A.F.C. Bournemouth

blackmore
Kapitan
Kapitan
Posty: 3853
Rejestracja: 28 wrz 2013, 21:11
Reputacja: 163

A.F.C. Bournemouth

Post autor: blackmore » 14 sie 2016, 16:31

Bournemouth – Manchester United 1:3

gospodarze to w poprzednim sezonie ciekawa opcja na spędzenie dnia z Premier League, albowiem pomimo ograniczonych możliwości technicznych, nadrabiali ubytki ambitną postawą zarówno w defensywie, jak i ataku. Niemniej jednak to zespół przeciętny w obronie, by nie mówić, że słaby, zatem dla Czerwonych Diabłów wydawał się właściwym przeciwnikiem na inaugurację nowego sezonu. Manchester długo się rozkręcał. Zanim Simon Francis pomógł, to można wspomnieć jedynie strzał Martiala oraz próbę Rooney'a, po której skutecznie interweniował Artur Boruc. Na początku drugiej połowy był krótki okres, gdy zespół Howe'a przycisnął gości. Gospodarze śmiało podejmowali próbę dryblingu, starając się zwodami zyskiwać wolną przestrzeń. Do celnego strzału nie doszło, ale był to czas, gdy United mógł się poczuć niepewnie i pomyśleć o zadbaniu o spokój oraz podwyższenie rezultatu. Bramka na 2:0 trochę szczęśliwa, tj. fuks, że po nieczystym uderzeniu Martiala, futbolówka idealnie spadła na głowę kapitana United. Dlatego najlepiej będzie wspomnieć strzał Ibrahimovicia. Dobre uderzenie Szweda z dalszej odległości, ale paradoks taki, że po tym, jak Mourinho zaczął nagabywać swoich graczy do dalszego atakowania, to Manchester jakby stanął. Piłkarze Eddiego Howe'a zaatakowali, strzelili gola honorowego, a jeszcze w samej końcówce byli krok od kontaktowego, lecz o swojej klasie dał znać de Gea. United mógł zaliczyć jeszcze jedno trafienie, ale Ibrahimović (który po przerwie ładnie przymierzył z rzutu wolnego, ale Boruc wyszedł obronną ręką) wolał podać do Mchitarjana, co jednak nie miało przełożenia na kolejną kapitulację polskiego golkipera.

Wróć do „Anglia”