gdzieś daleko po w tamtym roku nie bło zbyt dobrze (Valerenga Oslo).



