MazurXIII pisze: Bo wbrew temu co niektórzy tu wypisują w hierarchii niektórych dyscyplin IO są dość nisko. Np. piłka nożna, koszykówka (ale tylko dla Amerykanów) czy...tenis- http://www.tenisportal.com/felieton/igr ... emy434520/
Na jej podstawie on to stwierdza? Pytał takiego Enqvista dlaczego leci do Aten?Igrzyska to specyficzny turniej, taki "bonusowy piąty Wielki Szlem", który celem staje się jednak dopiero dla zawodników doświadczonych, którzy w świecie tenisa już coś osiągneli i w momencie olimpijskiego triumfu nie byli anonimowi.
Czyli jeżeli ludzie z drugiej setki w rankingu zaczęliby się zabijać o złoto, to nagle IO by się stały dla tenisistów prestiżowe?
Dementieva to przez lata czołowa tenisistka świata.Niektórzy pomyślą: no ale taka Jelena Dementieva (mistrzyni z Pekinu 2008) i Alicia Molik (brązowa z Aten 2004) czy sensacyjni Chilijczycy - Nicolas Massu (mistrz z Aten 2004) oraz Fernando Gonzalez (wicemistrz z Pekin 2008 i brązowy medalista z Aten 2004) mogli godnie zaprezentować swój kraj na igrzyskach. Dobra zgodzę się medalistami zostali, ale sami odpowiedzcie sobie na pytanie: o kim słyszeliście więcej i w historii tenisa byli bardziej znaczącymi postaciami, wspomniani sensacyjni medaliści czy niespodziewani triumfatorzy wielkoszlemowi, choćby Marion Bartoli (która na żadnych igrzyskach nie zagrała) czy Andy Roddick.
González w 2008 miał kapitalną formę, był rok po życiowym sukcesie (finał Australian Open), a do 2009 roku ten zawodnik zawsze był w czołówce. Od piątego po dziesiąte miejsce w rankingu.
Massu ok, niespodzianka, ale... co za tendencyjność.
Autor artykułu wymienił Massu jako przykład sensacji i podważa prestiż IO, ale półfinalistów Nadala, Djokovicia, czy Blake'a z 2008, a także Federera, Murray'a, Del Potro i Djokovicia z 2012, to już pominął. Gdzie w tym gronie mamy odpowiednika Massu?
To w końcu zależy tym, którzy już wszystko osiągnęli i "teraz piąty Szlem", czy jednak niewygodny turniej w kalendarzu i trzeba rzucić na luz, bo Szlemy ważniejsze? Za dużo sprzeczności.
Tak samo ciekawi mnie, jak on postrzega takiego Kafelnikowa albo Haasa, gdy ci wojowali o olimpijskie złoto.
Tak, bo w 2008 roku miał koszmarny sezon, od początku sezonu zmagał się z mniejszymi bądź większymi chorobami typu grypa, a w największych turniejach przegrał z młodziutkim Djokoviciem, został zdeklasowany przez Nadala w Paryżu oraz zrzucony z wimbledońskiego tronu. To po prostu był fatalny sezon Federera. Jakoś Nadal i Djoković zagrali w Pekinie na swoim ówczesnym poziomie.17-krotny triumfator imprez Wielkiego Szlema a także liderujący zestawieniu ATP przez 302 tygodnie Helwet smaku złota singlowego nie zaznał zaś do tej pory, co więcej, na 4 kolejnych igrzyskach, na których wystartował dopiero w kwiecie wieku wywalczył indywidualne srebro w Londynie w 2012



