Manchester United – Leicester City 4:1
pierwsza połowa w wykonaniu Czerwonych Diabłów bajeczna. Wynik mógłby być wyższy i dla fanów tej drużyny, wielka szkoda, że Ibrahimović nie skorzystał z podania Pogby. Dla mnie to potencjalne trafienie byłoby ładniejsze niż np. gol Maty po zespołowej akcji. Zresztą w trakcie pierwszych trzech kwadransów Szwed miewał kilka takich momentów, gdy co jak co, ale w jego wykonaniu dane zagranie powinno być ciut lepsze. Rashford trafił do siatki Zielera, lecz do tego momentu prezentował się kiepsko. Błędy w przyjęciu, nie najlepszy drybling... Ostatecznie trafienie go ratuje, ale przez kilkanaście minut Anglik dawał podstawy do myślenia, że na tym etapie kariery pierwszy skład to jeszcze za dużo i należy w nim upatrywać jokera. Lisy natomiast miały krótki okres, gdy na dłużej zagościły w obrębie "szesnastki" De Gei. Była okazja Albrightona, który zamiast zagrywać płasko, po ziemi, to wymyślił sobie podanie górą, co ułatwiło pracę bramkarzowi United, a jednocześnie zaprzepaściło okazję na gola dobrze ustawionemu Vardy'emu. W tym przypadku mała reprymenda dla Valencii, który bardzo dobrze wszedł w to spotkanie i niczym prawdziwy skrzydłowy z powodzeniem przemierzał z piłką prawą stroną boiska, ale narodziny sytuacji podbramkowej dla mistrza Anglii to częściowo "zasługa" potknięcia Ekwadorczyka. Później niezłej okazji się doczekał Robert Huth, jednak potwierdziło się, że poza mocną główką, repertuar zagrań Niemca w ofensywie jest ograniczony. Po przerwie Ranieri zdjął z placu gry Vardy'ego oraz Mahreza, co w kontekście meczu Ligi Mistrzów, wydaje się właściwą, mądrą decyzją. Lisy na jakości w ofensywie nie ucierpiały, a wręcz przeciwnie, nabrały większej swobody w działaniu i pojawiło się kilka szans na zaskoczenie De Gei. Demarai Gray uderzył praktycznie nie do obrony (a wcześniej zbyt pasywnie względem niego poruszał się Lingard, na co Mourinho powinien zwrócić uwagę), zaś tuż po nim z dystansu próbował Fuchs (zablokowany) oraz King (prosto w bramkarza). Generalnie zmiany Ranieriego trafione. Schlupp, gdy zaprzestaje swojemu egoizmowi, potrafi być naprawdę pożytecznym zawodnikiem, zaś wspomniany już Gray, po raz kolejny poczęstował widzów precyzyjnym uderzeniem na dalszy słupek. Przy drugiej próbie jednak skutecznie interweniował De Gea. Manchester tej śmielszej grze przyjezdnych się odgrażał, aktywny był zwłaszcza Ibrahimović, który nie tylko samemu starał się wpisać na listę strzelców, ale i wielokrotnie brał się za rozgrywanie, czy to ze środka pola, czy biegając bliżej linii końcowej boiska. Myślę, że na upartego piąta bramka mogła paść, niemniej jednak nie ma co ukrywać, że mając wynik 4:0 do przerwy, Czerwone Diabły odrobinę spuściły z tonu, przez co w drugiej połowie lepsze wrażenie w ofensywie sprawiała pobudzona przeprowadzonymi zmianami drużyna z King Power Stadium. Ostatecznie trzy punkty dla zespołu Mourinho, który w efektownym stylu przerwał ostatnią krótką, ale rażącą, passę porażek w lidze.



