Manchester United (zbiorczy) (cz.2)

Awatar użytkownika
Morrow
Administrator
Administrator
Posty: 12926
Rejestracja: 15 maja 2006, 22:36
Reputacja: 2053

Manchester United (zbiorczy) (cz.2)

Post autor: Morrow » 11 gru 2016, 19:08

No nareszcie przełamanie. Znowu balansujemy na cienkiej linii, dzisiaj na szczęście udało się przerwać tę fatalną passę i dociągnąć 3 punkty do końca. Totki przegrywają dopiero po raz drugi w tym sezonie więc należy docenić ten wynik.

Mchitarjan z piekła do nieba i znowu w otchłań. Jak już wrócił do łask i zaczął błyszczeć to Rose musiał go połamać. Na szczęście Mourinho powiedział, że na Boxing Day ma być gotowy, znając nasze szczęście potrwa to jednak ciut dłużej ale i tak dobrze, że nie ma dramatu. Szkoda, że trafiło się to akurat teraz kiedy Ormianin pokazał, że się zaadaptował w Premier League i został naszym motorem napędowym. Cóż, wciąż mamy Matę.

Dobry mecz defensywy, Rojo nie przestaje mnie zadziwiać. Dalej mu nie ufam ale sporą niespodzianką jest dla mnie to, że na ten moment z Jonesem tworzą naszą najstabilniejszą parę stoperów. Przy takiej dyspozycji Bailly i Smalling wcale nie będą mieli łatwego powrotu do pierwszego składu. Trudno też cokolwiek złego powiedzieć na Darmiana, który zagrał naprawdę dobre zawody na lewej strony. Kolejny z tych "skreślanych", który wykorzystuje swoją szansę i odżywa.

Największym wygranym tego sezonu póki co jest chyba Herrera. Dzisiaj kolejne świetne zawody w jego wykonaniu, asysta pierwsza klasa. Szkoda, że nie da się rozmnożyć Carricka - to jest fundament skutecznej pomocy MU. Przy Pogbie mieszane uczucia, kolejny raz fajne zagrania i wejścia przeplatane nonszalancją i brakiem koncentracji. Francuz miał dwie piłki, które powinny się skończyć bramkami i nie mam tu na myśli tego świetnego wolnego, który zatrzymał się na spojeniu. Najlepsza okazja Totków też wynikała z jego błędu a w zasadzie braku krycia (główka niepilnowanego Wanyamy). Ibra też miał swoją okazję ale Szwed jest wciąż nierówny i pod bramką rywala brakuje my wykończenia, którym imponował. Martial był dziś chyba najsłabszy w naszych szeregach.

Koniec końców liczą się 3 punkty. W tym sezonie ogrywamy w lidze po raz pierwszy rywala, z którym walczymy o top4. To cieszy. Tak jak i to, że za dobrą grą wreszcie przyszło zwycięstwo. Skuteczność nadal szwankuje ale wreszcie jest jakiś powód do optymizmu w postaci zdobyczy punktowej, zobaczymy jak to się rozwinie dalej. Do tej pory kalendarz nas nie rozpieszczał, teraz pojawi się szansa by nieco się odkuć. Rywale wciąż grają dla nas więc liczę, że wreszcie zaczniemy regularnie punktować i zaczniemy pościg.

Wróć do „Anglia”