Stoke City

blackmore
Kapitan
Kapitan
Posty: 3853
Rejestracja: 28 wrz 2013, 21:11
Reputacja: 163

Stoke City

Post autor: blackmore » 02 paź 2016, 15:10

Manchester United - Stoke City 1:1

Shay Given już od kilku spotkań siedzi na ławce rezerwowych, ale irlandzki weteran może z podziwem spoglądać na popisy Lee Granta. W pierwszej połowie Czerwone Diabły powinny prowadzić różnicą co najmniej trzech goli, ale bramkarz Stoke spisywał się znakomicie. Doskonałe okazje na trafienie do siatki rywala miał Ibrahimović (dwa strzały w ciągu jednej akcji) oraz Lingard. Warto również wspomnieć o minimalnie niecelnym uderzeniu Paula Pogby, a także precyzyjnym strzale Juana Maty, po którym Grant sparował piłkę na rzut rożny. Jeżeli chodzi o zespół Marka Hughesa, to można wymienić dwa uderzenia Camerona i przyznam szczerze, że zwłaszcza drugi z nich powinien się zakończyć golem. Amerykanin dostał futbolówkę od Allena na środku "szesnastki", będąc niepilnowanym, ale siła płaskiego strzału była tak mizerna, że nie miał prawa w żaden sposób zaskoczyć nim De Gei. Po przerwie gra się nieco wyrównała, tj. Manchester nie grał już tak kombinacyjnie i efektownie jak w pierwszych trzech kwadransach, a największe zagrożenie kreował, podobne jak niżej notowany przeciwnik, po strzałach z dystansu. Uderzał ponownie Pogba, a najgroźniej było po próbie Herrery... Wreszcie wpadło, aczkolwiek w nieco absurdalnych okolicznościach. Akcja Wayne'a Rooney'a przy trafieniu Martiala, pod względem jej charakteru, podobna do tej z meczu przeciwko Zorii Ługańsk. Nieco kuriozalna, trochę przypadku... W czwartek skończył Ibrahimović, zaś dzisiaj (przy udziału trzeciego aktora, bodajże Camerona) skutecznie finiszował francuski rezerwowy. Gol dla gości trochę przypadkowy, ale futbol miewa również takie oblicze. W tym przypadku największa bura dla De Gei. Jasne, strzał Johnsona był nieprzyjemny i po drodze piłka chyba otarła się o któregoś z zawodników, lecz i tak Hiszpanowi należy wytknąć nieporadność. Jest genialny, zatem nie ma co się na niego obrażać, ponieważ nawet największym zdarzają się potknięcia, niemniej jednak jak Stoke nie było w stanie na dobre zagrozić United (takich strzałów jak ten z bliska w wykonaniu Allena, po minięciu Smallinga, chyba nie można brać na poważnie), tak golkiper drużyny Mourinho pomógł The Potters w wywalczeniu bezcennego punktu. Jeżeli chodzi o ostatnie minuty rywalizacji, to Manchester mnie nie przekonał. Jasne, była poprzeczka po główce Pogby, ale brakowało mi takiego zdecydowanego, zmasowanego ataku na bramkę Granta, nie mówiąc o jakichś naprawdę dogodnych szansach na przechylenie szali na własną korzyść. Niemniej jednak w przekroju całego pojedynku drużynowo Manchester nie wyglądał źle, zwłaszcza w pierwszej połowie. Może trochę Valencia obniżył loty względem ostatnich spotkań (przeciwnie do Maty, który rozkręca się z meczu na mecz; dzisiaj Hiszpan zagrał kilka naprawdę bajecznych piłek). Nie wychodziły mu dośrodkowania, także niezbyt pewny w poczynaniach defensywnych. Stoke? Bez wątpienia udany występ w obronie, ale w ofensywie wciąż bez pomysłu, czy może zwyczajnie bez umiejętności. Niby jest Bony, jest Shaqiri, jest Allen, ale potrzeba naprawdę czasu, aby się doczekać porządnej akcji w wykonaniu ekipy Hughesa.

Wróć do „Anglia”