Szwecja - Holandia 1:1
skusiłem się na to spotkanie, ponieważ obie drużyny rozpoczynają nowy rozdział i warto było spojrzeć, jak już na samym początku będzie wyglądało budowanie nowej siły tych reprezentacji. Szwedzi ze świeżym trenerem i już bez wielu znanych graczy (Ibrahimovicia, Källströma, Isakssona, Wernblooma, Antonssona, Zengina), którzy udali się na reprezentacyjną emeryturę, natomiast Oranje, co prawda dalej z Blindem na ławce, ale mającym już własny start eliminacyjny i przestał on być strażakiem próbującym gasić pożar, jak miało to miejsce w poprzednich kwalifikacjach do Euro. W przekroju 90. minut lepsze wrażenie sprawiali Holendrzy. To oni wydawali się mieć lepszy pomysł na rozegranie tego spotkania, zaprezentowali więcej kombinacyjnej gry, długo utrzymywali się przy piłce, lecz problemem było wykończenie akcji. Taki Sneijder zakończył występ z bramką na koncie, ale w dwóch innych sytuacjach, zachowując odpowiednią siłę uderzenia, kierował piłkę w sam środek bramki Olsena. Podobnie było w przypadku oddanych strzałów po stałych fragmentach gry. Zwłaszcza w jednej sytuacji (już w drugiej połowie) Virgil van Dijk kapitalnie wybił się w powietrze, jednak posłał piłkę idealnie w stojącego na środku linii bramkowej golkipera FC Kopenhagi. Podobały mi się także próby z dystansu, zwłaszcza przed przerwą podopieczni Blinda dwukrotnie na poważnie zatrudnili Olsena, oddając mocne uderzenia zza linii pola karnego. Ponadto, co trzeba uwzględnić, arbiter zabrał zwycięstwo Holandii w samej końcówce rywalizacji. Bas Dost trafił do siatki przeciwnika, ale sędzia dopatrzył się przewinienia snajpera brązowego medalisty ostatniego Mundialu. Popchnięcia Victora Lindelöfa jednak nie było, a gościom należała się bramka. Aha. Bruma. Pomimo kilku błędów, miewał również takie interwencje, których nie powstydziłby się najlepszy stoper świata. Bardzo dobry występ tego defensora.



