W Polsce. W USA nie ma za bardzo szkół. Zdecydowana większość uczy się jeździć "od rodziców". Nie ma żadnych wymogów tak naprawdę. Znalazłem szkołę, która by mnie kosztowałą tyle, co w Polsce, tyle, że dawała 6 godzin jazdy po jakichś wiejskich drogach. Cytując klasyka, na [ch**] mnie ten kaktus. Są ludzie, którzy nie jeździli bo czymkolwiek przypominającym miasto i mają prawo jazdy i potem widać, co się dzieje na drogach, tzn. masa idiotów bez wyobraźni. Samouczki to niebezpieczna sprawa. Egzamin w USA jest banalny: zaparkować równolegle przy pachłolkach, zatrzymać się parę razy na stopie, nie zapomnieć o kierunkowskazie, skręcić parę razy w prawo i koniec.
Natomiast z drugiej strony w USA większość debili prędzej się zatrzyma lub nie będzie umiała podjać decyzji więc będzie stać, a w Polsce jest masakra w drugą stronę - ludzie jeżdżą trochę jak w Rosji, wyprzedzanie przez ciągłą jest normalką, jazda 100 w mieście przy ograniczeniu 60 czy 70 też. [moralizowanie]Zabierać prawa jazdy, inaczej się nie da tego rozwiązać (chyba).[/moralizowanie]



