Wiesz, Domek to zbyt luźne miejsce na takie rozkminy, ale myślę, że ja jestem bardziej nadwrażliwa niż słaba psychicznie. Musisz wiedzieć, że często o tym myślę i sama się nad tą kwestią zastanawiam. Doszłam w końcu do wniosku, że słaba osoba nie podołałaby temu wszystkiemu, przez co ja musiałam przejść od wczesnego dzieciństwa - spędzanie czasu z pedowujaszkiem, bycie świadkiem jak facet zabił się parę metrów ode mnie, obserwowanie przemocy każdego niemal dnia, opluwanie z powodu wyglądu, wyśmiewanie na ulicy, ta żałosna zdrada mojego byłego albo "przyjaciółka", która zawsze odbijała mi faceta, gdy zaczynałam się z nim spotykać [hah, z jakiegoś powodu i Marcina, i poprzedniego poznała po czasie] - to wszystko mnie doprowadziło do totalnego doła psychicznego, ale przetrwałam. To się oczywiście odbija na mnie do dziś, ale tylko osoba twarda mogła przez to przejść i wyjść na ludzi. Miałam trochę szczęścia w życiu - żeby ludzie nie skupiali się na tym, że źle wyglądam, zawsze zgrywałam klauna, dlatego miałam tłumy znajomych i przyjaciół. Kiedy pierwszy raz napisałam na blogu o swojej brzydocie, kilkanaście osób, z którymi uczyłam się od podstawówki po studia zaczęło do mnie pisać w stylu: "wtf? przecież nigdy nie dawałaś po sobie poznać, że czujesz się ze sobą źle". Ludzie utrzymali mnie na powierzchni. No i, paradoksalnie również to, że mój brat był osiedlowym łobuzem. Gdyby nie on, ci wszyscy ludzie nie wahaliby się mnie gnoić tak jak obcy na ulicy, a tymczasem miałam zapewnioną jakąś nietykalność. Wystarczyło, że poskarżyłam się koleżance na jakiegoś gościa i usłyszał to jakiś typ wchodzący akurat do klatki. "Masz z kimś Klaudynka jakiś problem?". Po dwudziestu minutach najbliższy kumpel brata zaprosił mnie do samochodu na pogadankę i zapowiedział, że mam mu wskazać tego z kim mam problem, a on odrąbie mu głowę i nasika do szyi. No i wiem, że gdyby trzeba było, to by to zrobiłDDK pisze: Natomiast jedno ale. Czasami była atakowana, jak kazdy z nas. Zawsze na żarty. Ale zawsze, zamiast sobie robić jaja z siebie, próbowała się bronić: jak nie siebie, to swoich dziwnych znajomych, Mara itd. Cięzko mi sobie przypomnieć, żeby śmiała się sama z siebie. Dodatkowo cięzko było jej podjąć stanowcze decyzje jak chociażby przeciwstawić się, żeby jechać do matki męża na święta(dobrze pamiętam?). Stąd już jakiś czas temu wysnąłem wniosek, że w porównaniu z nami (facetami) jest dużo słabsza psychicznie. Wiadomo, każdy z nas jest inny i każdy ma swoje problemy (Carbon dorasta, Kapustka studia i dupy, ddemon laska itd) ale mimo, że się każdy wyżali na forum to w życiu robi to co uważa za dobre. Natomiast duża cześć kobiet ma problem z tym, żeby postawić na swoje. Psychicznie, kobiety jako ogół, są dużo słabsze od mężczyzn. I teraz miedzy innymi to widać. Przy dotknięciu bolesnej strony (w tym wypadku wygląd) futbolowa, gdy nie miała jak się bronić zdecydowała... się odpuścić. Nie, że zaśmiać się, zażartować czy coś chamskiego odpisać, ale... nie wytrzymała. Zdecydowała, że odchodzi, takie jej prawo. SZkoda, wielka szkoda, bo to wielka strata dla forum. Ale... Klaudyna, jeśli to czytasz to spróbuj to przemyśleć i może coś z tym zrobić.
W każdym razie problem z wypowiedzią Clonera był taki, że ja czuję się jak Wasza kumpela [kumpel, może?], siostra, ktoś bliski, w każdym razie i czuję się tu bezpiecznie. Zawsze wiedziałam, że mogę być tu sobą, bo żaden z Was nigdy nie dał mi odczuć, że ma problem ze mną, z powodu tego, że jestem babą albo mam przerośniętą żuchwę. Nabrałam dystansu do obcych, którzy mnie zaczepiają z powodu wyglądu, bo i z wiekiem doświadczam tego coraz rzadziej. Natomiast nigdy nie przyzwyczaję się do tego, że ktoś, kogo uważam za bliskiego [nawet w necie] przywala mi jakimś zjebanym żartem na temat wyglądu, bo tego się po prostu nie robi. Oczywiście, Cloner ma rację, że nie mam w tym temacie do siebie dystansu, ale nie uważam, że to coś złego. Niektórzy zapomnieli, że jednak jestem kobietą i do takich uczuć mam prawo
Potrzebowałam chwilę ochłonąć i naprawdę planowałam nie odzywać się na forum albo przynajmniej omijać Domek, ale też jest to dla mnie trudne, bo Wy dajecie mi namiastkę kontaktów międzyludzkich, których mi brakuje. Wczoraj np. cały dzień mnie nosiło, żeby Wam napisać, że śniło mi się, że wynajęłam jakąś koleżankę, żeby się gziła z Marlonem jako moje zastępstwo
W każdym razie nie chciałam z tego robić żadnego cyrku. Tak jak pisałam wcześniej - wiem, że Cloner nie miał złych intencji, po prostu głupio zażartował, potem nie wyczuł sarkazmu. A mnie zrobiło się przede wszystkim przykro nie dlatego, że się tak głupio zachował, ale dlatego, że znalazł w tym poparcie. I tyle
Macie szczęście, że się piwa napiłam, bo inaczej bym się tak nie rozgadała.


