Też po każdym meczu sobie zadaję pytanie "ile [k****] jeszcze?" ale znowu jak nie idzie, to czytam, że winne są jednostki, pozmieniajmy tego z tamtym i będzie dobrze. Zupełnie tego nie kupuję. Mamy swoje problemy, wczorajszy mecz z Evertonem był jednym ze słabszych w ostatnim czasie ale The Toffees to nie jest ekipa, którą łatwo ograć na ich stadionie a my byliśmy tego wyjątkowo blisko. Zawalił Fellaini ale podczas, kolejnej już, frajerskiej straty punktów trudno szukać wszystkich problemów w Belgu.
Co do personaliów to nie sądzę żeby odsunięcie Fellainiego czy wrzucenie Blinda do środka zrewolucjonizowało naszą grę i wyniki bo ani jeden ani drugi nie jest lekiem na naszą największą bolączkę w tej chwili czyli brak skuteczności. Belg zawalił wczoraj tak jak lewa strona zawaliła krycie w końcówce z Arsenalem ale trudno liczyć, że w każdym meczu będziemy grać na 0 z tyłu.
W ostatnich spotkaniach po raz pierwszy od kilku lat była jakaś ciągłość w niezłej grze, sporo sytuacji podbramkowych i można było otwarcie napisać, że do zwycięstw zabrakło tylko szczęścia i skuteczności (albo odwrotnie). Ta tendencja jest szalenie niepokojąca bo od września, w lidze, w 11 kolejkach na 33 możliwe punkty zdobyliśmy 12. Od początku września zespół w lidze wygrał 2 (słownie dwa!!!) mecze na 11. Z ostatnią i 15 ekipą ligi. Nie da się wobec tego przejść obojętnie.
Problem jest jednak znacznie głębszy niż przestawienie dwóch klocków. Nie oszukujmy się, przy takich wynikach głowa Mourinho, w normalnych okolicznościach, powinna wisieć na włosku. Wokół drużyny wciąż jednak panuje umiarkowany optymizm a to wszystko dzięki przyzwoitej grze jaką zespół ostatnio pokazywał. Prawdą jest, że od czasu klęski z Chelsea zespół zagrał wczoraj najsłabszy mecz w lidze a i tak był o włos od zgarnięcia 3 punktów na terenie gdzie nikt w lidze jeszcze nie wygrał. Trudno też kwestionować to, że United powinno zgarnąć po 3 punkty w meczach z Burnley, Stoke, West Hamem i Arsenalem. Po erze LVG i Moyesa gdzie albo mieliśmy problem ze stworzeniem jednej akcji w meczu, albo graliśmy odważniej do przodu ale kompletnie bez obrony, United potrafi grać w piłkę, kreować okazje i przy tym sensownie bronić. Paradoksem jest to, że jednocześnie notuje najgorsze wyniki od odejścia Fergusona.
Wcześniej narzekaliśmy na brak jakiejkolwiek wizji gry do przodu, teraz jakieś fundamenty da się dostrzec ale drużynie brak konsekwencji pod bramką rywali, którą np. taki Conte wszczepił Chelsea. Pytaniem pozostaje gdzie zarówno u działaczy, kibiców jak i samych piłkarzy jest granica tolerancji takich rezultatów jakie notuje ekipa Mou już prawie 2,5 miesiąca.
Czy komukolwiek się to podoba czy nie, głowa Mourinho raczej szybko nie poleci więc z perspektywy sympatyka MU można tylko czekać na kolejne mecze i liczyć, że w końcu ten projekt przyniesie oczekiwane wyniki.



