Prawda jest taka, że Valencia w ostatnim czasie prowadzi bardzo nierówną politykę transferową, jeśli chodzi o ceny zawodników wytransferowywanych z klubu. Poza takimi strzałami jak Mathieu czy Gomes do Barcy, których transfery zostały przyjęte w ogólnym rozrachunku jakoś dobrze zrobione biznesy, czy Soldado do Tottenhamu, Nietoperze przypominają w swojej nieudolności Milan. Wziąć z przypadku, a później kombinować komu oddać za parę groszy. A ci, których można by sensownie spieniężyć, idą za czapkę gruszek.
Nie wspominam już o łaszeniu się do Samperów, Munirów itp., co zaczyna przypominać działalność filialną wobec Barcelony. Niestety Valencia pozbawiona charakteru Rufete, który był genialnym dyrektorem sportowym, pod rządami Lima zmierza w przepaść. Trochę przypomina się casus Malagi, którą Al-Thani zostawił w kalesonach.
Walenckie media podają, że transfer Paco nie ma racji bytu z punktu widzenia Valencii. I dobrze, bo w tej sytuacji ekonomicznej nie byłoby szans na sprowadzenie kogokolwiek zbliżonego poziomem, choć i tak Paco to nie jest mistrz.
Teraz gra toczy się wokół Mustafiego i Alvesa. I o ile transfer Niemca rozumiem - jego poziom jest zdecydowanie wyższy niż gra o środkowe rejony tabeli La Liga, a i zarobić można, tak chęci puszczenia Alvesa nie rozumiem. To mogła być ikona, a kosztem jego i Jaume Domenecha promuje się Ryana, który nie porywa. Ale takie przyszły czasy, że na czele klubu stoi figurantka z Azji, a kibice przecierają ze zdumienia oczy.



