Watford - Crystal Palace 1:1
dla Orłów rozpoczął się nowy rozdział i od pierwszego gwizdka Marka Calltenburga widoczna była ich szczególna motywacja, aby pod skrzydłami świeżo przybyłego managera pokazać się z jak najlepszej strony. Podopieczni Allardyce'a rzucili się na gospodarzy, starając się jak najszybciej stworzyć zagrożenie pod bramką Gomesa. Szerszenie mogą mówić jednak o niemałym pechu. Już w 3. minucie spotkania po wykonaniu wślizgu przy solowej akcji Zahy, kontuzji nabawił się Janmaat. Kilkadziesiąt sekund później z powodu urazu boisko zmuszony był opuścić Behrami... Takie okoliczności na pewno ułatwiły grę gościom, którzy wykorzystali chaos, jaki się wdarł w szeregi Watfordu.
Pierwsze zagrożenie ze strony przyjezdnych wynikało ze stałych fragmentów gry. Najpierw wykonali rzut wolny z niemalże linii bocznej pola karnego, a niewiele później zyskali dwa rzuty rożne. Następnie niezłą akcję przeprowadził Benteke, ale będąc w okolicach "szesnastki", belgijski napastnik wykonał o jeden zwód za dużo i stracił futbolówkę, zaś uderzający po nim Cabaye pomylił się niewiele. Francuz posłał piłkę tuż obok lewego słupka. Wreszcie udało się pokonać Gomesa, czego dokonał były zawodnik Newcastle. Cabaye otrzymał znakomite podanie i pewnie pokonał brazylijskiego golkipera. Bura dla Kaboula, który dzisiaj zupełnie "nie ogarniał", często nie tylko łamiąc linię, ale również bezmyślnie faulując. Do przerwy wynik mógł być wyższy, ale Benteke nonszalancko podszedł do rzutu karnego i ułatwił interwencję Gomesowi.
W drugiej połowie zespół Sama Allardyce'a wyraźnie obniżył loty, zaś gospodarze nabrali wiatru w żagle. Zaczęło się od strzału Ighalo, później Szerszenie doczekały się jeszcze kilku innych okazji, aż wreszcie Clattenburg podyktował rzut karny, po którym wynik został wyrównany. Obraz gry nie uległ zmianie do ostatniego gwizdka. Allardyce nie nakazał swojej drużynie przesunąć się do ataku i to wciąż Watford był stroną dominującą. Jakichś 100% szans się jednak nie doczekał i dlatego remis należy uznać za rezultat w pełni oddający przebieg rywalizacji. Pierwsze czterdzieści pięć minut z wyraźnym wskazaniem na gości, ale w drugiej połowie inicjatywa leżała po stronie podopiecznych Waltera Mazzarriego. Dwie różne połowy, dwie różne postawy obu drużyn. Tak w skrócie możemy określić dzisiejszy pojedynek na Vicarage Road.



