Czy tak będzie to mimo wszystko nie wiadomo. Clinton na pewno będzie kontynuować tę politykę piwotu na azję pacyficzną z prezydentury Obamy i właśnie ona sama jako sekretarz stanu. To jawi mi się jako ten pragmatyzm polityczny USA. Zmieniają się ludzie, ale jakiś ogólny plan działania już nie. W administracji są eksperci, którzy te projekty ciągną. Trump w cieniu gabinetów może zrobi inaczej niż zapowiada w kampanii i pod namową ekspertów zrewiduje swoje podejście do spraw, ale czy na pewno? Nie wiem i wolałbym się nie przekonywać. Bo jednak stabilniejszym scenariuszem jest wzmacnianie współpracy politycznej, ekonomicznej czy nawet militarnej z państwami okalającymi Chiny niż doprowadzanie do konfliktu handlowego.


